W sobotniej zapowiedzi przed 2. kolejką spotkań w Amatorskiej Lidze Powiatu Suskiego w piłce nożnej donosiliśmy, że zostanie w niej zapisany kolejny rozdział. W niedzielę okazało się, że jest on dużo grubszy niż się spodziewaliśmy lub historia od razu napisała nie jeden, a dwa nowe.
Jak już donosiliśmy pomiędzy pierwszą, a drugą serią gier do ALPS dołączyła zupełnie nowa drużyna KSG Legion. I to jest właśnie pierwsze z historycznych wydarzeń, choć należy pamiętać, iż żywczanie nie przecierają ścieżek drużynom z powiatu żywieckiego, gdyż te już wcześniej występowały w ALPS.
Drugim wiekopomnym wydarzeniem jest obsada sędziowska. W niedzielę po raz pierwszy w historii ALPS samodzielnie zawody prowadziła pani arbiter. I trzeba powiedzieć, że Aleksandra Faber wywiązała się ze swojej roli znakomicie, co zresztą podkreślili zawodnicy wszystkich drużyn. Owszem, nie uniknęła drobnych błędów, wynikających między innymi z odmienności niektórych przepisów ligi orlikowej w porównaniu z futbolem na zielonej murawie. Niemniej sędziowała sprawnie, a gdy na boisku iskrzyło studziła emocje, bo jak wiadomo – kobieta łagodzi obyczaje.

Nowicjusz wszedł z przytupem
Dokooptowany do ligi żywiecki KSG Legion nie czekał długi na debiut w nowej lidze (występuje także w lidze żywieckiej). Przygodę z ALPS zaczął w niedzielny poranek od potyczki z solidną suską Golden Street.
- Zdecydowaliśmy się zgłosić do ligi za sprawą dobrej opinii o lidze i własnego doświadczenia z gry w rozgrywkach halowych dwa lata temu. Wysoko oceniamy organizację, sędziowanie i kulturę gry – mówi Wojciech Kobza, kapitan KSG Legion o pobudkach jakimi kierowała się jego drużyna przystępując do ALPS.
We wspomnianej przez kapitana Legionu lidze halowej żywczanie byli jedną z czołowych drużyn. W niedzielę udowodnili, że na orliku radzą sobie równie dobrze. Szybko ustawili sobie spotkanie i sięgnęli po okazałe zwycięstwo. Dość powiedzieć, że bramka Macieja Pyki na 1:5 ostatecznie okazała się honorowym trafieniem Golden Street. - Dzisiejszy mecz dobrze się dla nas ułożył. Sądzę, że w kolejnych meczach nasz dzisiejszy przeciwnik zdobędzie także swoje punkty. Pozdrawiamy wszystkie drużyny i do zobaczenia na boisku – skomentował na gorąco niedzielne zawody Wojciech Kobza.
Suszanie niepowodzenie mogą tłumaczyć… brakiem kapitana. Przebywający na wakacjach Paweł Gołuszka mógłby pół żartem zacytować memy z Robertem Lewandowskim w roli głównej, a dotyczące gry biało-czerwonych gdy kapitana naszej reprezentacji nie ma na murawie. Kto nie pamięta, przypominamy – „Zostawić ich na chwilę samych…” - Nie ma się co oszukiwać, przeciwnik był poza naszym zasięgiem. Różnica klas była widoczna w każdym elemencie, gdyż rywal bezlitośnie karcił nas za każdy, nawet najmniejszy błąd, a uderzenia z dystansu były ledwo widoczne dla bramkarzy. Nasze problemy na tej pozycji zaowocowały w końcu tym, że w każdej z połów bronił inny bramkarz. Oczywiście przy lepszej dyspozycji mogliśmy strzelić więcej bramek lub stracić mniej, ale szanse na zwycięstwo były iluzoryczne. Trudno mieć do siebie pretensje, bo po prostu w tej kolejce sufit był zbyt wysoko. Jedyna rada na przyszłość to podnieść piłkarskie umiejętności i będziemy robili wszystko, żeby tak się stało. Luke Skywalker również przegrał zdecydowanie pierwszy pojedynek z Darthem Vaderem, aby po kilku latach morderczych treningów i po podniesieniu swoich umiejętności, wreszcie go pokonać. Miejmy nadzieję, że nam rewanż uda się już w przyszłym roku – podsumowuje niedzielną bolesną lekcję futbolu Piotr Bargieł.
KSG Legion Żywiec – Golden Street Sucha Beskidzka 10:1
Bramki: R. Górny (5), Howaniec (2), Sobkowicz, Midor, Pochopień – Pyka
KSG Legion: Charyasz, R. Górny, P. Górny, Howaniec, Kobza, Kruczyński, Midor, Oślak, Pochopień, Sobkowicz, Tatara
Golden Street: R. Banaś, M. Banaś, Bargieł, Fidelus, R. Gołuszka, Pyka, Sochacki, Sumera
* * * * *
Weterani ligi pokazali, że nie wolno stawiać na nich krzyżyka
Drugie niedzielne spotkanie budziło duże emocje. Nowy mistrz kontra zdetronizowani przez niego Los Asfaltos. No czego chcieć więcej…
- Zapowiedź kolejki z jednej strony nas zirytowała, a z drugiej wjechała nam na ambicję. Ostatni sezon nie był w naszym wykonaniu najlepszy, ale wynikało to głównie z kontuzji jakie trapiły zespół. Za wcześnie nas skreślono i teraz postanowiliśmy to udowodnić. Tym bardziej, że kilku chłopaków podleczyło lub wyleczyło urazy – powiedział nam jeden z zawodników Los Asfaltos, zaznaczając, że nie przypisuje sobie tych słów, gdyż są one opinią całej drużyny.
Ten sam zawodnik po meczu stwierdził, że wynik na korzyść jego ekipy jest w pełni zasłużony i oddaje przebieg wydarzeń na boisku. – Uważam, że stworzyliśmy więcej okazji bramkowych. Wyłączyliśmy z gry Jarka Franczaka, co było w moim odczuciu kluczowe, gdyż ofensywa Luz Blues opiera się właśnie na nim – mówi napastnik Los Asfaltos.
W zupełnie inne odczucia po niedzielnym starciu mają zawodnicy Luz Blues. - Ten mecz wyglądał jak ostatnie spotkanie polskiej reprezentacji. Albania (my) grała w piłkę i tworzyła sytuacje, a Polska (Los Asfaltos) strzelała bramki. Zaczęliśmy z werwą, przed przerwą oddaliśmy z 10 strzałów, jednak one mijają bramkę, trafiają w słupek lub interweniuje dobrze dysponowany bramkarz – mówi Marcin Pająk, kapitan Luz Blues.
Co zatem wydarzyło się na suskim orliku, że po meczu pojawiły się dwie skrajnie różne oceny tych wydarzeń. Choć, tak jak zauważa Marcin Pająk, jego drużyna strzelała, to większego zagrożenia po tych uderzeniach nie było. Tymczasem po koniec pierwszej połowy jeden z suszan huknął bez mała z 25 metrów! Piłka przeszła przez grupę zawodników, ale nie dotarła do bramki. Wcześniej dopadł do niej Paweł Cieślewicz i z 6 metrów posłał ją do siatki.
Tuż po zmianie stron długa piła była adresowana do Piotra Stawowego. Tyle tylko, że jeden z obrońców zdołał go wyprzedzić i przyjąć piłkę na klatkę. Mogła być spektakularna obrona, a wyszła spektakularna… asysta. Odbita od klatki piłka ląduje pod nogami Stawowego, a ten korzysta z prezentu i zrobiło się 2:0. - Dalej gramy w piłkę, jednak doświadczeni obrońcy Los Asfaltos nie pozwalają nam rozwinąć skrzydeł lub zatrzymuje nas bramkarz – wspomina Marcin Pająk.
Dążenia skawiczan do odwrócenia losu spotkania zostały wreszcie nagrodzone, choć tylko częściowo. Na 10 minut przed ostatnim gwizdkiem świetną indywidualną akcją popisał się Łukasz Stopka. Minął na lewą nogę dwóch zawodników i skierował piłkę na dalszy słupek.
Kontaktowy gol sprawił, że Luz Blues poczuli krew. Ruszyli do ataku, emocje były coraz większe, no i… pogubili krycie. Doświadczeni suszanie wyprowadzili zabójczą kontrę, która zamknęła mecz. Tym, który ją sfinalizował był Jan Kuczek. - W zeszłym sezonie Fortuna nam sprzyjała i w sytuacjach stykowych przechylała szalę na naszą korzyść, jednak szczęście ma rozkład normalny i co dało, teraz musi odebrać. W tym meczu musieliśmy uznać wyższość Asfaltosów więc gratulacje dla nich za skuteczność Stworzyli 5 sytuacji i zdobyli 3 bramki, a my przygotowujemy się na mecz z Gambą – mówi Marcin Pająk, którego drużyna nie przegrała 18 wcześniejszych meczy, odnosząc w nich aż 16 zwycięstw!
Los Asfaltos Sucha Beskidzka – Luz Blues Skawica 3:1
Bramki: Cieślewicz, Stawowy, Kuczek – Stopka
Los Asfaltos: Cichy, Jurowaty, Knatt, Krzeszowiak, Kuczek, Lichosyt, Pęczek, Stawowy, Rak
Luz Blues: Franczak, Gigoń, Pająk, P. Smyrak, T. Smyrak, Spyrka, Stopka
* * * * *
Monter poszedł za ciosem
Po dobrym początku sezonu kurowski Monter poczuł wiatr w żaglach. Tyle, że nie zawsze chcieć, oznacza móc… Tym razem jednak drużyna z gminy stryszawskiej pokazała drzemiący w niej charakter.
Spotkanie ułożyło się dla Szalonych Krewetek idealnie. Za sprawą Tomasza Listwana szybko objęli prowadzenie. Tyle tylko, że równie szybko dały o sobie znać demony przeszłości. - Mecz był na początku wyrównany. Objęliśmy dosyć szybko prowadzenie, ale jak w poprzednim sezonie braki kadrowe robią kolosalną przewagę. Wyszliśmy gołą szóstką z jednym zawodnikiem delikatnie kontuzjowanym, co było widać na boisku. Zostawił serce, ale teraz miesiąc go nie zobaczymy – mówi Michał Drwal, podstawowy zawodnik Gamby Furiosy, przywołując zarazem strzelca bramki.
Gdy wspomniane przez Michała Drwala kłopoty kadrowe zaczęły o sobie dawać znać, a co za tym idzie w płucach Krewetek brakowało pary Monter przeszedł do działania. Szymon Tlałka wyrównał, a Łukasz Folęga wyprowadził kurowian na prowadzenie, a Artur Karcz je podwyższył. Zembrzyczan stać było jeszcze na zryw, który przyniósł trafienia Macieja Świerkosza i Dawida Sitarza. Jednak to Paweł Pluta i Łukasz Folęga mieli ostatnie słowo w tym meczu. - Do wyniku 3-3 dawaliśmy radę, gdyż Monter grał bardzo słaby mecz, ale na tyle dobry żeby zgarnąć to, co najważniejsze, czyli 3 punkty. Przed nami kolejne mecze. Jeżeli chłopaki wezmą się w garść, to niejednemu urwiemy punkty – komentuje Michał Drwal.
Monter Kurów – Gamba Furiosa Zembrzyce 5:3
Bramki: Folęga (2), Karcz, Pluta, Tlałka – Listwan, Sitarz, Świerkosz
Monter: R. Barzycki, T. Copija, Folęga, Karcz, Knapczyk, Pluta, Spyrka, Tlałka, Ząbek
Gamba Furiosa: D. Bachorczyk, Drwal, Listwan, Sitarz, Świerkosz, Talaga
* * * * *
Wicemistrz pokazał moc
Druga siła jesiennej edycji ALPS, Relax Białka, od początku sezonu udowodnia, że wciąż jest w wysokiej formie i będzie teraz chciał powalczyć o jeszcze cenniejsze trofeum niż kilka miesięcy temu. W niedzielę zrobił ku temu kolejny krok.
Białczanie szybko „ustawili sobie” Black Shadows, aplikując im cztery bramki. Wówczas stało się jasne, że ten mecz jest już rozstrzygnięty. Tym bardziej, że gdy tylko zawojanom udało się pokusić o bramkę, to natychmiast spotykali się z ripostą. - Niestety dostaliśmy surową lekcję gry. Ciężko wygrać mecz kiedy po 7 minutach jest 0:4. Mieliśmy swoje okazje, ale przeciwnikowi wchodziło wszystko. Co strzał, to bramka. Mecz do zapomnienia. W drugiej połowie była walka, ale na pierwszą nie wyszliśmy. Walczymy dalej i nie składamy broni – mówi Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows.
- Mecz w pełni ułożył się po naszej myśli. Szybko wyszliśmy na pewne prowadzenie i mogliśmy kontrolować spotkanie. Pomimo dobrej gry przeciwników, stale utrzymywaliśmy bezpieczny dystans bramkowy, co zaowocowało pokaźnym zwycięstwem. Można powiedzieć, że 2-3 bramki strzeliliśmy trochę szczęśliwie. Jednak mieliśmy też kilka akcji, które powinny zakończyć się sukcesem (słupek, sytuacje sam na sam). Black Shadows to solidna drużyna i pewne jest, że jeszcze zdobędą wiele punktów. Całe szczęście z nami im się to nie udało – podsumowuje mecz Michał Bargieł, napastnik Relaxu, który w niedzielę zapisał na swoim koncie aż 5 goli.
Relax Białka – Black Shadows 9:5
Bramki: Bargiel (5), Białończyk, Dyrcz, M. Migas, Pacyga – Kołata, Polak, Stachnik
Relax: Bargieł, Białończyk, Ceremuga, Dyrcz, M. Fidelus, Migas, P. Pacyga, M. Pacyga, Polak
Black Shadows: Baca, Bania, Bienias, Dudziak, Giertuga, Kołata, Polak, Putyra, Stachnik
* * * * *
Najlepsza była… sędzia
Nie było niespodzianki w derbach ziemi makowskiej. Woodica nie dała Grandzie najmniejszych szans na korzystny wynik.
O przebiegu tego meczu najlepiej świadczy komentarz jednego z zawodników Grandy. – Najlepsza była sędzia – ocenił postawę swojej ekipy filar defensywy kojszowian.
Woodica Juszczyn – Granda Kojszówka 16:2
Bramki: Kwaśniewski (7), Job (5), M. Surmiak (2), Marek, Śpiewla – Groń, Szafraniec
Woodica: Job, Kaczmarczyk, Kwaśniewski, Marek, Nowak, Śpiewla, M. Surmiak. K. Surmiak,
Granda: Biel, Ciapała, Dudziak, Groń, Kiernicki, Pochopień, Sowa, Szafraniec, Szefczyk, Wala, Zając
* * * * *
Samokrytyka po… wygranym meczu!
Powiedzenie mówi, że zwycięzców się nie sądzi. Tymczasem po niedzielnym starciu Mucharz Teamu z Beton2 triumfatorzy sami posypali głowę popiołem.
- Po niedzielnym meczu jesteśmy zadowoleni po zdobyciu trzech punktów, ale już z samej gry nie do końca możemy być z siebie zadowoleni. Bo niby stać było nas na więcej a nadal czegoś brakowało że nie mogliśmy w spokoju prowadzić gry i nerwy towarzyszyły nam do samego końca choć sam początek nie pokazywał tego z racji dwóch w miarę szybko zdobytych bramek – dzieli się przemyśleniami Piotr Bargiel z Mucharz Team, nawiązując do bramek autorstwa swojego autorstwa i Damiana Gracjasza. Dodaje, że gdy Łukasz Tatara pokusił się o kontaktowego gola dla Beton2, w szeregach Jeziorówców zapanowała lekka niepewność i obawa, że spotkanie wymknie im się spod kontroli, podobnie jak tydzień wcześniej z Monterem. - Widocznie to było powodem tylu zmarnowanych sytuacji których stwarzaliśmy sobie naprawdę dużo. Również brakło dokładności i szczęścia przy rzucie karnym który żeśmy zmarnowali. Na szczęście dotrwaliśmy do przerwy z wynikiem 2-1. W drugiej połowie meczu wiedzieliśmy że przeciwnik ruszy bardziej do ataku i musieliśmy być przygotowani na wszystko. Skuteczność pojawiła się dosłownie w samej końcówce gdy w końcu zaczęło się coś układać i udało się zdobyć dwie bramki (Damian Gracjasz, Marcin Banaś – przyp. autora) i uspokoić mecz – opowiada Piotr Bargiel, którego cieszy, że znów zaczyna działać duet ,,szwagrów''. - Pozostaje liczyć że zadziała również na meczu z Legionem, do którego się musimy przygotować – mówi.
Mucharz Team – Beton2 Sucha Beskidzka 4:1
Bramki: Gracjasz (2), Banaś, Bargiel – Tatara
Mucharz Team: Banaś, Bargiel, D. Gajda, B. Gajda, Gracjasz, Habowski, Małysa, Polak, Tłok, Wolski
Beton2: Fronczak, Grajny, Lupa, Rzeźniczak, Śladewski, Starowicz, Tatara, Wrona
| Poz | Zespół | M | Pkt | Bramki+ | Bramki- |
|---|---|---|---|---|---|
| 1 | Monter | 11 | 28 | 68 | 21 |
| 2 | Los Asfaltos | 11 | 27 | 53 | 31 |
| 3 | Woodica | 11 | 23 | 54 | 28 |
| 4 | KSG Legion | 11 | 22 | 82 | 33 |
| 5 | A.K.P RELAX | 11 | 19 | 51 | 36 |
| 6 | Mucharz Team | 11 | 18 | 53 | 44 |
| 7 | Beton 2 | 11 | 18 | 58 | 34 |
| 8 | Luz Blues | 11 | 13 | 34 | 37 |
| 9 | Golden Street | 11 | 10 | 43 | 64 |
| 10 | Black Shadows | 11 | 10 | 58 | 57 |
| 11 | Granda | 11 | 6 | 31 | 127 |
| 12 | Gamba Furiosa | 11 | 0 | 11 | 79 |
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze