Trwają poszukiwania złodzieja, który w nocy z piątku na sobotę w Makowie Podhalańskim włamał się do mobilnej budki serwującej burgery. Właściciel burgerowni wskazuje, że rabuś niewiele zyskał, ale za to wyrządził duże straty.
- Drogi złodzieju szkoda ze nie byłeś profesjonalistą i nie obszedłeś się z drzwiami jak zawodowiec z filmów akcji, pieniążki które zawłaszczyłeś nie były warte szkód których narobiłeś, okoliczny monitoring ma się dobrze z tego co zdążyła ustalić policja – napisał w mediach społecznościowych właściciel burgerowni, dając jasno do zrozumienia, że sprawa została już przekazana organom ścigania.
Właściciel burgerowni nie kryje frustracji zachowaniem rabusia. - Przyprawiłeś mnie o ból brzucha, niepotrzebny stres jak bym go miał mało i kolejny dzień w którym się nie wyśpię, tylko że tym razem nie będę wstawał z przyjemnością wcześnie rano i jechał po świeże bułki dla moich klientów tylko na komendę policji – napisał. Zaznaczył, że w kasie pozostawione było niecałe 200 zł. - Nie wiem na co liczyłeś włamując się tam, ale chyba wkręcił ci się jakiś krzywy film, to wagon z burgerami, a nie z złotem, nie wiem czym kierowałeś się posuwając się do czegoś takiego – czytamy w poście. Właściciel burgerowni deklaruje, że gdyby rabusiowi doskwierał głód, to mógł przyjść i z chęcią dałby mu od serca coś do jedzenia. - Nie pozdrawiam serdecznie bo zepsułeś mi dzień na maxa, a nasi klienci nie będą mogli zjeść Siema Burgera – kończy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze