Reklama


Lider nie uniknął przeznaczenia - wyniki i podsumowanie niedzielnych meczów drużyn piłkarskich, emocje sięgały zenitu na orliku. Los Asfaltos vs Luz Blues, Golden Street kontra Woodica Juszczyn, oraz inne spotkania - relacja i wyniki. Montera triumf nad Black Shadows. Thunder Team i Kanonierzy w wyr

28/05/2024 22:35

Wystarczyła jedna kolejka, aby w czubie Amatorskiej Lidze Powiatu Suskiego na nowo zapanował ścisk, który zdaje się gwarantować emocje do ostatniej serii gier. Nic tylko się cieszyć.

Lider nie uniknął przeznaczenia

Niedzielne granie na orliku rozpoczęło się od meczu wagi ciężkiej. Prowadzący Los Asfaltos zmierzyli się z Luz Blues, którzy jeszcze nie zrezygnowali z walki o mistrzostwo ligi. No i podziało się…

- Ostatnia porażka z Goldenami zadziałała na nas jak zimny prysznic. Chcąc dalej walczyć o czołowe lokaty potrzebne były punkty. Mecz z Asfaltami zawsze dostarczał emocji, a dzisiaj emocje te sięgały zenitu. Mecz twardy i szybki nikt nie odpuszczał – wspomina Michał Ficek, rzecznik Luz Blues. Tak on, jak i większość obecnych na suskim orliku była przekonana, że pierwsza połowa nie przyniesie bramki. Wtedy jednak Arkadiusz „Bartek” Smyrak udowodnił, że potrafi strzelać z każdej pozycji. Spojrzał w prawo, spojrzał w lewo i uznał, że nie ma innej opcji jak uderzać. No i huknął mocno i precyzyjnie, posyłając piłkę między nogami bramkarza.

Reklama

Po zmianie stron Mirosław Bartyzel trzymał krótko napastnika praktycznie wyłączając go z gry i ułatwił wszelkie interwencję Dawidowi Bartyzelowi. Łukasz Stopka świetnie wyprowadzał piłki, otwierając drogę do bramki napastnikom. Po jednej z takich kontr Grzegorz Bartyzel technicznie uderzył ziemią po długim roku i piłka, która wydawało się, że leci nieskończenie długo, w końcu zatrzepotała w siatce. - Zaczęły się zmasowane ataki Asfaltów. W obronie Mirkowi pomagali wszyscy, a zwłaszcza Jarosław Franczak, który raz po raz udowadniał, że w pojedynkach główkowych mało kto się z nim może równać. Wszystko to wspierał Krzysztof Kudzia, który dwoił się i troił na boisku... był wszędzie – opowiada Michał Ficek.

Napór Asfaltów trwał i po rzucie wolnym świetnym strzałem po ziemi Karol Głuc pokonał Dawida Bartyzela. Jednak radość suszan nie trwała długo. Już w kolejnej akcji Krzysztof Kudzia wykorzystał podanie Łukasza Stopki i wpakował piłkę do bramki. - Zaczął się mecz, w którym Los Asfaltos bili głową w mur, a my raz po raz wyprowadzaliśmy kontry. Troszkę więcej szczęścia i byłyby to zabójcze kontry, ale brakowało ciut dokładności czy to przy podaniu, czy to przy strzale. Ale w końcu ubrany cały na niebiesko "Bartek" przeprowadził skuteczny atak i po kilkunastu metrach biegu posłał piłkę koło bezradnego bramkarza – mówi z zadowoleniem rzecznik Luz Blues.

Reklama

Asfalci jeszcze zdołali raz ukąsić (bramka Marcina Pęczka), ale to było wszystko na co im w niedzielny poranek pozwolili zawojanie i skawiczanie. - Świetny mecz, świetne krycie, świetne kontry i mecz wygrywamy 4:2. Udowodniliśmy przede wszystkim sobie, że jeśli odpowiednio zepniemy pośladki, to możemy wygrać z każdym. Brawo Drużyna. Wracamy do gry o najwyższe cele – mówi Michał Ficek.

- Cóż. W każdej rundzie zdarzam nam się jeden słaby mecz. I właśnie ten przytrafił nam się w niedzielę. Nic nie wychodziło. Zamiast spokojnie rozgrywać piłkę, to graliśmy to głupie długie piłki, które niczego nam nie dawały – mówi Krystian Krzeszowiak, kapitan Los Asfaltos.

Reklama

Luz Blues Skawica/Zawoja – Los Asfaltos Sucha Beskidzka 4:2
Bramki: Smyrak (2), G. Bartyzel, Kudzia – Głuc, Pęczek

* * * * * *

„Goldeni” odwrócili mecz

Z bardzo dalekiej podróży wrócili w konfrontacji z Woodicą Juszczyn piłkarze suskiej Golden Street. Upór i determinacja sprawiły, że nie tylko pozostali w grze o mistrzostwo ligi, ale wręcz na dobre stali się w niej jednym z głównych bohaterów.

Ekipa Woodici może żałować, że spotkanie w ALPS trwają nie 25 minut, a dwa razy dłużej. Po pierwszej połowie prowadzili bowiem 2:0, gdyż wybornych okazji nie zmarnowali Maciej Job, a potem Arkadiusz Piątek. Drugie 25 minut było już jednak popisem skuteczności Golden Street. Kontaktowego gola zdobył Arkadiusz Szwed, a do remisu doprowadził Marcin Plewa. A tym, który przechylił szalę zwycięstwa i stał się autorem bramki na wagę 3 punktów został… bramkarz Piotr Bargieł. - Rozpoczęcie meczu nie było dla nas korzystne. Popełniliśmy kilka błędów, co pozwoliło przeciwnikowi objąć prowadzenie dwoma bramkami. Zostaliśmy zaskoczeni, co wpłynęło na jakość naszej gry. Po przerwie nastąpiła poprawa, zaczęliśmy grać na swoim poziomie, co pozwoliło nam szybko doprowadzić do remisu. Kluczowym momentem była bramka na 3:2 zdobyta przez naszego bramkarza Piotra, który z własnego pola karnego zaskoczył bramkarza Woodica. Uważam, że ten mecz pokazał nam, iż potrafimy się obudzić w trudnych momentach i wygrywać pokazując swoją siłę – komentuje Paweł Gołuszka, kapitan Golden Street.

Reklama

Golden Street Sucha Beskidzka – Woodica Juszczyn 3:2
Bramki: Bargieł, Plewa, Szwed – Job, Piątek

* * * * * *

Relax zakręcił się koło pudła, ale jest jedno ale…

Pokonując Mucharz Team ekipa Relaxu Białka odniosła na pozór drugą ligową wygraną z rzędu i umościła się tuż za podium. Ale to tylko pozory. Za to złudzeniem nie jest odległa lokata zespołu z powiatu wadowickiego.

- Nas w tym sezonie wykańczają komunie. Ciężko się mamy zebrać – tłumaczy kolejne niepowodzenie Dominik Gajda, kapitan Mucharz Team, którego drużyna w niedzielne przedpołudnie przegrywała 0:2 po dwóch golach Dawida Dyrcza. A gdy prowadzenie Relaxu podwyższył jeszcze Tomasz Kaczmarczyk, to wydawało się, że jest po zawodach.

Reklama

Tymczasem Mucharz Team na przekór kłopotom kadrowym nie złożył broni. Trafienie Jarosława Basiury jeszcze wiele nie zmieniało, ale już gol Piotra Bachorczyka dawał nadzieje, że coś z tego spotkania można jeszcze wycisnąć. Wtedy jednak Michał Marek zdecydował, że tyle tego dobrego. Zdobywając bramkę na 4:2 nie tylko ustalił rezultat, ale i ostudził zapędy rywali.

Wygrana pozwoliła Relaxowi awansować w ligowej tabeli, ale trzeba pamiętać, że białaczanie rozegrali o jedno spotkanie więcej od reszty stawki, a tym samym czołówka (z wyjątkiem Los Asfaltos, którzy byli rywalami Relaxu) może im w weekend odskoczyć.

Reklama

Relax Białka – Mucharz Team 4:2
Bramki: Dyrcz (2), Kaczmarczyk, Marek – Basiura, Bachorczyk

* * * * * *

Ktoś musiał po raz pierwszy zapunktować

W przedostatnim niedzielnym meczu spotkały się zespoły, które w tym sezonie nie tylko nie poczuły smaku wygranej, ale nawet jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Stąd było pewne, że w konfrontacji Thunder Team z Kanonierami co najmniej jedna z tych ekip wreszcie zapisze jakąś zdobycz na swoje konto.

Pierwsi ze strzelonej bramki cieszyli się Kanonierzy, a konkretnie Mirosław Groń. Mało tego, poszli za ciosem i na 2:0 trafił Józef Pochopień, a na 3:0 podwyższył Wiktor Warchoł. I trudno powiedzieć, czy to wysokie prowadzenie, czy też -bez złośliwości- metryka zaczęła robić swoje. Do głosu doszli Thunder Team, którzy za sprawą Mateusza Pudalika złapali kontakt. Na zdobycie gola na wagę remisu brakło im już czasu.

Reklama

Dla Kanonierów to pierwsza wygrana w ALPS od... 26 maja 2019 roku. Wówczas pokonali 2:1 kurowskiego Montera i musieli od tamtej pory czekać długie pięć lat, aby znowu móc się cieszyć ze zwycięstwa.

Kanonierzy – Thunder Team Zawoja 3:2
Bramki: Groń, Pochopień, Warchoł – Pudalik (2)

* * * * * *

Monter wrócił do gry o majstra

Jednym z beneficjantów porażki Los Asfaltos z Luz Blues został kurowski Monter. Tyle, że ten, aby wykorzystać niepowodzenie lidera sam musiał pokonać zawojskich Black Shadows. I wbrew wynikowi uczynił to na pełnym spokoju.

Reklama

- Znaliśmy już wszystkie wyniki i wiedzieliśmy, że możemy wrócić do czołówki. Trzeba było tylko zachować koncentrację – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera. Dodaje, że dużo łatwiej gra się, gdy ma się w swoich szeregach takiego zawodnika jak Adrian Brytan. I to on zaliczył na starcie dublet, na który odpowiedział golem Mateusz Bienias, ale wówczas kurowski snajper popisał się… hat-trickiem i było już 5:1 dla Montera.

Co prawda Mateusz Bienias ukłuł jeszcze raz, ale Michał Szwed przywrócił w szeregach kurowian pełen spokój, który i tak był niezmącony. – Kontrolowaliśmy spotkanie i to cieszy. Nie wyprowadzaliśmy chaotycznych, nieprzygotowanych ataków, ale spokojnie rozgrywaliśmy akcje od tyłu. Dopiero w końcówce się rozluźniliśmy i rywale pokusili się o dwie, naprawdę ładne bramki. My przede wszystkim jesteśmy zadowoleni z tego, że pozostałe wyniki ułożyły się na naszą korzyść. Wszystko jeszcze może się wydarzyć – mówi Tadeusz Copija.

Reklama

- Bardzo słabo zagraliśmy w defensywie – komentuje za to krótko spotkanie Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows.

Monter Kurów – Black Shadows 6:4
Bramki: Brytan (5), Szwed – Bienias (3), Dudziak

Poz Zespół M Pkt Bramki+ Bramki-
1 Golden Street 9 21 47 19
2 Los Asfaltos 9 19 45 25
3 A.K.P RELAX 9 18 61 29
4 Luz Blues 9 17 39 21
5 Monter 9 16 53 36
6 Woodica 9 14 50 27
7 Mucharz Team 9 14 46 26
8 Black Shadows 9 6 30 42
9 Kanonierzy 9 3 11 90
10 Thunder Team 9 3 20 87


 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 29/05/2024 00:36
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama