Dawno temu dziedzic starostwa lanckorońskiego, do którego wieś należała, pilnował kmieci przy odrabianiu pańszczyzny. Chodził koło bab oraz chłopów i nerwowo do nich mówił:
– Wiecie, że obżarstwo to jest duży grzech i szkodzi waszemu zdrowiu.
– A kiedy na życie nastajecie, to pamiętajcie, iż to jeszcze większy grzech.
– Przecież musimy coś zjeść, żebyśmy my chłopy mieli siłę dalej kosić koniczynę, a nasze baby ją po polu rozrzucać, a potem grabić i do orstwi wkładać – odpowiedział dziedzicowi Marcin, który we wsi uchodził za najbardziej odważnego.
Dziedzic nic już więcej nie mówił, ale widać było, iż nie jest mu to w smak. Kmieciom też jakoś dziwnie się jadło, gdyż dziedzic liczył im każdy kawałek chleba, co do buzi kładli.
Byli również tacy robotnicy co specjalnie przedłużali południowy odpoczynek. Dziedzic powiedział im:
– Idźcież już do roboty, bo za chwilę będzie padać, a my musimy dzisiaj wszystką trawę wykosić, podsuszyć i ułożyć w kopy.
– Takie celowe unikanie roboty, to też wielki grzech – dodał z przekąsem.
– Czy słyszycie, mówi jak ksiądz? - zapytał Marcin, ale nie liczył na żadną odpowiedź, ponieważ wszyscy bali się dziedzica.
– Z czego ma padać, przecież widzicie panie, że nie ma ani jednej chmurki na niebie, które jest dzisiaj takie boskie, szafirowe – niespodziewanie odezwała się Marysia.
– Słoneczko grzeje mocno tak, że wszyscy jesteśmy cali mokrzy – dodała z niecierpliwością, czekając na to co dziedzic odpowie.
– No tak, pięknie, pięknie jest dziś, ale z pewnością spadnie potem deszcz – odpowiedział nieprzekonany dziedzic.
– E, no pewnie!, bo was dziedzicu nikt nie przekona, chyba tylko sam diabeł – roześmiała się Marysia i zaczęła rozrzucać skoszoną przez chłopów koniczynę, aby szybciej wyschła. Za nią do pracy wróciły pozostałe baby i chłopi.
Stefania co najpiękniejsza we wsi była, czyniła jakieś amory do Staszka. A to oczkiem czarniutkim do niego mrugała, a to brwi do góry podnosiła, nawet za piersi się chwyciła. Chłopak nie wytrzymał, prędko przybiegł do niej i objął mocno. Nagle oboje przewrócili się do kopy siana. Oczywiście dostrzegł to dziedzic.
– A wy co?, paskudy jedne, pod moim okiem też będziecie tutaj grzeszyć?
– Najpierw zapowiedzi, ślub, a później dopiero, to wszystko inne – powiada do nich dziedzic, całkiem zgorszony ich występkiem.
– Do roboty, ale to już! - krzyknął.
– Rozpusta to jest wielki grzech.
– Nie wiecie tego to do proboszcza na nauki idźcie. A egzamin niech wam zrobi. Gdy nie zdacie, rozgrzeszenia nie dostaniecie – straszył ich dziedzic i podrapał się po brzuchu.
– On to się drapać może po tym wielkim brzuchu, a nam to nic nie wolno – obruszyła się Stefka.
Z oddali słychać było jak cztery kobiety ze sobą rozmawiały:
– Wiesz Matyldo, mój Mikołaj na doktora pójdzie – oznajmiła Róża.
– A czemu tak na doktora? - pyta się jej nic nie pojmując.
– No to posłuchaj – jak kiedyś na obiad zabiłam królika, bo Mikołaj, za nic w świecie nie chciał, to potem on tak pięknie z niego skórę ściągnął, że nic mu nie uszkodził, nawet jednej, najmniejszej kosteczki – odpowiedziała z zachwytem Róża.
– Kiedy on taki dobry majster, to tylko na doktora musi iść – powiedziała jej Matylda, ocierając pot z czoła.
Matylda też chciała się pochwalić swoim dzieckiem i mówi:
– Mój Mateusz na księdza się wybiera.
– Rozmodlony jest, dobry no przecież go znasz.
– No, nie wiem, razem z moim w sobotę jabłka kradli w sadzie Marceliny.
– E, tam tyle ich ma, że jak zjedli po jednym jabłku to świat się nie zawalił.
– Aha – Róża skinęła głową.
Antosia najpierw tylko słuchała o czym rozprawiają Róża i Matylda, ale później żeby nie wyjść na gorszą, zaczęła się chwalić:
– Mój zaś Zbyszek będzie z pewnością aptekarzem, bo jak mnie nogi bolały, to mi taką maść ziołową przygotował, że mnie już od dawna te nogi nie bolą.
– I mówię wam, iż unoszą się teraz w górę niczym ptaszki.
– To i my do niego zajrzymy, ponieważ również nam coś w kościach łamie – odpowiedziały zgodnie kobiety.
Krystyna nie wytrzymała i o swoim chłopcu powiedziała:
– Piotrek mój pierworodny, chyba będzie sędzią, ponieważ kiedy sprzedawał Zośce pomidory, to tak umiał dobrze zważyć, że jak nie chciała się szala wagi z nimi przeważyć, to uderzył w nią ręką i oznajmił:
– Przeważone, bierz i płać.
– O, to Piotrek będzie nader sprawiedliwym sędzią – powiedziała Antosia, a baby się roześmiały. Krysia zaś nieco posmutniała.
Dziedzic jak to on w swoim rodzaju wszystko usłyszał.
– Powiem wam baby, że przechwałki to też grzech.
– To Bóg będzie kierował tym, czy i gdzie się będą kształcić wasi synowie.
– Róbcie szybciej na tym polu, bo wam już mówiłem, że będzie padał deszcz i roboty przed nim nie skończycie.
Zza kopy siana Hania zapytała Kunegundę:
– Moja droga Kundziu, czy ty ubierasz bieliznę w lecie?
– A jakże, a przecież – odpowiedziała zniesmaczona Kunegunda.
– Ja nie ubieram, bo po co, suknię mam długą, tylko ją podwinę, kucnę pod drzewem lub pod krzaczkiem , szybko zrobię co trzeba i po sprawie.
– Ile to materiału bym na uszycie jej musiała mieć?
– Kto by także tracił czas na to wszystko – dodała po paru sekundach..
– Tyle jest roboty każdego dnia, że czasem nie wiem, co do rąk włożyć. Gdybym tak cztery ręce miała, to by mi ta robota prędzej szła, ale mam tylko dwie – zakończyła pogawędkę Hanka, napiła się wody i zaczęła dalej grabić siano.
Dziedzic – długie uszy jak zwykle dosłyszał rozmowę.
– Baby, nie mówcie o takich intymnych rzeczach, to też jest grzech.
– A uwijajcie się przy tym grabieniu i kopach.
– Jemu to tylko siano i kopy w głowie. Mówi też ciągle, iż to i tamto jest grzechem. Ciekawe, kiedy był ostatni raz do spowiedzi – szeptała Hanka kobietom.
– Dawno, ale na odpust pójdę do makowskiej świątyni i tam się wyspowiadam – zobowiązał się dziedzic, przerywając deliberacje Hance.
– Fajnie na tych skawickich tańcach było? - zagadał Franek do Zośki.
– No, wyśmienicie, unosiłeś mnie jak piórko, nigdy wcześniej tak nie wirowałam przy obyrtku jak z tobą, zaś muzyka nasza góralska to miód na serce.
– Masz wielki talent do prowadzenia dziewczyny w tańcu i nie tylko. Kocham cię.
– Cieszę się bardzo Zosiu – powiedział zadowolony i dumny z siebie Franek.
– Też cię kocham – dodał z radością.
– Obżerają się, wydłużają odpoczynek, zachwalają swoich synów, gadają o bieliźnie, tańcach, nawet miłość sobie wyznają, a robota dalej nie zrobiona – podsumował dziedzic.
Kazimierz Surzyn
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze