Przez trzy dni w hali Zespołu Szkół im. Hugona Kołłątaja w Jordanowie wystawiana była sztuka "Piękna Lucynda". W sobotnie i niedzielne późne popołudnie dla wszystkich chętnych, w poniedziałek dla uczniów. Jordanowską halę odwiedził również nasz portal. I... właśnie. Zaniemówił to najlepsze słowo.
- Przyjdź, zobacz, fajna sprawa - mniej więcej takimi słowami Jakub Jeziorski zachęcał mnie w przeszłości do odwiedzenia hali Zespołu Szkół im. Hugona Kołłątaja w Jordanowie przy okazji kolejnych spektakli, w których brali udział uczniowie jordanowskiej szkoły. Krytyk teatralny ze mnie oczywiście żaden, a rozmowa miała miejsce w momencie, gdy przed jednym z meczów Jordana Jordanów okazało się, że Jeziorski, który jest trenerem seniorów w tym klubie, nie będzie mógł skorzystać z usług dwóch zawodników, bo ci akurat są aktorami w jednej z wystawianych sztuk. To był ten moment, który spowodował, że gdzieś tam w głowie się zapisało, że w Kołłątaju bawią się w teatr.
Po wizycie w niedzielę na "Pieknej Lucyndzie" mogę przyznać, że popełniłem duży błąd, nie pojawiając się na poprzednich spektaklach. I chociaż udział w adaptacji sztuki Mariana Hemara wzięli uczniowie-amatorzy, to nieprzypadkowo używam słów spektakl, sztuka. Słowo przedstawienie byłoby w tym przypadku zbyt infantylne, uważam, że nie na miejscu. Tak samo, jak użyty wcześniej zwrot "bawią się w teatr". I nie użyję w dalszej części tej recenzji słowa amator. Nie przystoi.
Z kolejnymi upływającymi minutami spektaklu miałem w głowie jedno słowo odmieniane na wiele sposobów. Słowem tym była praca. Ile musieli jej włożyć uczniowie i reżyserzy, scenarzyści, choreografowie "Pięknej Lucyndy", żeby taki był jej końcowy efekt? Ile czasu trwały przygotowania, ile próby? Nie będzie nikt miał za złe, gdy to ujawnię, bo pokaże to tylko, jak bardzo serio do tego projektu podchodzili wszyscy w niego zaangażowani. Od września przez kilka godzin w tygodniu odbywały się próby (zapewne tych indywidualnych w domu nie sposób wyliczyć), a w ostatnich dniach poprzedzających premierę nawet i 5-6 godzin dziennie. Było warto. Efekt tej ciężkiej pracy był absolutnie zauważalny. Pokazał też, jak bardzo serio do spektaklu, ale i do widza, podchodzą uczniowie.
Tekst nie był łatwy do nauczenia, synchronizacja w pewnym momencie dwóch, czy trzech aktorów, to już w ogóle wyższa szkoła jazdy. Aktorów... W trakcie spektaklu,chwilę po jego zakończeniu, a nawet i 48 godzin później trudno sobie wyobrazić, że ktoś z występujących mógłby zagrać kogoś innego. To ogromny sukces, bo pokazuje, że w swojej grze byli autentyczni. Wszyscy byli świetni, ale dla mnie rewelacyjny był Gabriel Doll w roli przyjaciela hrabiego, Poufalskiego. Dykcja, modulacja głosu, gestykulacja, mimika - to naprawdę był uczeń?
Pękał z dumy po zakończeniu spektaklu dyrektor szkoły, pan Rafał Rapacz. Każdy dyrektor by tak zrobił, gdyby to jego uczniowie wraz z nauczycielami przygotowali i w taki sposób wystawili sztukę. Wszystko to w ramach Koła Teatralnego „Eviva l’arte”. Sto lat!
Na koniec miła informacja. Wszystko wskazuje na to, że "Piękna Lucynda" wyjedzie poza Jordanów i na przełomie lutego i marca zawita do Makowa Podhalańskiego. To chyba jedna z najlepszych form docenienia wszystkich architektów powstania tej sztuki. Bez chyba, najlepsza.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze