No i stało się. Na kolejkę przed zakończeniem zmagań w Amatorskiej Lidze Powiatu Suskiego tytuł mistrzowski zapewniła się drużyna Golden Street Sucha Beskidzka, która wykorzystała potknięcia najgroźniejszych rywali w batalii o tytuł.
Na początek była rozgrzewka…
Zgodnie z oczekiwaniami otwierające ósmą serię gier spotkanie Thunder Team z Relaxem nie dostarczył wielkich emocji i był popisem jednego zespołu.
Na dwie bramki Michała Marka zawojanie jeszcze odpowiedzieli, ale drugiego gola zdobyli przy stanie 1:7, co pokazuje jak wielką przewagę mieli nad nimi białczanie. Ci zresztą nie poprzestali na siedmiu bramkach i łącznie w niedzielny poranek Relaks aż szesnastokrotnie umieszczał piłkę w siatce. Prym wiódł Michał Bargiel, który pokusił się o siedem goli! W ten sposób białczanie realne włączyli się do walki o podium, bo i rezultaty w innych spotkaniach im w tym pomogły, a wręcz były ku temu niezbędne
Relax Białka – Thunder Team Zawoja 16:2
Bramki: Bargiel (7), Marek (4), Białończyk (3), Kaczmarczyk, Malczewski – Putek, (?)
* * * * * *
Woodica pokazała, że wciąż potrafi
Przed meczem z Woodicą ekipa Luz Blues wiedziała, że choć juszczynianie nie błyszczą w tym sezonie, to nie oddają punktów za darmo. Mieli jednak też świadomość, że strata punktów w tym spotkaniu może być bardzo kosztowna…
No i przez długie 45 minut obie drużyny toczyły zażarty bój, ale obaj bramkarze zachowywali czyste konto. - Niestety kilka razy po strzałach naszych zawodników piłka nieznacznie mijała bramkę – ubolewał Michał Ficek, rzecznik Luz Blues, którego ekipa na pięć minut przed końcem meczu dała się zaskoczyć. Jeden z Juszczyńskich obrońców posłał długie podanie, które spadło na „nos” Roberta Rusina. Po jego strzale głową Woodica objęła prowadzenie. Nie utrzymała go jednak do końca. Dwie minuty później przytomnie przy rzucie wolnym zachował się Łukasz Stopka. Wypatrzył Grzegorza Bartyzela i ten wyrównał. Niemniej jak się potem okazało był to pyrrusowy remis. - Mecz beż historii. Nie zagraliśmy źle, przeważaliśmy, zmusiliśmy rywala do grania długich piłek. Inne wyniki sprawiły, że mistrza nie zdobędziemy, ale nadal walczymy o podium. Zobaczymy czy o drugie czy o trzecie miejsce. Sezon udany, ale niedosyt pozostaje. Parafrazując jedno powiedzenie zremisowaliśmy bitwę, żeby wygrać wojnę o miejsce w tabeli z Woodicą – mówi Michał Ficek.
Woodica Juszczyn – Luz Blues Skawica/Zawoja 1:1
Bramki: Rusin – G. Bartyzel
* * * * * *
Mucharz Team ligowym Robin Hoodem
W tym sezonie Mucharz Team częściej zawodził niż zachwycał. Ale jak już pokazał moc, to pokonał Golden Street! W minioną niedzielę po części oddał suszanom to, co im zabrał, triumfując nad inną suską ekipą – Los Asfaltos.
Los Asfaltos przystępując do meczu z Mucharz Team wiedzieli, że ewentualna wygrana pozwoli im zostać samodzielnymi wiceliderami (bez towarzystwa Luz Blues), a i być może umożliwi objęcie prowadzenia w lidze i to nie tylko na kilka godzin. Jednak od początku Asfaltom gra się nie kleił i Paweł Wajdzik wyprowadził Jeziorowców na prowadzenie. Po uderzeniu Rafała Pietrusy oddali je, ale tylko na krótko. Dwa trafienia Jarosława Basiury, przedzielone golem Sławomira Tłoka sprawiły, że Mucharz Team nie tylko ponownie wysforował się na prowadzenie, ale wypracował sobie sporą zaliczkę.
Ambitnie walczący suszanie gonili wynik. Janusz Rak zmniejszył straty, a Jan Kuczek pozwolił Asfaltosom złapać kontakt. Na więcej zabrakło im jednak czasu. Tyle, że tak jak w przypadku Luz Blues, tak i w ich remis niewiele dawał. – Komunie i kontuzje sprawiły, że nie prezentowaliśmy tej formy, jaką mieliśmy na początku sezonu. Teraz wreszcie po raz pierwszy od dawna zagraliśmy w optymalnym składzie i efekt od razu był widoczny – mówi Dominik Gajda, kapitan Mucharz Team, zespołu, który w tym sezonie wygrał nowym już mistrzem ligi, a w niedzielę do listy sukcesów dorzucił pokonanie najbardziej utytułowanej drużyny ALPS, która i w tym sezonie pretendowała do mistrzowskiej korony.
Mucharz Team – Los Asfaltos 4:3
Bramki: Basiura (2), Sławomir Tłok, Wajdzik – Kuczek, Pietrusa, Rak
* * * * * *
Black Shadows wyszli z cienia
Po licznych niepowodzeniach przełamali się zawojscy Black Shadows. Zadania nie mieli trudnego, bo ich rywalem byli Kanonierzy.
Dla Kanonierów, mecz z Czarnymi Cieniami okazał się miłymi złego początkami. Po bramce Grzegorza Wilgierza wyszli bowiem na prowadzenie. Tyle tylko, że był to w tym spotkaniu jedyny przyjemny dla nich moment. Potem bramki zdobywali już tylko zawojanie, w szeregach których hat-trickiem popisał się Mateusz Bienias. a dubeltem Grzegorz Głuszek. - No cóż, wreszcie zwycięstwo. Mecz pod naszą kontrolą, choć pierwsi straciliśmy bramkę. Ogólnie jestem zadowolony z postawy drużyny. Chciałbym zakończyć sezon3 punktami, ale zobaczymy – komentuje Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows.
Black Shadows Zawoja – Kanonierzy 7:1
Bramki: Bienias (3), Głuszek (2), Ciapała, Ł. Dudziak, Polak – Wilgierz
* * * * * *
Monter mógł jeszcze namieszać
Remis Luz Blues i porażka Los Asfaltos spowodowała, że kurowski Monter mógł jeszcze realnie włączyć się do walki o mistrzostwo ligi. Musiał jednak pokonać suską Golden Street, która tydzień temu została liderem i wiedziała, że triumfując już teraz sięgnie po najcenniejsze trofeum.
- Mieliśmy swój plan na ten mecz. Chcieliśmy odciąć od podań Adriana Brytana no i mówiąc wprost schowaliśmy go do kieszeni. Pozbawiliśmy rywala głównego motoru napędowego. Monter nie miał pomysłu na grę – nie kryje radości Paweł Gołuszka, kapitan Golden Street.
Suszanie nie tyko wykazali się w obronie, ale i brylowali w ataku. Festiwal strzelecki zaczął Andrzej Wróbel, a po nim trafili kolejno Arkadiusz Szwed, Dawid Steczek, Marcin Plewa, Mateusz Fronczak. Wtedy w szeregach Golden Street nastąpiło rozluźnienie, za które suszan hat-trickiem skarcił Maciej Świerkosz. Dla Montera nie było jednak powrotu do gry, bo to Arkadiusz Szwed ustalił rezultat i w szeregach jego zespołu zapanowała euforia. – Natłok myśli. Małe rzeczy są w tym momencie wielkie. Zagraliśmy konsekwentnie. Wiedzieliśmy o co toczy się gra, ale nie daliśmy sobie narzucić presji. Wszystko, co musiało zagrać, zagrało. Już w poprzednich edycjach były przesłanki, ale zawsze czegoś nam brakowało – mówi Paweł Gołuszka. W jego ocenie przełomy był mecz w Woodicą. – Zagraliśmy słabe zawody, ale udało nam się przepchnąć ten mecz. Wtedy powiedzieliśmy sobie, że trzeba to dociągnąć. Wyniki ułożyły się pod nas, ale swoje zrobiliśmy – zauważa kapitan Golden Street. Dodaje, że przed nimi jeszcze derbowe starcie z Los Asfaltos, które mogło decydować o mistrzostwie ligi.
Nieco inaczej na spotkanie patrzy Tadeusz Copija, kapitan Montera - Pierwsze 15 minut należało do nas. Zdobyliśmy gola, ale sędzia nie dostrzegł, że piłka przekroczyła linię bramkową. Gdyby go uznał, to mecz mógłby potoczyć się inaczej. Później dostaliśmy jedną, drugą bramkę i musieliśmy się odkryć. Nie był to jednostronny mecz. Owszem, Adrian Brytan tym razem nie zdobył żadnej bramki, ale Maciej Świerkosz strzelił trzy. Gratulacje dla Golden Street, bo wygrali zasłużenie i nie ma o czym mówić – komentuje.
Golden Street Sucha Beskidzka – Monter Kurów 6:3
Bramki: Szwed (2), Steczek, Fronczak, Plewa, Wróbel – Świerkosz (3)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze