To już wszystko. Za nami XXIV edycja Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego, którą zakończyła jedenasta kolejka, rozgrywanej w Białce, drugiej ligi. Wicemistrzostwo, a tym samym promocję na pierwszy szczebel wywalczył Beton 2, okazując się minimalnie lepszym od RAFkOPu. Udanie rozgrywki zakończyły FC Fikoł oraz ZrobioneZdrewna.pl, poprawiając tym samym swoje lokaty. Poza tym rzecz nieczęsta w potyczkach amatorów – dwa remisy jednego dnia, z rzędu.
FC Fikoł Skawica – Dream Team Sucha Besk. 10:6 (3:3)
Stawką była ósma pozycja w ostatecznej klasyfikacji i trudno było wcześniej wyrokować komu przypadnie ta lokata w udziale. Pierwsze 25 minut potwierdziło tę tezę. Trzykrotnie na prowadzenie wychodził Dream Team, ale za każdym razem skawiczanie szybko wyrównywali. Wynik otworzył Jakub Włodarczyk, który wykorzystał rzut karny podyktowany za zagranie ręką. Odpowiedział Dawid Sumera, ale niebawem na 1:2 trafił Mariusz Gawronek. Co z tego - chwilę później do równowagi doprowadził ładną bramką Tomasz Czarny. Trzecie prowadzenie na 10 sekund przed przerwą suszanom dał Paweł Świerkosz. Gol do szatni? Tak, ale dla FC Fikoł, bo jego gracze jeszcze zdążyli przeprowadzić atak sfinalizowany skutecznie przez Dariusza Dyrcza.
Druga połowa rozpoczęła się od kontrowersyjnego gola dla skawickiego zespołu. Dream Team źle wznowił aut na swojej połowie, a Markowi Pacydze pozostało jedynie kopnąć z 10 metrów obok bezradnego golkipera. Okazało się, że był to przełomowy moment. Zawodnicy ze Skawicy uzyskanego prowadzenia nie oddali już do końca, a Sumera i Pacyga stopniowo powiększali przewagę. Najpierw pierwszy z nich zdobył trzy gole, później drugi dołożył dwa i na tablicy widniało już 9:3. Dopiero wtedy do głosu, dzięki drugiemu trafieniu Gawronka, zdołał jeszcze dojść Dream Team. Niestety, potem Paweł Świerkosz wpakował futbolówkę do własnej siatki, sprawiając że Fikoł dwukrotnie pobił jesienny rekord strzelonych bramek (poprzednio najwięcej – 5 – zdobył z Grandą). W ostatnich fragmentach rozmiary porażki zmniejszyli Jakub Włodarczyk oraz Mateusz Szklarczyk, który wykorzystał drugi w spotkaniu rzut karny dla swojego teamu.
Lachy Lachowice – RKS Huwdu Bieńkówka 2:2 (2:0)
Bieńkowianie mieli skutecznie przeciwstawić się mistrzowi, tymczasem zanotowali otwarcie jak z horroru. Pierwszy wywalczony rzut rożny dla rywali zakończył się dokładnym dograniem i skutecznym wykończeniem Krzysztofa Kamińskiego z bliskiej odległości. Nie upłynęły jeszcze dwie minuty od startu, a przy kolejnej szansie skrupułów nie miał Mirosław Kachel. Zaczął się zapowiadać pogrom i… na zapowiedziach się skończyło. RKS Huwdu uporządkowało grę defensywną, nie dając się tak łatwo zaskakiwać, a także próbując wychodzić z własnymi atakami. Optyczna przewaga w pierwszej odsłonie była po stronie lachowiczan, ale na wielką liczbę podbramkowych spięć się to nie przełożyło. Te obserwowano za to pomiędzy graczami obu zespołów. Iskrzyło zwłaszcza między Kachlem, a kryjącymi go defensorami, co wreszcie poskutkowało czasowym osłabieniem obu ekip tuż przed przerwą.
Po zmianie połów poprawiła się dyspozycja ofensywna Huwdu. Formalni goście zaczęli częściej zagrażać przeciwnej bramce, co przyniosło w końcu bramkowy efekt. Prostopadłe zagranie trafiło do będącego na trzecim metrze Damiana Putyry, a ten sprytnym strzałem uprzedził interweniującego Marcina Buławę. Kilka minut później Putyra podwoił swoją zdobycz, tym samym doprowadzając do remisu. RKS „poczuł krew”, ale do pracy wzięli się lachowiczanie. Zdecydowanie przycisnęli, przez długie fragmenty nie dając rywalom zbudować sensownej akcji. Nie przynosiło to jednakże konkretów, co boleśnie mógł skarcić bieńkowski zespół. Około dwie minuty przed końcem dobry kontratak zakończył się strzałem po ziemi, którego Buława nie mógłby już sięgnąć, lecz piłka tylko musnęła słupek. Sekundy przed ostatnim gwizdkiem Lachy miały jeszcze dość groźny rzut wolny – do zapomnienia. Pierwsza (i oczywiście jedyna) strata punktów przez liderów stała się faktem. Podział „oczek” zasłużony, tak jak i fakt, iż jest on dla przyszłego pierwszoligowca bez znaczenia.
Granda Kojszówka – West Side Palcza 2:2 (1:0)
Mimo że mecz nie miał wielkiego ciężaru gatunkowego, to jedni i drudzy stworzyli ciekawe widowisko, chcąc jeszcze przełamać się w finałowej kolejce. Na co najmniej remis West Side liczyli Szerszenie z Bieńkówki, co gwarantowałoby im nie zajęcie ostatniej pozycji. Plan ten sprawdzał się przez kilkanaście minut, podczas których utrzymywał się bezbramkowy remis. Ale w końcu ładnie wypuszczony został Robert Sowa, który wygrał stykową piłkę z Pawłem Grygielem, z czuba strzelając pomiędzy jego nogami wprost do siatki. Taki rezultat utrzymał się przez całe pierwsze 25 minut, i prawdę mówiąc, nie był krzywdzący, bo to prowadzący sprawiali lepsze wrażenie.
Podobnie sprawy miały się w drugiej części, z tym że więcej akcji zaczepnych zaczęło się zazębiać palczanom. Kojszowianie dobrze się bronili, lecz w końcu ulegli, gdy celnie uderzył Krzysztof Sala. Potyczka wyrównała się, z Grandy nieco zeszło powietrze i… zdobyła ona bramkę. Do wytężonej walki kolegów zmotywował kilka minut przed końcem Jakub Stanek. Wydawało się, że wszystko zmierza do pierwszej wygranej ostatniego zespołu drugiej ligi, bo West Side znów wpadło w wyraźny dołek, właściwie licząc tylko przedwczesne skrócenie mąk. Ekipa z Kojszówki nie byłaby jednak sobą, gdyby w jej meczu nie stało się nagle coś niecodziennego. Jakieś 100 sekund przed ostatnim gwizdkiem rywale wykonywali aut z lewej strony na wysokości pola karnego. Szybkie wznowienie do Michała Rymarczyka, a ten nie mając specjalnie lepszego pomysłu zdecydował się na strzał z ostrego kąta: futbolówka przeszła ponad wszystkimi, a przede wszystkim ponad bramkarzem Adrianem Gratką i zatrzepotała w lewym okienku jego bramki. Cudowny gol człowieka nie decydującego zazwyczaj o ogólnej postawie West Side, wyzwolił nagle ogromne pokłady energii u palczan, chcących jeszcze przechylić szalę na swoją korzyść. Zbyt późno. Mecz trwa pięćdziesiąt, a nie półtorej minuty i to lekcja dla obu ekip na kolejny sezon (choć na różnych szczeblach ALPS). Dodajmy jeszcze, że Rymarczyk swoistą klamrą spiął całe inauguracyjne dla West Side drugoligowe rozgrywki, bo to on w sierpniu z Samymi Swoimi zdobył pierwszego historycznego gola po awansie.
ZrobioneZdrewna.pl – Szerszenie Bieńkówka 8:2 (3:1)
Remis Grandy z West Side zapewnił dziesiąte miejsce Szerszeniom, więc ci z jeszcze większym spokojem mogli podejść do spotkania ze ZrobioneZdrewna.pl. Faworyt potwierdził swoją rolę już w pierwszej akcji, gdy nieco przypadkowe zagranie trafiło do będącego w polu karnym Marcina Szymoniaka, który – kopnąwszy między nogami Michała Głuca – wykorzystał okazję. Wbrew przewidywaniom niektórych, nie była to zapowiedź strzeleckich rekordów. Bieńkowianie nie dali się zdominować, przerywali akcje w środku pola, ale mieli też kłopoty z zakończeniem swoich ataków strzałami. Co prawda niewiele lepsi byli w tym aspekcie juszczynianie, ale po pewnym czasie impas przerwał Jarosław Madziała, który na skraju pola karnego głową uprzedził wychodzącego Głuca – bramka bardzo podobna do jednej ze zdobytych tydzień temu z Betonem 2. Zespół z Bieńkówki nie za bardzo mógł ugryźć przeciwników, więc z niespodziewaną pomocą przyszedł… bramkarz Mariusz Kuszyk, który nie zdołał złapać niegroźnego zagrania, co łatwo skarcił Krystian Oczkowski. Problem w tym, że ponownie w ważnym momencie ekipa w żółtych uniformach dostała dołującego „gonga”. Po strzale z dalszej odległości futbolówka trafiła w rękę próbującego blokować defensora i sędzia musiał wskazać na punkt karny. Świetną szansę bezbłędnie wykorzystał Madziała. Potem, już w drugiej połowie, prowadzący specjalnie nie szarżowali, a spokojnie zwiększali przewagę. Najpierw trafił Krystian Kwaśniewski, a po dwa razy do protokołu wpisali się wspominany Madziała oraz Szymoniak. Przy stanie 6:1 Szerszenie wykonywali rzut karny, odgwizdany za niemal identyczne zagranie przez Kwaśniewskiego ręką, jak to w przeciwnym kierunku w pierwszej odsłonie. Podobnie pewnie z siedmiu metrów strzelił też Grzegorz Sałapat. Druga honorowa bramka nie mogła już niczego zmienić. Bieńkowscy gracze pożegnali się z Białką, z kolei ZrobioneZdrewna.pl zapewniło sobie czwartą lokatę.
Beton 2 Sucha Besk. – RAFkOP Grzechynia 5:4 (4:2)
W kontekście tej rywalizacji, poprzedzające cztery mecze musiały być ledwie przystawką. Decydujące starcie o drugie premiowane promocją miejsce nie zawiodło. Wzajemne badanie się nie trwało zbyt długo, bo Beton 2 szybko postanowił zagrać swoje, przyspieszając grę. Opłaciło się po dwakroć. Najpierw, po ataku prawą stroną, zakotłowało się w polu karnym i po odbiciach piłki w losowych kierunkach przez jednych i drugich, niemal siłą woli futbolówkę do siatki wepchnął Jakub Lupa. Kilka chwil później ze skraju „szesnastki” przymierzył Michał Czaicki. Dwubramkowe prowadzenie mogłoby pozwolić odetchnąć, ale strzelec zwracał uwagę, że podobnie rozpoczęło się ubiegłotygodniowe spotkanie ze ZrobioneZdrewna.pl, a o jakąkolwiek zdobycz punktową drużyna drżała do ostatnich sekund. Straty nie złamały grzechynian. Nic dziwnego, bo grali całkiem dobrze, często gościli na połowie rywali i właściwie brakowało jedynie pokonania Marcina Stasiury. Do czasu. Pod polem karnym powalczył Rafał Zielonka, był chyba nawet faulowany, lecz nie zrezygnował z akcji, za co został nagrodzony sytuacją sam na sam, z której pewnie skorzystał. Niebawem było już 2:2, bo dobrym strzałem popisał się Andrzej Malczewski, robiąc najlepszy pożytek ze wznowienia zza boiska w strefie obronnej suszan. RAFkOP chciał pójść za ciosem, ale w idealnym momencie został skontrowany, znów dwukrotnie. Prowadzenie dla zespołu odzyskał precyzyjnym strzałem Patryk Bułka. Następnie, kolejny raz po przedarciu się prawym skrzydłem, podanie do środka zostało wybite na 15.-20. metr, gdzie nadciągający Dawid Wrona nie zastanawiając się uderzył. Mocna próba znalazła drogę do bramki, ale obciążała konto Pawła Szczurka, który zaskoczony przepuścił piłkę między nogami.
Niewiele po przerwie przegrywający złapali kontakt, gdy w polu karnym dobrze zachował się Mirosław Groń. Niestety dla niego i partnerów, przeciwnicy skorzystali z kolejnego momentu zawahania w defensywie, przez co padła – choć wcale nie musiała – bramka na 5:3. Szczęśliwcem Bartłomiej Mika. Od tej chwili suscy gracze wyraźniej skupili się na grze obronnej, bo RAFkOP osiągał coraz większą przewagę w środku. Skutek przyniosło to dopiero po rzucie wolnym z rejonu lewego narożnika pola karnego. Efektownym strzałem pod poprzeczkę popisał się Andrzej Malczewski. Wynik przez pozostałe minuty pozostawał na styku, mimo że Beton 2 powinien zakończyć emocje dwie-trzy minuty wcześniej. Wtedy to jego zawodnicy wyszli z kontrakcją we dwóch przeciw Szczurkowi, podanie z lewej na prawą sprawiło, że grzechyński bramkarz znalazł się już za plecami napastników i zamiast dopełniać formalności, suszanie chcieli zabawić się z powracającym na linię bramkową obrońcą. Efekt? Strata i solidna bura od wszystkich współpartnerów. Na szczęście dla ekipy ze stolicy powiatu, sytuacja nie zdążyła się już zemścić i po wyczekiwanym ostatnim gwizdku sezonu, to oni cieszyli się z awansu do I ligi.
Gol niedzieli
Michał Rymarczyk (West Side) na 2:2 z Grandą
Zarówno w jak i przed polem karnym czekało kilku kolegów gotowych na centrę po krótko rozgrywanym aucie. Byli jednak mało aktywni, więc Rymarczyk zaskoczył wszystkich próbą strzału prawą nogą – niby lekkiego, bez przekonania, ale technicznie tak idealnego, że poleciał „za kołnierz” golkipera wprost w górny róg.
Szóstka kolejki
Marcin Stasiura (Beton 2 – 1*) – Andrzej Malczewski (RAFkOP – 2*), Bartłomiej Mika (Beton 2 – 2*), Patryk Bułka (Beton 2 – 3*), Jarosław Madziała (ZrobioneZdrewna.pl – 3*), Dawid Sumera (FC Fikoł – 2*)
Przez cały sezon – może poza poprzednią kolejkę – równą, solidną dyspozycję prezentował Marcin Stasiura, więc aż dziw bierze, że do tej pory nie trafił do wyróżnionych. Tym razem wydatnie pomógł w zwycięstwie w najważniejszym meczu. Dołączają do niego Bartłomiej Mika i Patryk Bułka. Defensywa suszan była w opałach wiele razy w niedzielę, ale żaden z nich nie „spuchł”, co więcej, dokładając po golu. Dwa trafienia u przeciwników, w tym bardzo ładne z rzutu wolnego, zaliczył Andrzej Malczewski. Jego dobra postawa nie wystarczyła jednak do odniesienia sukcesu. Dobrą formę - także, a może głównie, strzelecką - przed tygodniem sygnalizowali Jarosław Madziała i Dawid Sumera. Pierwszego z nich doceniliśmy już w poprzedniej kolejce, drugi tym razem poprowadził FC Fikoł do trzeciej wygranej jesienią.
*- łączna liczba wyborów do szóstki kolejki II ligi
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze