Reklama


Walka o mistrzostwo wciąż trwa

04/10/2022 22:33

Po piątej z dziewięciu kolejek Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego wiadomo, że nic nie wiadomo. Zarówno w bitwie o medalowe pozycje, jak i o najcenniejsze trofeum pozostają wciąż cztery drużyny.

Stare wygi nie odpuszczają

Niedziele zmagania zaczęły się od spotkania suskich Los Asfaltos z Relaxem Białka, który do meczu przystępował podbudowany zeszłotygodniową wygraną nad Golden Street.

Niewątpliwie wygrana z niedawnym liderem wlała w szeregi białczan dużo optymizmu, gdyż początek sezonu w ich wykonaniu nie był udany. Jednak w konfrontacji z inną z suskich drużyn już tak dobrze nie było. Wierzący wciąż w mistrzostwo ligi Los Asfaltos zagrali kolejny w tym sezonie dobry mecz. Wynik otworzył Paweł Cieślewicz, a rezultat podwyższył Jan Kuczek (była to jedna z najładniejszych jego bramek zdobytych na orliku -  półwolej z około 20 metrów w same widły) i nie było to ostatnie słowo najbardziej utytułowanej drużyny w ALPS. Zanim białczanie doszli choćby na chwilę do głosu zrobiło się 3:0, a to za sprawą bramki zdobytej przez Roberta Lichosyta, którego jak przystało na rasowego napastnika, piłka po prostu szuka w polu karnym. Dopiero wówczas na listę strzelców po stronie Relaxu wpisał się Tomasz Kaczmarczyk. Jak się okazało, było to honorowe trafienie. Tymczasem to Piotr Stawowy ustalił wynik na 4:1.

Reklama

Los Asfaltos Sucha Beskidzka – Relax Białka 4:1
Bramki: Stawowy, Lichosyt, Cieślewicz, Kuczek – Kaczmarczyk

* * * * * *

Golden Street nie składa broni

Po dość niespodziewanej przegranej z Relaxem suska Golden Street chciała powetować sobie niepowodzenie. Okazją ku temu stała się derbowa potyczka z Betonem2.

 

Pomimo ostatniego niepowodzenia w suskiej rywalizacji faworytem była Złota Uliczka. Tymczasem zaczęło się sensacyjnie. Nie dość, że po strzale Tobiasza Dyducha Beton2 wyszedł na prowadzenie, to po chwili Paweł Śladewski je podwyższył.  Mało tego jeszcze na 10 minut przed końcem meczu na tablicy wyników nadal widniał rezultat 2:0. - Ogólnie to mecz był do wygrania co potwierdza wynik 2:0 na 10 minut przed końcem meczu. Później pozwoliliśmy rywalom grać na naszej połowie i mieli zbyt dużo luzu, co skutkowało tym, że doprowadzili do remisu, a potem poszli za ciosem. Mogliśmy wyjść ponownie na prowadzenie, ale po trafieniu naszego zawodnika w nogę sędzia nie tylko nie podyktowała przywileju korzyści przy naszej klarownej sytuacji, a jeszcze zagwizdała faul na korzyść rywali, po której straciliśmy gola. Później odkryliśmy się szukając wyrównania i zapakowali nam czwartego gola. Mecz w naszym wykonaniu był lepszy niż tydzień temu, ale za ładna grę nie dają punktów – komentuje Mateusz Fronczak, kapitan Beton2.

Reklama

Kontaktowego gola dla Golden Street zdobył Robert Sumera, a do całkowitego odrobienia strat doprowadził Dawid Sochacki, który niedługi później drugi raz cieszył się zdobycia bramki, ale tym razem dającej już jego drużynie prowadzenie. Ostateczny cios zadał Piotr Bargieł. - Od początku graliśmy bardzo dobrze, ale brakowało nam szczęścia. Trochę pechowo straciliśmy dwie bramki, choć byłem spokojny, że odrobimy straty. Mieliśmy dużo okazji, natomiast albo minimalnie nie trafialiśmy w bramkę, albo obijaliśmy słupki. Początkowy spokój o wynik nieco gasł, gdyż czas upływał i robiło się nerwowo. Na szczęście, po zdobyciu pierwszej bramki worek się rozwiązał i odrobiliśmy straty z nawiązką wygrywając 4:2. Przeciwnik postawił twarde warunki, szczególnie przytomnie rozgrywając piłkę i przechwytując nasze ataki w obronie, ale to my byliśmy tego dnia drużyną zdecydowanie lepszą – mówi Piotr Bargieł, czyli szczęśliwy strzelec czwartej bramki dla Golden Street.

Golden Street Sucha Beskidzka – Beton2 Sucha Beskidzka 4:2
Bramki: Sochacki (2), Sumera, Bargieł – Dyduch, Śladewski

Reklama

* * * * *

Lider nie pozostawił wątpliwości

Przystępująca do kolejki jako lider ekipa Woodici Juszczyn miała jeden cel. Pokonać wysoko Mucharz Team, gdyż każda bramka może mieć w końcowym rozrachunku wielkie znaczenie.

Przypomnijmy. W pierwszym meczu sezonu Woodica zremisowała 1:1 z Luz Blues. Teraz obie drużyny idą łeb w łeb, mając na koncie tyle samo punktów, ale juszczynienie legitymowali się przed piątą kolejką lepszym bilansem bramkowym niż zawojsko/skawicka drużyna. Tyle tylko, że wiceliderzy dopiero mieli przed samą mecz z Monterem Kurów. Stąd, aby nie pozostawiać losu w ich rękach i nogach, tak w tym meczu, jak i kolejnych Woodica chciała jeszcze bardziej podkręcić swój bilans. I ta sztuka jej się udała.

Reklama

Zanim Mucharz Team przebudził się po serii ciosów miał już w plecaku sześć bramek. „Pakowanie” drużyny z powiatu wadowickiego zaczął Maciej Jop, a kolejne ciężary dokładali Robert Rusin, Adrian Bury, Maciej Masło, a Mateusz Surmiak dorzucił nawet dwie bramki. Potem Dominik Gajda i Michał Drwal nieco zmniejszyli rozmiary porażki, ale ostatecznie były one większe, gdyż to Adrian Bury jako ostatni posłał piłkę do siatki.

Woodica Juszczyn – Mucharz Team 7:2
Bramki: Bury (2), M. Surmiak (2), Job, Rusin, Masło – D. Gajda, Drwal

Reklama

* * * * *

Wicelider drżał do końca

Przystępując do trudnej, a jak się potem okazało bardzo trudnej, potyczki z Monterem Kurów drużyna Luz Blues Skawica/Zawoja wiedziała już, że każda strata punktów będzie oznaczała poważne komplikacje w walce o mistrzostwo ligi.

Wygrywając z Mucharz Team Woodica postawiła Luz Blues pod ścianą. Owszem, do końca sezonu zostało jeszcze kilka spotkań i wiele może się w nich wydarzyć, ale jednak odskoczenie przez juszczynian zespołowi spod Babiej Góry i Policy oznaczałoby dla tego drugiego duże problemy. Sytuacja zrobiła się tym gorsza, gdy Łukasz Folęga wyprowadził monter na prowadzenie. - Bramkę straciliśmy po błędzie obrońców i niezdecydowaniu bramkarza, lecz tym razem wyciągnęliśmy szybko wnioski – zauważa Michał Ficek. Jak mówi, Kamil Gigoń który posłuchał "głosu" z trybun i wkręcił piłkę przy bliższym słupku po rzucie wolnym z lewej strony pola karnego. - Zaczęliśmy grać składne akcje i przeciwnik jedynie mógł ratować się faulami. Nikt nawet nie zliczy ile razy faulowany był Grzegorz Bartyzel – rzuca Michał Ficek.

Reklama

Bramka na 2:1 była po prostu mistrzostwem świata, co zresztą w pomeczowych rozmowach docenili nawet rywale. Po wyprowadzeniu piłki przez Jakuba Nosala Luz Blues przeprowadzili wzorowy atak, przy którym przeciwnik nie był w stanie nawet zorientować się, co się stało. Piłka szła jak po sznurku,. Na koniec Kamil Gigoń  podał do Jarosława Franczaka, a ten wbił piłkę do bramki. Ten sam zawodnik soczystym strzałem z rzutu wolnego zdobył bramkę na 3:1. Jeszcze mocniej uderzył futbolówkę, która znowu po składnej akcji skawicko-zawojskiej ekipy znalazła się w pobliżu "szesnastki" i zrobiło się 4:1.

Gdy wydawało się, że emocji byłoby na tyle do kontrofensywy ruszył Monter. Za sprawą Szymona Tlałki i Macieja Świerkosza złapał kontakt i niewiele brakowałoby, aby Luz Blues stracili minimum dwa punkty. Inna sprawa, że przy wyniku 4:3 z rzutu wolnego celował Arkadiusz Smyrak, ale nieznacznie się pomylił i futbolówka, ocierając się jeszcze o zewnętrzną część słupka, wyszła poza boisko. -  To był bardzo ciężki mecz i czasami brutalny. Po jednym z incydentów Łukasz Stopka musiał się udać do szpitala, gdyż zderzenie głowami zakończyło się rozcięciem na tyle groźnym, iż nie mógł on kontynuować gry. Niezwykle twardy i czasami nawet brutalny mecz, ale pokazujemy że i z takim przeciwnikiem dajemy sobie radę. Gdybyśmy wykorzystali wszystkie setki z pierwszej połowy byłoby po meczu, ale to tylko można gdybać. Kolejne trzy punkty i dalej jesteśmy w grze o mistrza – komentuje Michał Ficek.

Reklama

Pomimo porażki zadowolony z postawy swojej drużyny był kapitan Montera Tadusz Copija. – W końcu zagraliśmy dobry mecz. Strzelioliśmy pierwsi bramkę i nasza gra naprawdę dobrze wyglądała. Potem jednak w nasze poczynania wkradł się chaos, bo dwie bramki straciliśmy z rzutów wolnych, gdzie o powodzeniu strzelejącego zdecydował minimalnie źle ustawiony mur. Najpierw zdobyli kontaktową bramkę, a potem w podobnej sytuacji piłki odbiła się od obrońcy i zmyliła bramkarza. Trzecia bramka dla nich była naprawdę bardzo ładna, bo kontra była szybka i rozgrywana z pierwszej piłki – mówi Tadeusz Copija. W jego ocenie prowadząca zawody arbiter nie powinna natomiast uznać czwartej bramki dla Luz Blues. Zdaniem kapinata Montera wyprowadzjący piłkę zawodnik dwukrotnie pomógł sobie ręką. – Stało się. Ale nie załamaliśmy się i graliśmy swoje. Piękna bramka Szymona Tlałki, który chyba wykiwał czterech obrońców i bramkarza. Potem Maciej Świetkosz na 4:3, ale na więcej zabrakło nam czasu. Jakby mecz trwał o kilka minut dłużej… Z Luz Blues gra się ciężko. Wszędzie ich pełno. Swoim zachowaniem wprowadzają chaos – komentuje Tadeusz Copija, którego drużyna wystąpiła w nowych koszulkach. Nie pisalibyśmy o tym, gdyby nie fakt, że są to wyjątkowe trykoty podkreślające obchodzoną w tym roku 20 rocznicę zawiązania się Montera Kurów.  

Luz Blues Skawica – Monter Kurów 4:3
Bramki: Franczak (3), Gigoń – Folęga, Tlałka, Świerkosz

Reklama

Poz Zespół M Pkt Bramki+ Bramki-
1 Woodica 8 19 35 14
2 Los Asfaltos 8 18 27 13
3 Luz Blues 8 16 27 26
4 A.K.P RELAX 8 15 48 27
5 Golden Street 8 13 34 23
6 Mucharz Team 8 7 22 29
7 Black Shadows 8 7 23 42
8 Beton 2 8 6 20 41
9 Monter 8 4 21 42


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama