Reklama


Orlikowa pigułka (27 września)

30/09/2020 18:06

Dwa mecze do jednej bramki, ale i cztery, w których wynik może nie zawsze był na styku, ale walki nie brakowało. Tak jednym zdaniem można podsumować piątą serię gier w Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego, która była pierwszą, i to nie tylko z nazwy, kolejką prawdziwie jesienną.  

 

I liga, 5. kolejka

Black Shadows Zawoja - Mucharz Team 4:3

Poprzednie edycje ALPS pokazały, że dziś już nie ma słabych drużyn i każdy może wygrać z każdym. W czterech pierwszych kolejkach rundy jesienniej także doszło już do kilku niespodziewanych rozstrzygnięć. A te mają to do siebie, że właśnie mało kto potrafi przewidzieć wynik spotkania. I tak też było w tym przypadku. Niewątpliwie faworytem pierwszej niedzielnej potyczki był Mucharz Team, który do tej pory współdzielił fotel lidera. Wyszło jednak jak wyszło. Po trzech bramkach Grzegorza Głuszka i jednym samobójczym trafieniu pełną pulę zgarnęli Black Shadows. Dla pokonanych bramki zdobyli Mateusz Szklarczyk, Damian Gracjasz i Piotr Bargiel. - Obie drużyny były dobrze zorganizowane i mecz był wyrównany – komentuje ostatni z wymienionych, czyli Piotr Bargiel. Tak on, jak i jego koledzy mieli jednak po zawodach wiele uwag do rozjemcy. – Zobaczyliśmy, że niekoniecznie wygrywa drużyna, która zdobywa więcej bramek. Poprzez kuriozalne decyzje sędziego albo ich brak zabiera drużynie trzy bramki strzelone w sposób prawidłowy. - Jeden z sędziów urządził sobie rosyjską ruletkę, że zacytujemy „tu zagramy od autu"", przy innym zajściu bramkowym padło „zawodnik nie dotknął piłki po wznowieniu z autu"", a kolejny fakt przechodzi sam siebie, ponieważ nie widział akcji i twierdzi, że nakazał rozpocząć grę z rzutu rożnego po gwizdku, chociaż nikt o tym nie słyszał. Nasza drużyna, tak jak i wiele innych, zostały nie jeden raz skrzywdzone poprzez lekceważące podejście sędziego – irytują się piłkarze Mucharz Team.

Reklama

Co zrozumiałe, zupełnie inne nastroje panują w szeregach Black Shadows, które dzięki wygranej znalazły się tuż za strefą medalową. - Zwycięstwo po meczu pełnym walki super smakuje. Już od dawna nasze mecze z Mucharzem to swego rodzaju derby. Ta wygrana cieszy bardziej niż każda inna. Chłopaki dali z siebie maxa. Na największą pochwalę zasługuje oczywiście Grzesiek Gluszek. Chłopak dwoił się i troił, zarówno w obronie, jak i w ataku, a występ  okrasił trzema bramkami – nie kryje radości Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows. Dodaje, że jedną bramkę dołożył Patryk Dudziak, choć w protokole pomeczowym –jak wspomniano wyżej- odnotowano tego gola jako samobójcze trafienie Mucharz Team. -    Patryk w dużej mierze przysłużył się do zwycięstwa i cennych trzech punktów na naszym koncie. Mecz był wyrównany, twardy, ale na pewno mieliśmy więcej okazji do podwyższenia wyniku. Niestety skuteczność zawodziła. Tak, czy owak chłopaki zostawili serce na boisku. Oby tak dalej – mówi kapitan zawojskiej drużyny.

***

Reklama

Gamba Furiosa Zembrzyce – Los Asfaltos Sucha Beskidzka 2:5

Pełna klasa! Tak jednym zdaniem należy podsumować konfrontację, która zawsze elektryzuje, dostarcza emocji, a i czasami iskier. Przed meczem zarówno zawodnicy Gamby Furiosy, jak i Los Asfaltos, niczym bokserzy przed wejściem między liny, prężyli muskuły, zapewniali o swojej sile, by po starciu przybić sobie piątki i wzajemnie się komplementować. - Mecz był bardzo fajny, bez komentarzy, bez fauli i co najważniejsze na wysokim sportowym poziomie. Szacun chłopy – komentował na gorąco Jakub Nosal, kapitan Gamby Furiosy. – Kuba, fajna gierka dziś była. Przyjemność grać takie mecze – rewanżował się Krystian Krzeszowiak, kapitan Los Asfaltos. - Mecze z Gambą od lat słyną z zaciętości i dobrego piłkarskiego poziomu. Nie inaczej było i tym razem bo i z jednej i z drugiej strony piłka kopnięta do przodu, bez pomysłu, była rzadkością – dodał.     

Reklama

I choć obie drużyny nie tylko grały w piłkę i żadna z nich nie była statystą, to od początku więcej z gry mieli suszanie, którym wystarczył kwadrans, by ułożyć sobie spotkanie. To wtedy Los Asfaltos objęli prowadzenie i systematycznie je powiększali. - Wynik 0:3 nas nie załamał, bo wiedzieliśmy, że przed nami druga połowa i można odrobić wiele. Wyszliśmy na nią zmotywowani i z wysokim pressingiem, co przyniosło nam w efekcie dwie bramki, lecz i przeciwnik odpowiedział dwoma trafieniami. Tak grać trzeba było od początku z naszym przeciwnikiem – dzieli się przemyśleniami Jakub Nosal. Zapewnia, że porażka nie podcięła im skrzydeł, bo przegrać z tej klasy przeciwnikiem, to żaden wstyd, a zwłaszcza po wyrównanym spotkaniu. - Oby więcej takich meczów. Sportowa rywalizacja, brak uszczypliwości i złośliwych fauli i co ważne, atrakcyjny dla kibiców do oglądania. Przed nami kolejny trudny mecz z Relaxem, więc już koncentrujemy się na tym spotkaniu – kończy kapitan Szalonych Krewetek. W jego drużynie bramki zdobyli Piotr Bachorczyk i Marcin Banaś.  

W pełni skoncentrowani i to już w niedzielę byli obrońcy tytułu i w ocenie Krystiana Krzeszowiaka był to jeden z czynników, który pozwolił sięgnąć po wygraną. - Przed meczem powiedzieliśmy sobie, że zapominamy o ostatnim wysokim zwycięstwie i na ten mecz, który jest w sumie niby spotkaniem za 6 punktów, mamy zupełnie inne zadania. Udało nam się narzucić swój styl gry z wysokim pressingiem, szybko doskakującymi obrońcami, grą kombinacyjną i Gamba pękła w pierwszej połowie trzy razy – snuje opowieść. Gdy w drugiej odsłonie suszanie zdobyli czwartego gola, wiedzieli, że tego meczu już nie przegrali. Tym bardziej, że przeciwnicy złapali wiatr w żagle dopiero 10 minut przed końcem, gdy Bachorczyk zdobył honorowego gola uderzeniem w długi róg. - Potem było trochę zamieszania gdzie strzeliliśmy bramkę, by za chwilę ją stracić po rzucie karnym. Wynik 5:2 odzwierciedla to, co działo się na boisku i pokazuje, że w tym roku mamy bardzo wyrównaną i zgraną kadrę. A takie mecze, gdzie gra się na dobrym poziomie, czysto i po męsku w piłkę, bez zbędnego gadania, to po prostu przyjemność – puentuje. Narzeka jedynie na to, że obowiązki zawodowe powodują, że w kilku najbliższych meczach jego drużyna będzie musiała radzić sobie bez bramkostrzelnego Pawła Cieślewicza, który w niedzielę dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Poza nim trafiali jeszcze po razie Tomasz Bielarz, Janusz Rak i Piotr Guzik.  

Reklama

***

Woodica Juszczyn – Monter Kurów 4:2

Ekipa Montera przystępując do swojego meczu wiedziała już o porażce Mucharz Teamu i Gamby Furiosy. Trudno powiedzieć czy wizja wskoczenia na pudło i to od razu na wirtualny jego drugi stopień, czy też… jesienna pogoda wpłynęły na kurowian deprymująco. Inna sprawa, że Woodica z meczu na mecz spisuje się coraz lepiej. – Szkoda, że nie wykorzystaliśmy wpadek Mucharza i Gamby, bo podium było w naszym zasięgu. Po dobrym meczu z Zawojskim.pl znowu w nasze poczynania wkradł się chaos. Niczym demony przeszłości wróciły błędy w obronie – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera.   

Reklama

I w słowach kapitana Montera jest dużo prawdy. Kurowianie znakomicie weszli w mecz i szybko wyszli na prowadzenie. Wyprowadził ich na nie Łukasz Folęga, który chwilę później mógł drugi raz wpisać się do protokołu. Tym razem zamiast posłać piłkę do siatki jedynie ostemplował nią słupek. – Co tu mówić. Zemściło się. Zamiast być 2:0, zrobiło się 1:1. Woodica wyszła z kontrą i był remis. Potem posypały się kolejne błędy – żali się Tadeusz Copija. Zauważa, że być może starcie potoczyłoby się inaczej gdyby Monter miał większe oparcie w swoim bramkarzu – Mariuszu Klimasarze. – Widać, że kłopoty zdrowotne dają mu się we znaki. Brakuje mu szybkości i zwinności z jakiej słynął. Dolegliwości jakie mu doskwierają prawdopodobnie zmuszą go do zakończenia przygody z futbolem. W naszej drużynie spędził kilka, ładnych sezonów. Zasługuje na pożegnanie z honorami – mówi kapitan Montera.    

Opowiadając o swoich pomeczowych odczuciach Tadeuszowi Copiji przypomniała się konfrontacja z Mucharz Teamem. – My atakowaliśmy, a rywale zdobywali gole. Teraz było podobnie. Nic, trzeba zapomnieć. W niedzielę gramy z RKS Huwdu. Liczę na punkty, choć ich okazała wygrana z Lachami robi wrażenie – mówi Tadeusz Copija. W minioną niedzielę katami jego ekipy okazali się Łukasz Kaczmarczyk (2 bramki), Adrian Bury i Robert Rusin. Juszczynianie pomogli też zdobyć drugą bramkę dla Montera, ale nie miało to już żadnego znaczenia.

Reklama

***

RKS Huwdu Bieńkówka – Lachy Lachowice 8:0

Po znakomitym starcie sezonu Lachy straciły animusz, a wraz z kontuzją Mirosława Kachla siłę rażenia. W niedzielę wpadły pod walec, który nazywał się RKS Huwdu. Za jego kierownicą usiadł Maciej Job. Sześć bramek zdobytych w jednym meczu, bez względu na rodzaj rozgrywek, muszą robić wrażenie. W walcowaniu Lachów udział mieli jeszcze Grzegorz Sałapat i Damian Putyra. - Po ostatnich niepowodzeniach oraz absencjach wynikających czy to z kontuzji, czy to z wyjazdów, postanowiliśmy zmienić nieco nasze ustawienie, co w połączeniu z dobrą dyspozycją dnia dało bardzo dobre efekty. Sytuację na boisku kontrolowaliśmy właściwie od pierwszej do ostatniej minuty spotkania, a pojedyncze sytuacje bramkowe, które miały chłopaki z Lachowic nie mogły wpłynąć znacząco na końcowy rezultat spotkania. Do przerwy prowadziliśmy już 4:0, ale mając z tyłu głowy świadomość, że aby nie popełnić tego samego błędu, co w meczu z Relaxem, koncentrację musieliśmy zachować już od samego początku drugiej połowy. Szybko stracona bramka mogłaby jeszcze zmienić boiskowe wydarzenia. Tak się jednak nie stało, a dodatkowo poszliśmy za ciosem strzelając kolejne cztery bramki. Brawa dla całego zespołu, a w szczególności dla Maćka, zdobywcy sześciu bramek –  komentuje jednostronne widowisko Tomasz Pająk z RKS Huwdu.

Reklama

- Generalnie dramat. Co tu więcej mówić. Jak przegrywasz 0:8 to nie można mieć pretensji do nikogo oprócz zawodników swojej drużyny. Jeszcze początek meczu jakoś wyglądał, ale im dalej, tym było gorzej. Brak Mirka Kachla jest aż nadto widoczny. To nawet nie to, że przeciwnik zagrał kapitalny mecz, bo to nieprawda. Zagrali naprawdę przeciętnie i chyba sami byli zdziwieni naszą nieobecnością. Mam nadzieję, że w niedzielę powetujemy  sobie to niepowodzenie meczem z Grandą i sięgniemy po 3 punkty - rozkłada bezradnie ręce Rafał Ząbek, kapitan Lachów.

***

Reklama

Granda Kojszówka – Relax Białka 0:6

Tym razem Granda nie była tą drużyną, która dostała od rywali największe lanie, ale nie niespodzianki nie było. - Pojedynek w samo południe można było śmiało określić jako derby „orlika” w Białce. Z Relaksem znamy się z cotygodniowych sparingów, a w zeszłym sezonie awans między nami rozstrzygnął się na 7 sekund przed końcowym gwizdkiem. Kłopot w tym, że nasi rywale stawiają się na treningi w stałym składzie, a my w takim komplecie, jak w niedzielę, jeszcze się nie widzieliśmy. Stąd pierwsza połowa wyglądała jak zapoznawanie się ze sobą, co skrupulatnie wykorzystał Relax – mówi szczerze jak na spowiedzi Tomasz Mielczarek, bramkarz Grandy. Dodaje, że po zmianie stron jego partnerzy byli już na tyle zgrani, że…  pomogli rywalom w zdobyciu gola, pakując piłkę własnej bramki. - Żarty żartami, ale druga połowa dała nadzieję, że jest z czego budować przyszłe punkty Grandy w tabeli - ocenia Tomasz Mielczarek.

Reklama

- Śledziliśmy poranne wyniki i wiedzieliśmy, że wygrana da nam drugą pozycję w lidze. Mieliśmy więc podwójną motywację, by zdobyć komplet punktów. W drużynie mamy dobre morale, będziemy starali się powalczyć w tym roku o wysokie miejsce –  komentuje mecz Krzyszof Polak, kapitan Relaxu. A tymi, którzy karali błędy obrońców Grandy byli  Mateusz Pacyga (2 bramki), Michał Bargiel, Dawid Dyrcz i Kamil Białończyk.

***

Zawojski.pl Sucha Beskidzka – Beton2 Sucha Beskidzka 2:3

W tym sezonie obie ekipy spisują się poniżej własnych oczekiwań. Po derbach oczekiwano wiele. I ci, którzy się na nie wybrali nie mogli być zawiedzeni. A już na pewno emocji nie zabrakło. Trudno napisać inaczej gdy weźmie się pod uwagę fakt, że Kamil Semik gola na wagę trzech punktów zdobył  30 sekund przed końcowym gwizdkiem. Wcześniej dwukrotnie dla Zawojski.pl przymierzył Jarosław Franczak, a dla Beton2 Jakub Lupa. - Nareszcie udało się nam wygrać, choć emocje były do końca. W pierwszej połowie, mimo, że mieliśmy w tą niedzielę szeroką ławkę, nie rwaliśmy się zbytnio do przodu, czekając co pokaże rywal w ofensywie. Do przerwy strzelili nam dwie bramki i wtedy podeszliśmy już wyżej. Zawojski miał tylko jednego na zmianę i z biegiem czasu ubywało im sił, napieraliśmy aż w końcu Kuba trafił na remis. W porównaniu do 1. kolejki teraz los się uśmiechnął do nas i udało się wyprowadzić zwycięską kontrę którą znowu wykończył Kuba. Zwycięstwo podbudowało. Trzeba teraz utrzymać wysoką frekwencję na meczach i więcej grać podaniami po ziemi  bo jednak w tym meczu było zbyt dużo niedokładnych, długich podań – mówi Mateusz Fronczak, kapitan Beton2.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama