Długo nie było pewne czy 9. kolejka ALPS dojdzie do skutku. Udało się zgrać (no prawie wszystkim). I dobrze się stało, bo w niedzielne przedpołudnie i wczesne popołudnie na orliku w Suchej Beskidzkiej działo się. Ba, wyniki kilku spotkań sprawiły, że zacięta rywalizacja potrwa dłużej niż można się było spodziewać. Kłopoty kadrowe były bowiem w tym tygodniu cechą wspólną większości drużyn.
I liga, 9. kolejka:
Woodica Juszczyn - Black Shadows Zawoja 7:7
Już na początek kolejki po suskim orliku przejechał piłkarski rollercoaster, a operatorami nie tyle drążka nim sterującego, co piłki byli zawodnicy Woodici i Black Shadows. Sygnał, nie wiemy czy do dobrej zabawy, ale na pewno ostrego strzelania dał Patryk Dudziak, który wyprowadził zawojan na prowadzenie, ale wówczas kolejka zatrzymała się, by po chwili pognać z zawrotną prędkością w przeciwnym kierunku. Za jej sterami usiadł Łukasz Sarna, który skompletował hat-tricka i zrobiło się 3:1 dla Woodici.
Zapędy juszczynian wyhamował Mateusz Bienias, ale po golu Marcina Ceremugi juszczynianie ponownie prowadzili różnicą dwóch trafień. Jednak już niezbyt długo. Do remisu doszło za sprawą Łukasza Dudziaka i Grzegorza Głuszka, ale to był dopiero początek huśtawki nastrojów. Po bramce Łukasza Kaczamrczyka było 5:5, ale Patryk Dudziak sprawił, że znowu był remis, a po golu samobójczym, to zawojanie byli o mały krok bliżej wygranej. Dwukrotnie nogę podłożył im jednak Łukasz Zajda i szala wychyliła się w kierunku juszczynian. Wówczas Patryk Dudziak pozazdrościł Krzysztofowi Sarnie hat-tricka i sam także go skompletował, przesądzając o podziale puli. - Przed meczem wiedziałem ze będzie na goła szóstka. Jak zobaczyliśmy ekipę Woodici, to remis przed meczem brałbym w ciemno. Ale wróćmy do początku. Przez prawie cały mecz goniliśmy wynik i na koniec jeszcze mogliśmy wygrać gdyby sędzia zobaczył rękę w polu karnym przeciwnika. Wielka pochwała dla całej szóstki. Każdy dał z siebie maxa. Szkoda głupich błędów, między innymi dwóch moich, bo wynik mógł być lepszy. Największa zasługa dla zdobywcy trzech bramek, a w zasadzie czterech, bo po jego uderzeniu padła bramka samobójcza, czyli dla Patryka Dudziaka. Może miejsce w tabeli tego nie odzwierciedla, ale z gry jesteśmy zadowoleni. Za dwa tygodnie z Lachami zagramy o wszystko – komentuje niedzielny mecz Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows.
***
RKS Huwdu Bieńkówka - Zawojski.pl Sucha Beskidzka 3:5
Gdy ekipy Woodici i Black Shadows zakończyły zabawę na kolejce górskiej, to ta nie stała długo bezczynnie. Wsiedli do niej zawodnicy RKS Huwdu i Zawojski.pl. Pierwsi za sterowanie się nią wzięli się suszanie. W zamieszaniu w polu karnym Jarosław Franczak dopadał do piłki, która po jego strzale odbiła się jeszcze od obrońcy i Zawojski.pl wyszedł na prowadzenie. - To był dobry mecz w naszym wykonaniu, choć nie we wszystkich momentach. Pierwsi strzeliliśmy bramkę. To uśpiło naszą czujność. Brak krycia swoich zawodników przez napastników i oponenci wychodzą raz 4 na 2, a drugi raz 3 na 2. Zrobiło się 2:1 i taki wynik utrzymał się do przerwy – mówi Marcin Pająk, kapitan Zawojski.pl. Tymi, którzy nie zmarnowali przewagi liczebnej w podbramkowych sytuacjach byli Bartłomiej Szczepaniak i lider klasyfikacji na króla strzelców Maciej Job.
Po zmianie stron suszanie zaczęli się wystrzegać błędów w obronie i RKS Huwdu praktycznie przestał dochodzić do sytuacji strzeleckich. Za to rozstrzelali się gracze Zawojski.pl. Do remisu doprowadził Tomasz Smyrak, gola na 3:2 zdobył Przemysław Smyrak, a na 4:2, po ładnej indywidualnej akcji i strzale lewą nogą w okienko, podwyższył Łukasz Stopka. Gdy po drugim trafieniu Przemysława Smyraka zrobiło się 5:2 stało się jasne, że RKS Huwdu tego meczu nie wygra, a i o remis będzie mu trudno. Na boisku takich myśli nie wolno jednak to siebie dopuszczać. - W nasze szeregi wkradło się rozprężenie. Obrońca wdał się w kiwkę z dwoma przeciwnikami pod naszą bramką. Maciej Job przejął piłkę i wpakował nam bramkę na 3:5 Całe szczęście, że zostały tylko 3 minuty do końca. Jeszcze raz porządkujemy szyki obronne i dowozimy wynik – opowiada o lekko nerwowej końcówce kapitan Zawojski.pl
Co zrozumiałem w szeregach RKS nastroje były zgoła inne. - Słabszy mecz w naszym wykonaniu. Na murawie widać było, że na spotkanie dojechały dwie gołe szóstki, przez co tempo pojedynku, łagodnie rzecz ujmując, nie porywało. Jakiś czas po rozpoczęciu spotkania wzmacnia nas siódma osoba, ale nie wpłynęło to jakoś znacząco na obraz meczu – komentuje Tomasz Pająk, bramkarz RKS Huwdu. Ubolewa, że pierwszego gola jego drużyna straciła pechowo, bo piłka nie leciała w świtało bramki, ale po rykoszecie ostatecznie się w niej znalazła. – Do przerwy był sprawiedliwy wynik remisowy. W drugiej połowie kolejny raz dopadło nas jakieś zaćmienie i tracimy trzy bramki, z których gol na 2:4 zasługuje na wyróżnienie. Po bramce Macieja doprowadzamy do stanu 3:5, ale tego dnia to już wszystko na co było nas stać. Gratulacje dla przeciwników – opisuje niedzielną niemoc Tomasz Pająk.
***
Granda Kojszówka - Mucharz Team 0:5 (walkower)
Przed tą serią gier Granda miała już tylko matematyczne szanse na utrzymanie się. Los okazał się okrutny i nie dał kojszowianom nawet szans powalczyć o przedłużenie iluzorycznych nadziei. - Granda ma do dyspozycji trzech zawodników na dzisiaj. Dlatego musimy podjąć decyzję o oddaniu meczu walkowerem. Na decyzję tę wpływ ma choroba większości zawodników (nie stwierdzono oficjalnie covida) oraz kontakt kilku osób z osobami z COVID-19, ale bez objawów póki co. Decyzja ta jest przejawem odpowiedzialności nie tylko za zdrowie drużyny ale i troski o przeciwnika – poinformował kilkanaście godzin przed zawodami Karol Dudziak, kapitan Grandy, prosząc rywali o zrozumienie. I tak też się stało. Jak wiemy drogą elektroniczną do kojszowian popłynęły życzenia szybkiego powrotu do zdrowia i rychłego spotkania się na boisku.
***
Gamba Furiosa Zembrzyce - Beton2 Sucha Beskidzka 2:5
Z walki o wicemistrzostwo ligi na własne życzenie wyeliminowała się Gamba Furiosa, która teraz nie może być nawet pewna miejsca na podium. – Było nas tylko sześciu, więc liczyliśmy się z porażką. Nic się nie dzieje, gramy dalej, bawimy się dalej – mówi Jakub Nosal, kapitan Gamby Furiosy. On sam był jednym z tych, których w niedzielne przedpołudnie na orliku w Suchej… zabrakło.
Degustowanie, a raczej nadgryzanie Szalonych Krewetek zaczął Dawid Wrona. Te zdołały się jeszcze odkuć i po goli Jarosława Basiury był remis. Dublet Roberta Sumery i gol Jakuba Lupy ustawiły jednak przebieg meczu. Trafienie Macieja Świerkosza dla zembrzyczan niewiele im już dało. Tym bardziej, że wynik ustalił Robert Sumera, który w ten sposób został kolejnym zawodnikiem mogącym w niedzielę cieszyć się z hat-tricka. - Mieliśmy trochę ułatwione zadanie, bo Gamba wyszła na mecz bez żadnych zmienników. Na początku graliśmy zachowawczo żeby nie poszła jakaś głupia kontra. Do pełnej ofensywy przeszliśmy dopiero w drugiej połowie. Wypracowaliśmy sobie mnóstwo sytuacji, ale trzeba przyznać że bramkarz rywali stanął na wysokości zadania. Cieszy trzecia wygrana z rzędu. Powoli pniemy się w górę tabeli i mamy nadzieję że na tym nie poprzestaniemy – podsumowuje niedzielne spotkanie Mateusz Fronczak, kapitan Beton2.
***
Los Asfaltos Sucha Beskidzka – Monter Kurów 1:1
Z trudem skład zebrali także suscy Los Asfaltos, co sprawiło, że kapitanowi suszan skoczyło ciśnienie, ale przede wszystkim nie pozostało bez wpływu na wynik meczu z niżej notowanym Monterem. - Trzy mecze do końca, na które trzeba przyjść i dwa z nich wygrać jedną bramką, a nas równo z gwizdkiem jest goła szóstka – niepojęte. Tym bardziej, że zawodnicy Montera sroce spod ogona nie wypadli, gdyż praktycznie każdy grał kiedyś w jakimś klubie, więc szczególnie do takich meczy należy się zmobilizować i przyłożyć – nie kryje złości Krystian Krzeszowiak kapitan Los Asfaltos.
Mecz, jak zauważył kapitan lidera ligi, był typowym spotkaniem zespół oldbojskich, w których więcej jest pojedynków indywidualnych niż akcji drużynowych. - Początek meczu to nasza przewaga, którą udokumentował Rafał Pietrusa. Ładnie się przedarł przez obronę Montera i wpakował piłkę do bramki Klimasary. Później zaczęło nam brakować sił, pomimo, iż dojechało dwóch zawodników, co skrzętnie wykorzystali przy jednej z kontr zawodnicy Montera – mówi Krystian Krzeszowiak. Tym, który sfinalizował akcję kurowian był Janusz Rak. Czubkiem buta skierował piłkę do własnej bramki.
Kolejne minuty spotkania także nie przyniosły szaleńczych ataków czy to z jednej, czy z drugiej strony. Suszanie po meczu żałowali, że po uderzeniu po ziemi Marcina Pęczka bramkarzowi Montera starczyło sprytu i sił, by wybronić ten strzał. - No cóż, mecz był na remis i remisem się zakończył. W normalnych warunkach 9. kolejka byłaby ostatnią, a tu za tydzień przerwa ze względu na Święto Zmarłych i w listopadzie trzeba zagrać jeszcze dwa ciężkie mecze. Mam nadzieję, że uda nam się dowieźć pierwsze miejsce do końca. Wszystko jest w naszych nogach i zależy od podejścia – kończy rozważania kapitan Los Asfaltos.
- Wreszcie zagraliśmy dobry mecz i co ważne trafiło na godnego rywala. Od pierwszej minuty była pełna koncentracja. Co prawda pierwsi stracili bramkę, ale udało się wyrównać. Niby samobój, ale to Łukasz Folęga uderzał na bramkę. W drugiej połowie mieliśmy więcej z gry niż Asfalty, ale zabrakło wykończenia. Mecz był ładny i na pewno mógł się podobać. Do tego wynik 1:1 pokazuje, że obrona zagrała dobrze. W poprzednich spotkaniach bywało z tym różnie – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera.
***
Relax Białka – Lachy Lachowice 7:3
Na zakończenie kolejki wicelider z Białki starł się mizernie spisującymi się od kilku tygodni Lachami. Zwodnicy Relaxu znali już zatem wynik potyczki Los Asfaltos z Monterem. Mieli więc świadomość, że suszanie dość nieoczekiwanie tracąc dwa punkty, wyciągnęli do nich rękę, choć jeszcze nie pozwolili się za nią złapać. Mało tego białczanie długo zachowywali się tak, jakby szansa na zmniejszenie straty do lidera spętała im nogi. Na gola Szymona Daniela odpowiedział jeszcze Dawid Dyrcz, ale za bramkę Pawła Pluty białczanie nie tylko nie zrewanżowali się, ale i dali sobie strzelić kolejną, tym razem autorstwa Krzysztofa Kamińskiego. - Rywale wysoko postawili poprzeczkę, zagrali dobry mecz, ale po raz kolejny udało nam się odwrócić losy spotkania w drugiej połowie – zauważa Wojciech Polak, obrońca Relaxu, z którym w pełni zgadzają się rywale. - Zagraliśmy naprawdę świetną pierwszą połowę. Prowadziliśmy 3:1, a mogliśmy nawet wyżej. Widać było pomysł na grę, a przeciwnik bił głową w przysłowiowy mur. No, ale mecz ma dwie połowy, a my chyba o tym kompletnie zapomnieliśmy, bo w tej drugiej odsłonie zostaliśmy wręcz zdemolowani. Jak przegrywasz tą odsłonę 0:6, to nie masz prawa wygrać meczu – kwituje zawody Rafał Ząbek, kapitan Lachów.
Białczanie złapali kontakt po golu Krzysztofa Białończyka, a do remisu doprowadził ten, który jako pierwszy w szeregach Relaxu wpisał się na listę strzelców, czyli Dawid Dyrcz. Potem dublet ustrzelił Mateusz Pacyga, który ostatecznie zakończył dzień z hat-trickiem, ale nie klasycznym. W paradę wszedł mu klubowy kolega Tomasz Kaczmarczyk, który zdobył szóstego gola dla białczan. - Małe to dla nas pocieszenie, że dzięki temu wynikowi jeszcze walka o mistrzostwo ligi nie została definitywnie rozstrzygnięta. No cóż, spróbujemy powalczyć o punkty za dwa tygodnie w przedostatniej kolejce, ale musimy zagrać dwie takie połowy, jak pierwszą z Relaxem. Wtedy o korzystny wynik będę spokojny – mówi kapitan Lachów.
Choć kilku zawodników zwróciło na ten faktu uwagę, ale na koniec przypominamy, że 10. kolejka odbędzie się 8 listopada.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze