W ten weekend pasjonowaliśmy się nie tylko meczami bieżącej kolejki, ale i jednym zaległym starciem. Zgodnie z przypuszczeniami część spotkań była jednostronnymi widowiskami. Niekiedy aż nadto.
I liga, 3. kolejka:
Black Shadows Zawoja – Beton2 Sucha Beskidzka 2:1 (mecz zaległy)
Już pierwsze dwa mecze pokazały, że suszanie nie są tą ekipą, która rok temu sięgała po wicemistrzostwo ligi i nie zmienia tego nawet fakt, że w 1. kolejce na przeszkodzie do wygranej stanęły kontuzje. Beton2 brakuje tego błysku, który mieli w poprzednim sezonie. Niemniej w starciu z Black Shadows wciąż wydawali się faworytami. Życie pokazało, że tylko na papierze. Zawojanie uważają, że kluczem do zwycięstwa była ambicja. - Do meczu podeszliśmy z ogromną motywacją. Widzieliśmy, że na ławce przeciwnika jest czterech zmienników, a u nas tylko dwóch – mówi Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows Zawoja.
Początek zawodów nie był wielkim widowiskiem, bo obie strony wzajemnie się badały, więc obserwowaliśmy piłkarskie szachy. Po paru minutach Beton2 przejął inicjatywę, a przewagę jaką uzyskał udokumentował golem „Tygrys”. - Nie podcięło nam to skrzydeł. Odpowiedzieliśmy kontrą i zrobiło się 1:1 – opowiada kapitan Black Shadows o okolicznościach w jakich Szymon Popielarczyk doprowadził do remisu. Wynik –jak się potem okazało- został ustalony pod koniec pierwszej połowy. Tym, który tego dokonał był najbardziej bramkostrzelny napastnik zawojan Patryk Dudziak.
Wspomniany brak błysku Betonu2 było widać w drugiej połowie. Niby atakował, niby miał przewagę, ale nie zdołał nawet zremisować. - Niewątpliwie w paru sytuacjach nasz bramkarz uchronił nas od utraty bramki. Wyciągał wszystko. Mieliśmy też swoje sytuacje, które zmarnowaliśmy. Ale najważniejsze jest zwycięstwo i to nie z byle drużyną z podwórka. Do poprawy na pewno głupie i nieprzemyślane podania, a do pochwały zaangażowanie całej drużyny, przede wszystkim drugiego z naszych napastników Benego który dwoił się i troił zarówno w ataku jak i w defensywie – komentuje spotkanie Łukasz Dudziak, komplementując cały zespół. - Jeszcze niejednego postraszymy a może nawet coś więcej... – dodaje.
***
4. kolejka:
Gamba Furiosa Zembrzyce – Black Shadows Zawoja 7:1
Pierwsze z niedzielnych spotkań bez większej historii. – Nie byłem na meczu, ale z tego co powiedział mi Michał Drwal, to wreszcie poprawiliśmy skuteczność. Rywale słabo kryli, w ich grze brakowało agresywności, więc moi koledzy mieli dużo swobody mi miejsca. Grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Przy 6:0 naszemu bramkarzowi przytrafił się błąd, ale nie miał on najmniejszego znaczenia – mówi Jakub Nosal, kapitan Gamby Furiosy. Wspomniany przez niego Michał Drwal przymierzył dwa razy, podobnie jak Maciej Świerkosz. Po razie trafili Tomasz Listwan, Jarosław Basiura i Dawid Sitarz.
Dla zawojan honorowego gola zdobył Paweł Urbanek. – Nie wiem co się stało. Drugi sezon z rzędu dostaliśmy lekcję gry od Gamby. Choćbym nie wiem, co chciał powiedzieć, to na ten mecz nie dojechaliśmy. Może poza Grześkiem Głuszkiem, który serce zostawił na boisku. Jednym człowiekiem jednak meczu nie można wygrać. Wstydliwa porażka. Choć fakt, faktem Gamba nam nie leży i muszę ich pochwalić, bo była o klasę lepsza. Może w następnym sezonie... – komentuje przegraną Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows.
***
Los Asfaltos Sucha Beskidzka – Granda Kojszówka 15:0
Niby każdy wiedział, ale jednak kibice Grandy się łudzili. Sensacji, ani nawet malutkiej niespodzianki nie było. Kojszowianie nie tylko nie zdołali uniknąć porażki Los Asfaltos, ale i opuścili suskiego orlika z ciężkim, bo pokaźnym bagażem bramek. I nie pomogło im nawet to, że filar obrony Los Asfaltos – Karol Głuc przybył na mecz mając w nogach, a raczej w miejscu gdzie plecy tracą szlachetną nazwę, pół doby spędzonej w fotelu biurowym, czyli pisząc wprost nocną zmianę. - Wynik mówi sam za siebie. Nie ma co dobijać rywali. Gra Grandy w pierwszej połowie nie wyglądała źle. Kiwali, dużo biegali, ale nic z tego nie wynikało, gdyż trafili na nasz najmocniejszy skład – zauważa Krystian Krzeszowiak, kapitan Los Asfaltos. Podkreśla, że pięć bramek jakie jego ekipa zdobyła przed przerwą wyraźnie odebrało zawodnikom Grandy ochotę do dalszej gry i worek z bramkami rozwiązał się na dobre. - Ostre strzelanie zawdzięczamy dobrej grze wysokim pressingiem, dokładnym podaniom, ale też precyzyjnym strzałom z dystansu. Bardzo dobrze na pozycji napastnika wypadł Tomek Bielarz, zastępując tego dnia Pietrusę i Stawowego. Prawdopodobnie wskoczy do składu na przyszłą niedzielę. Swoje z nawiązką zrobił Cieślewicz, który nie mógł przestać biegać. Zresztą każdy grający tego dnia dorzucił do zwycięstwa swoją cegiełkę. Obrona kolejny raz była monolitem, drużyn zagrała bez zbędnego gadania, a swój debiut i to z czystym kontem zaliczył Michał Jurowaty. Taki mecz to dobry prognostyk przed niedzielnym, kluczowym meczem z Gambą – mówi Krystian Krzeszowiak, który podobnie jak Marcin Pęczek, Karol Głuc, Paweł Józefiak i Janusz Rak jeden raz cieszył się ze zdobycia bramki. Dublet ustrzelił Michał Talaga, a hat-tricka Tomasz Bielarz. Ich dokonania chowają się jednak przy pięciu golach Pawła Cieślewicza, który ponownie nabrał chrapki na zostanie królem strzelców ligi. - Ze wszystkich dotychczasowych rywali Grandy, Los Asfaltos prezentował się zdecydowanie najlepiej. Pod względem organizacji i pomysłu na grę wydają się być poza zasięgiem. Jeśli w tym sezonie nie obronią mistrzostwa, w naszej ocenie będzie to spora niespodzianka – dzieli się przemyśleniami jeden z piłkarzy Grandy.
Nasz rozmówca odniósł się też do niedzielnego meczu. Przyznał, że duża niefrasobliwość w obronie i wiele niewymuszonych strat szybko ustawiły mecz. - Mając świadomość klasy piłkarskiej rywala, takie mecze trzeba po prostu wyszarpać bieganiem i charakterem. Jak tego dokonać w sytuacji gdy na meczu zjawiamy się tylko z jednym zmiennikiem? W meczu w Gambą bez zmian, z Asfaltosami z jednym rezerwowym! – utyskuje. Dodaje, że ma nadzieję, że w przerwie między sezonami kierownictwo drużyny zastanowi się nad współpracą z kilkoma zawodnikami. - Jak to się mówi. Prochu oni już nie wymyślą, a zaangażowaniem nie dają argumentów, by traktować ich jako realne wzmocnienie drużyny. Wracając do meczu. Pomimo olbrzymiej przewagi rywala mieliśmy z 2 lub 3 dobre sytuacje bramkowe, więc była więc okazja na honorowe trafienie – mówi.
***
Relax Białka - RKS Huwdu Bieńkówka 5:1
Sezon jest długi, sporo meczów jeszcze przed nami, ale patrząc na poczynani Grandy i kilku innych drużyn można śmiało napisać, że beniaminek, jakim jest Relax, już zapewnił sobie utrzymanie. A jeśli nawet nie, to zrobił kolejny krok ku temu, by wiosną zagrać w I lidze ze względu na sportowe dokonania, a nie jedynie z powodu nie powołania do życia II ligi. Wynik jednak nie do końca oddaje przebieg meczu.
Tym który poprowadził Relax ku wygranej był Dawid Dyrcz, autor hat-tricka. Dzieła zniszczenia dopełnili Mateusz Pacyga i Mateusz Fidelus. Dla RKS Huwdu trafił Daniel Pupczyk. Jednak jeden gol, to był byt mało, by nawet nawiązać walkę z dobrze dysponowanym Relaxem. - Zgodnie z przedmeczowymi zapowiedziami, na boisku spotkały się dwie drużyny o zbliżonym potencjale. Przynajmniej tak było do około 40 minuty. Pierwsza połowa stała pod znakiem wyrównanej walki, jak i również niewykorzystanych sytuacji po obydwóch stronach – opowiada o swoich odczuciach Tomasz Pająk, bramkarz RKS Huwdu. Wspomina, że jedyną bramkę przed przerwą zdobył po ładnym strzale w okienko Daniel Pupczyk i bieńkowianie objęli prowadzenie, ale długo się nim nie cieszyli, bo krótko po zmianie stron w polu karnym faulowany został jeden z zawodników Relaxu. - Rzut karny zostaje zamieniony na bramkę wyrównującą, choć przy dużej dozie szczęścia z perspektywy strzelającego, a nieszczęścia z mojej, gdyż piłka prześlizgnęła się pod moją ręką Nie zmieniło to jednak obrazu meczu, który dalej był wyrównany, a końcowy wynik sprawą jak najbardziej otwartą – opisuje Tomasz Pająk.
Gdy do końca meczu zostało 10 minut kontuzji nabawił się filar obrony RKS Huwdu Bartłomiej Szczepaniak i w defensywie bieńkowian powstało lekkie zamieszanie. - Chłopaki z Białki dobrze wykorzystali ten fakt i zaczęliśmy tracić kolejne bramki. W ostatnich minutach, nie mając nic do stracenia, rzuciliśmy wszystkie siły do ataku, co w końcowym rozrachunku spowodowało nadzianie się na kontry i ostateczną przegraną 1:5. Musimy przełknąć gorycz zasłużonej porażki i walczyć dalej – mówi Tomasz Pająk.
***
Monter Kurów - Zawojski.pl Sucha Beskidzka 7:2
Trzeci mecz, który nie dostarczył większych emocji, gdyż gra toczyła się do jednej bramki. – Po ostatniej porażce wyszliśmy na boisko nie tyle zmotywowani, co po prostu wściekli. Widać było, że każdy jest zmotywowany i kipi w nim sportowa złość. Od razu rzuciliśmy się na rywali i nie patrzyliśmy na to, że w jego szeregach pojawił się nieobecny dotychczas bramkostrzelny Jarosław Franczak, o którego klasie najlepiej świadczy to, że ma w dorobku tytuł króla strzelców ligi – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera.
I trzeba przyznać, że Jarosław Franczak wrócił w wielkim stylu. Strzelił dwie bramki, które mogły przesądzić o losach meczu. Wystarczy powiedzieć, że to suszanie pierwsi objęli prowadzenie, a niekiedy taki fakt może być decydujący. Kurowianie byli jednak w niedzielę niczym gończe psy spuszczone z uwięzi. Nie kalkulowali. Parli przed siebie i szybko wyszli na dwubramkowe prowadzenie. I nawet kontaktowe gol (wiadomo już czyjego autorstwa) nie zachwiał ich pewnością siebie. Wiedzieli, że idą po swoje… Tymi, którzy wpisali się na listę strzelców byli Marcin Skrzypek (2), Patryk Karkula, Jacek Wajdzik, Łukasz Folęga, Michał Szwed i Jakub Świętek.
Pomimo porażki piłkarze Zawojski.pl dostrzegają pozytywy. - To był dobry mecz w naszym wykonaniu. Jednak Monter zebrał wyjątkowo mocną ekipę z długą ławką i byliśmy bez szans. Nie pomógł nam powrót naszego najlepszego strzelca poprzedniego sezonu. Całe szczęście, że teraz zaczynają się mecze z drużynami w naszym zasięgu. 7 kolejek przed nami, 21 punktów do podniesienia z murawy. Miejmy nadzieję, że zbierzemy ich wystarczająco dużo, aby skończyć sezon w pierwszej 8 – mówi Marcin Pająk, kapitan Zawojski.pl
***
Lachy Lachowice – Woodica Juszczyn 4:6
W tym sezonie Woodica nie zachwycała, a Lachy (jakby nie patrzeć beniaminek, choć nie taki zupełny) już kilkukrotnie zaimponowały walecznością, a co ważniejsze – skutecznością. Z tego powodu do właśnie drużyna z gminy Stryszawa była faworytem. Była, ale nie podołała zadaniu. Dlaczego? – To, co zagraliśmy w drugiej połowie, to dramat. Wyglądaliśmy jakbyśmy pierwszy raz wyszli wspólnie na boisko i nikt nie wiedział co ma robić. Tylko dzięki kapitalnej postawie naszego bramkarza przegraliśmy tylko dwoma bramkami – komentuje Rafał Ząbek. I trudno się z nim nie zgodzić. Ba, Lachy nie tylko mogły, ale powinny ten mecz wygrać. Pierwsza połowa przebiegała pod ich dyktando, choć może nie do końca. Niemniej do Lachy raz po raz wychodziły na prowadzenie i kto wie jakby potoczył się mecz gdyby choć raz potrafiły je utrzymać przez dłuższą chwilę. Mało tego Lachy wystawiły na mecz 12-osobową kadrę, ale w niedzielę ilość nie szła w parze z jakością. - No cóż. Przyszła pora na pierwszą porażkę, ale nie robimy z tego tragedii. Zagraliśmy z bardzo mocną drużyną. Gratuluję przeciwnikom dobrej i mądrej gry. Jeszcze namieszają w tabeli. My skupiamy się już na najbliższym meczu aby powalczyć o komplet punktów – puentuje Rafał Ząbek. W jego drużynie bramki zdobyli Maciej Baca (2), Paweł Pluta i Krzysztof Lenart. Dla triumfatorów dwukrotnie trafili Maciej Pęczek i Adrian Bury, a po razie Krystian Kwaśniewski i Mateusz Surmiak.
***
Beton 2 Sucha Beskidzka - Mucharz Team 2:3
Jeszcze rok temu taki wynik byłby niespodzianką. Mucharz Team okazuje się jednak bystrym i pojętnym uczniem. Szybko zebrał I-ligowe szlify i nie tylko utrzymał się w gronie najlepszych, ale i pokazuje, że sporo potrafi. W niedzielę minimalnie, ale jednak pokonał przeżywającego kryzys Beton2. Czyżby suszan pechowa porażka na inaugurację kosztowała aż tak dużo? Tak, czy siak słabość rywala trzeba umieć wykorzystać. – Po naszym meczu zostaliśmy na orliku. Do przerwy mecz był wyrównany, a i wynik był adekwatny (2:2 – przyp. autora). Widać Mucharz Team musiał ich oszukać w drugiej połowie, tak jak nas przed tygodniem – mówi Tadeusz Copija.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze