Dziewięć kolejek, w których mogło zdarzyć się wszystko. I ta ostatnia, która niczym nie różniła się od ośmiu wcześniejszych, a wręcz była idealnym podsumowaniem całego sezonu Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego. Emocje, zwroty akcji i rozstrzygnięcie w wieńczącym rozgrywki spotkaniu! No czego chcieć więcej?...
Zaczęło się od trzęsienia ziemi…
Ostatnią kolejkę rozpoczęła konfrontacja zamykającego stawkę Betonu2 z Monterem. Faworytem byli rzecz jasna kurowianie, a tymczasem…
- Na koniec przyszło nam mierzyć się z Betonem2. Nie będę ukrywał, że liczyliśmy na spokojną wygraną – powiedział po spotkaniu Tadeusz Copija, kapitan Montera. Nie minął jednak kwadrans a kurowianie przegrywali 0:3! – Co powiedzieć. Wydawało się, że będzie ciężko. Na szczęście przed przerwą udało nam się zdobyć dwie bramki i złapaliśmy kontakt. To zapowiadało, że po zmianie stron będzie lepiej – opowiada kapitan kurowian.
I rzeczywiście, po chwili odpoczynku, Monter wyszedł na plac gry zmobilizowany i szybko objął prowadzenie 4:3. Nie był to jednak koniec emocji. Mecz stał się z tym z rodzaju wet za wet. Przy stanie 6:4 dla kurowian wydawało się, że ci już opanowali sytuację, ale suszanie walczyli ambitnie. Strzelili bramkę na 5:6 i do końca starcia trzymali rywali w szachu. – Wygrana nie przyszła łatwo, ale uważam, że zasłużyliśmy na nią, bo mieliśmy więcej okazji bramkowych – mówi Tadeusz Copija.
Podsumowując cały sezon kapitan szóstej drużyny ligi zauważa, że jego zespół co prawda odniósł w tej edycji tylko dwie wygrane, ale też zaledwie dwukrotnie schodził z boiska ze spuszczoną głową. Cztery pozostałe mecze z udziałem Montera kończyły się podziałem punktów. – Nie było źle, bo liga się wyrównała. Poza Luz Blues, różnice punktowe były niewielkie. Z drugiej strony szkoda tych remisów. Jeden, dwa mecze wygrane więcej i walczylibyśmy o miejsce na podium. Jednak obiektywnie źle nie było i sezon oceniam jako całkiem dobry. Dziękuje chłopakom i jesienią walczymy o więcej – mówi Tadeusz Copija. Podkreśla, że znakomicie wkomponował się w drużynę Adrian Brytan, który z 12 golami na koncie został najskuteczniejszym zawodnikiem Montera. Dzielnie wspierał go Paweł Gach.
Co zrozumiałe, w zupełnie innych nastrojach są po spotkaniu i sezonie piłkarze Betonu2. - Kolejny mecz, w którym zamiast dobić rywala i spokojnie kontrolować mecz, to oddajemy inicjatywę i tracimy parę bramek w kilka minut. Ten sezon będzie do zapomnienia, słaba forma, słaba frekwencja, ale wrócimy na jesień silniejsi – mówi Mateusz Fronczak, kapitan Beton2.
Monter Kurów – Beton2 Sucha Beskidzka 6:5
* * * * *
Derby dla Golden Street
Przystępując do ostatniego meczu suscy Los Asfaltos mieli jeszcze szanse na wicemistrzostwo ligi. Musieli jednak pokonać w derbowym starciu Golden Street, a przy tym liczyć na triumf Luz Blues z Relaxem.
Wciąż zmagający się z kontuzjami Los Asfaltos zmontowali przyzwoity, choć daleki od optymalnego skład. Ekipa Złotej Uliczki wystawiła przeciwko nim zdecydowanie młodszą wiekiem drużynę. I początkowo to rutyna brała górę nad fizycznością. I to wie jak potoczyłby się losy meczu gdyby Asfaltosi utrzymali minimalne, ale jednak prowadzenie do przerwy, a po zmianie stron sędzia uznał zdobytą przez nich bramkę (arbiter nie dopatrzył się dotknięcia piłki, która po wstrzeleniu jej z autu wpadła do siatki, choć Asfaltosi przekonywali, iż piętą „tyknął ją” Rafał Pietrusa). Co prawda potem zaliczono im kolejnego gola, lecz Golden Street dwukrotnie umieściło piłkę w siatce i dość niespodziewanie zwyciężyło. A to oznaczało, że Asfaltosi stracili szanse na wicemistrzotwo, a przy tym pod znakiem zapytania stanęło zajecie przez nich miejsca na podium, gdyż mogli zostać rzutem na taśmę wyprzedzeni przez Woodicę.
- Bardzo dobrze zagrany mecz, mimo, że dla nas nic nie znaczyło względem tabeli. Ale jednak to derby. Wiedzieliśmy dobrze jak grają i na co stać Asfaltosów i poprostu dostosowaliśmy się do ich gry, co dało pozytywny rezultat. Większość ich ataków skutecznie neutralizowaliśmy i szybko wychodziliśmy do kontry. Powinniśmy wygrać wyżej, ale już mamy wpisane w CV drużyny, że marnujemy więcej 100% sytuacji niż ich wykorzystujemy – mówi Paweł Gołuszka, kapitan Golden Street. Zauważa, że tym samym sezon jak na problemy z kontuzjami i dyspozycją zawodników kończy jego team na małym plusie. - Co do nowego sezonu to jeszcze sami nie wiemy do jakich rozgrywek przystąpimy – dodaje tajemniczo.
Golden Street Sucha Beskidzka – Los Asfaltos Sucha Beskidzka 3:2
* * * * *
Woodica zmarnowała szansę!
Wychodząc na mecz z Black Shadows zespół juszczyńskiej Woodici wiedział już o porażce Los Asfaltos. Tym samym kwestię brązowego medalu miał w swoich rękach, a w zasadzie nogach…
Trudno powiedzieć czy to zmęczenie sezonem, czy też brak koncentracji z uwagi na fakt, że karty wydawały się być rozdane, a może presja spowodowały, że Woodica sensacyjnie nie wykorzystała szansy jaka się przed nią pojawiła. Co prawda strzeliła trzy bramki, ale słabo broniła i dała się zaskoczyć o jeden raz więcej. Tym samym obrońcy tytułu zakończyli sezon dopiero na piątym miejscu, co niewątpliwie jest dla juszczynian porażką. A wystarczyło zremisować z Czarnymi Cieniami, aby nastroje były zgoła inne. Punkcik pozwoliłby im bowiem w małej tabeli wyprzedzić nie tylko Mucharz Team, ale i Los Asfaltos i tym sam wdrapać się na najniższy stopień podium.
Zawojanom niespodziewana wygrana niewiele dała. Co prawda dopisali do swojego dorobku trzy punkty, ale pozostali na przedostatniej pozycji. - Dobre zakończenie sezonu. Fajnie wygrać z dobrym i mocnym przeciwnikiem. Nie ukrywam, że jest to dobry prognostyk na jesień. Z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim chłopakom z drużyny za naprawdę waleczny sezon. Każdy dał z siebie co mógł. Panowie dzięki, że jesteście i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie powalczymy o lepsze miejsce, bo mamy mocna pakę, tylko póki co nie potrafimy tego wykorzystać. No i jeszcze gratulacje dla Luz Blues z okazji mistrzostwa – komentuje, nieco uprzedzając fakty, ostatnie spotkanie i sezon Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows.
Black Shadows Zawoja – Woodica Juszczyn 4:3
* * * * *
Thriller dla Luz Blues. Mistrz zgarnął co mógł!
Wieńczący kolejkę i sezon mecz Luz Blues z Relaxem był starciem o wszystko. Tyle, że zawosjko-skawickiej ekipie wystarczał remis, a białczanie musieli wygrać. Jednak nikt nie kalkulował.
Przed starciem, które decydowało o tym czy mistrzem ligi zostaną Luz Blues, czy mający trzy punkty mniej białczanie lider sam mocno skomplikował sobie życie. - Gramy ostatni mecz o mistrz ligi ALPS, a nie dojeżdża nasz bramkarz Vlad – mówi Marcin Pająk, kapitan Luz Blues. A porównanie Dawida Bartyzela do Vladana Kovacevića, czyli golkipera Rakowa Częstochowa nie jest przypadkowe. Z zachowaniem wszystkich proporcji bramkarz Luz Blues na suskim Orliku był w tym sezonie takim samym kotem, jak Kovacević w piłkarskiej ekstraklasie, a przede wszystkim meczach pucharowych.
Udało się uniknąć ciągnięcia zapałek. Między słupkami na ochotnika stanął Jakub Nosal i trzeba przyznać, że godnie zastąpił Dawida Bartyzela. Inna sprawa, że Luz Blues od pierwszych minut byli stroną dominującą, a swoją przewagę udokumentowali golem zdobytym po indywidualnej akcji przez Marcina Ferka.
Wystarczył jednak jeden błąd w obronie i Relax nie okazał litości. Wciąż jednak był daleki od sukcesu, a gdy do przerwy przegrywał już 1:3 wydawało się, że zawojsko-skawicka maszyna pewnie zmierza ku mistrzostwu ligi. Tyle, że piłkarze spod Babiej Góry chyba zbyt uważnie oglądali starcie Polski z Mołdawią, czy co jeszcze bardziej trafne, postanowili wziąć przykład z Biało-Czerwonych! - Po gwizdku zaczynającym drugą połowę zachowaliśmy się jak nasza reprezentacja, gdzie myślami jesteśmy na wakacjach i mecz się wygra sam. Inny pomysł miał Relax. Ruszył do huraganowych ataków, które przyniosły im wyrównanie – potwierdza fakty kapitan Luz Blues.
Bramka na 3:3 nie była najgorszym co przydarzyło się zespołowi spod babiej Góry i Skawicy. Zdobywca bramki (już po oddaniu strzału) zderzył się z wybiegającym Jakubem Nosalem i ten doznał poważnej kontuzji i z grymasem bólu opuścił boisko.
Kolejnym „ochotnikiem”, który zdecydował się strzec bramki Luz Blues został Michał Ficek. Zanim jednak złapał rytm musiał dwukrotnie wyjmować piłkę z siatki. A bramka na 5:3 dla Relaxu, choć zdobyta strzałem z bardzo daleka, była przedniej urody. - Nasz puchar mocno się oddala, a my czujemy zimne szpony porażki, sięgające w głąb naszej duszy i kolejny sezon gdzie nie sprawdzą się moje słowa, że idziemy na mistrza. Jednak w przeciwieństwie do naszej reprezentacji mamy Grzegorza Bartyzela - wspomina trudne chwile kapitan Luz Blues.
Gdy na tablicy wyników pojawił się rezultat 5:3 dla białczan liczne grono kibiców obserwujących to zacięte spotkanie było przekonanych, że jest po zawodach. – Nie wypuszczą już tego – dało się słyszeć na trybunach. Tymczasem sygnał do walki dał… Michał Ficek, który zatrzymał kontratak Relaxu broniąc zarówno pierwszy strzał, jak i dobitkę. Gdyby wówczas skapitulował, to faktycznie dla jego drużyny byłoby już po ptakach.
Niewykorzystane okazje szybko się zemściły. - Grzegorz strzela na 5:4. Minutę później nasz niebieski rycerz na białym koniu doprowadza do remisu i zmora porażki wyciąga w tym momencie ręce w stronę Relaxu. Zaatakowali, jednak to my strzelamy bramki. Darek Giertuga dorzuca jeszcze trzy trafienia, a my kończymy z wynikiem 8:5. Jak mów Michał Ficek, Sinkansen nikogo ze stacji nie zabiera – opisuje końcówkę zawodów Marcin Pająk.
I choć Luz Blues zagrali ostatnie minuty fenomenalnie, to jednak trzeba zauważyć, że białczanie wyraźnie opadli z sił. A jak wiadomo zmęczona noga, to już zupełnie inna noga. – Szkoda, byliśmy tak blisko pierwszego tytułu – nie krył po meczu rozczarowania Michał Bargiel, kapitan Relaxu.
Luz Blues sięgnęli nie tylko po mistrzostwo ligi. Królem strzelców został Dariusz Giertuga, który w decydującym starciu aż pięciokrotnie posłał piłkę do siatki i łącznie zgromadził aż 21 trafień. O jedno wyprzedził Michała Bargiela, który przed spotkaniem miał na koncie o dwie zdobyte bramki więcej niż Giertuga. W ostatnim spotkaniu ustrzelił „tylko” dublet. Najlepszym bramkarzem 38. edycji ALPS wybrano Dawida Bartyzela.
- Nie pamiętam sezonu, żeby tak dużo różnych zawodników grało z nami. Jednak to pokazuje jak ważne jest aby każdy do zwycięstwa dołożył swoją cegiełkę (niezależnie od rozmiaru), bo tylko to daje ostateczny sukces. Gratulacje dla Darka, który u nas zdobył najlepszego strzelca oraz Dawida – najlepszego bramkarza. A my jak po sezonie – ostro trenujemy i jesteśmy aktywni na rynku transferowym, bo w przyszłym sezonie znowu idziemy na mistrza – podsumowuje Marcin Pająk.
Luz Blues Zawoja/Skawica – Relax Białka 8:5
| Poz | Zespół | M | Pkt | Bramki+ | Bramki- |
|---|---|---|---|---|---|
| 1 | Luz Blues | 8 | 21 | 45 | 23 |
| 2 | A.K.P RELAX | 8 | 15 | 56 | 40 |
| 3 | Los Asfaltos | 8 | 13 | 29 | 32 |
| 4 | Mucharz Team | 8 | 13 | 33 | 26 |
| 5 | Woodica | 8 | 12 | 43 | 30 |
| 6 | Monter | 8 | 10 | 38 | 40 |
| 7 | Golden Street | 8 | 8 | 22 | 34 |
| 8 | Black Shadows | 8 | 7 | 29 | 44 |
| 9 | Beton 2 | 8 | 3 | 22 | 48 |
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze