Lipcowe dni i noce
Urokliwe z wakacyjnym miłym czasem
pełne wigoru ciepła romantyczności
pośród zapachu rozmaitych kwiatów
które tulą nas w sobie poezją miłości
Spojrzenia w czułości zmysłów
plecione jak warkocze szczęścia
na szafirze wśród żółcieni słońca
i granacie z finezyjnym księżycem
Purpurowe serca usta oraz dłonie
czynią rozkoszny zachwyt bezgraniczny
taki sam jak przy pierwszym pocałunku
i dotyku opuszek palców kiedy ciała drżały
Wtedy z nadzieją że tak będzie zawsze
dzisiaj ładnie spełniają się nam marzenia
zarówno w prozie codzienności razem
i chwilami co warte są wspominania
Też stałej kontynuacji w ekstazie
gorąca które niezmiennie powraca
aby kochać pieścić zacałować nocą
oraz uskrzydlić jednością za dnia
O lipie
delikatnie powabnie pachnie
ziołami łąki wanilią miodem
rozłożysta w zieleni się pławi
z cudnym żółtym kwiatostanem
z niego napar przeciwgorączkowy
odstraszający migreny uspokajający
korzystny dla przemiany materii
dobry napój przeciwstresowy
natchnienie poetów rzeźbiarzy
muzyka duszy instrumentów
raj pszczół zadowolenie pszczelarzy
z miodnych na półkach słoików
cudowna ostoja spokoju stoickiego
ponadczasowy lek na bezsenność
inhalator układu oddechowego
przynoszący podniebieniu słodkość
kołyska malowana moja lipowa
tyś do snu zawsze mnie układała
pieśni matczyna radosna lipcowa
tyś łzy nocnych upiorów poskramiała
pięknej lipy podniosłe poezje
ku pokrzepieniu serc bo jest
wspaniała olśniewa prostotą
dla wielu tęsknotą za Ojczyzną
Zapamiętane pejzaże
Urok kosiarzy znakomitych
mam do dzisiaj w pamięci
ze strunami kos srebrnych
i siano ułożone w kopy
Przepiękne dziady ze snopków
w słońcu mieniące się złotem
i o brzasku śpiew dzwonów
szacunku dla ciężkiej pracy
Ziemniaki w piwnicy dorodne
kapusta w beczce skrzynie jabłek
rozkoszne wina gronowe i korale
jarzębiny na szyjach dziewczyn
W symfoniach ptaków między
gałęziami przebłyski światła
słonecznego i mieszkańcy którzy
mówili wzajemnie Szczęść Boże
Burza
Ciemno – dwunasta godzina. Lato w pełni.
Babcia mówi że te południowe są najgorsze.
Wstawia do okna obraz
Matki Bożej Makowskiej
Królowej i Opiekunki Rodzin
wielkanocną zasuszoną palmę
która od nieszczęść ma chronić
i zapala gromnicę rozpoczynając różaniec.
Wiatr zerwał się nagle
i kołysząc konarami złowrogo świszcze.
Gdzieniegdzie połamał gałęzie
oraz wyrwał młode sadzonki.
Deszcz smaga wszystko ogromem kropel
a kulki lodowe przeszywają ciało chłodem.
Błyskawice tną niebo na pół -
grzmoty jak z armaty!
Babcia tuli nas do serca
jakby chciała natychmiast odgonić nawałnicę.
Ciszej – jeszcze niewielki deszczyk.
Tęcza rozkłada barwy na niebieskim płótnie
zaś odrodzona ziemia nieco przysnęła.
Ostatnie kropelki wysychają na szybach
a łzy kwiatów w ogrodzie osusza słońce.
Po górach przechadza się lekka mgła.
Odpoczywają drzewa teraz wyprostowane
niczym pomniki. Cisza.
Babcia skończyła modlitwę.
Koszyk lata
Po ścieżkach lipca sierpnia przechadza
się słońce żółcąc zieleń prześlicznie.
Motyl wraz z wiatrem tańczy tango
potem w różach odpoczywa bajecznie.
Słoneczniki królewicze ogrodów mamusi
pną się jeszcze wyżej ukazując dostojność.
Sad przyciąga węch granatowymi węgierkami
porzeczkami jabłkami podziwiam ich mnogość.
Nabrzmiałe złociste kłosy pszeniczne
pachną babcinym świeżym chlebem.
Skowronek gamę nut kąpie w jeziorze
a świerszcz gra koncert z zacięciem.
Popadało mocno życiodajnym deszczem
powodując oddech od wielkich upałów.
Burza pełna zaklęć ciska błyskawicami
i wznieca przeraźliwe grzmoty piorunów.
Nocna liryka miłosna nam się udziela
strącając gwiazdy zawieszone na niebie
oraz sprawia że księżyc spurpurowiał
z zazdrości iż niezmiennie mamy siebie.
Kazimierz Surzyn
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!