Był burmistrzem Jordanowa w latach 1901-1920, prezesem Rady Powiatu Myślenickiego w latach 1897-1911, pracownikiem kolei, sędzią, za jego czasów w mieście wybudowano ratusz oraz kościół, zasadzono Dąb Wolności, otrzymał złoty krzyż zasługi od cesarza, zamierzał wspólnie z innymi radnymi uczynić z Jordanowa siedzibę starostwa - to tylko niektóre z rzeczy, których mogli dowiedzieć się uczestnicy wystawy "Józef Stolaski. Zapomniany burmistrz", której inauguracja odbyła się w dniu 9 listopada w sali Urzędu Miejskiego w Jordanowie. Wystawę przygotowała Magdalena Stankiewicz, prawnuczka Józefa Stolaskiego.
- W 2003 roku brałam udział w wystawie poświęconej burmistrzom Jordanowa, która odbyła się w podziemiach budynku urzędu miasta. Nie pamiętam, żeby podczas niej wspomniano o Józefie Stolaskim, a może już nie pamiętam tego? Postanowiłam wtedy, że chcę się więcej dowiedzieć o nim tym bardziej, że był moim pradziadkiem i przybliżyć jego sylwetkę mieszkańcom Jordanowa. Z rodzinnych przekazów nie wiedziałam o nim zbyt wiele oprócz tego, że w roku 1908 był burmistrzem. Dotarłam do dokumentów, z których wynikało, że był burmistrzem Jordanowa przez 19 lat! - mówi Magdalena Stankiewicz.
- Wspólnie m.in. z Arkadiuszem Piszczkiem dotarliśmy do danych w Żywcu, następnie w Bielsku-Białej, które okazały się prawdziwą kopalnią wiedzy na temat ówczesnych czasów. To były pisma do urzędów, odpowiedzi, rękopisy, które następnie były przepisywane na maszyny - dodaje.
- Co może być wzorem dla obecnych polityków, to konsensus, do którego dochodziła w tamtych czasach rada. Pracowali oni społecznie, lecz umieli, mimo różnicy w poglądach, dogadać się w najważniejszych dla miasteczka sprawach. Obok rzeczy, na które mieli wpływ jak budowa ratusza, współudział w budowie kościoła, protestowali też m.in. przeciwko traktatowi brzeskiemu z 9 lutego 1918. Pewnie pisma te na nikim nie robiły wrażenia, lecz miały konkretnego adresata, ale dla nich, jako ludzi, którzy mogą wyrazić swoje poglądy, były bardzo ważne. Chcieli ściągnąć uwagę innych na Jordanów, bo jak inaczej nazwać starania się o siedzibę powiatu w Jordanowie czy o stację ogierów rządowych właśnie w naszej miejscowości - wylicza Stankiewicz.
- Uważam, że wystawa przybliży uczniom czy mieszkańcom Jordanowa dawne czasy i pokaże, w jakich warunkach pracowali. A były to trudne czasy z powodu wojny, głodu, braku Polski na mapach świata. Gdybym miała możliwość porozmawiania z pradziadkiem po poznaniu tych wszystkich szczegółów, to bym mu podziękowała za jego dokonania, poświęcenie. W pewnym sensie jest dla mnie wzorem i to on "motywował" mnie do tego, żeby ta wystawa ujrzała światło dzienne, a wymagała ona naprawdę wielu poświęceń, o czym najlepiej wiedzą mój mąż i dzieci - dodała."
- Wystawa jest obecnie w ratuszu, a w przyszłości będzie możliwa do zobaczenia w jordanowskim MOK-u - mówi Magdalena Stankiewicz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze