Reklama


Spodziewane trzęsienie ziemi nadeszło, choć mogło być jeszcze większe

22/06/2022 22:16

Zmagania w Amatorskiej Lidze Powiatu Suskiego w piłce nożnej wkroczyły w decydującą fazę. W niedzielę byliśmy świadkami niezwykle ważnych dla układu tabeli spotkań ósmej serii gier oraz równie istotnego, a wręcz kluczowego spotkania zaległego. Zgodnie z przewidywaniami po tych konfrontacjach w klasyfikacji doszło do sporych przetasowań.

Zaczęło się na luzie

Niedzielna kolejka, można napisać, zaczęła się od spotkania, które było już namiastką radosnego, wakacyjnego futbolu. Skawicki Luz Blues zmierzył się z Golden Street. Tyle tylko, że z suszan już jakiś czas temu zeszło powietrze i nie jest to ta sama drużyna, która tak znakomicie rozpoczęła sezon.

Gdyby suszanie i skawiczanie byli w optymalnych formach, to zapewne byłoby to bardzo wyrównane spotkanie, którego wynik do ostatnich sekund pozostawałby nierozstrzygnięty. Jednak ostatnio to Luz Blues weszli na wysokie obroty, których nie potrafili złapać w pierwszych kolejkach, a Golden Street z szerokiej autostrady przeobraziła się już nawet nie w drogę krajową, czy powiatową, ale co najwyżej gminną. I w niedzielę było to wyraźnie widać. Luz Blues objęli czterobramkowe prowadzenie i mogli się skupić na kontrolowaniu wydarzeń na murawie. - 8 godzina. Słońce zaczyna powoli dogrzewać, jednak temperatura jest jeszcze znośna. W tych warunkach zaczynamy mecz. Najpierw powoli jak żółw ociążale, ruszyła nasza maszyna po szynach ospale – pierwsze minuty to było badanie gruntu, parę zmarnowanych okazji ale zaczęliśmy się rozkręcać – wspomina zawody Marcin Pająk, kapitan Luz Blues. Dodaje, że tym, który dał sygnał do ataku był Grzegorz Bartyzel, który przymierzył z lewej nogi po przy dalszym słupku. – I wtedy rozkręciła się nasza maszyna. Po 22 minutach był 4:0 i już praktycznie było po meczu. Jednak z takiego myślenia wytrącił nas Piotr Bargieł. Piękny strzał z 14 metrów, koło słupka kiedy Golden Street wyszli z kontrą 4 na 2 – opowiada o kuble zimnej wody kapitan.

Reklama

W drugiej połowie z wyniku 4:1 zrobiło się 7:1 i dopiero wówczas Golden Street po raz drugi znaleźli sposób na umieszczenie piłki w siatce. - Podsumowując, miałem wrażenie, że w Golden Street nie wszyscy przyszli na mecz, a Ci, którzy dotarli mieli bardzo pracowity długi weekend. Godzina 8.00 rano w niedzielę to nie był czas na maksymalny wysiłek. Jeszcze został nam Black Shadows i przy odpowiednich wynikach zostaniemy drugą siłą naszej ligi, w najgorszym przypadku zostaniemy na zaszczytnym 4 miejscu – zauważa Marcin Pająk.

- Mecz o tak zwaną pietruszkę, co tak naprawdę przełożyło się na wynik i frekwencję na meczu. Większość chłopaków dostało zielone światło na wykorzystanie tej niedzieli inaczej. Sam mecz bez historii, dużo luzu a przede wszystkim radości z gry. Sezon w naszym wykonaniu zdecydowanie na plus, teraz tylko czekać na jesienna edycję – komentuje porażkę Paweł Gołuszka, kapitan Golden Street.

Reklama

Luz Blues Skawica – Golden Street Sucha Beskidzka 7:2
Bramki: Franczak (2), Smyrak (2), G. Bartyzel, Ficek, Pająk – Bargieł, Sumera
Luz Blues: G. Bartyzel, D. Bartyzel, M. Bartyzel, Ficek, Franczak, Gigoń, Nosal, Pająk, Smyrak
Golden Street: Banaś, Bargieł, Fidelus, P. Gołuszka, Kubieniec, Pyka, Sumera

* * * * *

Wynik prawdy nie powie

Patrząc na wynik potyczki kurowskiego Montera z suskimi Los Asfaltos można byłoby powiedzieć - bardzo jednostronne widowisko. Nic bardziej mylnego.

Może kurowianie nie mają patentu na Los Asfaltos, ale jedno trzeba im oddać. W jakiej nie byliby formie, to suskiej ekipie postawią się zawsze. Nie inaczej było w niedzielę, gdy znowu obrońcy tytułu nie mogli wystąpić w optymalnym składzie. To efekt kontuzji jakiej tydzień temu nabawił się ich kluczowy zawodnik Mariusz Spyrka. Suszanie wyszli na boisko bez kapitana Krystiana Krzeszowiaka, ale jednak to w przypadku Montera brak ważnego ogniwa był bardziej widoczny. Może nie rzucał się na pierwsze oko, ale gdy mecz jest wyrównany decydują detale. – Monter zagrał bardzo dobre zawody. Trzeba ich pochwalić, bo naprawdę pokazali kawał dobrej piłki. Mieli to nieszczęście, że my wykorzystaliśmy wszystkie sytuacje do zdobycia bramki, a w ich przypadku już tak nie było. Z jednej strony Bartek Karlak spisywał się znakomicie, a z drugiej właśnie brakowało Monterowi Mariusza Spyrki, który potrafi wygrać pojedynek jeden na jeden i zrobić przewagę. Bez niego kurowianie zmuszeni byli do strzałów z bocznych sektorów, a wówczas o zdobycie bramki jest już trudniej – mówi Tomasz Bielarz, który po kontuzji nie wrócił jeszcze na boisko. Dodaje, że cała suska ekipa rozegrała bardzo dobre zawody. Wyróżnił przy tym Rafała Pietrusę, Pół żartem, pół serio mówił, że w ostatnich tygodniach „Ziaz” opuszczał treningi z uwagi na obowiązki zawodowe. Koledzy nie tylko namawiali go do wygospodarowania czasu, ale wręcz „rada starszych” „groziła” niepowoływaniem do składu. „Rozmowy wychowawcze” pomogły i filar Asfaltosów potrenował z zespołem, co szybko przełożyło się na jego postawę w meczu o punkty.

Reklama

Los Asfaltos Sucha Beskidzka – Monter Kurów 5:2
Bramki: Guzik (2), Majewski (2), Pietrusa – Barzycki, Pluta
Los Asfaltos: Cichy, Guzik, Karlak, Melzer, Lichosyt, Majewski, Pęczek, Pietrusa, Pilarczyk, Rak
Monter: Barzycki, Folęga, Klimasara, Pluta, Pochopień, Skrzypek, Szwed, Wolany, Ząbek

* * * * *

Jeden mecz, dwa cele

W trzecim niedzielnym meczu Mucharz Team stanął do boju z Black Shadows. Drużyna z powiatu wadowickiego miała w tym spotkaniu dwa zadania.

Oczywiście priorytetem dla zespołu z Mucharza było pokonanie zawojan, gdyż tylko w ten sposób pozostawali w grze o mistrzostwo ligi. Tyle tylko, że z tyłu głowy piłkarze znad jeziora mieli to, że muszą osiągnąć sukces jak najmniejszym nakładem sił. A to dlatego, że tego dnia czekało ich jeszcze zaległe starcie z prowadzącą do niedzieli Woodicą. Co więcej na zregenerowanie się przed konfrontacją z juszczynianami mieli godzinę. W upalny dzień to tyle, co nic.

Reklama

Black Shadows nie zamierzał ułatwiać zadania aspirującemu do mistrzostwa drużynie znad Jeziora Mucharskiego. Po bramkach Dariusza Giertugi, a następnie Mateusza Bieniasa zawojanie dwukrotnie obejmowali prowadzenie, ale najpierw wyrównał Robert Wolski, a następnie Marcin Banaś. Potem role się odwróciły i to Mucharz Team zaczął dominować. Za trafienie Adriana Brytana zrewanżował się Giertuga, ale na trzy kolejne bramki zawojanie odpowiedzieli już tylko raz i cenne trzy punkty trafiły do faworyta. - Walka na całego. Gola szóstka, upał jak cholera. Ja na drugą połowę wychodziłem na kolanach, bo walka w takim cieple bez zmiennika to był Armagedon. Niewiele brakło, a byłby remis. Mamy ambitną drużynę. Jednak brakło sil. Ten sezon już jest stracony, ale myślę, że na jesień powalczymy o coś więcej... – komentuje Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows.

Mucharz Team – Black Shadows 6:4
Bramki: Brytan (2), Banaś, Listan, Polak, Wolski – Giertuga (2), Bienias, samobójcza
Mucharz Team: Banaś, Bargiel, Brytan, Listwan, Nosal, Polak, Tłok, Wolski
Black Shadows: Bienias, Ciapała, Giertuga, Leżański, Polak

Reklama

* * * * *

Relax pokazał moc

W tym sezonie Relaxowi nie wiodło się. W starciu z Beton2 białczanie pokazali jednak, że nigdy nie wolno ich lekceważyć.

W upalne przedpołudnie białczanie pokazali się ze swojej najlepszej strony. Przede wszystkim zagrali bardzo skutecznie i to było kluczem do zwycięstwa. - Przed rozpoczęciem spotkania nic nie zapowiadało wysokiej wygranej szczególnie, że rywale rozpoczęli mecz z dwoma bramkarzami w wyjściowym składzie, a my z pomocnikiem między słupkami. Grało się ciężko, bo brak zmian i upał dawał się we znaki. Jednak tego dnia nasza skuteczność pod bramką rywala stała na wysokim poziomie. Patrząc z perspektywy kończącego się sezonu, to trochę szkoda 2-3 meczów, w których spokojnie mogliśmy zdobyć punkty i znajdować się zdecydowanie wyżej w tabeli, ale cóż jesienią znowu powalczymy – mówi Michał Bargieł, napastnik Relaxu.

Reklama

- No ten mecz nam nie wyszedł jak widać po wyniku. Problemy kadrowe zrobiły swoje i musieliśmy zagrać w mocno eksperymentalnym składzie. Ironia była taka że mieliśmy 2 bramkarzy i właśnie jeden musiał zagrać w polu. Problem z wykończeniem i brak krycia przyczyniły się do takiego rezultatu – podsumowuje występ swojej drużyny Mateusz Fronczak, kapitan Beton2.

Relax Białka – Beton2 Sucha Beskidzka 8:3
Bramki: Bargieł (4), Kaczmarczyk (4) – Fronczak, Gracjasz, Śladewski
Relax: Bargieł, Fidelus, Kaczmarczyk, Migas, W. Polak
Beton2: M. Fronczak, Gracjasz, Grajny, Plewa, Śladewski, Wrona

Reklama

* * * * *

Już byli w ogródku… Mucharz Team pokazał charakter

Po czterech starciach bieżącej kolejki na orliku doszło do zaległej potyczki Woodici z Mucharz Teamem. Zgodnie z przewidywaniami mecz trzymał w napięciu do ostatnich minut, a wręcz sekund.

Potworny upał sprawiał, że w meczu, który niewątpliwie będzie miał duży wpływ na podział miejsc na podium, faworytem była Woodica. Juszczynianie przystępowali bowiem do rywalizacji nie mając w nogach żadnego meczu, gdyż w trakcie ósmej kolejki pauzowali. Tymczasem dysponujący wąską kadrą Mucharz Team miał za sobą ciężkie spotkanie z Black Shadows, a na dodatek jeden z jego zawodników nie mógł zostać na arcyważny pojedynek z Woodicą. – Wszystko przemawiało przeciwko nam. Byliśmy zmęczeni, z nieba lał się żar. Na dodatek rywali było dwa razy więcej – mówi Dominik Gajda, kapitan Mucharz Team.

Reklama

I początek meczu jakby potwierdził, że juszczynianie pewnie sięgną po wygraną. Do przerwy prowadzili 3:1, a po zmianie stron jeszcze je podwyższyli. – Może dziwnie to zabrzmi, ale z Woodicą grało nam się lepiej niż z Black Shadows. Pierwsza połowa nam nie wyszła, ale w drugiej może nie przeważaliśmy, ale zaczęło wpadać – opowiada kapitan. Dodaje, że trzy z czterech bramek dla rywali w jego ocenie padły dość szczęśliwie. Za to komplementuje Łukasza Zajdę za wspaniałe uderzenie z dystansu.

Lepsza postawa Jeziorowców spowodowała, że z wyniki 1:4 zrobiło się 4:4. A mogło być jeszcze lepiej. W ostatniej akcji meczu jak z armaty huknął Marcin Banaś, ale po jego strzale piłka zamiast do siatki trafiła w poprzeczkę. Pozostała wprawdzie na placu gry, ale Adrian Brytan nie zdołał skutecznie jej dobić. – Remis nie przekreśla naszych szans na mistrzostwo. Liczymy na remis Woodici z Los Asfaltos lub jej minimalną wygraną. Wówczas przed meczem z Betonem wszystko będzie jeszcze w naszych nogach – mówi Dominik Gajda.

Reklama

Woodica Juszczyn – Mucharz Team 4:4
Bramki: Zajda (2), Piątek, Rusin – Banaś, Brytan, Polak, Wolski.  
Woodica: Barcik, Bury, Kaczmarczyk, Kwaśniewski, Marek, Masło, Nowak, Piątek, Rusin, Sałapatek, M. Surmiak, K. Surmiak, Zajda
Mucharz Team: Banaś, Bargiel, Brytan, Polak, Wolski   

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama