W cyklu „retro” wspominaliśmy już cudowne utrzymanie MKS-u Babia Góra, później pochyliliśmy się nad historią Gromu Grzechynia, odkryliśmy historię znakomitego maratończyka Janusza Sarnickiego. Dzisiaj przedstawiamy sylwetkę Macieja Melzera, zasłużonego trenera piłkarskiego z Makowa, który od wielu lat szkoli młodych zawodników. Pracował z sukcesami również w piłce seniorskiej. Pan Maciej wspomina wiele znakomitych postaci, z którymi miał przyjemność współpracować. Wyróżnił ś.p, Ryszarda Błachuta, którego – podobnie jak Tomasz Hajto – wspomina wyjątkowo. Zapraszamy!
Maciej MELZER – początki
Kiedyś (40 lat temu…) piłka nożna rządziła. Wtedy wszyscy grali w piłkę – ci co umieli i ci co nie (ale np. ich była piłka). Kopaliśmy wiosną, latem, jesienią i zimą. Graliśmy w dni wolne od zajęć i w te pozostałe też – przed lekcjami, na przerwach (pomiędzy budynkami szkoły było czarne, żużlowe boisko) i po lekcjach. Nasze mecze toczyliśmy na placu między blokami, na boisku asfaltowym przy HALNIAKU lub za bramkami, na boisku „grzechyńskim”, między nasypami kolejowymi (starym i nowym), na „targowicy” (zanim wybudowano stragany), na Makowskiej Górze (polana obok pomnika Ofiar Zagórza) i za sklepem Malczewskich w Grzechyni (za potokiem), gdzie rozgrywaliśmy pojedynki „międzynarodowe”: Maków kontra Grzechynia z liderem zespołu Markiem SULKĄ na czele. Graliśmy wszędzie, gdzie tylko można było zrobić dwie bramki z kamieni, patyków, tornistrów, swetrów, książek...
Nie wolno zapominać, że ogólnie byliśmy bardzo „ruchliwi” – zimą królowały narty (oprócz piłki oczywiście), ale i sanki czy łyżwy obce nam nie były. Latem, oprócz różnych innych dyscyplin, aniżeli piłka nożna, takich jak piłka ręczna, siatkówka, lekkoatletyka, oczywiście było i pływanie – w każdy ciepły dzień mknęliśmy nad Skawę („skałki”, „pod mostem”, „jedzinka” – to terminy nam wszystkim z tamtych czasów bardzo dobrze znane). Teraz tak myślę sobie: „że też myśmy potrafili znaleźć czas na szkołę…” J
Jednym słowem piramida piłkarzy miała wtedy ogromną podstawę – pewnie z 90 procent dzieci zaczynało od piłki, a więc było z kogo wybierać. Dzisiaj dostępność do różnorodnych form spędzania wolnego czasu (pływanie, karate, taniec, gimnastyka akrobatyczna itp.) sprawiła, że pierwsza, niekoniecznie naturalna – selekcja odbywa się często zanim dziecko zetknie się z daną dyscypliną (mam tu na myśli oczywiście piłkę nożną). Do piłki trafiają dzisiaj dzieci, które albo są w tym kierunku utalentowane lub takie, które lubią po prostu piłkę. Historia pokazuje jednak, że często sukces osiągają osoby niekoniecznie utalentowane, ale pracowite, solidne, którym zależy – część z nich mogła tymczasem choćby w wyniku sugestii rodziców wybrać pływanie, karate czy coś innego. Oczywiście zasada ta działa także w drugą stronę. Tym samym podstawa współczesnej piramidy piłkarskiej zdecydowanie się zmniejszyła. Prawdopodobnie nawet nie ma ona już dzisiaj kształtu piramidy tylko przez dłuższy czas jest prostokątem, gdyż przeprowadzenie selekcji mogłoby wręcz doprowadzić do likwidacji drużyny danej kategorii wiekowej.
Maciej MELZER – piłkarz
Wracając do „mojej piłki” – przyjście do HALNIAKA w kontekście tego wszystkiego (patrz wyżej) jawiło się jak najbardziej naturalną koleją rzeczy. Każdy kto miał jakieś pojęcie o grze w piłkę – „musiał” trafić do klubu. Przede wszystkim każdy chciał tu trafić – gra w klubie dawała prestiż. W tamtych latach o ile pamiętam, mieliśmy oprócz seniorów, dwie drużyny młodzieżowe: juniorów i trampkarzy. Młody chłopak jak przychodził to od razu do trampkarzy – czy miał 10, 12 czy 15 lat. Często więc na boisku walczyło się o piłkę „bark w bark” z kimś o dwie głowy wyższym… Boiska z tamtych czasów (lata 80-te) to nierzadko były boiska tylko z nazwy – trawa bywała tylko np. w narożnikach boiska (stare boisko KALWARIANKI Kalwaria Zebrzydowska) i kiedy nie padało, pył unosił się za zawodnikiem, zaś po deszczu na płytę wjeżdżał traktor z broną, by choć trochę woda zeszła… Zresztą tam gdzie była trawa to też o „dywanach” nie można było mówić, wszak często wtedy boiska koszono… kosą. Takie to były czasy. Więc jak ktoś mówi, że dzisiejsze boiska są nierówne, to wracam pamięcią do lat młodzieńczych i pozostaje mi się tylko uśmiechnąć.
Gdy wracam myślami do tamtych dni to mam także przed oczami trenerów, którym wiele zawdzięczam i mam tu na myśli nie tylko moje „piłkarskie życie” – Zygmunt KAWOŃCZYK, Władysław KOT, Stanisław SUWAJ, Stanisław KLIMALA i oczywiście Ryszard BŁACHUT (był moim idolem piłkarskim, a moja chęć dorównania mu sprawiała, że podobno patrząc z daleka można nas było pomylić i mam tu na myśli oczywiście sylwetkę, sposób poruszania się, a nie umiejętności – żeby te pomylić trzeba by stanąć gdzieś w okolicy bieguna północnego lub nawet południowego J )
Podczas treningów (jeszcze jako junior) miałem przyjemność przyglądać się, a czasem i trenować z takimi zawodnikami jak m.in. Krzysiu JOB – w późniejszym okresie zawodnik GÓRNIKA Zabrze, ODRY Opole, VARTY START Namysłów i ponownie ODRY Opole (do której kilka lat później trafił także Janusz ZAJDA). Moje początki w seniorach HALNIAKA to sezon 1985/1986, a potem 1986/1987, po którym cieszyliśmy się z awansu do Ligi Okręgowej (realnie czwartej ligi rozgrywkowej). Wtedy miałem przyjemność grać w drużynie trenowanej przez Stanisława KLIMALĘ w towarzystwie m.in. takich zawodników jak: Ryszard BŁACHUT, Andrzej ZAJDA, Józef SZKLARCZYK, Kazimierz RADWAN czy ówczesny kapitan Zdzisław BIEDRAWA oraz wielu innych wspaniałych zawodników.
Pamiętam jak dziś: przed sezonem 85/86 otrzymałem od Ryszarda BŁACHUTA do „rozbicia” moje pierwsze „wkręty” (buty piłkarskie) adidasa (dotąd tzw. „wałbrzychy”, czyli nasze rodzimej produkcji wkręty to było coś). Gdy przyszedł początek sezonu, przyniosłem rozbite, wypielęgnowane, błyszczące jak ze sklepu, gotowe do gry buty, a Ryszard po prostu kazał mi je zatrzymać… Dzisiaj taki gest nie miałby takiego wymiaru jak wtedy… Grałem w nich, dbając jak chyba o żadne przed i po, aż - powiedziały: dość. Miałem je schowane jeszcze przez lata…
Moja dalsza przygoda z piłką przeplatała się ze studiami na Akademii Wychowania Fizycznego najpierw w Krakowie, a potem w Katowicach (zmiana miejsca była spowodowana, a jakże – piłką). Gdy dostałem się na krakowski AWF postanowiłem spróbować swoich sił wyżej. Pojechałem na test-mecz do Nowej Huty. Tamtejszy HUTNIK Kraków (w tamtym okresie uczestnik rozgrywek na najwyższym szczeblu), był nawet jak się okazało po wielu latach, zainteresowany pozyskaniem mnie do rezerw, jednak komuś innemu na tym mniej zależało… Potem, już w trakcie studiów na katowickim AWF-ie były epizody ze śląską piłką: runda w III-Ligowym NAPRZODZIE Rydułtowy oraz roczne wypożyczenie do chorzowskiego AKS-u. Po zakończeniu „śląskiego rozdziału”, w moim piłkarskim życiu znów pojawił się Ryszard BŁACHUT i po chwili znów mogłem wspólnie z moim idolem grać w jednym zespole. Tym razem żeby wspólnie zagrać, musiałem przejechać najpierw trochę ponad… 500 kilometrów. Mecze w HSV Heldenberg (nie mylić z HSV Hamburg) to roczna kolejna przygoda, tym razem z austriacką piłką, a dokładniej tamtejszą regionalną IV Ligą. Jeżdżenie tydzień w tydzień po przeszło 500 km tam (wyjazd w sobotę ok. godziny 16.00, po drodze dwie kontrole – paszportowa i celna na każdej granicy: polsko-czechosłowackiej, czechosłowacko-austriackiej) i drugie tyle z powrotem (powrót w poniedziałek ok. godz. 7.30), rozdzielone meczem miało swoją niemałą cenę – poniedziałek był dniem „wyjętym z życia”, a przecież w tym czasie pracowałem już w szkole i miałem do pracy tego dnia oczywiście na 8.00 (po wyjściu w Makowie z autobusu miałem czas tylko na zamianę torby piłkarskiej na nauczycielską i do pracy). Po roku tej „nierównej walki z rzeczywistością” postanowiłem zakończyć ten rozdział i spróbować czegoś na miejscu. Jako, że był styczeń i kluby ruszały z przygotowaniami, udałem się na trening… WISŁY Kraków. Kierowana przez tercet Kapka-Kusto-Kmiecik ekipa „Białej Gwiazdy” nie była jednak zainteresowana pozyskaniem 25-latka bez ligowej przeszłości (oczywiście nie było to żadnym dla mnie zaskoczeniem, jednak dzisiaj mogę śmiało spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: „przynajmniej próbowałeś”).
Jak nie tu to… do KALWARIANKI. Walczący wtedy w IV-Lidze (makroregionalnej, o zasięgu: Bielsko-Biala – Opole – Częstochowa) zespół z Kalwarii Zebrzydowskiej, prowadzony przez Marka MOTYKĘ (były zawodnik m.in. WISŁY Kraków) wyraził zainteresowanie moją osobą i z początkiem 1993 roku dołączyłem do zespołu, z którym już trenowali i grali inni Makowianie – Janusz ZAJDA i Zbyszek ZDEBSKI. Niestety po pierwszym sezonie, a dokładniej po pierwszej mojej rundzie w Kalwarii nie mogliśmy się cieszyć z awansu – brakło nam dosłownie 4 minut lub 4 centymetrów (tyle przed końcem meczu z rywalizującą z nami wtedy bezpośrednio o awans UNIĄ Krapkowice straciliśmy bramkę na 1:1 – strzeliłem jedyną w tym spotkaniu po podaniu Jacka MOSKALA, a potem przy stanie 1:0 po strzale przewrotką trafiłem w poprzeczkę, a piłka po odbiciu się od niej spadła na linię i wyszła w pole…). Rok później już nikt nie był w stanie nas zatrzymać i po sezonie 1994/1995 pewnie wywalczyliśmy awans do III-ligi (grupa I Górny Śląsk). Po rozegraniu w niej pierwszej rundy, podjąłem decyzję o powrocie do HALNIAKA, gdzie jeszcze raz udało się wywalczyć z klubem z ulicy Sportowej awans – w roku 2004, tym razem do V Ligi. Sezon 2003/2004 okazał się moim ostatnim, jeżeli chodzi o grę – przynajmniej w seniorach. Czekali jeszcze oldboje… i się doczekali. Kilka meczy (m.in. przeciw WIŚLE, HUTNIKOWI czy CRACOVII Kraków) rozegranych w Krakowskiej I Lidze Oldbojów mogłem więc dopisać do swojego CV.
19.02.2017 r. na hali w Tomicach zadebiutowałem w… Reprezentacji Polski +35 w Futsalu. Przez kilka kolejnych lat miałem ogromną przyjemność grać w tej jedynej w swoim rodzaju drużynie. Mogłem też dzięki niej poznać wielu wspaniałych ludzi i zobaczyć wiele wspaniałych miejsc zarówno w kraju jak i zagranicą – Sztokholm (Szwecja), Paryż (Francja), Hanower (Niemcy), Antwerpia i Harelbeke (Belgia). Jednak i tu nadszedł czas młodszych…
Maciej MELZER – trener seniorów
Pracowałem w szkole, grałem w klubie, więc naturalnym krokiem wydawało się, jak już będzie „po” – pójście w kierunku pracy trenerskiej. Kiełkowało mi to w głowie już w trakcie gry. W 1991 roku, po studiach, pracowałem w szkole i równocześnie trenowałem grupy młodzieżowe w HALNIAKU. Tworzyliśmy coraz młodsze grupy szkoleniowe. Później prowadziłem też grupy starsze (junior młodszy, junior starszy). Końcem lat 90-tych ubiegłego wieku (ale to brzmi staro J) miałem możliwość prowadzenia po raz pierwszy drużyny seniorskiej i był to (wtedy wydawało mi się to oczywiste) HALNIAK Maków Podhalański. Propozycje otrzymałem od zarządu klubu, kierowanego wówczas przez Pana Fryderyka WARTĘ. Wyzwanie zostało przyjęte. Rolę trenera musiałem łączyć z rolą zawodnika – nigdy nie było to łatwe i wtedy też. Z tego okresu najprzyjemniej wspominam sezon 1999/2000, po którym to udało się zorganizować dzięki Tomkowi HAJCIE kapitalną imprezę – mecz: HALNIAK kontra drużyna przyjaciół Tomka, który zgromadził ogromna widownię (podobno sporo ponad 2000(!) widzów). HALNIAK wystawił dwa zespoły: seniorów oraz oldbojów, dzięki czemu na boisku mogli się spotkać z Tomkiem ci, którzy grali w seniorach klubu zanim on zaczął oraz ci, którzy zaczęli grać w seniorach, gdy on już pożegnał się z klubem. Przyznam, że nawet udało mi się strzelić dla seniorów bramkę (z rzutu wolnego) i to nie byle komu, bo Grzegorzowi SZAMOTULSKIEMU.
Miałem okazję poprowadzić też kilka drużyn seniorskich z okolicy. Z najstarszymi zespołami TEMPO Białka pracowałem dwukrotnie. W sezonie 2007/2008 z B-klasowym wówczas TEMPEM, udało się wywalczyć awans do Klasy A. Po raz drugi miałem możliwość pracować w tym klubie kilka lat później. V-Ligowy wówczas zespół objąłem z trakcie sezonu (06.10.2014 r.), by zakończyć współpracę po 2,5 roku z przyczyn osobistych, także w trakcie sezonu (29.01.2017 r.). Nie mogę nie wspomnieć jeszcze o jednej współpracy z klubem znad potoku Skawica. W trakcie sezonu 2020/2021 dostałem propozycje objęcia IV-Ligowej drużyny kobiet LADIES TEMPO Białka. Zespół stworzono z młodych utalentowanych piłkarek oraz z takich, które posiadały już niemałe doświadczenie (nawet na poziomie Ekstraligi Kobiet). Zgodnie z wcześniejszą umową, współpracę zakończyliśmy po skończeniu rundy jesiennej.
Między czasie miałem przyjemność prowadzić seniorów BABIEJ GÓRY Sucha Beskidzka, którzy w momencie objęcia ich przeze mnie w styczniu 2009 r. po rundzie jesiennej mieli na koncie 3(!) pkt i to za walkower… Wspólnymi siłami przede wszystkim zawodników i Zarządu klubu (nie do przecenienia była też postawa suskich kibiców, którzy wspierali nas na każdym kroku) – udało się osiągnąć cel, wydawałoby się nieosiągalny – utrzymanie w A Klasie. Współpraca nasza skończyła się w październiku 2010 r. – chyba za dużo sił nas poprzedni sezon kosztował…
W podobnej sytuacji w styczniu 2012 r. dołączyłem do NAROŻA Juszczyn. Po pierwszej rundzie zespół na koncie miał 7 pkt. I tu się udało utrzymać. Po zakończeniu sezonu i wykonaniu zadania – pożegnałem się z klubem.
3 kwietnia po raz drugi wszedłem do szatni HALNIAKA jako trener pierwszej drużyny. Tym razem w drużyny z V Ligi. To był dla mnie wyjątkowy sezon. Jesienią bowiem będąc jeszcze trenerem TEMPA Białka, „wygrałem” w Makowie mecz z HALNIAKIEM, a na wiosnę, będąc już trenerem HALNIAKA – wygrałem na Białce mecz z TEMPEM. Ilu trenerów może się czymś takim pochwalić? J Udało mi się doprowadzić do stanu, że w wyjściowym składzie w sezonie 2016/2017 było tylko 2 „obcych” zawodników – Krzysiek KRAUZ oraz Piotrek BAGNICKI, a sezon ostatecznie zakończyliśmy w środku tabeli.. W kolejnym sezonie pozostał już tylko Krzysiek… Współpraca z makowskim klubem zakończyłem na własną prośbę 31 października 2017 r., a więc w trakcie trwania nowego sezonu (2017/2018) – wtedy wydawało mi się, że to co robię, robię dla dobra klubu…
Czy wrócę jeszcze do pracy z seniorami? Może, choć na dzień dzisiejszy koncentruje się na pracy z dziećmi.
Maciej MELZER – trener dzieci
Ameryki nie odkryję w tym temacie, żadnych drzwi nie wyważę. PZPN oferuje dziś programy szkolenia, skupione w odpowiednich dla każdej kategorii wiekowej blokach tematycznych, które staramy się realizować, oczywiście uwzględniając możliwości nasze (baza, sprzęt) oraz dzieci (umiejętności i zdolności). Pamiętamy, że szczególnie na etapie SKRZATA najważniejsza jest zabawa. Z kolei nie zapominamy, że zarówno ŻAKI jak i ORLIKI także lubią zabawę i staramy się by właśnie przez zabawę uczyć i wychowywać naszych zawodników. Oczywiście każdy z nas trenerów chce, by w efekcie tej zabawy wykształcić zawodnika, a jeszcze lepiej – zawodników, którzy w przyszłości odnajdą się w piłce seniorskiej. Jednak najważniejszy jest rozwój jednostki – nowe umiejętności, zdolności, wiadomości oraz przyciąganie dzieci do sportu. Sprawienie, by chciały uprawiać sport, niekoniecznie zawodowo, żyć aktywnie przez całe swoje życie. A my chcemy je do tego przygotować.
W sierpniu 2009 roku z inicjatywy trenera Jerzego KULIGA (w przeszłości pracującego w takich ligowych klubów, jak: GKS Jastrzębie, ROW Rybnik czy ODRA Wodzisław Śląski, twórca akademii piłkarskiej przy GKS Jastrzębie), stworzyliśmy przy makowskim HALNIAKU szkółkę piłkarską. Początkowo pracowaliśmy w niej w trójkę: Jerzy KULIG wraz z Marcinem WNĘTRZAKIEM opiekowali się ORLIKAMI (roczniki 2000-2001), natomiast mnie przypadła przyjemność prowadzenia szkolenia w kategorii ŻAK (r. 2002-2003).. Już po pierwszym roku udało nam się zorganizować w wakacje obóz piłkarski dla naszych zawodników i to nad morzem (dzięki trenerowi KULIGOWI dołączyliśmy się do akademii GKS Jastrzębie). Po kilku sezonach i „rozkręceniu” szkółki, trener KULIG pożegnał się z nami, pozostawiając zarazem ogrom nabytych przy nim przez nas doświadczeń ale i pustkę bardzo trudną (żeby nie powiedzieć „niemożliwą”) do wypełnienia… Przez kolejnych kilka lat „pchaliśmy ten wózek” p.n. „szkółka piłkarska” wraz z Marcinem. Niestety, w pewnym momencie i Marcin musiał pożegnać się ze szkółką z przyczyn osobistych. Obecnie w szkółce prowadzimy (od ubiegłego sezonu w szkoleniu pomaga mi Mateusz STOPKA) zajęcia dla trzech kategorii wiekowych: ORLIKI (r. 2010-2011), ŻAKI starszy (r. 2012-2013) oraz ŻAK młodszy (r. 2013 i młodsi). Dwie starsze drużyny: ORLIKI oraz ŻAKI – prowadzone przez Mateusza, biorą udział w regularnych rozgrywkach ligowych. Łącznie w szkółce dajemy możliwość zgłębiania tajników sztuki piłkarskiej, hołdując twierdzeniu, że „najważniejsza jest zabawa” prawie 50 dzieciaków. I mamy z tego ogromną frajdę!
Maciej MELZER – wychowankowie
Wychowankowie? Myślę, że kilka drużyn moglibyśmy z nich zmontować. Wszak to już prawie 30 lat pracy praktycznie we wszystkich kategoriach wiekowych.
Zacząć muszę i chcę od… Oli NIECIĄG – po HALNIAKU były: BRONOWIANKA Kraków, AZS UNIWERSYTET JAGIEOŃSKI Kraków, TS MITECH Żywiec i znów AZS i gra w Ekstralidze Kobiet. Na swoim koncie Ola ma również występy w Reprezentacji Polski Kobiet(!). Olka nie była jedyną piłkarką, której przygoda z piłką zaczynała się w Makowie. Kolejne to m.in.: Madzia HOWIŃSKA (BRONOWIANKA, AZS UNIWERYTET JAGIELOŃSKI, PRĄDNICZANKA Kraków – obecnie LADIES TEMPO Białka) czy Kinga KACZMARCZYK (BRONOWIANKA, PRĄDNICZANKA).
Są wśród moich wychowanków tacy, których przygoda z piłką skończyła się już „kilka” lat temu lub całkiem niedawno, jak np. Łukasz WŁOCH, Marcin SZYMONIAK, Tomek SZMALCEL, Grzesiek SALA, Maciek BŁACHUT, Łukasz ZAJDA (syn Janusza), Maciek PĘCZEK (syn Tadeusza, z którym również miałem przyjemność grać w jednym zespole), Łukasz RACZEK, Paweł KACZMACZYK, Łukasz KOBIAŁKA, Jacek i Szymek BOBEK itd. Są tacy, którzy wciąż biegają po boiskach – Marcin KOPER, Michał GRUCA, Arek PIĄTEK, Marcin KUSZYK, Dorian ŁUKAWSKI i wielu, wielu innych.
Warto wspomnieć, czy też nie można nie wspomnieć, o zawodnikach, których ścieżki jako piłkarzy znalazły swój początek w naszej szkółce. Na pewno nie uda mi się wymienić wszystkich (tu: proszę ich o wybaczenie), jednak spróbuję chociaż tych, o których mniej lub bardziej każdy mógł usłyszeć, co oczywiście nie znaczy, że o innych zapomnieliśmy – bynajmniej!
W tym miejscu nie sposób nie wymienić Michała GRONIA (BTS REKORD Bielsko-Biała, BESKID Andrychów, Mistrz Polski U-20 w futsalu, 3-4 miejsce w ME U-19 w futsalu), Marcina KOZINĘ (BTS REKORD Bielsko-Biała, LKS Goczałkowice Zdrój, Mistrz Polski U-20 w futsalu), Szymka PAJĄKA (PROGRES Kraków, CRACOVIA Kraków, MIESZKO Gniezno, GARBARNIA Kraków), Kamila MATOFIJA (UKS SMS Łódź, WÓLCZANKA Wólka Pełkińska), Jakuba MATOFIJA (UKS SMS Łódź) czy Jacka SMYRAKA (GARBARNIA). Wśród wychowanków szkółki są także tacy, którzy wciąż kontynuują grę w naszym HALNIAKU jak np.: Michał JOŃCZYK (PROGRES Kraków, GKS PIAST Gliwice), Kuba WĄGIEL, Mikołaj BAJCER, Maciek ŻARNOWSKI, Arek STOPA lub też w innych klubach (np. Michał MALINA, Mikołaj HOJDA).
Największym sukcesem w pracy z młodzieżą, był rozegrany „pod balonem” w Krakowie turniej finałowy Mistrzostw Małopolski w kategorii junior starszy (rocznik 19993-1994). Turniej wygrali juniorzy krakowskiego HUTNIKA, a my mieliśmy przyjemność w konfrontacji z najlepszymi drużynami Małopolski w tejże kategorii wiekowej. W grupie rozegraliśmy trzy mecze – dwa z nich (z WISŁĄ Kraków i SANDECJĄ Nowy Sącz) przegrywając, a jeden (z WOLANIĄ Wola Rzędzińska) wygrywając. Ostatecznie zostaliśmy sklasyfikowani na 5. miejscu. Moim zdaniem rocznik 1994 to był jeden z lepszych, jak nie najlepszy w ciągu co najmniej ostatnich 30 lat działalności HALNIAKA. Z tego jednego rocznika można było pokusić się o zbudowanie co najmniej pół drużyny - Łukasz KOBIAŁKA, Łukasz ZAJDA, Łukasz RACZEK, Paweł KACZMARCZYK, Michał SOBINEK, Maciek PĘCZEK, Leszek STOPKA czy Robert RUSIN. Kiedy do tego składu dodalibyśmy kilku zawodników z rocznika 1993 (np. Michał GRUCA, Mariusz ANTOSIAK, Arkadiusz PIĄTEK), z rocznika 1992 (np. Dominik CHORĄŻY) oraz z rocznika 1991 (np. Marcin ANTOSIAK, Darek SZYMONIAK) – mielibyśmy całą drużynę… J
Maciej MELZER – trener piłki kobiecej
W ramach zdobywania uprawnień trenerskich podczas studiów, musiałem odbyć staż w klubie. Jednym z wykładowców na katowickim AWF-ie był trener Władysław SZYNGIERA. Prowadził on wtedy drużynę MŁODZIKÓW przy STADIONIE ŚLĄSKIM w Chorzowie. Podczas odbywania stażu trenerskiego Władek otrzymał z PZPN-u propozycję prowadzenia pierwszej Reprezentacji Polski Kobiet w piłce nożnej. Ofertę przyjął, po czym zaproponował mi funkcję jego asystenta – nie mogłem nie skorzystać z takiej okazji. Pomagając przy prowadzeniu Kadry Polski, miałem okazję uczestniczyć w kilku meczach – ze Słowaczkami w Jastrzębiu czy z Włoszkami na Krakowie, zimowym obozie w Krynicy, czy też w międzynarodowym turnieju reprezentacji narodowych oraz drużyn klubowych w Lyonie we Francji. Miałem ogromną przyjemność obserwować mecze Francuzek, Rosjanek czy młodzieżowej reprezentacji USA. Wspaniałe doświadczenie, inny świat. Z rozgrywek klubowych zapamiętałem szczególnie jedną z zawodniczek, grała bodaj w STANDARDZIE Liege. Uważałem wtedy, że miała na tyle umiejętności i motorykę, że spokojnie dałaby radę w piłce męskiej. Nasze zawodniczki również miały niemałe umiejętności, czego dowodem była gra niektórych w mocnych ligach europejskich – szwedzkiej, niemieckiej. Niestety, życie poprowadziło trochę inną ścieżką niż ta Reprezentacji Kobiet i po około roku nasze drogi się rozeszły (choć kilka lat później, gdy nasze dziewczyny grały w Wiedniu mecz z reprezentacją Austrii, ja w tym samym czasie jakieś 60 km od Wiednia grałem swój mecz…)
Po prawie 30 latach znów przyszło mi zmierzyć się z futbolem w wydaniu kobiecym. LADIES TEMPO Białka – te dziewczyny, o czym już wspominałem wcześniej, sporo potrafią. Wiele z nich jest kompletnymi piłkarkami, oprócz umiejętności piłkarskich mają też odpowiednie cechy charakteru. Pracę, którą wykonali Mariusz SAŁACIAK i Jarosław GASTAŁA – stworzenie drużyny od podstaw, gra i wywalczenie po pierwszym sezonie awansu z V do IV ligi trzeba ocenić bardzo wysoko. Przypominam sobie, że lata temu Stasiu SUWAJ stworzył drużynę kobiecą, ale inicjatywa niestety nie przetrwała długo. A wracając do LADIES – po moim przyjściu do klubu na początku września 2020 r. zawodniczkom trochę brakowało gry (pandemia „odwołała” rundę wiosenną sezonu 2019/2020) i okresu przygotowawczego. Praca i szkoła sprawiała, że mieliśmy problemy z systematycznym trenowaniem niektórych zawodniczek. Jednak wychodząc na mecz zawsze dawały z siebie wszystko. To było bardzo ciekawe doświadczenie z ciekawą drużyną.
Maciej MELZER – sędzia piłkarski
Pierwszy mój mecz miałem prowadzić na boisku B-klasowej ZASKAWIANKI Wadowice i przyjechałem na niego spóźniony, tuż za… obserwatorem – Zygmuntem SANKOWSKIM. Mecz poszedł na tyle nieźle, że od razu dostałem jako główny A Klasę. Byłem po studiach, miałem w życiorysie grę w III Lidze, więc potencjalnie miałem możliwości „zajść” całkiem wysoko. Na początku władze Podokręgu Wadowice miały trudność w zaakceptowaniu faktu łączenia przeze mnie sędziowania i grania. Nawet przedstawiono mi wówczas stanowisko Podokręgu, wg którego miałem się zdecydować: albo sędziuję, albo gram. Ja jednak chciałem zobaczyć, czy dam radę w sędziowaniu, a o połączenie obu tych działań – byłem spokojny. Był moment, że grałem w IV lidze (KALWARIANKA) i sędziowałem w również w IV Lidze (tyle, że inną grupę rozgrywkową). Kiedy jako sędzia awansowałem do III Ligi – zrezygnowałem z gry w Kalwarii. Kiedy przymierzałem się jako sędzia główny do walki o awans do II Ligi, zostałem zgłoszony do projektu, którego celem było utworzenie grupy sędziów asystentów najwyższej ligi rozgrywkowej. W ten sposób, po półrocznym sędziowaniu - jako sędzia główny III Ligi, z bagażem „przesędziowanych” łącznie wszystkich zaledwie 50 meczy (jako główny i asystent), po zdaniu egzaminu teoretycznego z przepisów oraz z języka angielskiego, zostałem sędzią asystentem I Ligi. Wyglądało więc na to, że znalazłem się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Przez te kilka lat, oprócz meczy w niższych ligach (jako główny – III liga i niżej, a jako asystent – II liga i niżej), do swojego CV mogłem dopisać także 50 meczów jako sędzia asystent na najwyższym wtedy szczeblu rozgrywkowym, „odwiedzając” przy okazji stadiony takich drużyny jak: POGOŃ Szczecin (mój debiut z Gieniem KOCZAREM – etatowym asystentem Ryśka WÓJCIKA), SIARKA Tarnobrzeg, AMICA Wronki, STOMIL Olsztyn, ŚLĄSK Wrocław, RUCH Chorzów, GÓRNIK Zabrze, WISŁA Płock czy też jeszcze w „starej wersji” obiekty LEGII Warszawa, WISŁY Kraków czy CRACOVII – z torem kolarskim zamiast bieżni (dzięki temu chłopcy do podawania piłek na tym obiekcie nie byli potrzebni J). Przez pięć lat będąc asystentem I ligi – wtedy najwyższej ligi rozgrywkowej w Polsce, miałem okazję poznać także ówczesną czołówkę sędziów Polski i Europy (w kilku przypadkach) z Ryśkiem WÓJCIKIEM, Markiem KOWALCZYKIEM, Zygmuntem ZIOBEREM, Andrzejem CZYZNIEWSKIM czy Zbigniewem MARCZYKIEM. Cały czas łączyłem tę moją pasję, miłość do piłki, z pracą w szkole. Po skończeniu sędziowania przez kilka lat pełniłem jeszcze rolę obserwatora (do III Ligi włącznie), dzieląc się swoimi doświadczeniami, próbując pomóc w kształceniu nowych kadr sędziowskich.
Maciej MELZER – o marzeniach, o trenowaniu, o przyszłości
Chciałbym jeszcze kiedyś usłyszeć od zawodnika, który zagra na ligowym, a może i wyższym poziomie, że zaczynał w Makowie, a może nawet, że zaczynał u trenera MELZERA... J (kiedyś taką niespodziankę sprawiła mi Ola NIECIĄG – jakby mi wtedy skrzydła urosły…). Trener musi być czasami tatą, czasami przyjacielem, czasami trzeba być stanowczym, czasami wytrzeć nos, zawiązać sznurówki. Na etapie dzieci szczególnie. Czy planuję objąć jeszcze drużynę seniorską? Nigdy nie mów nigdy. Nie palę nigdzie mostów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Ok boomer pewnie pod tą jedzinką chlałeś alkoholiku jeden
XD
Ok boomer pewnie pod tą jedzinką chlałeś alkoholiku jeden
XD