Reklama


Jak to było podczas pracy w polu? – opowieść ze Skawicy

12/07/2025 12:10

Dawno temu dziedzic starostwa lanckorońskiego, do którego wieś należała, pilnował kmieci przy odrabianiu pańszczyzny. Chodził koło bab oraz chłopów i nerwowo do nich mówił:

– Wiecie, że obżarstwo to jest duży grzech i szkodzi waszemu zdrowiu.

– A kiedy na życie nastajecie, to pamiętajcie, iż to jeszcze większy grzech.

– Przecież musimy coś zjeść, żebyśmy my chłopy mieli siłę dalej kosić koniczynę, a nasze baby ją po polu rozrzucać, a potem grabić i do orstwi wkładać – odpowiedział dziedzicowi Marcin, który we wsi uchodził za najbardziej odważnego.

Reklama

Dziedzic nic już więcej nie mówił, ale widać było, iż nie jest mu to w smak. Kmieciom też jakoś dziwnie się jadło, gdyż dziedzic liczył im każdy kawałek chleba, co do buzi kładli.

Byli również tacy robotnicy co specjalnie przedłużali południowy odpoczynek. Dziedzic powiedział im:

– Idźcież już do roboty, bo za chwilę będzie padać, a my musimy dzisiaj wszystką trawę wykosić, podsuszyć i ułożyć w kopy.

– Takie celowe unikanie roboty, to też wielki grzech – dodał z przekąsem.

– Czy słyszycie, mówi jak ksiądz? - zapytał Marcin, ale nie liczył na żadną odpowiedź, ponieważ wszyscy bali się dziedzica.

Reklama

– Z czego ma padać, przecież widzicie panie, że nie ma ani jednej chmurki na niebie, które jest dzisiaj takie boskie, szafirowe – niespodziewanie odezwała się Marysia.

– Słoneczko grzeje mocno tak, że wszyscy jesteśmy cali mokrzy – dodała z niecierpliwością, czekając na to co dziedzic odpowie.

– No tak, pięknie, pięknie jest dziś, ale z pewnością spadnie potem deszcz – odpowiedział nieprzekonany dziedzic.

– E, no pewnie!, bo was dziedzicu nikt nie przekona, chyba tylko sam diabeł – roześmiała się Marysia i zaczęła rozrzucać skoszoną przez chłopów koniczynę, aby szybciej wyschła. Za nią do pracy wróciły pozostałe baby i chłopi.

Reklama

Stefania co najpiękniejsza we wsi była, czyniła jakieś amory do Staszka. A to oczkiem czarniutkim do niego mrugała, a to brwi do góry podnosiła, nawet za piersi się chwyciła. Chłopak nie wytrzymał, prędko przybiegł do niej i objął mocno. Nagle oboje przewrócili się do kopy siana. Oczywiście dostrzegł to dziedzic.

– A wy co?, paskudy jedne, pod moim okiem też będziecie tutaj grzeszyć?

– Najpierw zapowiedzi, ślub, a później dopiero, to wszystko inne – powiada do nich dziedzic, całkiem zgorszony ich występkiem.

Reklama

– Do roboty, ale to już! - krzyknął.

– Rozpusta to jest wielki grzech.

– Nie wiecie tego to do proboszcza na nauki idźcie. A egzamin niech wam zrobi. Gdy nie zdacie, rozgrzeszenia nie dostaniecie – straszył ich dziedzic i podrapał się po brzuchu.

– On to się drapać może po tym wielkim brzuchu, a nam to nic nie wolno – obruszyła się Stefka.

Z oddali słychać było jak cztery kobiety ze sobą rozmawiały:

– Wiesz Matyldo, mój Mikołaj na doktora pójdzie – oznajmiła Róża.

– A czemu tak na doktora? - pyta się jej nic nie pojmując.

Reklama

– No to posłuchaj – jak kiedyś na obiad zabiłam królika, bo Mikołaj, za nic w świecie nie chciał, to potem on tak pięknie z niego skórę ściągnął, że nic mu nie uszkodził, nawet jednej, najmniejszej kosteczki – odpowiedziała z zachwytem Róża.

– Kiedy on taki dobry majster, to tylko na doktora musi iść – powiedziała jej Matylda, ocierając pot z czoła.

Matylda też chciała się pochwalić swoim dzieckiem i mówi:

– Mój Mateusz na księdza się wybiera.

– Rozmodlony jest, dobry no przecież go znasz.

– No, nie wiem, razem z moim w sobotę jabłka kradli w sadzie Marceliny.

Reklama

– E, tam tyle ich ma, że jak zjedli po jednym jabłku to świat się nie zawalił.

– Aha – Róża skinęła głową.

Antosia najpierw tylko słuchała o czym rozprawiają Róża i Matylda, ale później żeby nie wyjść na gorszą, zaczęła się chwalić:

– Mój zaś Zbyszek będzie z pewnością aptekarzem, bo jak mnie nogi bolały, to mi taką maść ziołową przygotował, że mnie już od dawna te nogi nie bolą.

– I mówię wam, iż unoszą się teraz w górę niczym ptaszki.

– To i my do niego zajrzymy, ponieważ również nam coś w kościach łamie – odpowiedziały zgodnie kobiety.

Reklama

Krystyna nie wytrzymała i o swoim chłopcu powiedziała:

– Piotrek mój pierworodny, chyba będzie sędzią, ponieważ kiedy sprzedawał Zośce pomidory, to tak umiał dobrze zważyć, że jak nie chciała się szala wagi z nimi przeważyć, to uderzył w nią ręką i oznajmił:

– Przeważone, bierz i płać.

– O, to Piotrek będzie nader sprawiedliwym sędzią – powiedziała Antosia, a baby się roześmiały. Krysia zaś nieco posmutniała.

Dziedzic jak to on w swoim rodzaju wszystko usłyszał.

– Powiem wam baby, że przechwałki to też grzech.

Reklama

– To Bóg będzie kierował tym, czy i gdzie się będą kształcić wasi synowie.

– Róbcie szybciej na tym polu, bo wam już mówiłem, że będzie padał deszcz i roboty przed nim nie skończycie.

Zza kopy siana Hania zapytała Kunegundę:

– Moja droga Kundziu, czy ty ubierasz bieliznę w lecie?

– A jakże, a przecież – odpowiedziała zniesmaczona Kunegunda.

– Ja nie ubieram, bo po co, suknię mam długą, tylko ją podwinę, kucnę pod drzewem lub pod krzaczkiem , szybko zrobię co trzeba i po sprawie.

– Ile to materiału bym na uszycie jej musiała mieć?

Reklama

– Kto by także tracił czas na to wszystko – dodała po paru sekundach..

– Tyle jest roboty każdego dnia, że czasem nie wiem, co do rąk włożyć. Gdybym tak cztery ręce miała, to by mi ta robota prędzej szła, ale mam tylko dwie – zakończyła pogawędkę Hanka, napiła się wody i zaczęła dalej grabić siano.

Dziedzic – długie uszy jak zwykle dosłyszał rozmowę.

– Baby, nie mówcie o takich intymnych rzeczach, to też jest grzech.

– A uwijajcie się przy tym grabieniu i kopach.

– Jemu to tylko siano i kopy w głowie. Mówi też ciągle, iż to i tamto jest grzechem. Ciekawe, kiedy był ostatni raz do spowiedzi – szeptała Hanka kobietom.

Reklama

– Dawno, ale na odpust pójdę do makowskiej świątyni i tam się wyspowiadam – zobowiązał się dziedzic, przerywając deliberacje Hance.

– Fajnie na tych skawickich tańcach było? - zagadał Franek do Zośki.

– No, wyśmienicie, unosiłeś mnie jak piórko, nigdy wcześniej tak nie wirowałam przy obyrtku jak z tobą, zaś muzyka nasza góralska to miód na serce.

– Masz wielki talent do prowadzenia dziewczyny w tańcu i nie tylko. Kocham cię.

– Cieszę się bardzo Zosiu – powiedział zadowolony i dumny z siebie Franek.

– Też cię kocham – dodał z radością.

– Obżerają się, wydłużają odpoczynek, zachwalają swoich synów, gadają o bieliźnie, tańcach, nawet miłość sobie wyznają, a robota dalej nie zrobiona – podsumował dziedzic.

Kazimierz Surzyn

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/07/2025 12:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Najnowsze wiadomości