Wczoraj jako pierwsi informowaliśmy o akcji dramatycznej akcji, jaką ratownicy Grupy Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego prowadzili na Babiej Górze. Dziś ze szczegółami ją opisali, wskazując na ogromną nieodpowiedzialność 32-letniego mężczyzny, który w potwornie trudnych warunkach zdecydował się na ekstremalne morsowanie, którego omal nie przypłacił życiem.
Jak wspominaliśmy, o 14.12 ratownicy w trakcie rutynowego patrolu, na szczycie Babiej Góry natrafili na leżącego w śniegu mężczyznę. Poszkodowany był bliski utraty przytomności, w utrudnionym kontakcie, na granicy 3 stopnia hipotermii. Miał na sobie jedynie… krótkie spodenki, cienką czapkę i rękawiczki oraz niskie buty. Z informacji uzyskanych przez ratowników wynika, że turysta był doświadczonym "morsem" - kompletował w tym stylu szczyty górskie od dłuższego czasu, był już też wcześniej na Babiej Górze. Tyle tylko, że tym razem wykazał się kompletnym brakiem odpowiedzialności. Był sam, nie poinformował nikogo o swojej sytuacji, nie posiadał jakiejkolwiek odzieży i wyposażenia, które mogłoby pomóc mu się ogrzać. Wybrał się przy tym na Babią Górę w bardzo trudnych warunkach (II stopień zagrożenia lawinowego, padający śnieg, niżej marznący deszcz, silny wiatr, widoczność ograniczona do kilku metrów). W tak złych warunkach prawdopodobnie zabłądził w kopule szczytowej i przez dłuższy czas kręcił się wokół szczytu. W tym czasie wychłodził się na tyle, że jego stan świadomości nie pozwalał już na wezwanie pomocy, pomimo, że posiadał ze sobą telefon. – Gdyby nasz patrol na niego nie natrafił to prawdopodobnie doszłoby do tragedii. Około 20 minut później na szczycie pojawiła się grupa turystów. Gdyby nawet go znalazła, to zanim wezwani ratownicy dotarliby na szczyt to na udzielenie pomocy byłoby już za późno – mówi jeden z doświadczonych ratowników GOPR.
Niespełna kwadrans po 14.00 rozpoczęła się dramatyczna walka o życie i zdrowie morsa. Ratownicy, wykorzystując swój ekwipunek (zapasową odzież, ogrzewacze), przystąpili do zabezpieczenia termicznego 32-latka oraz walki o utrzymanie jego funkcji życiowych. Rozłożyli namiot ratunkowy i utworzyli punkt cieplny, w którym stopniowo ogrzewali mężczyznę (własnym ciałem, dodatkową odzieżą, ogrzewaczami chemicznymi oraz ciepłymi napojami).
Gdy na szczycie działała jedna grupa, z Markowych Szczawin wyruszył ratownik z noszami sked oraz ekwipunkiem wykorzystywanym do transportu osób w hipotermii. Ponadto o działaniach powiadomiono ratowników sekcji operacyjnej Babia Góra z prośbą o wsparcie wyprawy ratunkowej.
O godz. 16:10 ratownicy rozpoczęli transport zabezpieczonego termicznie turysty w noszach sked przez Przełęcz Brona. Z niej został opuszczony technikami linowymi do tzw. Biwaku Zapałowicza. Następnie przetransportowano go skuterem z przyczepą na Markowe Szczawiny i dalej karetką GOPR do Zawoi Markowej, gdzie o godz. 17:30 został przekazany Zespołowi Ratownictwa Medycznego.
Wyprawa ratunkowa trwała blisko 4 godziny. W działaniach wzięło udział 15 ratowników Grupy Beskidzkiej GOPR.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze