Reklama


Czarny koń rwie ku mecie, lider się nie daje, a reszta się morduje. Orlikowa pigułka (4 października)

06/10/2020 21:59

Gamba Furiosa Zembrzyce, Monter Kurów, Beton2 Sucha Beskidzka. Co łączy te ekipy? Wszystkie liczyły, że przystawią się suskich Los Asfaltos i postarają się strącić ich z piedestału. Tymczasem zawodzą jedna po drugiej, a niespodziewanie czarnym koniem stał się beniaminek z Białki. Czas pokaże czy druga część sezonu będzie w jego wykonaniu równie udana. A egzamin i to kto wie czy nie mistrzowski już lada dzień.

 

I liga, 6. kolejka

Lachy Lachowice – Granda Kojszówka 6:2

Dla Lachów był to mecz, w którym mieli dużo do stracenie, a niewiele do wygrania. Co innego dla Grandy. Jej zawodnicy wiedzą, że w tym sezonie za dużo atutów nie mają, więc muszą liczyć na słabość przeciwników. Ostanie gorsze występy w wykonaniu Lachów dawały zawodnikom czerwonej latarni (nie mylić ze strefą) pewne nadzieje na korzystny wynik. I długo wynik faktycznie był na styku (3:2 dla Lachów). Lachy dopiero w ostatniej pięciu minutach przechyliły szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Hat-trickiem popisał się Maciej Baca, dubletem Paweł Pluta, a raz przymierzył Krzysztof Kamiński. Dla pokonanych po golu zdobyli Mirosław Groń i Sebastian Konior.  

Reklama

***

Relax Białka - Gamba Furiosa Zembrzyce 8:4

Zawodnicy beniaminka powinni w jedno z najbliższych popołudni, lub wieczorów usiąść i dobrze się zastanowić nad… nazwą swojej drużyny. Ta bowiem nijak ma się do tego, co białczanie pokazują na murawie. Ich gra to nie jest wakacyjny futbol dla przyjemności, żeby nie napisać dla relaksu. To nawet nie jest futbol na miarę okresu przygotowawczego. Po prostu prezentują się świetnie, a w niedzielę odprawili z kwitkiem kolejną utytułowaną drużynę – Gamba Furiosa Zembrzyce.

Reklama

Sami zainteresowani ze spokojem, a wręcz pokorą przyjmują to, co daje im życie. Ba, wiedzą, że jeszcze wiele pracy przed nimi. - To był typowy mecz w naszym wykonaniu. Pierwsza połowa średnia, przeplatana dobrymi akcjami. Zaś druga taka, jak co tydzień. Wybiegaliśmy swoje i gra wyglądała dużo lepiej. Cieszy fakt, że w kolejnym meczu wyglądamy lepiej fizycznie od przeciwnika. Każdy jest zmobilizowany i chce się pokazać. Frekwencja też dopisuje i morale idzie ciągle w górę – komentuje niedzielny sukces Mateusz Fidelus, obrońca Relaxu Białka, który pomimo pozycji na jakiej występuje zaliczył jedno trafienie. Dwukrotnie skuteczniejsi byli Tomasz Kaczmarczyk i Dawid Dyrcz, a hat-tricka zaliczył Mateusz Pacyga, zbliżając do wicelidera klasyfikacji na króla strzelców – Pawła Cieślewicza z Los Asfaltos. U Szalonych Krewetek posiadaniem szczypiec wykazali się jedynie Michał Drwal i Tomasz Listwan. Obaj uszczypnęli nimi białczan po dwa razy.

Zawodnicy Relaxu nie ukrywają, że niedzielny sukces ich cieszy, ale myślami są już przy innym spotkaniu. – W najbliższą niedzielę czeka nas arcyważny mecz, który da na tym etapie już wiele odpowiedzi. Myślę, że śmiało możemy otwarcie mówić o walce o najwyższe cele, bo jeszcze nie pokazaliśmy wszystkiego na co nas stać – zapowiada przed starciem z Los Asfaltos Mateusz Fidelus.

Reklama

***

Black Shadows Zawoja - Los Asfaltos Sucha Beskidzka 2:4

Wygrana Los Asfaltos nie jest zaskoczeniem, ale jej rozmiary, a raczej skromność już tak. - Gdy jedna z pierwszych akcji przyniosła bramkę Tomka Bielarza, myśleliśmy, że wskoczymy w odpowiedni rytm i dalej mecz się ułoży według tegosezonowych schematów. Chłopaki z Black Shadows pokazali, że nieprzypadkowo wygrali ostatnio z Mucharzem i zmusili nas do nie lada wysiłku – komplementuje rywali Krystian Krzeszowiak, kapitan Los Asfaltos.  Wspomina, że rywale bo dobrym rozegraniu piłki i wrzuceniu jej pomiędzy ich dwóch defensorów z lewej flanki wyskoczył Mateusz Bienias. Dopadł do futbolówki, a gdy już stanął oko w oko z Bartłomiejem Karlakiem mógł już tylko zapytać suskiego bramkarza w który róg ma trafić. Mógł, ale nie zapytał. Co najważniejsze, zachował zimną krew i posłał piłkę do siatki.

Reklama

- Kolejna część meczu to próby rozgrywania piłką, gdzie rywale zaczęli wykorzystywać swoją przewagę, czyli młodość i nas wyprzedzać – mówi Krystian Krzeszowiak. Rutyna wzięła jednak górę, choć może to kwestia… szczęścia. Rzut karny za zagranie ręką jednego z zawojan na gola zamienił Paweł Cieślewicz, który miał udać się w zagraniczną podróż, ale w niedzielę jeszcze się pojawił na suskim orliku. I można śmiało napisać, że jego obecność okazała się zbawienna dla Los Asfaltos. Grzegorz Głuszek doprowadził do kolejnego w tym spotkaniu remisu. Tyle tylko, że wówczas swój kunszt pokazał wspomniany „Cieśla”. Uderzył płasko, po ziemi z niełatwej pozycji, a do tego ze sporej, a piłka wylądowała w rogu bramki dobrze spisującego się tego dnia bramkarza Black Shadows. - Trzeba przyznać, że Cieśla ma w tym sezonie czego się dotknie, to zamienia w bramkę – komplementuje klubowego i nie tylko kolegę kapitan Los Asfaltos. Wynik po indywidualnej akcji ustalił Karol Głuc, który w pełni zasłużył na zdobycie bramki. - Biegający z jednej strony boiska na drugą. Ta bramka mu się po prostu należała – mówi Krystian Krzeszowiak. Podsumowując mecz, uważa, że ten prowadzony był w dobrym tempie, ale to jego drużyna miała nie tylko szeroką kadrę, lecz jeszcze kilka klarownych sytuacji, które powinny zakończyć się bramkami. Podkreśla, że przeciwnik też zostawił dużo zdrowia na boisku i w sumie niewiele brakowało, by wyszarpał tego dnia remis. - Za tydzień mecz z depczącym nam po piętach Relaxem, który może przesądzić kto w tym roku zdobędzie mistrzostwo – puentuje kapitan aktualnego lidera ALPS.

Pomimo porażki dumny ze swojego zespołu jest Łukasz Dudziak. - Wyszliśmy na ten mecz bardzo zmotywowani. Wiedzieliśmy, że przeciwnik to najwyższa półka i remis będzie sukcesem. Nie udało się. Choć chłopaki walczyli jak mogli. 10 minut przed końcem był jeszcze remis 2:2. Serducho na boisku zostawione. Nawet atak pracował w obronie. Jestem mega wdzięczny chłopakom za zaangażowanie. Z taką grą jestem pewny, że drużyny z którymi będziemy grać są na pewno w naszym zasięgu – podzielił się pomeczowymi refleksjami Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows.

Reklama

***

Monter Kurów - RKS Huwdu Bieńkówka 3:6

Po kolejnych przegranych polskich ekip w rozgrywkach międzynarodowych (Lech Poznań jest tu wyjątkiem) w internecie królują memy z treścią „Niby człowiek wiedział, ale się łudził”. To hasło zaczyna coraz bardziej przylegać do kurowskiego Montera. – Wtopa. Znowu mieliśmy problemy ze skutecznością i wykorzystywaniem dogodnych sytuacji. W grze ponownie panował chaos. Do przerwy było już 2:4 i nie było wyjścia. Musieliśmy zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Poszliśmy na wymianę ciosów, ale efekt był odmienny od zamierzonego. Nie tylko nie zbliżyliśmy się do Huwdu, ale jeszcze różnica się zwiększyła – ubolewa Tadeusz Copija, kapitan Montera. Dodaje, że między słupkami z konieczności stanął Patryk Karkula, który zdecydował się zastąpić kontuzjowanego Mariusza Klimasarę. – Nie było mnie na meczu, ale z tego co wiem, to przy straconych bramkach nie zawinił. Niemniej sześć goli straconych to dużo. Mało tego. Gdybyśmy przegrali jedną bramką, to jeszcze można byłoby mówić, że były jakieś szanse, ale to była różnica trzech goli – zauważa Tadeusz Copija.   

Reklama

Kapitan Montera wierzy, że jego zespół przełamie niemoc w niedzielę. Wszak stanie do boju z Grandą. – Nie wolno dzielić skóry na niedźwiedziu i zawczasu zapisywać sobie punktów. skoro jednak każdy z nimi wygrywa, to grzechem samemu byłoby zgubić punkty – przyznaje. te będą tym ważniejsze, że potem Montera czekają trzy spotkania z wyżej notowanymi rywalami, a na koniec sezonu konfrontacja z Lachami. – Derby, jak to derby, zawsze są wyjątkowe. Lachy za każdym razem mobilizują się podwójnie, ale ani razu z nami jeszcze nie wygrały. Trzeba jednak być skupionym – mówi kapitan kurowian.          

Co zrozumiałe inaczej na świat patrzą w Bieńkówce. RKS Huwdu po niedzielnej kolejce plasuje się na trzeciej pozycji i nie jest powiedziane, że nie utrzyma jej do końca sezonu. - Ogólnie rzecz ujmując był to dobry mecz w naszym wykonaniu. Pierwsza połowa do złudzenia przypominała niedawno stoczony pojedynek z Gambą, gdzie na zdobywane przez nas bramki przeciwnik odpowiadał stosunkowo szybko. Tym razem jednak w tej typowo bokserskiej wymianie zadajemy więcej celnych ciosów i na przerwę zeszliśmy prowadząc 4:2 – opisuje swoje spostrzeżenia Tomasz Pająk, kapitan RKS Huwdu Bieńkówka. W jego ocenie po zmianie stron gra się wyrównała i przerodziła się w typowy mecz walki, czyli bezproduktywnego męczenia się w środku pola. - W pewnym momencie wykorzystaliśmy nieporozumienie chłopaków z Kurowa i zdobyliśmy bramkę na 5:2. Wydawało się, że mecz jest już pod naszą kontrola, ale na kilka minut przed końcem spotkania tracimy bramkę z rzutu wolnego na 5:3. Zostaliśmy ponadto zepchnięci do defensywy. Jednak mimo paru okazji rywala dobrze trzymamy nasze obronne zasieki i więcej bramek w tym spotkaniu już nie tracimy, a po ładnej, choć trochę niespodziewanej akcji ustalamy wynik spotkania na 6:3. Brawa dla chłopaków i już skupiamy się na następnym meczu  – dopisuje koniec historii Tomasz Pająk.

Reklama

Nie jest zaskoczeniem, że tym, który mocno trzymał w niedzielę pióro i pisał nie tylko historię RKS Huwdu, ale i własną jest Maciej Job. Zdobywając trzy gole umocnił się na czele klasyfikacji strzelców, zwiększając z dwóch do trzech przewagę nad Pawłem Cieślewiczem z Los Asfatos. Po „skromnym” golu dołożyli Sylwester Nowak, Daniel Lewandowski, Szczepan Szczepaniak. Dla pokonanych dwukrotnie trafił Jakub Świętek, a raz Michał Szwed.   

***

Beton 2 Sucha Beskidzka – Woodica Juszczyn 2:3

- To spotkanie przegraliśmy na własne życzenie. Brak skuteczności, głupie błędy w obronie i stało się. Nie ma się co oszukiwać. Z taką gra nie zajmiemy miejsca gwarantującego utrzymanie w lidze – stwierdził gorzko po niedzielnej porażce Mateusz Fronczak, kapitan Beton2. Suska ekipa w najmniejszym celu nie przypomina już drużyny, która jeszcze niedawno  z powodzeniem biła się o wicemistrzostwo ligi, a przy tym była bliska sięgnięcia po najcenniejsze trofeum.

Reklama

***

Mucharz Team - Zawojski.pl Sucha Beskidzka 1:2

Drugą porażkę z rzędu poniósł Mucharz Team i swoje mocarstwowe plany musi odłożyć na przyszłość. Niedzielna porażka boli Jeziorówców tym bardziej, że dali się zaskoczyć drużynie, która w tym sezonie nie zaznała jeszcze smaku zwycięstwa. Stać ich było na jedynie na bramkę Dominika Gajdy.  Bohaterem meczu, a przede wszystkim Zawojskiego został obrońca Kamil Gigoń, który nie tylko wyłączył kompletnie z gry najlepszego strzelca Mucharza Damiana Gracjasza, ale i zdobył dla suszan… oba gole! - W końcu zebraliśmy przyzwoity skład i to od razu było widać na boisku. Sytuacjami strzeleckimi można byłoby obdarować trzy mecze, ale nasza wysoka nieskuteczność oraz dobrze dysponowany bramkarz Mucharza sprawia, że wygrywamy tylko 2:1. Graczem meczu zostaje nasz obrońca Kamil Gigoń. Teraz tylko, żeby wstać rano na następny mecz i gramy dalej – mówi Marcin Pająk, kapitan Zawojski.pl Sucha Beskidzka.

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama