Siódma kolejka Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego w piłce nożnej ponownie przyniosła wyniki, których wytypowanie było na wyraz trudne. Co jeszcze ważniejsze za ich sprawą czołówka stawki wyrównała się jeszcze bardziej i sprawa mistrzostwa wciąż pozostaje otwarta.
Najbardziej żal straconego zdrowia
Niedzielną serię gier rozpoczęło spotkanie, które mogłoby decydować o tytule mistrzowskim. Mogłoby gdyby broniący go kurowski Monter na początku sezonu nie stracił wielu cennych punktów. Teraz pokazał, że wciąż trzeba się z nim liczyć.
Pierwsi powody do zadowolenia mieli kurowanie, którzy za sprawą Szymona Tlałki wyszli na prowadzenie. W drugiej odsłonie wyrównał Krystian Kwaśniewski. - Woodica lideruje. Spodziewaliśmy się dobrego meczu z ich strony, ale i sami dysponowaliśmy silnym składem, więc wiedzieliśmy, że będzie to ciekawe, zacięte spotkanie. Liczyliśmy na wiele, ale uważam, że remis jest sprawiedliwym wynikiem, który nie krzywdzi żadnej z drużyn – powiedział po meczu Tadeusz Copija, kapitan Montera.
Opowiadając o meczu kapitan Montera zauważa, że z perspektywy ich drużyny wynik ma drugorzędne znaczenie i to nie dlatego, że kurowianie nie mają już szans nie tylko na mistrzostwo ligi, ale i miejsce na podium wydaje się być już poza zasięgiem. W końcówce kontuzji nabawił się Mariusz Spyrka, którego czeka długi rozbrat z futbolem. – Zerwał ścięgno Achillesa. Co prawda jest już po zabiegu, ale czeka go długie leczenie i rekonwalescencja. Wielka szkoda, bo to potworna kontuzja. Trzymamy za niego kciuki i życzymy szybkiego powrotu do zdrowia – mówi Tadeusz Copija.
Monter Kurów – Woodica Juszczyn 1:1
Bramki: Tlałka – Kwaśniewski
Monter: Barzycki, Folęga, Klimasara, Pluta, Pochopień, Spyrka, Świerkosz, Szwed, Tlałka
Woodica: Barcik, Bury, Job, Kaczmarczyk, Kwaśniewski, Marek, Pająk, Piątek, Rusin, Sałapatek, Śpiewla, M. Surmiak
* * * * *
Mucharz Team wrócił do gry o majstra
Porażka z Luz Blues mocno skomplikowała plany drużynie Mucharz Teamu. W niedzielę zespół z powiatu wadowickiego udowodnił, że nie zrezygnował jeszcze z mistrzowskiej korony, a jego moc poczuła suska Golden Street, która po znakomitym starcie straciła już szanse nie tylko na mistrzostwo, a i miejsce na podium jest mało prawdopodobne.
Drugi niedzielny mecz zaczął się od mocnego uderzenia Jeziorowców, czyli bramki Tomasza Listwana. Wyrównał Robert Sumera, ale potem suszanom już tak dobrze nie szło. Na każde dwie bramki zdobyte przez Mucharz Team odpowiadali tylko jedną. A tymi, którzy nie mieli dla Golden Street litości byli Adrian Brytan i Marcin Banaś. Pierwszy ustrzelił dublet, a drugi hat-tricka. W suskiej ekipie ofensywne akcenty rozłożone tak samo, ale jak widać tym razem mocniej grzmiały mucharskie armaty.- W tym meczu nasza gra nie była zła. Oczywiście obrona nie funkcjonowała tak jak w poprzednich udanych meczach i sam ponoszę za to sporą odpowiedzialność, ale ogólnie zagraliśmy na zadowalającym poziomie. Po prostu rywal postawił bardzo trudne warunki i pełen szacunek dla chłopaków z Mucharz Team. Bardzo ciężko było przeciwstawić się tak szybkiej wymianie piłki i grze z „klepki”, mimo, że mieliśmy świadomość, że tak ten mecz będzie wyglądał. Pozostaje nam liczyć na udany rewanż w przyszłym sezonie, bo pomimo, że ten mecz zły nie był, to potrafimy zagrać lepiej – skomentował porażkę Piotr Bargieł z Golden Street.
Mucharz Team – Golden Street Sucha Beskidzka 6:4
Bramki: Banaś (3), Brytan (2), Listwan – Tłok (2), Sumera, Fidelus
Mucharz Team: Banaś, Bargiel, Brytan, B. Gajda, D. Gajda, Listwan, Polak, Tłok
Golden Street: M. Banaś, P. Banaś, Bargieł, Fidelus, Kubieniec, Pyka, Steczek, Sumera, Wróbel, Tłok
* * * * *
Męska rozmowa w szatni przyniosła skutek
Wynik derbowej potyczki Beton2 z Los Asfaltos może sugerować łatwą wygraną bardziej utytułowanej drużyny. Jak to bywa w futbolu pozory bywają mylące.
Beton2 nie był może faworytem konfrontacji z Los Asfaltos, ale w tym sezonie każdy może wygrać z każdym. Tym bardziej, że ewentualna wygrana dawała niżej notowanej drużynie szanse na włączenie się w walkę może nie o mistrzostwo, ale o podium. „Asfaltosi” miały natomiast świadomość, że tylko zwycięstwo utrzyma ich w grze o najcenniejsze trofeum. I kto wie czy to właśnie nie ten fakt nie pętał nóg drużyny dowodzonej przez Krystiana Krzeszowiaka. – Wyciągnęliśmy wnioski z meczu z Black Shadows, choć w pierwszej połowie gra się nie kleiła. Po paru męskich słowach w przerwie, zaskoczyło i wjechaliśmy na właściwe tory. Skończył się chaos i opanowaliśmy grę piłką – mówi. Podobne spostrzeżenia, choć oczywiście w lustrzanym odbiciu ma Mateusz Fronczak, kapitan Beton2. - O ile można pierwsza połowa była dobra w naszym wykonaniu, to druga już niekoniecznie. Do przerwy mogliśmy prowadzić, ale nie wykorzystaliśmy swoich okazji i tutaj idealnie sprawdzi się przysłowie, że nie wykorzystane sytuacje się mszczą. Po stracie bramki na 1:2 ruszyliśmy do przodu i była perspektywa na zdobycie punktów w tym meczu. Wszystko się posypało przy wyniku 1:3. Szkoda tego meczu, bo ten wynik raczej przekreśla nasze szanse na podium w tym sezonie, ale teraz grając na luzie już bez ciśnienia mamy nadzieję że zapunktujemy w ostatnich w kolejkach – mówi Mateusz Fronczak.
W niedzielę wynik otworzył Daniel Knatt. Do remisu doprowadził Lupa, ale jak się potem okazało była to swego rodzaju bramka honorowa. W dalszej części meczu strzelali już bowiem tylko Los Asfaltos, a konkretnie Marcin Pęczek, Krystian Krzeszowiak i Daniel Cichy.
Los Asfaltos Sucha Beskidzka – Beton2 Sucha Beskidzka 4:1
Bramki: Knatt, Cichy, Krzeszowiak, Pęczek – Jakub Lupa
Los Asfaltos: Cichy, Jurowaty, Karlak, Knatt, Krzeszowiak, Pęczek, Pietrusa, Rak
Beton2: Czaicki, S. Fronczak, M. Fronczak, Lupa, Plewa, Tatara, Wrona
* * * * *
Relax zlał Czarne Cienie
Na koniec zmierzyły się dwie najsłabsze drużyny. W pojedynku ligowych maruderów wyraźnie lepsi okazał się Relax.
Po bramce Dariusza Giertugi na 1:2 Black Shadows mogli jeszcze wierzyć, że uda im się wrócić do gry. Tak się jednak nie stało. Sześć kolejnych goli zdobyli bowiem białczanie i było po zawodach. Trafienie Barcza na 2:7 niczego nie mogło już zmienić - Dostaliśmy po dupie. Bardzo przykre, ale prawdziwe. Relax był lepszy i wykorzystywał swoje szanse. A my? No cóż, nie dojechaliśmy na mecz. Brakło naszego filara Benego. Ale za tydzień dajemy z siebie 300 procent – mówi Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows.
Trudno się dziwić, że w lepszym nastroju w niedzielę byli zawodnicy Relaxu, - W końcu wszystko zagrało tak jak należy. Od początku zdominowaliśmy mecz i czuliśmy, że mamy dzień. Dużo graliśmy piłką i stworzyliśmy sobie ogrom sytuacji. Cieszy wygrana i mamy nadzieję, że uda się zwyciężyć w dwóch ostatnich meczach, co pozwoli zamazać trochę zły obraz naszej postawy od początku sezonu – podsumowuje spotkanie Mateusz Fidelus z Relaxu.
Relax Białka – Black Shadows Zawoja 9:2
Bramki: Bargiel (2), Kaczmarczyk (2), Dyrcz, Fidelus, P. Pacyga, samobójcza – Giertuga, Barcz
Relax: Bargiel, Dyrcz, Fidelus, Kaczmarczyk, Kołacz, P. Pacyga, M. Pacyga, W. Polak
Black Shadows: Baca, Bania, Ciapała, Dudziak, Giertuga, Polak, Putyra, Barcz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze