Po zakończeniu Rajdu Valvoline Małopolski, kolejne załogi meldowały się na rampie położonej koło sceny w Makowie Podhalańskim, gdzie w krótszych lub dłuższych wypowiedziach oceniali jego poziom. W przygniatającej większości dało się usłyszeć o skali trudności, jaką sprawiły im przygotowane trasy. - To na pewno zdecydowanie najtrudniejszy rajd asfaltowy w Polsce. Z drugiej strony nie jest mi łatwo go oceniać, bo drogi te znam na pamięć i było to dla mnie ułatwienie - powiedział tymczasem pilot rodem ze Śleszowic, Michał Kuśnierz.
Załoga Tomasz Ociepa/Michał Kuśnierz (Škoda Fabia Rally2 Evo) zakończyła Valvoline Rajd Małopolski na dwudziestym miejscu w klasyfikacji generalnej.
- Tomek nie ma dużego stażu, jeżeli chodzi o rajdy. Start w Makowie Podhalańskim był jego pierwszym po asfalcie w samochodzie klasy R5. Mieliśmy bardzo krótkie, bo jednodniowe testy w Bieszczadach. Trenowaliśmy na wąskiej drodze i tam osiągaliśmy dobre czasy. Tymczasem w Rajdzie Małopolski bywały fragmenty szybkie i szerokie i tam mieliśmy największe problemy. Naszym celem była meta, zebranie kilometrów i doświadczenia. Nie podejmowaliśmy ryzyka, a każdy kilometr był dla nas nauką. Mimo to wynik mógł być lepszy. Wiemy jakie popełniliśmy błędy, co musimy poprawić i będziemy nad tym pracować - powiedział Kuśnierz.Reklama

Dla pochodzącego ze Śleszowic pilota, Rajd Valvoline Małopolska nie miał wielu niespodzianek. W poprzednich dwóch edycjach, Kuśnierz wraz z Hubertem Laskowskim byli załogą VIP. W 2017 roku, jeszcze w ramach Rajdy24.pl Cup, duet Tomasz Gryc/Michał Kuśnerz okazał się najszybszą załogą. Do tego dochodzi wspomniana na wstępie znajomość naszych terenów przez Kuśnierza.
- Znam te drogi na pamięć i miałem z tego powodu przewagę nad tymi, którzy byli tutaj pierwszy raz i mogłem się lepiej przygotować. Drugi w klasyfikacji Darek Poloński również tutaj startował w przeszłości i znajomość dróg stanowiła dla niego handicap. Powiat suski leży w terenie górzystym, gdzie jest dużo podjazdów, stromych zjazdów czy ślepych szczytów, przy których nie widać zakrętów. Przyczepność również potrafi i jest zmienna. To był na pewno najtrudniejszy rajd asfaltowy w Polsce, ale nie był też ekstremalny. Mam porównaniu do rajdów z Francji czy Włoch, które były o wiele trudniejsze. Nie trzeba tak daleko nawet szukać, bo mega trudnym rajdem jest Rajd Barum w Czechach. Nie dramatyzowałbym zatem z trudnością Valvoline Rajdu Małopolski. Podczas rajdów często się zdarza, że kiedy jest piękna pogoda, idealna przyczepność, to zdarza się stosunkowo więcej wypadków, niż gdy na przykład pada deszcz. Jedzie się wówczas ostrożniej, a w tym roku każdy chciał się pokazać i wygrać. Dużo się działo - dodał Kuśnierz.Reklama

To była trzecia edycja Rajdu Valvoline Małopolska, która jednocześnie była powrotem rywalizacji o mistrzostwo Polski do naszego województwa.
- Cały sztab organizacyjny, na czele z Gabrielem Borowym, wykonał fantastyczną robotę. Rajd był dopięty w każdym szczeblu, każdym detalu. Mam tutaj na myśli strefy kibica i darmowy na nie dowozy, szkolenia, poczęstunek, koncert, promowanie regionu i potraw. Ten rajd powinien stanowić wzór dla organizatorów innych rund mistrzostw Polski. Takie udogodnienia, jakie miały miejsce podczas Rajdu Valvoline Małopolski, są znane z zagranicznych, największych rajdów - dodał Michał Kuśnierz.Reklama
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze