Po blisko 40 latach trenerskiej kariery na sportową emeryturę przechodzi pochodzący z Zembrzyc, ale od dwóch dekad związany z budzowskim Strzelcem – Janusz Sasuła. Dziś w wielkim stylu szkoleniowca pożegnali jego obecni podopieczni, a także rodzice piłkarzy, sprawiając trenerowi nie tylko niespodziankę, ale i powodując u niego ogromne wzruszenie.
Przygodę z futbolem Janusz Sasuła zaczął będąc w III klasie szkoły podstawowej. Wówczas trafił do zembrzyckiego Garbarza, w którym trenował do wieku juniorskiego. Po odbyciu obowiązkowej wówczas zasadniczej służby wojskowej zmienił klubowe barwy i stanął między słupkami budzowskiego Strzelca. Za namową trenera Stanisława Suwaja uzyskał uprawnienia trenerskie. – Gdy Stanisław Suwaj przeszedł do Garbarza, to zabrał mnie ze sobą. Od początku trenowałem drużyny młodzieżowe, choć miałem też epizody w futbolu seniorskim – mówi Janusz Sasuła. Jak wspomina krótko trenował pierwszy zespół Chełmu Stryszów, podobny okres przepracował w juszczyńskim Narożu, a i z rezerwami Garbarza uzyskał awans z C do B klasy. – Jak widać nie szło mi źle. Jednak nie miałem do tego serca. Praca z dziećmi i młodzieżą zawsze przynosiła mi więcej satysfakcji i dawała radość – zauważa.
Dwadzieścia lat temu Janusz Sasuła za namową Edwarda Pawlicy, któremu – jak podkreśla- bardzo dużo zawdzięcza, rozpoczął pracę z grupami młodzieżowymi. Pod swoimi skrzydłami miał skrzaty, żaków, trampkarzy, młodzików i orlików. Pod jego okiem pierwsze kroki w futbolu stawiali Piotr Mosór (grał potem w Ruchu Chorzów i Legii Warszawa), Łukasz Burliga (Wisła Kraków, Jagiellonia Białystok, Flota Świnoujście, Wieczysta Kraków, Kalwarianka), Sławomir Bączek (Jeziorak Iława, Wisła Kraków), Szymon Nieciąg (Rekord Bielsko-Biała), Kacper Nieckula (Cracovia, Garbarnia Kraków), Kacper Lorant (Wisła Kraków) oraz bracia Janiczakowie – Grzegorz i Gabriel, którzy obaj trafili do Wisły Kraków. Janusz Sasuła wychował także Natalię Skrok (Rekord Bielsko-Biała), która trafiła do reprezentacji Polski U17.
A, że wychowankowie nie tylko szanują Janusza Sasułę, ale i o nim pamiętają najlepiej świadczy między innymi fakt, że Łukasz Burliga (był wówczas zawodnikiem Wisły Kraków) zaprosił swojego pierwszego trenera na ślub i wesele. Szkoleniowiec miał wówczas okazję spotkać nie tylko czołowych polskich piłkarzy, ale i Franciszka Smudę. Natalia Skrok zawsze podkreśla, że to Janusz Sasuła wprowadził ją w futbolowy świat. Ponadto po tym jak trafiła do Rekordu poprowadziła trening trampkarzy Strzelca, dzieląc się wiedzą, ale i dając przykład dziewczętom, że w małych społecznościach także rodzą się piłkarskie talenty płci pięknej.
Dziś Janusz Sasuła poprowadził ostatni trening żaków i skrzatów, jutro ma zajęcia z orlikami, a w czwartek z trampkarzami. W sobotę uda się jeszcze z orlikami na turniej, a po nim na pożegnalną… pizzę. W trakcie dzisiejszego treningu pod salą sportową w Budzowie licznie zgromadzili się rodzice dzieci, a także starsi podopieczni szkoleniowca. Pod koniec zajęć podstępem wywołali trenera, który ujrzał grono wdzięcznych mu osób z okazałym, ważącym ponad 7 kg, tortem. – Myślałem, że jakiś święty Mikołaj się pojawił. Naprawdę się nie spodziewałem. Zaskoczenie było ogromne. Dziękuję zarządowi za lata znakomitej współpracy, rodzicom za okazaną życzliwość i pomoc, a także wszystkim zawodnikom, których miałem przyjemność prowadzić – mówi Janusz Sasuła. Dodaje, że miło wspomina także Naroże Juszczyn i jego nieodżałowanego, nieżyjącego już prezesa Edwarda Gigonia. – Dzięki niemu, ale nie tylko w Juszczynie czuję się do dziś jak w drugim domu – dzieli się odczuciami.
- Z głębi serc – dzieci i rodziców – pragniemy podziękować za wszystkie lata, w których był Pan nie tylko trenerem, ale przede wszystkim wychowawcą, mentorem i dobrym duchem naszych drużyn. W latach 1986–2025 prowadził Pan najmłodszych – skrzatów, żaków, młodzików, trampkarzy i juniorów – z niezwykłą cierpliwością, oddaniem i miłością do piłki. Każdy trening, każde słowo, każdy gest pokazywał, że wkłada Pan w swoją pracę całe serce. Dzięki Panu swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiały setki dzieci, z których wiele wyrosło na prawdziwe talenty. Ale przede wszystkim – wyrosły na dobrych ludzi, bo uczył ich Pan nie tylko techniki, lecz także szacunku, pokory, odwagi i wiary w siebie – dziękowali dziś rodzice trenerowi Sasule. Dziękowali, że zarażał pasją do futbolu, która potrafiła rozświetlić nawet najtrudniejszy dzień. Na boisku tworzył atmosferę, w której każdy czuł się ważny, zauważony i potrzebny. - Nic dziwnego, że wszyscy Pana uwielbiali – za uśmiech, za humor, za wsparcie, za wiarę w każde dziecko, nawet wtedy, gdy ono samo w siebie jeszcze nie wierzyło – podkreślili.
Na koniec podziękowali „za czas, za serce, za oddanie, na które nie ma miary. Za wspomnienia, które zostaną z nami na zawsze”. - Panie Trenerze – dla wielu z nas zawsze będzie Pan legendą, a przede wszystkim kimś, kto zmieniał dziecięce marzenia w prawdziwe, piękne historie – usłyszał od rodziców Janusz Sasuła.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze