Rothko to dzisiaj jeden z najwyżej wycenianych artystów w historii. Niedawno słyszała o nim tylko garstka pasjonatów, dzisiaj – za sprawą rekordowych cen jego płócien – nazwisko to zna niemal każdy. Podobnie jest z Jacksonem Pollockiem – autorem abstrakcyjnym. Kim byli ci kontrowersyjni twórcy?
Markus Yakovlevich Rothkowitz, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko artysty, urodził się w 1903 roku w dzisiejszym Dyneburgu na Łotwie, skąd wyemigrował do USA. I to tam, daleko od domu, rozwijała się jego malarska kariera.
Choć sam malarz nie identyfikował się z żadnym ruchem, to jego twórczość zalicza się do abstrakcjonizmu ekspresyjnego. Znakiem rozpoznawczym malarza są kolorowe kwadraty na płótnie.
I to ta kwestia wywołuje największe kontrowersje. Sceptycy krytykują go za przewidywalność i prostotę i oburzają się na ceny, które osiągają dzisiaj wytwory artysty. „No. 6 (Violet, Green and Red)”, jeden z jego obrazów, jest dzisiaj na siódmym miejscu najdroższych dzieł sztuki w historii. Zakupił go Dmitry Rybolovlev za niebagatelną sumę 186 milionów dolarów.
Kolorowe kwadraty artysty szybko stały się rozpoznawalne na całym świecie. A to za sprawą kontrowersji, które wywołują ich ceny. „Sprawa Rothki” odbiła się szerokim echem, wywołując morze komentarzy. Jak można zapłacić tyle pieniędzy za coś, co mogłoby namalować dziecko? – padało z każdej strony.
I o to właśnie rozbija się cała dyskusja na temat sztuki, jej wartości, tego, co nią jest, a co nie. Rothko stał się pretekstem do szerszej analizy i wywołał pytania o rzeczywistą wartość dzieł malarskich i cały rynek sprzedaży obrazów.
Ale przecież podobnych prac, podobnych pomysłów na twórczość było więcej. Podobną burzę za każdym razem wywołują płótna Jacksona Pollocka znanego z ekspresyjnego rozbryzgiwania farby na podkładzie malarskim. Jego „No. 5, 1948” sprzedano w 2006 roku za 160 milionów dolarów.
Pytanie o to, dlaczego jest pytaniem o samą esencję, sens sztuki, która jest warta dokładnie tyle, ile ktoś jest gotów za nią zapłacić. Dziś o cenach poszczególnych obrazów decyduje tak zwany „rynek”, czyli krytycy, handlarze, domy aukcyjne, kolekcjonerzy.
Bo sztuka nie musi być piękna, nie musi być figuratywna, żeby była wartościowa. Najlepszymi na to przykładami są twórcy, którzy od dziesiątek już lat idą na przekór pięknu pojmowanemu na modłę tradycyjną. Ładnych malunków nie robił Picasso, nie robił tego Modigliani ani Matisse. Wiernie rzeczywistości nie odwzorowywali Rothko, Malewicz, Pollock ani Basquiat. A to ich dzieła osiągają dziś najwyższe ceny na aukcjach i w prywatnej sprzedaży. Bo artysta dzisiaj nie jest kimś, kto maluje ładnie, a kimś, kto w sposób kreatywny, z otwartą głową i szaleństwem podchodzi do aktu tworzenia.
Jak sprzedać obraz? O to trzeba spytać właśnie ich – największych skandalistów w historii sztuki! I może przestać krytykować, a spróbować zrozumieć.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze