Reklama


Ekspert swoje, sąd swoje. A co z pszczołami?

19/09/2016 06:48

Przed oblicze Temidy trafiła sprawa sąsiedzkiego konfliktu z Zawoi. Ludziom poszło o owady. A wystarczy… podzielić się miodem?

 

Pan Czesław od lat zajmuje się pszczelarstwem. I nic nie byłoby w tym nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w jego sąsiedztwie powstaje coraz więcej budynków mieszkalnych. A bliskość owadów zaopatrzonych w przerażające żądła nie wszystkim może się podobać.

Tak właśnie stało się w tym przypadku. Sąsiedzi pana Czesława postanowili pozbyć się uciążliwego, dla niektórych z racji uczulenia nawet niebezpiecznego sąsiedztwa. Sprawa trafiła do suskiego sądu rejonowego.

Profesor bada lot owadów

Sędzia w trakcie rozprawy powołał biegłych do oceny zaistniałej sytuacji „po obu stronach płotu”. Opinia dla Sądu Rejonowego w Suchej Beskidzkiej w sprawie powództwa przeciwko Czesławowi K. dotyczyła ustalenia, czy ule usytuowane przez pozwanego na jego działce w Zawoi zakłócają korzystanie z nieruchomości sąsiadów „ponad przeciętną miarę”. Opinia miała uwzględnić fakt uczulenia jednego z nich na jad pszczeli.

Reklama

Sporządzający opinię prof. dr hab. Jerzy Demetraki - Palelog, specjalista z zakresu pszczelnictwa i hodowli pszczół, wiceprezes Pszczelniczego Towarzystwa Naukowego stwierdził, że działka Czesława K. jest ze stron działek sąsiadów ogrodzona i ograniczona ekranami własnej, ale solidnej konstrukcji, żywopłotem i budynkiem mieszkalnym pozwanego. Co więcej, z opinii wynika, że ule umieszczone są na działce w jej centrum wylotami w różne strony - inaczej jak opisano w aktach sprawy. Według eksperta ekrany spełniają swoją funkcję zabezpieczając działki sąsiadów przed ewentualnymi nalotami pszczół. Nie mogą jednak zabezpieczyć przed pszczołami eksplorującymi najbliższą okolicę.

 

Reklama

Strach przed żądłem i… przed lekarską igłą?

 

Wedle ekspertyzy sąsiedztwo pasieki zwiększa prawdopodobieństwo użądlenia jednego z sąsiadów, który zgłaszał że jest uczulony. W toku sprawy sąd ustalił jednak, że osoba ta w latach 80 - tych XX wieku i w 2009 roku po użądleniu pszczoły miała trafić na odział ratunkowy. Jednak autor dokumentu stwierdził, że karta informacyjna ze szpitala oraz wyjaśnienia złożone na rozprawie nie rozwiązują tych problemów. "Strony i ich pełnomocnicy nie mogą umówić się w toku sprawy, że dana osoba jest lub nie jest uczulona na jad pszczeli. Tak samo nie mogą stwierdzić czyjegoś zgonu, umiejętności kierowania autobusem w ruchu ulicznym, czy toksyczności danej substancji. Do czynienia takich stwierdzeń trzeba bowiem posiadać formalne i praktyczne kwalifikacji". Autor zalecił więc zbadanie krwi jednego z sąsiadów oraz testy skórne. Do tego jednak nie doszło. "W mojej opinii obawa o swoje zdrowie i życie nie jest tak duża, jak to osoby zainteresowane manifestują w aktach sprawy i podczas wizji lokalnej" – napisał profesor Demeraki.

Reklama

W podsumowaniu ekspertyzy zaznaczono, że właściciel działki może w rozsądny sposób prowadzić na niej różne dopuszczone prawem działania, które mogą nawet zakłócać korzystanie z nieruchomości sąsiednich , ale tak aby zakłócenia nie były ponad przeciętną miarę. Pozwany nie prowadzi działań, które by w sposób bardzo uciążliwy, masowy, całoroczny i powodujący trwałe straty materialne zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiadów. Jednak pszczoły przez 14 procent roku mogą okresowo zakłócać korzystane z nieruchomości ponad miarę. Mimo to według eksperta usunięcie pasieki byłoby nieuzasadnione.

 

Reklama

Słoik miodu i po sprawie…

 

Profesor przedstawił też sposoby na załagodzenie jak by nie było konfliktu sąsiedzkiego którego zapewne niechcianymi bohaterkami stały się owady. " Sąsiedzi powinni regularnie wykaszać działki i prowadzić trawniki tak, aby nie było na nich roślin miododajnych tylko trawa. Z pomocą pozwanego Czesława K. nabyć elementarnej wiedzy o pszczołach, ta, aby bezpiecznie funkcjonować w ich sąsiedztwie. Specyficznym rodzajem negatywnej immisji działki pozwanego na działki powodów jest ich dyskomfort psychiczny i przesadne demonizowanie zagrożenia rzez pszczoły co stwierdziłem w czasie wizji lokalnej. Nie jest to przejawem złej woli tylko niewiedzy i to pozwany powinien zabiegać o jej uzupełnienie".

Reklama

Co ciekawe, autor opracowanie stwierdził, że pozwanemu "korona by z głowy nie spadła" gdyby w imię dobrosąsiedzkich stosunków zrekompensował powodom niedogodności prezentami w postaci pewnych ilości miodu. Doświadczenie bowiem uczy, że nic tak nie oswaja z pszczołami jak dobry, gratisowy miód...

Tymczasem sąd uznał, że tego typu rozwiązania "nie przystają do zasad doświadczenia życiowego i żądań powództwa".

 

Wyrok chroni życie owadów?

 

Ostatecznie sędzia po rozpatrzeniu wszystkich okoliczności sprawy  wydał swój wyrok. Nakazał Czesławowi K. usunąć z działki wszystkie stojące tam ule. Musi też zapłacić opłaty za pozew i wydatki poniesione przez Skarb Państwa.

Reklama

Sąd wskazał w uzasadnieniu m.in. że sąsiednie działki są budowlane i w taki sposób są wykorzystywane. Co więcej, w okolicy powstaje pensjonat a to może wszystko może stanowić zagrożenia dla pszczół. "Przebywając między budynkami mieszkalnymi, są dużo bardziej narażone na śmierć, choćby poprzez przypadkowe wtargnięcie do mieszkania" - argumentował sędzia.

Na tym jednak nie koniec sąsiedzkiej batalii o pasiekę w Zawoi. Pan Czesław zapowiedział odwołanie się od wyroku.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama