Reklama


Puchar Polski. Karne, karne, karne decydowały!

07/09/2016 20:18

W trzech spotkaniach w ramach Pucharu Polski, w którym wystąpiły drużyny z naszego powiatu, w regulaminowym czasie gry był remis i dopiero rzuty karny wyłoniły zwycięzcę. W Suchej Beskidzkiej Babia Góra lepsza od Halniaka Maków Podhalański. Szalony mecz w Naprawie - Unia prowadziła z Jarmutą Szczawnica po 10 minutach 2:0, a w końcówce przegrywała 5:3. I potrafiła doprowadzić do wyrównania grając w dziewiątkę (Jarmuta w dziesiątkę). W konkursie rzutów karnych triumfowała Jarmuta. Przez niemal cały mecz głową w mur bił tymczasem Jordan Jordanów. Korona Piekielnik utrzymała remis 1:1 do końca i także w tym spotkaniu potrzebny był konkurs rzutów karnych. Te lepiej wykonywała Korona. Niechlubną statystyką popisał się w konkursie jedenastek Jordan - nie wykorzystał trzech pierwszych karnych! 

 

PUCHAR POLSKI -IV RUNDA - PODOKRĘG WADOWICE:

Raz my, raz oni

Derbowy pojedynek Babiej Góry Sucha Beskidzka i Halniaka Maków Podhalański spełnił pokładane w nim nadzieje. Były emocje, gole, niewykorzystane okazje, a zwieńczeniem dziewięćdziesięciu minut gry był konkurs rzutów karnych. Tu wiadomo, ktoś musiał wygrać, ktoś musiał przegrać. Rola pierwszego przypadła Babiej Górze, drugiego Halniakowi.

- Zapytałem się Sławka, gdzie będziemy stać podczas rzutów karnych, bo sędzia nie pozwolił nam być razem z chłopakami na murawie (śmiech). I oczywiście życzyłem mu powodzenia – przyznał Paweł Krzeszowiak zapytany o krótką rozmowę z trenerem Babiej Góry tuż przed pierwszym rzutem karnym.

Reklama

- Babia Góra dawno nie grała z Halniakiem i widać to było na boisku. Nie ukrywam jednak, że dla nas priorytetem jest liga. Puchar Polski to fajna przygoda, lepszy też jest taki mecz niż gierka treningowa – mówi tymczasem Sławomir Bączek .

Obaj trenerzy nie mogli w środowe popołudnie skorzystać z usług wielu zawodników. W Babiej Górze widoczny był zwłaszcza brak żądła suszan numer jeden, czyli Dawida Choczyńskiego . Ten, który mógłby go zastąpić – Kamil Dyduch (w poprzednim sezonie zawodnik Halniaka) w minioną niedzielę doznał kontuzji. W trakcie meczu urazów doznali jeszcze Michał Chrząszcz i Dawid Sumera . – Na pewne rzeczy człowiek nie ma wpływu, ale nie załamujemy się takimi okolicznościami. Była to okazja dla innych, żeby się wykazać – dodaje Bączek.

Reklama

W Makowie wciąż z utęsknieniem czekają na powrót Piotra Bagnickiego . Tylko z ławki rezerwowych - nawet nie w roli zawodnika, lecz kierownika - mecz oglądał Maciej Furman . - Dużym problemem dla nas jest to, żeby zagrać tym samym składem przez pełne dziewięćdziesiąt minut. Co mecz praktycznie gramy w innym ustawieniu w defensywie. W Suchej mogłem wreszcie skorzystać z usług Krzyśka Krauza (zarobił już dwie czerwone kartki w tym sezonie!) i bardziej do przodu wypchnąć Pawła Kozieła – mówi Krzeszowiak.

Właśnie gra w obronie wydawała się być najsłabszą stroną Halniaka. Babiej Górze, zwłaszcza w drugiej połowie, udawało się przeprowadzić wysoki pressing już na połowie gości i w ten sposób albo odzyskać piłkę, albo zmusić piłkarzy z Makowa do wybicia futbolówki na oślep (najczęściej na aut). – To nie jest tylko kwestia obrońców. Zdecydowanie za łatwo wrzucane są w nasze pole karne ze środkowej strefy boiska – przyznaje Paweł Krzeszowiak.

Reklama

Przemyśleń po tym spotkaniu zapewne obaj trenerzy mają wiele, więc można skupić się na samym pojedynku. Na prowadzenie wyprowadził Babią Górę Amadeusz Żmuda , który wykorzystał dośrodkowanie od Rafała Magiery . Bliski podwyższenia rezultatu był Michał Talaga – po rzucie rożnym wykonanym przez Magierę oddał minimalnie niecelny strzał głową.

Po drugiej stronie Halniak wykorzystał w końcówce pierwszej połowy błąd w środkowej strefie boiska miejscowych i przeprowadził szybką kontrę. Piłka ostatecznie trafiła na lewą stronę do Doriana Łukawkiego – ten jednak za szybko zdecydował się na strzał i futbolówka wyszła na aut bramkowy.

Reklama

Najlepszym momentem gry Halniaka był pierwszy kwadrans drugiej połowy. Wtedy to gola zdobył Wojciech Pająk , który wykorzystał bardzo dobre wejście z prawej strony i dośrodkowanie Michała Maliny . Pająk kilka chwil wcześniej mógł zaliczyć dwie asysty – najpierw po jego podaniu nie trafił w bramkę Michał Gruca , następnie Łukawski przegrał pojedynek z Arturem Kachnicem .

- Sądziłem, że w tym momencie przyciśniemy Babią Górę. Drugie połowy mamy w tym sezonie lepsze – żałował Krzeszowiak.

Gospodarze tymczasem schowali się nieco za podwójną gardą i starali się kontrować makowian. Raz Łukasz Mika , będąc już w polu karnym gości, zagrał piłkę akurat tam, gdzie nie było żadnego z jego kolegów. W 58. minucie w pole karne makowian dośrodkował Radosław Dyduch – ostatecznie po klasycznej „wybitce” piłka spadła na 12. metr, gdzie już do strzału zaczął się składać Piotr Pacyga. Nie trafił jednak czysto w piłkę.

Reklama

- Uważam, że w pierwszej połowie mieliśmy więcej z gry i stwarzaliśmy więcej okazji pod bramką Halniaka. Po przerwie wyglądało to już bardziej wahadłowo – raz my, raz oni – podsumowuje Bączek.

Po „kwadransie dla Halniaka”, nastąpił kwadrans dla Babiej Góry. W tym czasie świetnie w pole karne wpadł z prawej strony Pacyga, a po jego atomowym uderzeniu piłka odbiła się od poprzeczki i wyszła na aut bramkowy. Niebawem po faulu na Mice w pole karne dośrodkował Magiera – tam o piłkę powalczył Talaga. Ostatecznie spadła ona na siódmy metr pod nogi Michała Wójtowicza, lecz ten chwilę później zamiast cieszyć się ze zdobycia bramki w derbowym spotkaniu, mógł tylko chwycić się za głowę z powodu niewykorzystanej szansy.

Reklama

W 70. minucie bardzo mocny strzał już z pola karnego oddał Mika – piłka przeszła nad poprzeczką. Ostatnią godną uwagi szansą dla Babiej Góry była akcja lewą stronę duetu Kuba Kociołek -Dyduch. Ten pierwszy odzyskał piłkę tuż przy linii środkowej boiska i podał do Dyducha. Młody pomocnik Babiej Góry wpadł w pole karne , a jego strzał w krótki słupek wyszedł poza boisko.

Na dziesięć minut przed zakończeniem spotkania, Halniak mógł i powinien objąć prowadzenie. Pierwszy strzał wybronił jednak Kachnic, za drugim razem piłka trafiła w nogi ofiarnie interweniującego jednego z zawodników Babiej Góry.

Reklama

Końcowy gwizdek sędzia oznaczał jedno – konkurs rzutów karnych. Babia Góra wykorzystała wszystkie jedenastki, raz Kachnic wybronił karnego wykonywanego przez zawodnika Halniaka i awans suszan do kolejnej rundy rozgrywek stał się faktem.

- To była dla mnie dziwna sytuacja, być w roli trenera innej drużyny niż Babia Góra na jej obiekcie. Miło było zobaczyć, jak zmienił się stadion. Jak dojdą do tego jeszcze nowe szatnie, to będzie rewelacyjnie. Babia Góra była lepsza w karnych i trzeba to przyjąć. Mam nadzieję, że Sucha wywalczy awans, my zostaniemy w okręgówce i za rok takich derbowych spotkań będzie dwa. Nie mamy przysłowiowego szczęścia, bo z Garbarzem przegraliśmy po rzucie karnym, teraz odpadamy po ich konkursie. Wierzę jednak w moich podopiecznych, to chłopaki  naprawdę na wysokim poziomie. Różnica między nami, a niektórymi zespołami z okręgówki to warunki fizyczne. To jednak prędzej czy później się zniweluje – powiedział Paweł Krzeszowiak.

Reklama

- Za nami fajny mecz, było sporo emocji. Spotkanie było wyrównane, a jak to w piłce nożnej – okazje miały oba zespoły. Skupiamy się teraz na lidze – dodał Sławomir Bączek.

Babia Góra Sucha Beskidzka -  Halniak Maków Podhalański 1:1 (1:0) k. 5:3

Gol dla Babiej Góry: Żmuda.

Gol dla Halniaka: Pająk.

Składy:

Babia Góra:  Kachnic, Chrząszcz (50" R. Dyduch), Talaga, Rzepka, Ścieszka, Kociołek, Wójtowicz, Magiera, Żmuda (71"  Stróżak), Sumera (46" Pacyga), Mika.

Halniak: Kobiałka - Krauz, Gruca, Pęczek (43"Malina), Musiał, Maziarka, Kozieł, Sz. Bobek (63" Ćwiertnia), Łukawski, Pająk, J. Bobek.

Reklama

Huragan Inwałd - Orzeł Ryczó w 2:4

Burza Roczyny - Iskra Klecza Dolna  0:2

PUCHAR POLSKI - III RUNDA - PODOKRĘG NOWOTARSKI:

Marne tłumaczenie

Jordan mówiąc kolokwialnie cisnął lidera klasy B Koronę Piekielnik w pucharowym spotkaniu, ale ani go nie docisnął ani nie wycisnął. - Nie jest to żadne usprawiedliwienie, że nie mogłem skorzystać z wielu zawodników w tym spotkaniu. Powinniśmy zakończyć ten mecz w regulaminowym czasie gry - mówi trener Jordana Zdzisław Gacek.

Gospodarze marzyli tylko o tym, by dotrwać do konkursu rzutów karnych. I dotrwali. Jordan nie wykorzystał trzech pierwszych jedenastek! Karne w drużynie z Jordanowa bronił Marek Hodana

Reklama

Korona Piekielnik -  Jordan Jordanów 1:1 (1:1) k. 4:1

Gol dla Jordana: Wróbel.

Skład Jordana: Pańszczyk - Sroka (80" Chorąży), Hodana, Tyrpa, Kulak, Samek, Kowalcze (85" Gacek), Wróbel, Kalemba, Bury, Figura (46" Dudek).

  Szalony to mało powiedziane!

Fantastyczne widowisko, pełne dramaturgii i takich zwrotów akcji, że najlepszy hollywoodzki scenarzysty ich by się nie powstydził, obejrzeli w środowe późne popołudnie kibice w Naprawie. Na tyle późne, że trzeba było włączyć oświetlenie i przy nim konkursem rzutów karnych zakończyć pojedynek miejscowej Unii i przedstawiciele nowosądeckiej okręgówki, Jarmutą Szczawnica.

Po 10 minutach Unia prowadziła z Jarmutą 2:0. Najpierw kontrę gospodarzy i dośrodkowanie ze skrzydła wykończył Paweł Cieżak . Kilka minut później po prostopadłym podaniu sytuację sam na sam z bramkarzem Jarmuty wykorzystał Krystian Panek . Wspomniana dwójka miała jeszcze okazje do podwyższenia rezultatu, ale ich nie wykorzystała!

Jarmuta szczęśliwie zdobyła przed przerwą kontaktowego gola – szczęśliwie, bo piłka zmieniła tor lotu piłki i wtoczyła się niemal do bramki obok kompletnie zaskoczonego Gniewomira Kani .

Koszmarnie zaczęła się dla Unii druga połowa – po dwóch rzutach rożnych, Jarmuta prowadziła 3:2. Po strzale z dystansu Panka wszystko zaczęło się od początku.

W tym momencie było 3:3, a kibice pewnie sądzili, że trudno oczekiwać od obu drużyn jeszcze lepszej skuteczności. Tymczasem jeszcze w regulaminowym  czasie gry zobaczyli jeszcze aż cztery gole. Jarmuta wyszła na prowadzenie 4:3 po skutecznie wykonanym rzucie karnym, następnie sytuację sam na sam z Kanią wykorzystał jeden z piłkarzy gości. – Mało kto sadził, że jeszcze się podniesiemy – powiedział grający trener Unii Franciszek Gacek.

Kontaktowego gola na 5:4 zdobył Szymon Wantulok – jeden z najniższych zawodników na boisku wykorzystał dośrodkowanie ze skrzydła i przelobował strzałem głową! bramkarza gości. W ostatniej minucie meczu, Unia miała rzut wolny z linii pola karnego. – Ostatnia szansa na remis, sędzia już kończy mecz – mówili nieco zrezygnowani zawodnicy Unii. Kończyć nie zamierzał jednak Marcin Żegleń – jego mocny strzał przełamał ręce bramkarzowi gości i zrobiło się 5:5!!!

O awansie Jarmuty przesądziły lepiej wykonywane rzuty karne. Ostatniej jedenastki dla gospodarzy nie wykorzystał Franciszek Gacek. – Strzelałem bez stresu i może dlatego nie trafiłem? Nie podniosłem piłki – powiedział grający trener Unii.

- Ten mecz był super zabawą, miał swoją ogromną dramaturgię. Jestem z chłopaków bardzo zadowolony – dodał Franciszek Gacek.

- Gospodarze zagrali z sercem, ambicją. Chcieli sprawić radość swoim kibicom i to im się w pełni udało. 5:5 to nie jest wynik piłkarski, ale hokejowy. Kilku zawodników było w mojej drużynie kontuzjowanych, niektórzy odpoczywali, a mecz był szansą dla zmienników. Przekonali się, że zawsze trzeba walczyć, a na stojąco z nikim się nie wygra – tyle od… burmistrza Szczawnicy Dariusza Niezgody . Tak burmistrza - w pucharowym spotkaniu z Unią pełnił funkcję trenera Jarmuty. 

Unia Naprawa - Jarmuta Szczawnica 5:5 (2:1) k. 2:3

Gole dla Unii: Panek (dwa), Cieżak, Wantulok, Żegleń.

Skład Unii: Kania - Sutor, F. Gacek, Trojak, Masłowski (73" Wójciak), Żegleń, K. Gacek (60" Mirek), Żur, Wantulok, Cieżak, Panek.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama