Reklama


Ścisk na górze, ścisk na dole, czyli orlikowa pigułka (18 października)

20/10/2020 20:53

Siódma kolejka ALPS przyniosła wiele emocji, choć wyniki tego nie odzwierciedlały. W minioną niedzielę na orliku w Suchej Beskidzkiej także działo się dużo,  ale tym razem rezultaty częściej były na styku. No może z dwoma wyjątkami…

 

I liga, 8. kolejka

Black Shadows Zawoja – Relax Białka 4:9

- Dobre początki meczów nie są  nasza domeną, ale tym razem to właśnie pierwsza cześć spotkania ułożyła się po naszej myśli i szybkie bramki pozwoliły nam odetchnąć i kontrolować mecz – zauważył po spotkaniu Kacper Ceremuga, bramkarz Relaxu. Dobry start białczanom zapewnił ich snajper Mateusz Pacyga, który szybko pokusił się o dwie bramki, a trzecią dorzucił Michał Bargiel. Riposta Łukasza Dudziaka niewiele mogła pomóc zawojanom, bo dwie bramki Dawida Dyrcza, rozdzielone drugim tego dnia dubletem Matusza Pacygi, a do tego gol Krzysztofa Hubickiego sprawiły, że losy meczu były przesądzone.

Reklama

Pewni już siebie białczanie nieco się zdekoncentrowali, co Black Shadows skwapliwie wykorzystali, ale mogli jedynie zmniejszyć rozmiary porażki. Dla zawojan kolejno trafili Grzegorz Głuszek, Dariusz Giertuga i Mateusz Bienias. Jednak to Wojciech Polak był tym, który ustalił wynik meczu. -  W drugiej połowie bezpiecznie utrzymywaliśmy przewagę, choć musieliśmy się mieć na baczności, bo przeciwnik kąsał mocnymi strzałami, a my nie wykorzystaliśmy kilku bardzo dogodnych sytuacji. Koniec końców, pewnie wygraliśmy i nie zamierzamy nikomu oddawać naszej pozycji w tabeli – puentuje Kacper Ceremuga.

* * * * *

Reklama

Lachy Lachowice - Los Asfaltos Sucha Beskidzka 2:5

W drugim meczu niedzielnej kolejki nie było niespodzianki, choć zapewne byli tacy, którzy spodziewali się wyższej wygranej lidera. - Kolejny raz w związku z brakami kadrowymi musieliśmy przemeblować skład. Niestety, dało się zauważyć brak ostatniego podania i wykończenia, bo klarownych sytuacji było na następne kilka bramek. Graczem meczu na pewno został bramkarz Lachów, który w beznadziejnych sytuacjach wychodził obronną ręką. U nas jakoś nie za bardzo jest kogo wyróżnić. Solidnie zaprezentował się Janek Kuczek i może Rafał Pietrusa. Sztuką jest wygrywać i takie mecze –  mówi Krystian Krzeszowiak, kapitan Los Asfaltos. Dodaje, że Lachy, obrały taktykę „zaparkowanego autobusu w swoim polu karnym”, co przy bardzo dobrze dysponowanym bramkarzu i fatalnej skuteczności suszan sprawiło, że potyczka nie była wielkim widowiskiem. - Przeciwnicy obrali mądrą taktykę, wiedząc czym może się skończyć gra w otwartą piłkę. Bronili całą szóstką dostępu do bramki i ewentualnie szarpali kontrami. A nasza skuteczność… no cóż…. – kontynuuje analizę meczu Krystian Krzeszowiak.

Reklama

Pomimo kłopotów ze skutecznością Los Asfaltos nie tylko zdołali objąć prowadzenie (po golu Rafała Pietrusy), ale i je podwyższyć po uderzeniu Piotra Guzika. Na gola Krzysztofa Lenarta odpowiedzieli dwukrotnie – Paweł Cieślewicz i Krystian Krzeszowiak. Gol na 2:4 Pawła Pluty mógł jeszcze tchnąć w Lachy odrobinę nadziei na korzystny wynik, ale zamiast kontaktowego gola dla nich padła piąta bramka dla Los Asfaltos, a tym który wpisał się na listę strzelców był Paweł Józefiak. - Tak jak zapowiadałem tydzień temu, podjęliśmy równorzędną walkę z Asfaltosami, a porażka tylko trzema bramkami wstydu nam naprawdę nie przynosi. Tym bardziej, że zagraliśmy jednak bez spodziewanego wzmocnienia w osobie Tomka Świerkosza. Przez 20 minut przeciwnicy nie mogli sforsować naszej obrony. Dopiero przed końcem pierwszej połowy straciliśmy bramkę, potem drugą, ale wtedy dzięki komunikacyjnej akcji nawiązaliśmy kontakt – wspomina niedzielny mecz Rafał Ząbek, kapitan Lachów.

Dzieląc się refleksjami po starciu z Los Asfaltos kapitan Lachów nie kryje zadowolenia, że jego drużyna zdobyła bramki po naprawdę kapitalnych akcjach, ale cieniem kładzie się na ich ekipie to, że sami dwie podarowali suszanom w prezencie po własnych, niewymuszonych błędach. - Z takim przeciwnikiem każdy błąd, to po prostu bramka. Mieliśmy jeszcze kilka znakomitych okazji do zdobycia bramek, ale kapitalnie bronił bramkarz. To samo trzeba powiedzieć o naszym bramkarzu. Kilka świetnych obron, czasem pomógł słupek albo niemoc przeciwnika - niewykorzystany karny i kilka stuprocentowych sytuacji. Dzięki wszystkim za świetny mecz - rywalom mogę już chyba śmiało pogratulować kolejnego mistrzostwa choć jak to mówią dopóki  piłka w grze... Ale chyba nie w tym przypadku – kończy Rafał Ząbek.

Reklama

* * * * *

Monter Kurów - Gamba Furiosa Zembrzyce 1:3

- Kolejny przegrany mecz. Ale tak to jest kiedy ponownie nie wykorzystuje się okazji do zdobycia bramek. Scenariusz ten sam, co w poprzednich spotkaniach. Przed meczem z Gambą mieliśmy jeszcze szanse na podium. Teraz nie dość, że uciekła, to musimy patrzeć za plecy i myśleć o utrzymaniu się, bo zrobiło się ciasno – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera.  Nie bez racji zauważa, że ostatni w tym sezonie mecz (z Lachami) może decydować o tym czy jego drużyna zachowa ligowy byt.  

Reklama

I choć Monter przegrał ponownie, to ze sportowego punktu widzenia nie pozostawił po sobie złego wrażenia, co zresztą zauważyli rywale. - Dobry mecz z obu stron, akcja za akcję, sytuacji klarownych sporo z obu stron – mówi Jakub Nosal, kapitan Gamby Furiosy, choć przyznaje, że w pierwszej połowie oba zespoły grały zachowawczo, badając przeciwnika. Jednak w 16 min. zembrzyczanie po składnej akcji wywalczyli rzut różny, po którym wynik otworzył Jarosław Basiura. Po zmianie stron powinien podwyższyć Jakub Nosal, ale nie wykorzystał rzutu karnego, co szybko się zemściło. - Przeciwnik podszedł wyżej i próbował nas zdominować, ale nastawiliśmy się na szybką kontrę. Wtedy jedna akcja przeciwnika i stracona bramka na 1:1. Po bardzo nieczystym strzale piłka wtoczyła się do bramki – opisuje Jakub Nosal początek drugiej odsłony i okoliczności w jakich do wyrównania doprowadził Szymon Tlałka.  

Zdobyta bramka sprawiła, że w graczy Montera wstąpił nowy duch. Nabrali wiatru w żagle i natarli na Gambę. Ich zapędy szybko jednak zostały ostudzone przez Tomasza Smyraka, a na 8 minut przed końcowym gwizdkiem wynik ustalił Piotr Bachorczyk. - Dużo zamieszania z przodu robił Grzesiek i Michał, co rozbijało obronę Montera. Nasz bramkarz Rafał Brzycki pokazał klasę w tym meczu. Może wznowienia gry nie do końca mu wychodziły, ale uratował nas w kilku ważnych sytuacjach. Druga połowa w naszym wykonaniu to duży plus. Jak mamy zmienników, to jesteśmy w stanie powalczyć spokojnie z każdym. Boli trochę zmarnowany rzut karny, ale cóż żyje się dalej, tzn. gra się dalej. Monter to już nie ta sama ekipa co jeszcze rok temu – mówi Jakub Nosal.  

Reklama

Kapitan Gamby Furiosy wrócił jeszcze do sytuacji, po której zawodnicy Montera zaliczenia im drugiej bramki. - Piłka po uderzaniu w poprzeczkę odbiła się na linii i wyszła w pole gry. Prawda jest taka, że piłka musi przejść całym obwodem, a nie trafić w linię czy być stykową.  Szukanie winnego po meczu wszędzie tylko nie u siebie – mówi Jakub Nosal. Zauważa, że pomeczowe rozważania zaczyna się od analizy swojej gry i swoich błędów, a nie szukania ich wszędzie, tylko nie u siebie. - Słabe to, jak ktoś chce żeby zespół grał, tak jak on tego chce. Rola trenera nie polega na tym żeby krytykować cały czas i mówić że lepiej, lepiej zagraj, itp. Trzeba pierwsze pokazać, a potem wymagać – mówi otwarcie.

Beton 2 Sucha Beskidzka – Granda Kojszówka 9:2

Reklama

Można byłoby pokazać, że Granda wróciła na utartą ścieżkę… wysokich przegranych, ale byłoby to zbyt dużym uproszczeniem i mocno krzywdzące dla kojszowian. Po dwóch bramkach Kamil Semika trafił Mariusz Szewczyk wynik na styku utrzymywał się przez długie minuty. Czerwona latarnia ligi nie zdołała jednak sprawić niespodzianki i nie wyszarpała nawet punktu. Gdy straciła trzeciego gola (zdobył go Marcin Plewa) suszanie na dobre rozwiązali worek z bramkami. Hat-tricka skompletował Kamil Semik, ale to Robert Sumera urządził sobie pokaz strzelecki, pokonując Roberta Sowę aż pięć razy. W tej sytuacji posłanie piłki do siatki przez Andrzeja Szafrańca (było to trafienie na 2:7) nie miało większego znaczenia. - Cieszy wygrana drugiego meczu z rzędu. Dzięki temu w drużynie panują lepsze morale i teraz możemy się już skupić na ostatnich meczach z „TOP3” – mówi Mateusz Fronczak, kapitan Beton2.

* * * * *

Reklama

Zawojski.pl Sucha Beskidzka – Woodica Juszczyn 3:3

Mecz zaczął się idealnie dla suszan. Po rzucie rożnym z prawej strony, Kamil Gigoń nie tylko wyskoczył najwyżej do piłki, ale i idealnie w nią trafił. A, że  do bramki miał dwa metry, to skutek mógł być tylko jeden. Zawojski.pl objął prowadzenie. - Do końca pierwszej połowy trwał typowy mecz waliki. Dużo biegania w środku pola bez klarownych sytuacji – opisuje dalszy przebieg tej części gry Marcin Pająk, kapitan Zawojski.pl

Zmiana stron odmieniła juszczynian. Do remisu doprowadził Łukasz Sarna, prowadzenie dał im Łukasz Kaczmarczyk, a podwyższył je Adrian Bury. - A to zawodnik strzeli z trudnej sytuacji i mu wejdzie, a to nasz obrońca nie upilnuje napastnika. Przy 1:3 to my zaczęliśmy oblegać bramkę przeciwnika. Akcja za akcją. Jednak bardzo dobrze jest dysponowany bramkarz przeciwnika – mówi Marcin Pająk, przyznając, że szczęście uśmiechnęło się do jego ekipy. Po mocnym podaniu z autu, piłka odbiła się od nogi jednego z juszczyńskich obrońców i wylądowała w… siatce. Bramę na wagę remisu i wydostania się ze strefy spadkowej zdobył Łukasz Stopka. - W tym sezonie w ostatnich meczach, w ostatnich minutach straciliśmy zwycięstwo i remis. Tym razem Fortuna była po naszej stronie – zauważa kapitan Zawojski.pl.

Reklama

* * * * * 

Mucharz Team - RKS Huwdu Bieńkówka 2:5

Ten mecz miał kluczowe znaczenie nie tylko dla jego uczestników, ale i dla kilku innych ekip. Wygrana Mucharz Teamu sprawiłaby, walka o dwa miejsca na podium (pierwsze wydaje się już zarezerwowane dla Los Asfaltos) toczyłby się już tylko między trzema ekipami, a tak realne szanse na nie mają co najmniej cztery, co tylko sprawi, że trzy ostatnie kolejki będą ciekawsze.

Z meczowego protokołu wynika, że wynik meczu otworzyli zawodnicy Mucharz Team, którzy zaliczyli samobója. Jednak stanowczo temu zaprzeczają i ręką na sercu przyrzekają, że to najskuteczniejszy strzelec ligi, czyli Maciej Job zdobył ją bez niczyjej pomocy.  Po bramkach Arkadiusza Lizaka i dwóch kolejnych Macieja Joba sytuacja Mucharz Teamu była już trudna. Wówczas przymierzył Piotr Bargiel, ale powrotu do meczu dla Jeziorówców już nie było. Zadbał o to Maciej Job, który krok po kroku zmierza po koronę króla strzelców. Rozmiary porażki Mucharz Teamu zdołał jeszcze zmniejszyć Damian Gracjasz.  - Kiedy rozgrywasz po prostu dobre zawody, to trudno o jakoś szczególnie rozbudowany komentarz. Brawo Panowie i obym do końca sezonu podsumowaniach meczu miał już tylko takie „problemy”. Mimo drobnych mankamentów i nieporozumień, godna pochwały była zarówno nasza gra w destrukcji, jak i w ataku – mówi Tomasz Pająk, bramkarz RKS Huwdu, nie kryjąc uznania dla etatowej strzelny drużyny, czyli Macieja Joba, ale docenia wysiłek całej drużyny. - Przeciwnik poza uderzeniem w słupek i jedną sytuacją sam na sam nie stworzył większego zagrożenia. W drugiej połowie nasze szyki nieco się rozluźniły, ale wynik końcowy zagrożony nie był, ponieważ na bramki zdobyte przez zawodników z Mucharza, odpowiadamy tym samym. Brawo jeszcze raz, a przeciwnikom życzymy powodzenia w kolejnych meczach – komentuje Tomasz Pająk.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama