Wjeżdżanie samochodami na zamarznięte rzeki i jeziora to skrajna nieodpowiedzialność, która może skończyć się tragedią. Niestety, miniona noc jest kolejnym dowodem na to, że apele służb wciąż bywają ignorowane.
W nocy z soboty na niedzielę nieodpowiedzialny kierowca wjechał samochodem na zamarzniętą taflę Jeziora Żywieckiego. Lód nie wytrzymał ciężaru pojazdu i załamał się pod nim, w wyniku czego auto utknęło w wodzie na głębokości około jednego metra. Na szczęście w chwili przyjazdu strażaków na miejscu nie było żadnych osób.
Działania służb polegały na wyciągnięciu pojazdu na brzeg jeziora oraz przekazaniu go Policji. Cała akcja ratunkowa trwała ponad godzinę i wymagała dużej ostrożności ze strony strażaków
Strażacy po raz kolejny apelują o rozsądek w okresie zimowym. Zamarznięte zbiorniki wodne to śmiertelna pułapka. Lód na Jeziorze Żywieckim, ale również na Jeziorze Mucharskim ma bardzo nierówną grubość, a w niektórych miejscach to zaledwie kilka centymetrów. W takich warunkach nie ma mowy o bezpieczeństwie, nawet dla pieszych, a wjazd pojazdem to igranie z losem.
Eksperci przypominają, że bezpieczna grubość lodu do poruszania się pieszo powinna wynosić co najmniej 10–15 centymetrów, natomiast dla pojazdów nawet 30–40 centymetrów. Trzeba jednak jasno podkreślić, że są to wartości orientacyjne, a naturalne zbiorniki wodne nigdy nie dają stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa. Temperatura, prądy wodne i zmienne warunki atmosferyczne sprawiają, że lód może być zdradliwy nawet wtedy, gdy z pozoru wygląda na solidny.
Sprawą zajmuje się Policja, która wszczęła dochodzenie. Może ono zakończyć się postawieniem zarzutów dotyczących narażenia na niebezpieczeństwo. To kolejny sygnał, że takie zachowania nie tylko zagrażają życiu, ale mogą też mieć poważne konsekwencje prawne.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze