W nowym cyklu "Powiatowe stadiony" zaprezentujemy krótkie, albo nieco dłuższe historie, związane ze stadionami w naszym powiecie. W każdym z newsów będzie także wypowiedź osoby związanej z klubem dotyczącym meczu, wydarzenia, które najbardziej zapadło w pamięci na danym obiekcie.
Założony w lipcu 1999 roku klub sportowy w Naprawie musiał na dzień dobry (do rozgrywek ligowych przystąpił w sezonie 2000/2001) ze swojej miejscowości wyemigrować. Wszystko dlatego, że w Naprawie nie było boiska.
- W momencie założenia klubu, pojawiła się od razu sprawa powstania stadionu. Była grupa zawodników, która grała w Skawianinie Skawa i oni wywierali nacisk, w sumie to nas inspirowali, żeby stadion w Naprawie jak najszybciej powstał. Na początku w rozgrywkach C-klasy podhalańskiej graliśmy w Spytkowicach. To było takie pospolite ruszenie, bo sami kosiliśmy tam trawę, musieliśmy dojeżdżać na boisko w Spytkowicac. W Naprawie zaczęliśmy jednak działać, żeby móc zagrać jak najszybciej u siebie. Kupiliśmy hektar ziemi od świętej pamięci Franciszka Grucy. Na terenie, gdzie aktualnie znajduje się kryta pływalnia, organizowaliśmy festyny. Nasz klub zorganizował też jubileuszowego sylwestra w 1999 roku. To jednak było za mało. Większość terenu, gdzie znajduje się obecny stadion, było własnością również nieżyjącego już pana Józefa Czubina. Odkupiliśmy tę działkę, ale problemem była linia wysokiego napięcia, która się ciągnęła od strony obecnych szatni aż do znajdującego się poniżej stadionu tartaku. Kabel został ostatecznie puszczony ziemią. Prace były wykonywane ekspresowo, wiele osób włączyły się w pomoc w budowie stadionu. To był teren podmokły, który był drenowany. Efekt jest bardzo fajny, bo też i trudno znaleźć inny teren w Naprawie o takich wymiarach, gdzie mogłoby powstać boisko. Wymiary naszego boiska to 100x60 metrów. Pamiętam, że pan Czubin czuł się gospodarzem obiektu, walcował murawę. Trybunę betonową i oświetlenie ufundował urząd gminy, krzesełka częściowo kupiliśmy, częściowo były załatwiane przez Darka Żądło. Mimo że już gramy długo u siebie, to całkiem niedawno mieliśmy jeszcze problem z jedną działką, która przebiegała po stadionie. Była obawa, że spadkobierca powbija paliki w polu karnym (śmiech), ale na szczęście wójt Artur Kudzia i gmina ten teren odkupili i mogliśmy bez przeszkód grać - mówi Henryk Święchowicz, jeden z założycieli klubu z Naprawy (obok Tadeusza Liczki, Adama Matejki i Andrzeja Handzla), jedyny prezes w historii klubu (nadal nim oczywiście jest).Reklama
Stadion w Naprawie zatem powstał i Napravia, przeobrażona następnie w Unię, mogła już grać w swojej miejscowości. Przez te wszystkie lata boisko było świadkiem wielu spotkań. Które zdaniem prezesa Henryka Święchowicza zasługuje na specjalne wyróżnienie?
- Pamiętny jest pierwszy mecz z olbojami Porońca Poronin. Do tego spotkania doszło za sprawą nieżyjącego już regionalnego rzeźbiarza, Józefa Okrąglaka, z którym się znaliśmy mi.n z targu w Nowym Targu. Pytał się i interesował losami naszego stadionu. Józef był wiceprezesem Poronina i zaproponował, że przywiezie do Naprawy drużynę oldbojów. Musieliśmy też zatem podziałać, żeby taką stworzyć w Naprawie. Mecz odbył się 20 sierpnia 2002 roku. Józek zdobył zresztą pierwszego w tym mecuzu gola. Spotkanie zakończyło się remisem 2:2, potem były rzuty karne. Spotkanie poprzedziła msza święte, było błogosławienie boiska, przemówienia oficjeli, wręczenie odznaczeń. To był wielki dzień dla naszego klubu. Jeżeli chodzi o mecze o stawkę, to kilka zapisało się w pamięci. Mam na myśli pucharowy mecz z Jarmutą Szczawnicą (nasza relacja z niego na samym dole) toczony przy sztucznym świetle czy ten z Huraganem Waksmundem, podczas którego była zaprezentowana efektowna oprawa. Ten jednak jedyny, to derby z Jordanem z poprzedniego sezonu. Wielokrotnie graliśmy z Jordanem sparingi, ale po naszym historycznym awansie do A-klasy, był to nasz pierwszy mecz o punkty. Było bardzo dużo kibiców, fajna atmosfera. Brakowało tylko goli, bo spotkanie zakończyło się bezbramkowuym remisem. Po tym meczu odczuwaliśmy niedosyt, bo nie wykorzystaliśmy rzutu karnego - dodaje Henryk Święchowicz.Reklama
Na sam koniec wyjaśnienie tego, dlaczego zespół z Naprawy od momentu powstania występuje pod egidą Podhalańskiego Podokręgu Piłki Nożnej?
- Wszystko przez klimat. Nieprzypadkowo mówi się, że góra Osielecka jest taką granicą pogody. Wielokrotnie to odczuwaliśmy - u nas na boisku był śnieg, a w kilkanaście kilometrów w stronę Suchej Beskidzkiej już nie. I na odwrót. Jordan Jordanów również gra na Podhalu. Z takimi zespołami jak Babia Góra Sucha Beskidzka czy Garbarz Zembrzyce możemy grać sparingi, ale w lidze gramy podhalańskiej. Nigdy nie żałowaliśmy tej decyzji - wyjaśnia prezes Unii Naprawa.Reklama
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze