Przed niedzielną, ostatnią już kolejką mistrz ligi był już znany. Wicemistrz także grał już na luzie, a przesądzony był los Lachów. W drugiej lidze z awansu już dawno cieszył się Rafkop i Relax. W ostatnich meczach trochę się jednak podziało…
I liga:
Zawojski.pl Sucha Beskidzka – Sportowe Świry Juszczyn 7:2
Uczestnicy pierwszego niedzielnego meczu mieli różne cele. Juszczynianie walczyli tylko i wyłącznie o życie. A żeby ocalić ligowy byt musieli wygrać. A o co grali suszanie? Z jednej strony wciąż nie byli pewni utrzymania (w razie porażki taki scenariusz był realny), a z drugiej mieli nie tylko matematyczne szanse na zajęcie trzeciego miejsca. – O jakie utrzymanie. Walczymy o miejsce na podium – zarzekali się przed meczem suszanie, którym początkowo nie było do śmiechu, gdyż po bramce Krystiana Głuca beniaminek był na prowadzeniu. Gdy Jarosław Franczak i Tomasz Smyrak zdobyli po bramce wydawało się, że sytuacja jest opanowana, ale Maciej Pyka tchnął jeszcze w juszczynian odrobinę nadziei na korzystny wynik, a w szeregi suszan wprowadził nieco nerwowości. Tyle tylko, że suszanie szybko opanowali nerwy. Po dwie bramki zdobyli Jarosław Franczak i Tomasz Listwan, a jedną strzelił jeszcze Tomasz Smyrak i stało się jasne, że Sportowe Świry po jednym sezonie spadają z ligi (wraz wcześniej zdegradowanymi Lachami), a Zawojski.pl pozostał, na krótko, w walce o podium.
AKS Las – Lachy Lachowice 7:5
Po tym spotkaniu wszystkie kluczowe kwestie w I lidze zostały wyjaśnione. Grające już tylko o honor Lachy nie zdołały pokrzyżować planów AKS-owi. Ten sięgając po wygraną zapewnił sobie trzecie miejsce w klasyfikacji końcowej. Losy spotkania rozstrzygnęły się dość szybko bo kolejno trafili Daniel Żurek, Tomasz Ponikiewski i Karol Pytlik. Co prawda wówczas przymierzył Kamiński, ale na jego gola odpowiedzieli Pytlik i Piotr Bargiel. Po golach Mirosława Kachla i Grzegorza Kamińskiego co prawda zrobiło się tylko 5:3 dla AKS-u, ale Daniel Żurek i Pytlik ponownie pozwolili odskoczyć zespołowi z powiatu żywieckiego na bardzo bezpieczną przewagę. W tej sytuacji zamykające spotkanie dwa gole Marcina Uflanta już niczego nie zmieniły, bo i nie mogły zmienić.
Playboys Budzów – Monter Kurów 3:15
Wygrana Zawojskiego ze Sportowymi Świrami sprawiła, że budzowianie przystępowali do swojego meczu na luzie, gdyż byli już pewni utrzymania. Zapewne ten fakt wpłynął na ich postawę na murawie. Można śmiało powiedzieć, że kurowianie urządzili sobie ich kosztem ostrzejszy trening. Sześć bramek zdobył w nim Mariusz Spyrka, pięć Jacek Wajdzik, dwie Szymon Tlałka, a po jednej Andrzej Knapczyk i Sławomir Krupka. Budzowianie odpowiedzieli odpowiedzieli dwoma bramkami – zawodnik nr 9 i Nowaka, a trzecią zdobyli dzięki samobójczemu trafieniu. – Jaki ostatni mecz, taki cały sezon. Od roku jesteśmy niepokonani. Zarówno w poprzedniej edycji, jak i w tej zremisowaliśmy po jednym meczu, a wszystkie pozostałe wygraliśmy. Cieszy fakt, że tym razem triumfowaliśmy z ogromną siedmiopunktową przewagą nad kolejnym zespołem, a Mariusz Spyrka z 17 bramkami na koncie został królem strzelców. Zresztą poprzedni zwycięzca tej klasyfikacji Paweł Gach tym razem zdobył 10 goli i był drugi. Dopiero za nimi uplasował się gracz innego zespołu – cieszy się Tadeusz Copija, kapitan Montera. Dziękuje swoim zawodnikom za zaangażowanie, które zaowocowało tak udanym sezonem, zakończonym obroną mistrzowskiego trofeum. – Może w dwóch meczach było nas mniej, a tak to zawsze dysponowaliśmy długą i do tego wartościową ławką rezerwowych – podkreśla.
RKS Huwdu Bieńkówka – Gamba Furiosa Zembrzyce 2:3
Przeżywająca na początku sezonu ciężkie chwile Gamba Furiosa na finiszu spięła pośladki i rzutem na taśmę nie tylko zerwała się ze stryczka, ale i przeskoczyła kilka drużyn. W tym właśnie RKS Huwdu, które jednak przystępowało już do meczu bez ciśnienia – bo i spaść nie mogło, a i miejsce na podium było już poza zasięgiem. Niemniej to zespół z Bieńkówki prowadził 2:0 po dwóch bramkach Damiana Putyry. Kontaktowego gola zdobył Wojciech Pająk, a do remisu doprowadził Piotr Bachorczyk, który następnie przechylił szalę zwycięstwa na stronę Gamby. - Przed meczem było nerwowo bo jeszcze około 3 minuty przed jego początkiem było nas tylko pięciu. W ostatniej chwili przyszli Wojtek i Konrad. Na bramce zaczął Wojtek i w jednej akcji wyszedł bardzo wysoko prawie pod pole karne i strzelił, ale piłka odbita i zaraz strzelili szybko prawie do pustej bramki. Wyrównał Piotrek. Ja już po czwartkowym meczu trochę czułem coś w prawej nodze w mięśniu i wtedy stanąłem na bramce już do końca meczu. Drugą bramkę strzelili nam po naszej stracie - wyszli z szybką kontrą dwóch na jednego i wyszedł mu super strzał prawie w okno. W ostatnich 10 minutach strzeliliśmy dwie bramki z wolnych – mówi Lucjan Palcar z Gamby Furiosy. - Śmiesznie było po meczu bo dojechał z pracy Michał Drwal i gdy podszedłem do niego to on mnie pyta: zremisowaliście? Mówię mu, że wygraliśmy, a on, że pan Kazek ma 2-2 w protokole i zeszycie. Okazało się że kompletnie przegapił pierwszą naszą bramkę i trochę trwało zanim go przekonałem że było 3-2. Przyszedł też jeden zawodnik z Huwdu i wszystko potwierdził bo pan Kazek był długo sceptyczny – relacjonuje „ustalanie” wyniku spotkania Lucjan Palcar.
Los Asfaltos Sucha Beskidzka - ZrobioneZdrewna.pl Juszczyn 4:1
- Na koniec sezonu zagraliśmy chyba, pierwszy mecz na odpowiednim poziomie, choć w składzie i tak mieliśmy trzech kontuzjowanych. Zresztą to właśnie kontuzje zrobiły swoje i to z ich powodu sezon na pewno należy zapisać na minus. Nie było w naszym zespole nikogo z podstawowego składu, no może z wyjątkiem Bartka Karlaka, kto zagrałby dwa kolejne mecze w pełni zdrowym. Gdy stało się jasne, że szansa na mistrzostwo ligi uciekła siadło także morale drużyny. Broni jednak jeszcze nie składamy. Mam nadzieję, że jeszcze się zmobilizujemy i jeśli nie o mistrzostwo to powalczymy o podium. Póki co musimy zadowolić się miejscem jakie na MŚ w Rosji zajęli Polacy i Niemcy – podsumował ostatni mecz i cały sezon Krystian Krzeszowiak, kapitan Los Asfaltos. Dla jego zespołu pierwszą bramkę zdobyli… rywale, drugą Paweł Cieślewicz, a dwie kolejne Michał Pilarczyk. W pomeczowym protokole próżno szukać strzelca honorowej bramki dla juszczynian.
II liga:
The Reds Budzów – FC Fikoł Skawica 2:10
Nie było niespodzianki w spotkaniu inaugurującym ostatnią kolejkę. Skawiczanie odnieśli wysokie zwycięstwo, na które złożyły się hat-trick Majkela Snochowskiego, po dwie bramki Mateusza Matyji, Dariusza Giertugi i Mariusza Gwiazdonia oraz trafienie Artur Dyrcza. Dla pokonanych dwukrotnie trafił Krystian Nowak. - Chcieliśmy przede wszystkim wygrać, by zająć jak najwyższe miejsce w tabeli. Udało się. Ogólnie jesteśmy z siebie zadowoleni. Czwarta lokata jest naprawdę dobra. W następnym sezonie poprzeczkę zawiesimy sobie jeszcze wyżej, ale już będziemy grać pod inną nazwą. Wzmocnienia będą na pewno. Czas pokaże jak to będzie – mówi Mateusz Matyja, kapitan FC Fikoł.
Błękitna Gwiazda Białka – Granda Kojszówka 5:0 (walkower)
Mająca szansę na podskoczenie w ligowej tabeli Granda nie skorzystała z niej, oddając rywalom punkty bez walki. – Na początek przepraszamy naszych wiernych fanów, że nie wyszliśmy na boisko. Tak się złożyło, że kolejny raz oddajemy walkowerem mecz Błękitnej Gwieździe. Nie oznacza to, że się jej boimy. Granda nikogo się bowiem nie boi. Zebrało się nas tylko czterech, z czego zaledwie trzech przeszłoby kontrolę antydopingową. Nie było sensu nawet zaczynać meczu – mówi Robert Sowa, bramkarz Grandy. Wraz z kolegami z drużyny dziękuję organizatorom ligi za sprawne i profesjonalne przeprowadzenie rozgrywek, a zawodnikom pozostałych ekip życzy udanych wakacji. – Do zobaczenia jesienią – dodaje.
Black Shadows Zawoja – Mucharz Team 4:4
Dwoma remisami zakończyła sezon ekipa Mucharz Team, która w zaległym meczu zremisowała 6:6 z Beton2, a kilkadziesiąt godzin później podzieliła się punktami z zawojanami. W niedzielę zaczęli zmagania obiecująco od prowadzenia 2:0 (po bramkach Grzegorza Gracjasza i Piotra Ptaka). Przed przerwą gola kontaktowego zdobył co prawda Mikołaj Celak, ale po zmianie stron Sławomir Biel sprawił, że zespół znad jeziora znowu był na dwubramkowym prowadzeniu. W końcówce sporo się jednak podziało. Najpierw Paweł Janik i Mikołaj Celak doprowadzili do remisu. Odpowiedział im Robert Wolski, ale jego gol nie dał Mucharzowi Team trzech punktów. Na dwie minuty przed końcem wynik spotkania ustalił Mikołaj Celak, kompletując tym samym hat-tricka. I raczej nie jest on najstarszym zawodnikiem który „wykonał to zagranie”, a już tym bardziej jego dwie pierwsze bramki nie były hat-trickami ;) – Nadszedł koniec sezonu. Pora wyciągnąć wnioski. Uważam, że ten sezon był bardzo udany. Nie jesteśmy już chłopcami do bicia. Nabraliśmy dużo doświadczenia, gramy coraz lepiej i za to chciałbym podziękować kolegom z drużyny i naszym… przeciwnikom bo czasem na boisku jest ostro. Niemniej po spotkaniu zawsze jest szacunek dla kolegów z przeciwnej drużyny i jak to zawsze powtarzam – dziękuję za wszystko i walczymy dalej w przyszłym sezonie o I ligę – komentuje postawę swojej ekipy Bartłomiej Gajda, czołowo obrońca Mucharz Team, a prywatnie brat kapitana tej drużyny.
Beton 2 Sucha Beskidzka – Erdol Budzów 0:5 (walkower)
- Mecz został oddany walkowerem bo większości zawodników nie było na miejscu – tłumaczy się Mateusz Fronczak, kapitan Beton2. Wspomina, że jego drużyna miała w planie szybki powrót do I ligi, ale ten spalił na panewce. - Zawirowania kadrowe i kiepska dyspozycja na początku sezonu nam to uniemożliwiła. W tej edycji liga była wyrównana, a nasze plany awansu musimy przełożyć na jesień. Gratulacje dla Relaxu i Rafkopu oraz powodzenia w I lidze – dodaje Mateusz Fronczak.
Na bogato sezon podsumował Michał Sapoń z Erdolu- Przed sezonem nie mieliśmy jakiś specjalnych założeń, co chcemy osiągnąć. Mamy drużynę, która już od kilku sezonów gra w podobnym składzie. Od czasu do czasu spotykamy się żeby sobie „pokopać”. Mamy wyrobione pewne schematy, kto gdzie gra oraz swoja taktykę. Dobrze się bawimy. Pierwszy macz z Rafkopem, jak się później okazało, jedną z najmocniejszych drużyn oraz pierwszoligowcem zremisowaliśmy. Szkoda bo nasz wyborny snajper Józek zmarnował dogodną sytuacje na 20 sekund przed końcem meczu – wspomina Michał Sapoń. Zauważa, że potem przyszły trzy zwycięstwa z rzędu po walce i dobrej. - W tych meczach mógł zagrać nasz zawodnik na co dzień pracujący poza granicami Polski – „Poker”, który bardzo wspomógł linię napadu. W 5. kolejce przyszła jak się później okazało nasza zmora - Mucharz Team. Niestety to już nie pierwsza nasza potyczka zakończona przegraną. Nie leży nam kompletnie ten zespół. Tu nawet niezmordowany, szarżujący co chwila „Beti” nic nie wskórał. Mam nadzieje, żę będą grać w przyszłym sezonie bo musimy się przełamać i w końcu „dokopać im” – zapowiada ostry bój Michał Sapoń. Cieszy się, że szybko się przełamali po tym niepowodzeniu i wygrali dwie kolejne potyczki, a z ławki rezerwowych wchodził „Czukwu” i raz za razem punktował rywali. Niestety do starcia z liderem przystąpili osłabieni brakiem kapitana „Saponeiro, ale potem znowu przyszły dwie wygrane. - Ostatni mecz miał być zabawą i pomieszaniem pozycji, ale tak się nie stało, bo zawodnicy drużyny przeciwnej nie dotarli. A szkoda. Chcę podziękować organizatorom, sędziemu i całej drużynie Erdol zarazem tym co wnieśli małą kostkę brukową do drużyny jak i tym co są ostoją tego teamu. „Raz się wygrywa a raz się wygrywa” Ze sportowym pozdrowieniem i do zobaczenia w następnym sezonie – kończy budzowianin.
Gang Albanii Maków Podhalański – Bad Boys Stryszawa 0:5 (walkower)
Tym razem w roli Złych Chłopców wystąpili zawodnicy Gangu Albanii, który nie stawili się na spotkanie i stryszawianie na koniec sezonu bez wysiłku dostali trzy punkty. Pozwoliły one Bad Boys uplasować się na dziewiątym miejscu, które biorąc pod uwagę potencjał drużyny mogłoby być nieco lepsze. Może jesienią?
Rafkop Grzechynia – Relax Białka 2:2
Na koniec kolejki wisienka (a może truskawka) na torcie, czyli hit kolejki, a kto wie czy nie całego sezonu. W meczu o supremację Rafkop zmierzył się z Relaxem. Przed spotkaniem obie drużyny miały na koncie tyle samo punktów, ale to białczanie legitymowali się lepszym ogólnym bilansem bramkowym, więc im do zdobycia mistrzostwa ligi wystarczał remis. Grzechynianie nie mogli kalkulować. Dla nich liczyła się tylko wygrana. I w 6 min. po golu Krzysztofa Koziny byli u bram raju, choć wiedzieli, że do końca spotkania jeszcze dużo czasu. Nie mylili się. Wyrównał Wojciech Polak (14’), a białczan na prowadzenie wyprowadził Michał Mardz (20’). Gdy w 32 min. Krzysztof Kozina wyrównał emocje na nowo nabrały rumieńców. Wszak grzechynianie mieli jeszcze sporo czasu na zdobycie kolejnej bramki i tym samym zostanie najlepszą drużyną II ligi. Jednak wynik nie uległ już zmianie. - W końcówce meczu brak skuteczności nie pozwolił nam wygrać tego meczu i ligi. Mamy najlepszego strzelca Krzysztofa Kozinę - 22 bramki. Awansowaliśmy do I ligi i nie przegraliśmy meczu w sezonie, a jednak jest niedosyt – mówi Andrzej Szafraniec, napastnik Rafkopu. - Cieszy frekwencja drużyny złożonej z czterech ekip – Rafkopu, Vipera, Stolarza i Montera. Dla mnie i dla Andrzeja jest to powrót do pierwszej ligi po iluś tam latach. Chociaż w Białce bardzo fajnie się grało – dodaje obrońca Tomasz Wala. Cały w skowronkach jest także Wojciech Polak, kapitan Relaxu, choć do beczki miodu wkłada łyżkę dziegciu. - Bardzo cieszymy się z awansu, z 1 miejsca oraz, że udało się podnieść Relax po tak bolesnym upadku i upokorzeniach. Było trudno, rywale postawili wysoko poprzeczkę, ale udało się. Teraz musimy zrobić wszystko aby utrzymać kadrę w rundzie jesiennej. Potrzeba też większej mobilizacji na meczach bo frekwencja na dwóch ostatnich to jakaś farsa – dzieli się odczuciami Wojciech Polak.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze