W zapowiedzi 7. kolejki ALPS zwiastowaliśmy emocje. Patrząc na wyniki niedzielnych spotkań można uznać, że trafiliśmy kulą w płot, a na futbolu znamy się niczym świnia na gwiazdach. Sęk, w tym, że wyniki nie oddają obrazu tego, co działo się na murawie suskiego orlika.
I liga, 7. kolejka:
Zawojski.pl Sucha Beskidzka - Black Shadows Zawoja 5:2
Od kilku tygodni w grze Zawojski.pl widać było progres, który jednak nie przekładał się na zdobycze punktowe. Jak zauważaliśmy, że suszanie muszą wreszcie odpalić. No i odpalili, a trafiło na Black Shadows. - Twarda, dobra gra obronna sprawiła, że drużyna Black Shadows nie dochodziła prawie w ogóle do sytuacji strzeleckich – mówi Marcin Pająk, kapitan Zawojski.pl, co nie oznacza, że od początku do końca mecz układał się po myśli suszan. Ci wprawdzie pierwsi wyszli na prowadzenie po golu Tomasza Smyraka, który otrzymał idealne podanie, skleił piłkę i spokojnie przymierzył między nogami bramkarza. Zawojanie wyrównali po uderzeniu Łukasza Dudziaka z rzutu karnego.
Z czasem optyczna przewaga Zawojski.pl się bardziej uwidoczniła. Jej efektem było wywalczenie rzutu karnego, który nie dał co prawda bezpośredniego gola, ale dobitka Przemysława Smyraka była już precyzyjna. Chwilę później Smyrak, dostawiając nogę, finalizował koronkową akcję całej drużyny. Gdy dorobek suszan powiększyli Marcin Pająk i Jarosław Franczak stało się jasne, że Black Shadows nie wywalczą w niedzielę nawet punktu. - Niestety znowu tracimy bramkę w ostatnich 30 sekundach. Tym razem na całe szczęście tylko na 2:5 – przyznaje się do ponownej chwili dekoncentracji jego ekipy Marcin Pająk. Tym, który ukarał suszan za rozluźnienie się był Jakub Marcak.
Rozczarowania po meczu nie kryli zawodnicy Black Shadows, a przynajmniej ich kapitan. - Dostaliśmy w dupę, a nie graliśmy gorzej. Brakło motywacji i chęci do gry. Jak nie ma zaangażowania całej drużyny, to nie ma mowy o zwycięstwie w pierwszej lidze – komentuje Łukasz Dudziak.
***
Woodica Juszczyn - Mucharz Team 1:4
- Mecz był bardzo fajny i w miłej atmosferze. Woodica jest zespołem na wysokim poziomie. Dużo było dużo sytuacji z obu stron, ale to my mieliśmy więcej szczęścia. Brawo dla chłopaków, bo było naprawdę zaangażowanie z naszej strony i wszyscy grali na wysokim poziomie. Mam taki cichy KOD dla drużyny - Brawo CR7 – komentuje Dominik Gajda, kapitan Mucharz Team. Wraz z kolegami fetował dwa gole Piotra Bargiela i po jednym Damian Śpiewla i Oleksander Malai, nowy nabytek Jeziorowców, który sprawia, że ALPS staje się ligę… międzynarodową. Honor ekipy Woodica uratował Mateusz Sałapatek.
***
RKS Huwdu Bieńkówka - Beton 2 Sucha Beskidzka 2:5
Jedno z tych spotkań, w których wynik nie oddaje jego przebiegu. Wystarczy wspomnieć, że jeszcze na 7 minut przed końcem spotkania na tablicy wyników widniał remis. - Zagraliśmy jak do tej pory najsłabszy mecz w tym sezonie. Jeżeli trzykrotnie grasz z przewagą jednego zawodnika, a zamiast strzelenia wtedy gola go tracisz, to ciężko myśleć o dobrym rezultacie. Odpowiedzialność za wynik biorę jednak na siebie. Przy straconych bramkach mogłem i powinienem zrobić więcej. Zwłaszcza przy pierwszej bramce, gdzie przy wyjściu do piłki zaliczyłem pusty przelot, a przeciwnikowi zostało już tylko dopełnienie formalności – mówi Tomasz Pająk, który zaznaczył, że może być i kapitan RKS Huwdu Bieńkówka, ale przede wszystkim jest bramkarzem tej drużyny.
Choć RKS Huwdu gra się nie kleiła, to nie złożyli broni. Szybko zostali za to nagrodzeni. Wywalczyli rzut karny, a najskuteczniejszy strzelec ligi – Maciej Job zamienił go na gola, doprowadzając do remisu. I taki wynik utrzymał się do przerwy.
Dramat będących faworytem bieńkowian rozegrał się po zmianie stron. Gając w przewadze liczebnej nadziali się na kontrę, po której stracili bramkę na 1:2. - Wtedy można powiedzieć, że zeszło z nas powietrze i straciliśmy jeszcze 3 bramki. Na sam koniec zdobywaliśmy gola na 2:5, choć było to już tylko zmniejszenie rozmiarów porażki. Tym razem musimy przełknąć gorycz porażki, ale ostatniego słowa jeszcze nie powiedzieliśmy. Tabela jest płaska i można jeszcze dużo wygrać jak i dużo stracić – nie załamuje rąk kapitan RKS Huwdu.
Nie trudno się dziwić, że końcowy wynik cieszy suszan. - Mecz ułożył się po naszej myśli. Z początku gra była wyrównana, ale jak zobaczyliśmy że rywale nas nie naciskają i mogliśmy swobodnie rozgrywać piłkę, to dochodziliśmy do wielu sytuacji i część z nich wykorzystaliśmy. Zagraliśmy twardo w obronie, stosowaliśmy pressing, udało się stworzyć parę kombinacyjnych akcji z przodu, co napawa optymizmem na następne spotkania. Z minuty na minutę coraz bardziej się nakręcaliśmy, było widać zaangażowanie. Dlatego fajnie że widać tego efekty w postaci końcowego wyniku – mówi Mateusz Fronczak, kapitan Beton2, który podobnie jak Kamil Semik zakończył mecz z golem na koncie. Kolejny raz w rolę egzekutora wcielił się Robert Sumera, który upolował hat-tricka.
***
Los Asfaltos Sucha Beskidzka – Relax Białka 7:1
To miał być mecz, może nie na śmierć i życie, ale walka w nim miała być na całego. Beniaminek z Białki we wcześniejszych starciach imponował znakomitym przygotowaniem kondycyjnym i ruchliwością. I to właśnie te atuty miały być kluczowe w konfrontacji z doświadczoną, zgraną, ale już „oldbojową” ekipą Los Asfaltos.
No i zaczęło się zgodnie z przewidywaniami. Relax rzucił się na lidera. Tyle tylko, że było dużo wiatru, ale z dużej chmury spadł mały deszcz i to nie tylko ten z nieba. Ba, to właśnie z chmur lało bardziej. - W niedzielne deszczowe przedpołudnie w tabeli dzielił nas tylko punkt różnicy. Natomiast już po wejściu na boisko było widać różnicę w nastawieniu. Mimo przymusowych roszad w składzie wyszliśmy maksymalnie skoncentrowani. Przetrwaliśmy pierwszą nawałnice, a później doświadczenie zrobiło resztę. Relax dużo biegał, ale było widać, że nie unieśli ciężaru tego meczu. Zadziałał schemat z tego sezonu, czyli gra piłką na jeden, dwa kontakty i kolejny raz schodziliśmy na przerwę z wynikiem 5:0 – mówi Krystian Krzeszowiak, kapitan Los Asfaltos. Podkreśla, że zarówno w pierwszej odsłonie, jak i w drugiej dobrze spisali się tego dnia napastnicy, swoje zadanie na 5+ odrobiła pomoc, a obrona jeśli dała się już sforsować to na posterunku był dobrze dysponowany Bartłomiej Karlak. - Wysoki wynik i 4 punkty przewagi w tabeli dają komfort przed ostatnimi meczami. Pomimo to, chcemy dograć sezon w takim stylu jak dotychczas – zapowiada kapitan Los Asfaltos. W niedzielne przedpołudnie dla suszan po dwie bramki zdobyli Rafał Pietrusa, Piotr Stawowy, Michał Talaga, a jednego gola dorzucił Piotr Guzik. Trafienie Piotra Migasa dla Relaxu było golem honorowym.
***
Gamba Furiosa Zembrzyce – Lachy Lachowice 12:4
- Szczerze? Nie ma co komentować... Zagraliśmy słaby mecz, a nasz przeciwnik... no cóż. My słabo, oni jeszcze słabiej – skomentował mecz w trzech i to niepełnych zdaniach Jakub Nosal, kapitan Gamby Furiosy. Rozegrać słabe zawody i strzelić 12 bramek – każdy by tak chciał. Na owe 12 goli złożyły się podwójny dublet Tomasza Listwana, dublety Jarosława Basiury, Grzegorza Korczaka i Piotra Bachorczyka oraz trafienia Macieja Świerkosza i Tomasza Smyraka.
Wydawałoby się mecz do jednej bramki. Ale…. - Przez pierwszych dziesięć minut to my prowadziliśmy grę oddając kilka bardzo groźnych strzałów i nie wykorzystując bardzo dogodnych sytuacji. Z taką drużyną jak Gambą nie można tak grać. Dwie ich kontry i dwie bramki. Nim się obejrzeliśmy zrobiło się 1:5. I chyba wtedy dostaliśmy jakiegoś bodźca, bo zaczęliśmy grać jak Brazylia - zwód, podanie, wyjście na pozycję, strzał i bramka i kolejna, i jeszcze jedna. Zrobiło się 4:5 – mówi Rafał Ząbek, kapitan Lachów. Tymi, którzy pozwolili Lachom złapać kontakt byli Paweł Pluta (2), Maciej Baca i Krzysztof Lenart.
Gdy Lachy niemal dopadły Szalone Krewetki mecz się zakończył i to nie dlatego, że sędzia zagwizdał ostatni raz. - Zamiast pójść za ciosem stało się coś zupełnie niewytłumaczalnego. Gamba zaczęła nas rozjeżdżać jak walec i prawie każdą sytuację kończąc bramką. Gratuluję przeciwnikom dobrej i skutecznej gry. A my myślami, choć nie tymi najważniejszymi, jesteśmy już przy meczu z Asfaltami, bo wbrew wszystkiemu z nimi zawsze grało się nam dobrze. A kilka remisów z nimi i porażki dwoma lub trzema bramkami ujmy nigdy nam nie przyniosły – stwierdza fakty Rafał Ząbek. Niemniej zauważa, że to, co grają w tym sezonie Asfalty nie napawa optymizmem ich kolejnych przeciwników. Ma jednak nadzieję że tajemnicze wzmocnienie, którego dokonali na początku sezonu wreszcie ujawni się w niedzielę na orliku nie tylko duchem, ale i ciałem i pomoże w ciężkiej walce o ligowe punkty. Czyżby zatem to w tą niedzielę debiut w ALPS zaliczył… Tomasz Świerkosz?! Tego napastnika nikomu nie trzeba przedstawiać.
***
Granda Kojszówka – Monter Kurów 2:4
- Nie można dzielić skóry na niedźwiedziu, ale skoro inni wysoko wygrywali wysoko, to i my będziemy chcieli sięgnąć po trzy punkty – mówił przed meczem z Grandą Tadeusz Copija, kapitan Montera Kurów. W długo do śmiechu mu nie było. – Strzeliliśmy bramkę i wydawało mi się, że ustawimy sobie mecz. Niewykorzystane okazje zemściły się. I do przerwy sensacyjnie przegrywaliśmy – mówi kapitan Montera.
Po zmianie stron Monter zmienił taktykę. Zastosował wysoki pressing i to przyniosło efekt. – Gdy podeszliśmy wyżej i nie pozwoliliśmy rywalom swobodnie rozgrywać piłki zaczęli się gubić. Wiedzieliśmy, że zdobycie bramki rozwiąże worek. Trochę to trwało, ale udało się. Niemniej Granda nas zaskoczyła. Nie wiem jakim składem grali w pierwszych meczach, ale na pewno teraz nie jest to ta sama drużyna, która na początku sezonu przegrywała w dwucyfrowych rozmiarach. Mieli do tego czterech zmienników, co też nie było bez znaczenia – komplementuje kojszowian Taduesz Copija. Jego zespołowi wygraną zapewniły celne strzały Łukasza Folęgi, Michała Szweda, Szymona Tlałki i Marcina Skrzypka.
Dla Grandy jednego gola zdobył Adrian Mołek, a drugi gol to - jak odnotowano w protokole- strzał samobójczy. - Przed wejściem na "Orlika" wiedzieliśmy już, że poranne mecze wygrał dół tabeli, dlatego wygranie pierwszej połowy przez Grandę można uznać za dołączenie do tej lekko sensacyjnej kolejki – przyznaje Tomasz Mielczarek, bramkarz Grandy. W jego ocenie przerwa nie była najgorszym, co mogło spotkać jego drużynę. - Chyba za mocno się rozluźniliśmy, a Monter przypomniał sobie, że w kolejnych weekendach czekają na nich boje z pierwszą trójką w tabeli. Nie chcę być jak jakiś Jürgen Klopp, który na konferencjach po porażkach mówi tylko o sędziach, ale po zmianie stron dyskusyjne stałe fragmenty zmieniły mocno rywalizację. Odgwizdanie karnego zaskoczyło chyba nawet graczy Montera. Zakończę jednak pozytywnym akcentem. Z jesiennych meczów, gdzie byłem w składzie Grandy (Tomasz Mielczarek i Robert Sowa bronią w co drugim meczu swojej drużyny), to właśnie tutaj zabrakło najmniej do pozytywnego wyniku – komentuje Tomasz Mielczarek. - Granda kroczyła po pierwsze w sezonie zwycięstwo, do momentu aż sędzia podyktował mocno wątpliwy karny. Po pierwsze sam faul był dyskusyjny. Gracz Montera i obrońca Grandy biegli do piłki i nagle zawodnik Montera zmienił kierunek i wbiegł w tor biegu naszego zawodnika. Żaden z nich piłki nie kontrolował i w mojej ocenie nie miał szans do niej zdążyć. Po drugie rzecz miała miejsce przynajmniej metr przed polem karnym. Szkoda że nie udało się wykorzystać kilku fajnych sytuacji, by podwyższyć na 3:1 wówczas ta sytuacja nie miałaby znaczenia – dodaje Mirosław Groń, obrońca Grandy. Dodaje, że ewidentnie coś drgnęło w grze. - Było zaangażowanie, była jakość, była dłuższa niż zazwyczaj ławka. Zabrakło skuteczności i koncentracji i varu przy rzucie karnym – puentuje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze