W dawnych czasach pod Giewontem żył młody juhas Jaśko, który zajmował się wypasem owiec na przepięknych, przybranych kwiatami łąkach. Przemierzał ze stadem okoliczne polany, leśne ostępy, strome urwiska gór, rozciągające się od Kalatówek aż po Strężyska. Od czasu do czasu wspinał się na turnie strzeliste. Stamtąd oglądał ziemię swoich ojców, a szczególnie szczyty szare, ponad którymi powoli wschodziło słońce coraz cieplejszą odsłoną, nakładając na obłoki żółte odcienie, a leśne wierzchołki złotem się mieniły. Wiatr powoli rozpędzał gęstą mgłę niwelując jej panowanie i tańczył walca z drzewami w licznych potokach odbitymi, wprowadzając romantyczny nastrój. Będąc na cyplu zatapiał się w zieleni. Majestatyczne masywy skalne dłutem wieków rzeźbione przekazywały mu niebywałą siłę do działania. Błękit upiększał krzewy też łąkowy kwiatostan. W oddali kapitalnie komponowały się pola uprawne, a na nich kopy siana oraz dziady ze zbożem. Promienie dopieszczały Jaśka subtelnie. Był szczęśliwy, zauroczony Tatrami i Podhalem.
Chłopiec wypasając owce spotkał starego gazdę Macieja:
Jaśko zafascynowany wieścią postanowił to sprawdzić. Pewnego dnia młodzieniec zapuścił się daleko w skalny teren, będąc na dużej wysokości, koło północnych urwisk Giewontu. Naraz w skale dostrzegł otwór. To pewnie tutaj – pomyślał Jaśko i wszedł do środka. Nagle usłyszał nietypowe na tej wysokości rżenie koni. Trochę się przestraszył, ale pomyślał, iż skoro tu już jest, odkryje, co tam się dzieje. Gdy zbliżał się do miejsca, w którym rozlegał się dźwięk wilgoć jaskini zamieniała się stopniowo w ciepło. Okazało się, że w wielkiej sali płonęło ognisko. Przy nim dostrzegł rycerzy, którzy smacznie spali z głowami wspartymi o miecze. Ubrani byli w ciężkie zbroje. W pobliżu odpoczywały konie. Jaśko wystraszył się tego widoku i zaczął uciekać. Potknął się o wielki kamień, powodując duży hałas, odbijający się od ścian jaskini, który zbudził jednego ze śpiących rycerzy:
Jaśko posłuchał próśb rycerza i pośpiesznym krokiem opuścił jaskinię. Następnie opowiedział o spotkanej go przygodzie mieszkańcom Podhala. Mówił również o tym z gazdą Maciejem:
(Zapis legendy autorstwa K. Surzyna)
Historia ta przetrwała z pokolenia na pokolenie w góralskich legendach, gawędach, ale też w sercach górali, którzy wierzą, iż ziemia ich przodków jest bezpieczna, ponieważ nieustannie nad nią czuwa oddział odważnych, konnych rycerzy. Znaleźli się również śmiałkowie, którzy pragnęli odnaleźć jaskinię ze śpiącymi rycerzami, ale do tej pory już nikomu się ten wyczyn nie udał.
Z czasem zaczęto także doszukiwać się sylwetki owego śpiącego rycerza, rozmawiającego z Jaśkiem, w kształcie masywu od strony północnej. Głowę rycerza tworzy Wielki Giewont, jako główny szczyt masywu Giewontu w Tatrach Zachodnich o wysokości 1894, 82 m, a tułów – Długi Giewont – będący długim graniem masywu Giewontu w Tatrach Zachodnich, liczącym w najwyższym punkcie, tuż pod przełęczą Szczerba 1867 m wysokości.
Istnieje jeszcze inna wersja legendy o śpiących rycerzach, podkreślająca, iż Giewont jest ściśle powiązany z Wawelem. Dzieje się tak za sprawą tego, iż w Boże Narodzenie, w Wielkanoc lub też w Noc Świętojańską wszyscy królowie spotykają się, aby obradować nad losem narodu oraz bezpieczeństwem Polski. Kiedy potężny dźwięk zygmuntowskiego dzwonu dotrze do ścian Giewontu, zbudzi śpiących rycerzy w jaskini, którzy na swoich koniach przybędą do Krakowa z pytaniem „Czy już czas?”, aby bronić Ojczyzny. Przewodniczący zebrania król Bolesław Chrobry odpowiada, „Nie, jeszcze nie czas”, wtedy rycerze spokojnie wracają pod Giewont, aby dalej spać w jaskini.
Kazimierz Surzyn
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze