Pod koniec maja tego roku ukazała się publikacja pt. ”Wspomnienia o moim Rynku” autorstwa Mariana Natanka wydana przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Suskiej. W książce tej zamieszczone zostały również teksty Aleksandry i Andrzeja Wąglów. Całość zredagował Janusz Kociołek, a opracował graficznie Maciej Hojda. Publikacja została współfinansowana ze środków Gminy Sucha Beskidzka w ramach realizowanego zadania publicznego.
Dla przybliżenia czytelnikom zawartości „Wspomnień o moim Rynku” publikujemy poniżej wstęp do książki napisany przez Janusz Kociołka.
„Po kilkunastoletniej przerwie wydawniczej przedstawiamy czytelnikom nową, ukazującą się staraniem Towarzystwa Miłośników Ziemi Suskiej, publikację z serii „Biblioteka Suska”.
Publikacja ta, której głównym „sprawcą” i autorem jest Marian Natanek, poświęcona została suskiemu Rynkowi. Można powiedzieć, że to właśnie Rynek jest jej głównym bohaterem.
Składają się na nią cztery części, z których pierwsza autorstwa Andrzeja Wągla jest opisem Rynku i ulicy Kościelnej z czasów ostatnich lat przed II wojną światową (to nieco zmodyfikowana i rozbudowana wersja artykułu, który ukazał się w roku 2006 w miesięczniku „Ziemia Suska”). Druga część to przygotowany przez Aleksandrę Wągiel krótki opis rzucający nieco światła na historię Czerwonej Kamienicy, budynku, którego już nie ma, podobnie jak niemal wszystkich jego niegdysiejszych mieszkańców. Obiekt ten znajdował się w pobliżu Rynku i wchodził kiedyś w skład zabudowań kompleksu zamkowego, jednak o kamienicy, w przeciwieństwie do samego zamku, trudno znaleźć w dostępnej literaturze jakieś szczegółowe informacje.
Pozostałe dwie części, autorstwa wspomnianego na wstępie Mariana Natanka, to obraz Rynku i rynkowego życia zapamiętany przez kilkuletniego chłopca, a później już nastoletniego młodzieńca, zapisany po latach.
Jedna z tych części jest opisem Rynku podobnym do tego opracowanego przez Andrzeja Wągla, tyle że dotyczy już lat powojennych. To zamierzone podobieństwo wynika z założonego przez obu autorów dokumentacyjnego charakteru opisów, które mogłyby być nieraz odczytywane jako ciekawe połączenie przewodnika z książką adresową. Jednak nawet te przytaczane, wydawałoby się suche w wymowie, fakty opisujące to, gdzie kto mieszkał i jaką działalność prowadził, odsłaniają też nieco kryjące się za nimi losy i historie ludzi. Znacznie więcej w tej materii wnosi druga część wspomnień Mariana Natanka, barwna, dodająca kolorytu całości, opowieść o rynkowym życiu w latach jego młodości.
Wszystkie rozdziały książki mają charakter wspomnieniowy i przede wszystkim osobisty.
Są sentymentalną podróżą w czasie, ale też zapisem historii miasta. Ich lektura może być dla starszych wiekiem suszan powrotem do lat młodości, innego niż dzisiaj miasta, innej Polski, ale też innego świata. Z kolei dla młodszego pokolenia to może być odkrywanie miasta jakiego nie znali, jakiego już nie ma. Wczytując się w te wspomnienia możemy się przekonać, jak ważnym miejscem był dla mieszkańców miasta Rynek, przy czym użycie tu czasu przeszłego nie jest niestety przypadkowe.
W historii Suchej, rynek, podobnie jak w większości miast, pełnił na przestrzeni wieków pierwszorzędną, kluczową rolę. Był centralnym punktem, wokół którego rozbudowywała się miejscowość, miejscem, w którym koncentrowało się życie gospodarcze i społeczne mieszkańców.
W Suchej właśnie to miejsce, ze względu na swoje położenie skazane było na pełnienie takiej roli. Znajdowało się u zbiegu dwóch największych okolicznych rzek, Skawy i Stryszawki, wzdłuż koryt których wytyczone zostały, główne w tym regionie, trakty handlowe spotykające się właśnie na placu, który został rynkiem. Znaczenie miało również to, że miejsce położone było na linii zamek – kościół, mniej więcej w równym oddaleniu od obu tych najważniejszych w XVII-wiecznej stolicy „państwa suskiego” centrów, administracyjnego i duchowego. W następnym wieku, kiedy Sucha zaczęła przekształcać się w ośrodek handlowy, mocnym wsparciem tego procesu stały się organizowane na placu, który właśnie wtedy zaczął być prawdziwym rynkiem, jarmarki. W takim miejscu musiała też powstać karczma. Pierwsza pojawiła się już w XVII wieku. Stwierdzić możemy na pewno, że działała pod jego koniec, bo z zapisów w ”Księdze sądowej gromad państwa suskiego 1699 – 1757” możemy się dowiedzieć, że za bójkę w karczmie skazani zostali w 1699 roku Mikołaj Pochopień i Wawrzyniec Sikora. Przewrotnie powiedziawszy już wówczas oprócz życia gospodarczego w rynku zaczęło się koncentrować także życie towarzyskie.
Karczma ta była jednak w tamtych czasach nie tylko miejscem pełniącym rolę tradycyjnego wyszynku, czy raczej propinacji, bo tak była nazywana przez mieszkańców, o czym zresztą piszą w tej publikacji autorzy wspomnień. Była też miejscem spotkań, ważnych zgromadzeń, sądów wójtowskich, które odbywały się w jej wnętrzu lub na placu przed nią, z czasem zaś obrosła legendami o Panu Twardowskim oraz spotkaniach beskidzkich zbójników, choć te ostatnie nie były tylko fikcją.
Z biegiem lat rynek zyskiwał na znaczeniu. W jego sąsiedztwie ulokowano ważne budynki użyteczności publicznej, pod koniec XIX wieku szkołę ludową, a na początku XX magistrat i sąd.
Z tamtych lat pochodzi zachowany do dzisiaj trzon układu urbanistycznego tej części miasta. Wtedy też rynek przestał być li tylko nazwą placu, a zaczął funkcjonować jako Rynek, pisany właśnie dużą literą, będący już nazwą własną, wskazaniem adresowym.
W okresie międzywojennym Rynek przeżywał okres chyba największego rozkwitu. Powstało wtedy dużo nowych sklepów, sklepików, warsztatów, lokali gastronomicznych. Wiele z nich należało do suskich Żydów. Społeczność żydowska w dużej mierze kształtowała rytm życia Rynku przez kilka dziesięcioleci, począwszy od 2. połowy XIX wieku aż do czasów II wojny światowej, kiedy to Niemcy położyli kres jej istnieniu, wpierw zamykając ją w getcie zlokalizowanym w stojącym w pobliżu Rynku browarze, a następnie wywożąc z miasta do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.
W roku 1939 w Suchej mieszkało ok. 580 Żydów (nieco ponad 9% ogółu mieszkańców), głównie w Rynku i jego pobliżu. Wędrując po Rynku opisanym przez Andrzeja Wągla spotykamy się z nimi co krok. Ta ówczesna wieloetniczność, czy też właściwie dwuetniczność oraz wiążąca się nią dwukulturowość i dwureligijność suskiego Rynku (w pobliżu stoją kościół i bożnica) może być niemałym zaskoczeniem dla większości czytelników.
Po ponurym czasie wojny i spustoszeniach jakich dokonała Rynek przejęła Polska Ludowa. Było trudno i siermiężnie, ale mieszkańcy, zwłaszcza ci młodsi, potrafili sobie znaleźć niejedną rozrywkę. Te lata, to czasy młodości Mariana Natanka. Pokolenie, z którym wchodzi w dorosłość cechuje energia, pomysłowość, zaradność, a potwierdzenie tego znajdziemy w publikowanych tu wspomnieniach autora.
Od końca lat 50. przez kolejne dziesięciolecia Rynek „kipiał życiem”, ale u schyłku ubiegłego wieku powoli, systematycznie, zaczął zamierać. Krótka handlowa hossa z początku lat 90., którą spowodowali przyjeżdżający do Polski, również do Suchej, mieszkańcy dawnego ZSRR, rozstawiający swój przeznaczony na sprzedaż, różnorodny towar bezpośrednio na płycie Rynku, była już raczej tylko podzwonnym dla czasów dobrej koniunktury.
„Co się stało z Rynkiem?” pyta Marian Natanek, dlaczego już nie tętni życiem i przestaje być centrum miasta? Głównej przyczyny takiego stanu rzeczy autor wspomnień upatruje w tym, że miejsce to opustoszało, wyludniło się, zamknięto tu wiele sklepów i lokali gastronomicznych. To prawda, ale można by też zapytać od kiedy Rynek zaczął tracić na znaczeniu.
Pokuszę się w tym miejscu o krótką, zrobioną „na szybko” wyliczankę przyczynków do „upadku” Rynku, choć temat zasługuje niewątpliwe na osobne, dogłębne opracowanie.
To nieco paradoksalne, ale proces ten postępował od przełomu XIX i XX w. równolegle z rozkwitem rynku. Początek dało powstanie węzła kolejowego w Suchej (1884 r.) i związana z tym rozbudowa infrastruktury. W pobliżu wzniesiono też budynki mieszkalne, sklepy, restauracje. Zaczęło tworzyć się drugie centrum miasta nazywane po prostu - Stacja. Od tego czasu, w różnych kontekstach, pojawia się też przeciwstawienie Rynek – Stacja, nie tyle może w znaczeniu jakiegoś antagonizmu, co raczej pewnej odmienności i konkurencyjności.
Kolejny ważny rozdział w historii Rynku zapisała wojna i prowadzona przez Niemców polityka eksterminacji ludności żydowskiej. Zniknęła wówczas z Rynku znacząca część jego mieszkańców, cała społeczność żydowska, a wraz z nią sklepy i warsztaty, ale też jej kultura, tradycje, obrzędy. To miało niewątpliwie istotny wpływ na osłabienie społeczno-gospodarczego znaczenia tej części miasta.
Jednak nadal przez kilka kolejnych dziesięcioleci po wojnie Rynek utrzymywał swój wcześniejszy status. Jeszcze nie nastąpiło przeniesienie znaczeniowej ważności miasta do innej jego części. Co prawda, z czasem wyprowadziły się do nowych obiektów szkoły: „Jedynka”, liceum, a później tzw. Metalówka (obecnie Zespół Szkół im. Walerego Goetla), przedszkole, kino, urząd miejski czyli stary magistrat, ale nie „uciekły” one od Rynku zbyt daleko. Nowe boisko sportowe również powstało w pobliżu. Oddaliły się już jednak znacznie od niedawnego centrum, komendy policji i straży. Stacja natomiast zyskiwała. Stacja w rozumieniu umownej dzielnicy miasta, bo niestety sam węzeł kolejowy w ostatnich latach stracił na znaczeniu. To tam powstały duże osiedla mieszkaniowe, pierwszy w mieście dom towarowy, miejska przychodnia zdrowia, nieistniejący już dzisiaj hotel.
Współcześnie, pomiędzy tymi dwoma historycznymi centrami miasta, powstało nowe centrum - handlowe. Tworzy go już nie tylko wybudowany kilkanaście lat temu pasaż, ale też dwa supermarkety (spożywczo-przemysłowy i budowlany), do których niedługo dołączy powstająca galeria handlowa. Z perspektywy Rynku i działających tam nielicznych już placówek handlowych to nie wygląda najlepiej.
Na koniec wspomnieć trzeba, że dosłownie w ostatnich dniach, na przełomie lutego i marca (2021), przeniesione zostały do nowoczesnego obiektu, jeszcze do niedawna funkcjonujące w pobliżu Rynku, tak istotne dla życia kulturalnego miasta, placówki jakimi są ośrodek kultury i biblioteka.
Mariana Natanka, boli degradacja Rynku. Porównując obraz tego miejsca, zapamiętany ze swoich lat młodzieńczych, ze stanem obecnym, dostrzega dużą różnicę i apeluje o podjęcie działań odwracających niekorzystne zmiany zachodzące w tym historycznym centrum miasta.
Rynek istotnie potrzebuje czegoś, co kryje się za popularnymi ostatnio terminami: rewitalizacja, impuls rozwojowy, dowartościowanie przestrzeni publicznej, czegoś, co nazwać można prościej, powrotem do życia. I o to właśnie chodzi autorowi „Wspomnień o moim Rynku”.
Może, jak kiedyś wróci na Rynek kamienna figura św. Nepomucena, w końcu, według tradycji ludowej, świętego chroniącego między innymi przed suszą, za jego wstawiennictwem Rynek w Suchej nam całkiem „nie uschnie”.”
Janusz Kociołek
„Wspomnienia o moim Rynku” ukazały się w niewielkim nakładzie, który jest już na wyczerpaniu. Jednak dla czytelników portalu Sucha24.pl Towarzystwo Miłośników Ziemi Suskiej przygotowało niespodziankę. Otóż w najbliższy czwartek (5.08.2021), od godziny 15.00 w biurze TMZS, które znajduje się w pomieszczeniu pod wieżą zegarową suskiego zamku, pierwszych 10 osób, powołujących się na ten artykuł, może otrzymać nieodpłatnie wspomnianą książkę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze