Dziś już nie ma słabych drużyn, powtarzają jak mantrę trenerzy polskich drużyn po odpadnięciu ich ekipy z wicemistrzem Wysp Owczych, Gibraltaru, czy innego „hegemona” europejskiego futbolu. Tymczasem w ALPS ta maksyma jest nader prawdziwa. Niedziele mecze tylko potwierdziły, że stawka jeszcze bardziej się wyrównała i każdy może wygrać z każdym.
I liga, 2. kolejka:
Monter Kurów – Beton2 Sucha Beskidzka 2:2
W pierwszym niedzielnym meczu zmierzyły się dwie drużyny, z których każda miała coś do udowodniania. Tak sobie, jak i pozostałym ekipom. Kurowianie chcieli pokazać, że faktycznie psychicznie, fizycznie i kadrowo pozbierali się po przeciętnym poprzednim sezonie i inauguracyjna wygrana nie była dziełem przypadku. Natomiast suszanie, którzy pechowo przegrali z Lachami planowali wysłać przeciwnikom sygnał, że niepowodzenie i to w niesprzyjających okolicznościach losowych było wypadkiem przy pracy. - Do meczu z Monterem przystąpiliśmy już w dużo większej liczbie niż w poprzednią niedzielę, co pozwoliło nam na intensywniejsza grę. Mimo to piłka krążyła w środku pola, bo zarówno my, jak i przeciwnicy, byli poukładani w obronie. Nie mogliśmy się przebić. Poza ostatnią bramką dla Montera, wszystkie „weszły” przez jakieś zamieszanie. Były też zmarnowane setki po obu stronach. My nie trafiliśmy do pustej bramki, rywale mieli słupek. Możemy pluć sobie w brodę, że tego nie wykorzystaliśmy. Remis uważam za sprawiedliwy. Pierwsze punkty są i trzeba walczyć o następne – mówi Mateusz Fronczak, kapitan Beton 2.
Kapitan Beton2 ma faktycznie czego żałować, bo po bramce Konrada Nikiela i właśnie naszego rozmówcy suszanie prowadzili już różnicą dwóch bramek. Jednak tuż przed przerwą kontaktowego gola zdobył Mariusz Spyrka, a po zmianie stron stan rywalizacji wyrównał Marcin Skrzypek. – Zaczęliśmy sezon od wygranej, ale wiedzieliśmy, że tym razem przed nami będzie dużo cięższa przeprawa. Mieliśmy świadomość, że Beton2 to aktualny wicemistrz, a porażka z Lachami była pokłosiem kontuzji, bo suszanie dopóki grali w komplecie prowadzili 4:1 – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera. Potwierdza słowa Mateusza Fronczaka, że potyczka była wyrównana. W jego ocenie obie bramki dla suszan padły po ewidentnych błędach jego partnerów. Kapitan na boisku nie pojawił się, bo zabrakło dla niego… koszulki. Tak jak piłkarze Beton2 rozpaczają, że zmarnowali „pustka”, tak kurowianie ubolewają, że po jednym z ich strzałów suszan od utraty gola uratował słupek. – Remis nie krzywdzi żadnej ze stron. Liga jest bardzo wyrównana. Chyba jeszcze nigdy w jej historii nie miała miejsca sytuacja, że już po drugiej kolejce nie było drużyny z kompletem punktów – komentuje Tadeusz Copija. Cieszy się, że pozyskani latem Marcin Skrzypek (wrócił do Montera po występach w kilku innych klubach) oraz Jakub Świętek i Patryk Karkuła (Żuraw Krzeszów) dobrze wkomponowali się w zespół. Jakub Świętek zeszłotygodniowy debiut w barwach Montera okrasił dwoma bramkami, a tym razem gola na wagę punktu zaliczył Marcin Skrzypek.
Gamba Furiosa Zembrzyce – RKS Huwdu Bieńkówka 3:3
Po zakończeniu się konfrontacji Montera z Beton2 mało kto podejrzewał, że będzie to niedziela remisów, których ostatecznie odnotowano aż cztery, a niewiele zabrakło, by było ich o jeden więcej. Cyfrą dnia została „3” i trzeba powiedzieć, że gdyby kurowianie i suszanie wykorzystali dogodne sytuacje, o których wspomnieli, to „3” królowałaby na tablicy wyników już niepodzielnie.
W konfrontacji RKS Huwdu z Gambą Furiosą mieliśmy prawdziwą huśtawkę nastrojów. Ekipa z Bieńkówki, która nie była faworytem potyczki dwukrotnie obejmowała prowadzenie, ale nie dość, że żadnego nie potrafiła zbyt długo utrzymać, to Maciej Świerkosz, Tomasz Listwan i Daniel Bachorczyk sprawili, że to Gamba była w połowie meczu o ten mały krok bliżej zgarnięcia trzech punktów. Celu jednak się osiągnęła. - Do meczu przystąpiliśmy podbudowani pewnym zeszłotygodniowym zwycięstwem nad Grandą, ale i ze świadomością, że w tym razem o punkty będzie trudniej. Tak też było. Pierwsza połowa przebiegła pod znakiem wymiany ciosów i wyrównanej walki. Na zdobyte przez nas bramki przeciwnicy szybko odpowiadali, schodząc na przerwę z minimalnym prowadzeniem. Po zmianie stron, z biegiem czasu coraz większą przewagę miała Gamba, ale nie była w stanie już więcej się przedrzeć przez nasze szyki obronne. Nam natomiast udało się wyrównać po bramce z rzutu wolnego blisko pola karnego i wynik remisowy stał się faktem. Z przebiegu meczu wynik sprawiedliwy, choć szkoda, że sędzia nie zaliczył nam jednej prawidłowo zdobytej bramki, ale taki jest sport, takie rzeczy się zdarzają i trzeba się już skupiać na następnych meczach – komentuje spotkanie Tomasz Pająk z RKS Huwdu. W jego drużynie dwie bramki zdobył Maciej Job, który nadal okupuje fotel króla strzelców z dorobkiem siedmiu trafień, a jednego gola dorzucił Sylwester Nowak.
Los Asfaltos Sucha Beskidzka – Woodica Juszczyn 3:3
Już nawet nie niespodzianka, a sensacja wisiała w powietrzu. Skończyło się na, co by nie mówić (czyt. pisać) dużym zaskoczeniu. Skazywani na przegraną juszczynianie urwali punkt obrońcom tytułu. Mało tego po bramkach Kamila Pyki, Krystiana Kwaśniewskiego i Łukasza Kaczmarczyka Woodica prowadziła już 3:0. Ba, taki wynik widniał na tablicy jeszcze 10 minut przed ostatnim gwizdkiem. - Przegrywając na 10 minut przed końcem 0:3 i podnosząc z boiska remis trzeba przyznać, że urwaliśmy się ze stryczka. Tego dnia jakoś nie potrafiliśmy poukładać sobie gry, choć trzeba przyznać, że rywal był szybszy i zwinniejszy. W zasadzie nic dziwnego skoro większość tych chłopaków ma po dwadzieścia parę lat i mogłaby być naszymi synami. Gra piłką nie szła nam tego dnia, bo nie miał jej kto odpowiednio rozprowadzić, więc wdaliśmy się w wymianę długich podań. Woodica przejmując takie piłki skontrowała nas skutecznie w pierwszej połowie dwa razy. Gdy na początku drugiej połowy wpadła trzecia bramka wydawało się , że jest po zawodach, tym bardziej, że Bartek Karlak uratował nas w jeszcze w kilku sytuacjach – tak kapitan Los Asfaltos Krystian Krzeszowiak opisuje niemoc i bezsilność suszan, która trwała 40 minut.
Nadzieję w serca suszan wlał Maciej Melzer, który właśnie 10 minut przed końcem meczu „ustrzelił bramkarza” uderzając na bramkę bezpośrednio z autu. „Asfaltosi” poszli za ciosem i już po kilkudziesięciu sekundach było tylko 3:2 dla Woodici. Suszanom kontakt z juszczynianami dała bramka autorstwa Rafała Pietrusy. Wynik ustalił Piotr Stawowy, który przedarł się lewą flanką i posłał piłkę w „długi” róg. - Czy było więcej sytuacji? Niezbyt wiele, ale na pewno ze 3 kontrowersje, po których sędzia mógł zagwizdać karnego dla nas, ale rywalowi trzeba oddać, że również miał klarowne sytuacje. Cieszymy się, że nie poddaliśmy się do końca i urwaliśmy ważny punkt, który pozwolił na utrzymanie miejsca w tabeli – puentuje Krystian Krzeszowiak.
Relax Białka - Zawojski.pl Sucha Beskidzka 5:3
Oj cierpi Zawojski.pl bez swojego snajpera Jarosława Franczaka. Brak wciąż przechodzącego rekonwalescencję po kontuzji napastnika jest nader widoczny. Inna sprawa, że niewiele zabrakło, by trafienia Przemysława Smyraka, Łukasza Stopki i Mariusza Bielarza wystarczyły do sięgnięcia po remis. Niby jeden punkt to niewiele, a już na pewno lepszy rydz niż nic. Niestety dla suszan, długo widniejący się na tablicy wyników rezultat 3:3 (przypadek?) nie utrzymał się do końca zawodów. Cały dorobek strzelców Zawojski.pl zniwelował w pojedynkę Tomasz Kaczmarczyk, kompletując hat-tricka. A ze zdobyczy bramkowych cieszyli się jeszcze Krzysztof Hubicki i Mateusz Pacyga, którzy po razie posłali piłkę do sieci. - Zgrywania się ciąg dalszy. W porównaniu z poprzednim meczem, przegranym 2:9, zrobiliśmy postęp. Straciliśmy mniej bramek i strzeliliśmy o jedną więcej. Na pewno dużym polem do poprawy jest nasza gra obronna, gdzie głównym mankamentem jest pilnowanie przeciwników na radar. Musimy także zwiększyć intensywność grania. Nie da się na stojąco wygrać meczu, a my już drugi raz próbowaliśmy tej sztuki. Podsumowując. Wyciągamy wnioski z porażek i przygotowujemy się na Lachy, które wzmocniły się piłkarzami AKS Las – mówi Marcin Pająk, kapitan ekipy Zawojski.pl
Lachy Lachowice - Mucharz Team 3:3
Kolejny mecz zakończony remisem 3:3. I kolejny, po którym obie strony wynik uważają za sprawiedliwy, a jednak czują niedosyt. - Zagraliśmy o niebo lepsze zawody niż tydzień temu z Betonem. I mimo że prowadziliśmy już 2:0, a później 3:1, to nie zdołaliśmy wygrać, tracąc bramkę na 3 minuty przed końcem. Generalnie mecz bardzo wyrównany z wieloma szansami z jednej i drugiej strony, więc wynik można uznać za sprawiedliwy. Wszyscy zagraliśmy dobre zawody ale jak zwykle gwiazda była tylko jedna – dzieli się swoimi spostrzeżeniami Rafał Ząbek z Lachów, oddając honory rzecz jasna Mirosławowi Kachlowi, który zdobył wszystkie bramki dla lachowiczan i tym samym popisał się hat-trickiem. Choć ten fakt wymaga jeszcze weryfikacji, gdyż w protokole jedną z bramek zapisano na konto Krzysztofa Lenarta.
W zespole z Muchrza strzelców na bank było… dwóch. Tym, który cieszył się z dubletu był Damian Gracjasz, a jeden raz do protokołu wpisał się Bartłomiej Polak. Kapitan „Jeziorowców” zdobycie jednego punktu traktuje bardziej jako stratę dwóch „oczek”. - Mecz był z tych, co my graliśmy, a oni strzelali. Dobrze wyglądała nasza gra, ale zabrakło nam szczęścia. Szkoda bo mogliśmy spokojnie wygrać ten mecz. No trudno gramy dalej i szykujemy się na niedzielę – komentuje w żołnierskich słowach Dominik Gajda.
Granda Kojszówka – Black Shadows Zawoja 4:10
No i na koniec trzeba przyznać się do błędu popełnionego we wstępie. W ALPS są jednak słabe drużyny. Dwie pierwsze kolejki pokazały, że I-ligowe progi są za wysokie na piłkarzy Grandy nogi. A przynajmniej na razie bardziej niż weszli oni do ligi kuchennymi drzwiami, to potknęli się w nich o próg, padli na ziemię i nie bardzo potrafią się z niej podnieść. Rywale są do tego mało honorowi i kopią leżącego. Aż trzy bramki Sebastiana Kurpiela i jeden Grzegorza Frydela może dają nadzieję na przyszłość, ale niewielką, bo obrona Grandy spisuje się katastrofalnie. W niedzielę bezlitośnie wykorzystali ten fakt Black Shadows, robiąc sobie trening strzelecki na ostro. Cztery razy przymierzył Patryk Dudziak, po dwa Dariusz Giertuga i Mateusz Bienias, a po razie Jakub Marcak i Szymon Popielarczyk.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze