Podczas ostatniej sesji rady powiatu suskiego poruszony został temat, który od jakiegoś czasu nurtuje sporą część mieszkańców. Krąży wśród nich pogłoska, że w szpitalu w Suchej Beskidzkiej tworzony jest oddział zakaźny. U niektórych budzi to poważne obawy o bezpieczeństwo pacjentów w innych częściach lecznicy, ale - jak się okazuje – zupełnie niepotrzebnie.
Sprawę poruszył w czasie obrad powiatowego samorządu radny Jan Woźny. – Prosiłbym o wyjaśnienie, czy jest prawdą, że w szpitalu w Suchej Beskidzkiej powstaje oddział zakaźny. Z tego, co mówią, przygotowywany jest tam, gdzie była stołówka i reumatologia. Byłoby to jakieś kuriozum, bo przecież likwidowaliśmy go w Makowie Podhalańskim – powiedział.
Starosta suski Józef Bałos kategorycznie zaprzeczył, jakoby taki oddział powstawał. - To jest sprzeczne z logiką i żadnych takich działań nie ma. Oddział obserwacyjno-zakaźny, który istniał w Makowie, jak państwo pamiętacie, został zlikwidowany z jednego powodu – kadrowego. Nie miał kto na nim pracować. Świętej pamięci pani doktor Kołodziejczyk, która to wszystko trzymała w rękach i organizowała, była ostoją i podporą tego oddziału. Pozostałe osoby były dojeżdżające. Jest nawet kłopot, żeby utrzymać poradnię zakaźną – mówił starosta.
Jak jednak dodał, w wojewódzkich planach zarządzania kryzysowego brana jest pod uwagę reaktywacja oddziału zakaźnego w Makowie Podhalańskim. Ale tylko w sytuacji, gdyby skala epidemii wzrosła do takiego poziomu, że konieczne byłoby utworzenie nowych miejsc dla zakażonych koronawirusem pacjentów. Wówczas jednak wojewoda małopolski musiałby zabezpieczyć kadrę i sprzęt niezbędne do funkcjonowania oddziału.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze