Reklama


ALPS. Orlikowa pigułka ( 30 sierpnia)

01/09/2020 20:57

Długie dziewięć miesięcy upłynęło od ostatniej kolejki Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego. Wreszcie i ona została odmrożona. W niedzielę na orliku w Suchej Beskidzkiej w szranki stanęło dwanaście drużyn, które przetrwały okres hibernacji.

Jak wspominaliśmy w zapowiedzi pierwszej kolejki edycji jesień 2020, z uwagi na skurczenie się ilości ekip, zredukowano także ilość lig. Tym sposobem Black Shadows Zawoja uniknęli degradacji, a kilku drugoligowców zazna smaku gry w I lidze, choć nie zdołali wywalczyć awansu na boisku w Białce, gdyż to tamtejszy orlik był areną II-ligowych zmagań.     

I liga:

Woodica Juszczyn – Gamba Furiosa Zembrzyce 1:2

Tymi, którzy dostąpili zaszczytu zainaugurowania nowej edycji ligi, ale i tym samym musieli wstać bladym świtem byli zawodnicy juszczyńskiej ekipy Woodica i zembrzyckiej Gamby Furiosy. Na suskim orliku zameldowali się już przed 8.00, gdyż z uwagi na ilość drużyn w lidze, a tym samym dużą liczbę rozgrywanych spotkań pierwszy gwizdek arbitra zabrzmiał i będzie to robił jeszcze przez 10 kolejnych niedziel właśnie o 8.00.

Reklama

Poranna pobudka nie była tym razem bolesna. Przynajmniej dla części zawodników. Tak przynajmniej można wywnioskować ze słów Jakuba Nosala, - Z utęsknieniem każdy z nas czekał na start kolejnej edycji ALP.  I w końcu stało się. Na słowa uznania zasługują chłopaki którzy stawili się na to spotkanie bo było nas 6 i daliśmy radę wytrzymać bez zmian – zauważa Jakub Nosal, kapitan Gamby Furiosy. Nie ukrywa, że długi rozbrat z piłką, a w niektórych przypadkach z jakąkolwiek aktywnością fizyczną był momentami nader widoczny. – Widać, że pandemia zrobiła swoje, bo intensywność meczu była jak na zawodach żaczków... Na razie jesteśmy w fazie budowy, więc forma dopiero przyjdzie – przyznał otwarcie.  

Nie tyle krótka ławka rezerwowych, co jej zupełny brak nie pozostał bez wpływu na taktykę jaką zastosowały w niedzielnym meczu Szalone Krewetki. Zembrzyczanie skupili się za zabezpieczeniu tyłów i wyprowadzaniu kontrataków. I w pełni zdała ona egzamin. Na bramki Jakuba Nosala i Daniela Bachorczyka rywale zdołali odpowiedzieć tylko raz. Tym, który skierował piłkę do siatki Gamby był niezawodny Łukasz Sarna. Inna sprawa, że kawał dobrej roboty wykonał między słupkami Rafał Barzycki, który jeszcze niedawno strzegł bramki kurowskiego Montera. Gdyby nie kilka jego wyśmienitych interwencji, to zembrzyczanie mogliby nie zdobyć nawet punktu. - Udało się wygrać 2-1, ale przy odrobinie szczęścia. Nie ma co ukrywać. Następnym razem powinno być już lepiej, bo wiem, że frekwencja będzie wyższa – podsumowuje Jakub Nosal.   

Reklama

***

Beton2 Sucha Beskidzka – Lachy Lachowice 4:5

Niewątpliwie w drugim meczu pierwszej serii gier doszło do sporego kalibru niespodzianki. Rewelacja poprzedniej edycji ALPS, suski Beton2 był –nomen omen- murowanym faworytem w konfrontacji z Lachami, które gdyby nie reorganizacja rozgrywek, w ogóle nie występowałyby na najwyższym ich szczeblu, gdyż po prostu nie wywalczyły awansu z II ligi. I pierwsza połowa starcia nie zwiastowała niespodzianki. Jednak jak mawiał Kazimierz Górski, dopóki piłka w grze. I piłkarze Lachów wzięli sobie tę maksymę do serca. - Warto było czekać tak długo, tym bardziej, że ponownie zagraliśmy w pierwszej lidze, odnosząc niespodziewane zwycięstwo nad wicemistrzem poprzedniej edycji. Co prawda przegrywaliśmy po pierwszej połowie 1:4, ale w drugiej los się do nas uśmiechnął, gdyż po kilku kontuzjach u przeciwników przez ostatnie kilkanaście minut graliśmy z przewagą jednego zawodnika i z premedytacją to wykorzystaliśmy – komentuje boiskowe wydarzenia Rafał Ząbek z Lachów. Podkreśla, że w takich sytuacjach długa ławka rezerwowych jest nieoceniona, ale ta faktyczna, a nie na papierze.

Reklama

Tym, który ponownie poprowadził Lachy ku wygranej był nie kto inny jak Mirosław Kachel, który już na starcie sezonu zaimponował formą strzelecką i popisał się hat-trickiem. Po bramce dorzucili jeszcze Paweł Pluta i Szymon Daniel. - Niezmiernie cieszy komplet punktów, ale styl gry już nie, bo sprezentowaliśmy przeciwnikom trzy bramki po katastrofalnych błędach w obronie. Mam nadzieję że w kolejnych meczach będzie już i lepszy styl, i zgranie, bo dla niektórych był to pierwszy mecz po 9 miesiącach rozbratu z ligową piłką, a dodatkowo mamy nowych zawodników, więc potrzeba trochę czasu aby wszystko zaczęło funkcjonować jak należy – mówi Rafał Ząbek.

Tymi, którzy wykorzystali prezenty Lachów byli Robert Sumera i Piotr Czaicki. Obaj zakończyli zawody z dubletem na swoim koncie, ale miny mieli nietęgie. Pewne, jak się wydawało, trzy punkty uleciały niczym latawiec na wietrze gdy puszczającemu go wyśliźnie się z ręki szpulka z żyłką. – Mieliśmy przewagę do przerwy. Później na nasze nieszczęście wypadło nam dwóch kluczowych zawodników z powodu kontuzji, a że część z nas nie dała rady przyjść na mecz, to nie mieliśmy nawet nikogo na zmianę. Graliśmy całą drugą połowę jednego mniej. W takich warunkach nie da się wygrać – przyznaje Mateusz Fronczak, kapitan Beton2, którego w niedzielę także… zabrakło. Ma świadomość, że jeśli suszanie mają nawiązać do ubiegłorocznych sukcesów, to nie mogą pozwolić sobie, by w kolejne niedziele doszło do takiej sytuacji. - Szkoda tego meczu. Zwłaszcza, że dostaliśmy ostatnią bramkę na w ostatnich sekundach – ubolewa.

Reklama

***

Mucharz Team – Relax Białka 4:3

Starcie Mucharz Team z Relaxem Białka było trzecim i zarazem ostatnim niedzielnym meczem, który trzymał w napięciu do ostatniego gwizdka. Ba, trzy kolejne były już spotkaniami do jednej bramki. - Mecz był, jak to na rozpoczęcie sezonu, całkiem dobry. Tak my, jak i przeciwnik graliśmy w nowym składzie. Nasi nowi zawodnicy podołali zadaniu, a starzy udoskonalili to i zdobyliśmy trzy punkty. Brawa dla chłopaków, bo było bardzo gorąco. Dziękuję im za to, że zagrali na maxa – podsumowuje krótko i „na temat” Dominik Gajda, kapitan Mucharz Team. W jego drużynie dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Tomasz Poniakowski, a po razie w protokole zaistnieli Piotr Bargiel i Mateusz Szklarczyk. Dla pokonanych dwa gole zdobył Tomasz Kaczmarczyk, a jednego Mateusz Pacyga.

Reklama

***

Los Asfaltos Sucha Beskidzka – Zawojski.pl Sucha Beskidzka 9:2

Piłkarskie powiedzenia mówią, że zarówno puchary, jak i derby rządzą się swoimi prawami. Tym razem nie sprawdziło się ono w najmniejszym calu. Derby Suchej Beskidzkiej zakończyły się pewną wygraną obrońców mistrzowskiego tytułu, którzy sami byli zaskoczeni takim obrotem sytuacji. -  Około 40 stopniowy żar lejący się z nieba nie powstrzymał nas przed pierwszym zwycięstwem, które przyszło zaskakująco łatwo i to nad przeciwnikiem, z którym ostatnio udało się wygrywać minimalną lub niewielką ilością bramek – nie kryje satysfakcji Krystian Krzeszowiak, kapitan Los Asfaltos. I z jednej strony do ogromnej beczki miodu wkłada łyżkę dziegciu, bo dostrzega, że tradycyjne zawodnicy „Asfaltosów” nie zebrały się w takiej liczbie w jakiej powinni. Od razu jednak dodaje, że jest stara gwardia, na której zawsze można polegać. Tak było i tym razem. - Gra po sznurku od nogi do nogi i przynajmniej pięć akcji zakończonych przez dołożenie nogi, to efekt lat, który spędziliśmy razem na boisku – dzieli się spostrzeżeniami. I to właśnie ten atut –w jego ocenie-  zdecydował- że mecz przebiegał pod dyktando Los Asflatos, choć to zawodnicy Zawojski.pl są dużo bardziej wybiegani i… szczuplejsi. - Wynik stykowy utrzymywał się tylko na początku pierwszej połowy do stanu 1:1. Później rywale zdobyli jeszcze kontaktowego gola, ale pierwszą połowę kończymy wynikiem 5:2, a w drugiej długo rozgrywamy piłkę pozwalając przeciwnikom się wybiegać i strzelamy jeszcze 4 bramki. Do pochwalenia cała drużyna bo nie było w tym dniu w niej słabego elementu – opowiada Krystian Krzeszowiak. Do grona tych, którzy w niedzielę ustrzelili hat-tricka dołączył  Paweł Cieślewicz, dublety zaliczyli Tomasz Bielarz i Rafał Pietrusa, jedną bramkę zdobył Jan Kuczek, a „brakującą” dziewiątą rywale podarowali sami, już w sierpniu robiąc małe mikołajki.  

Reklama

Tym, który próbował trzymać wynik był Przemysław Smyrak (zdobył oba gole dla Zwojski.pl). Gdy jednak i ta armata ucichła było po zawodach. - Dla niektórych z nas było to pierwsze wyjście na boisko od 10 miesięcy, i to było widać. Niestety los pokarał nas w pierwszej kolejce dobrą, zgraną drużyną, która bezlitośnie wykorzystywała nasze liczne błędy. W naszej drużynie brakuje także naszego najlepszego strzelca z zeszłorocznego sezonu (Jarosława Franczaka – przyp.). Na szczęście mamy nowych zawodników i mam nadzieję, że szybko wkomponują się w zespół – komentuje wysoką porażkę Marcin Pająk, obrońca Zawojski.pl. Dodaje, że wraz z kolegami musi jak najszybciej zapomnieć o niedzielnym niepowodzeniu i skupić się na przygotowaniach do konfrontacji z Relaxem Białka. – Patrząc na siłę wszystkich drużyn, to według mnie w tym roku liga będzie wyrównana, więc pomimo pierwszej porażki mamy jeszcze szansę na mistrza – rzuca rękawicę kolejnym rywalom.

***

Reklama

Black Shadows Zawoja – Monter Kurów 0:5

Powrót Czarnych Cieni do I ligi nie wypadł imponująco. Zawodnicy Montera Kurów, którzy jesienią ubiegłego roku mieli bić się o najwyższe cele, a nieoczekiwanie walczyli heroicznie, ale o utrzymanie tym razem już na dzień dobry zgarnęli pełną pulę i to niewiele się wysilając. No potu wylali sporo, bo żar dawał się we znaki każdemu, ale zawojanie niewiele zrobili, by zmusić kurowian do przesadnego wysilania się. Dublety Szymona Tlałki i Jakuba Świętka oraz gol Andrzeja Knapczyka załatwiły sprawę. Tym bardziej, że zawojanie w niedzielę nie zdołali ani razu posłać piłki do siatki rywali.

Reklama

Wygrana Montera nie jest zaskoczeniem, choć jej rozmiary może trochę, ale tylko do momentu gdy pozna się kulisy przygotowań Black Shadows do sezonu. Wróć…. Braku przygotowań. - Stworzyliśmy ekipę do grania tydzień przed rozgrywkami. Przyszła do nas część chłopaków z Bad Boys, reszta od nas i powstała taka mieszanka – nie ukrywa Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows. Uważa, że pomimo wysokiej przegranej, gra jego ekipy momentami wyglądała nieźle. - Mieliśmy swoje okazję, niestety nie wykorzystane. Ale nie poddajemy się. W piątek trening i w niedzielę walczymy o 3 punkty. Teraz mamy w ekipie ludzi, którym się chce, a to jest najważniejsze – komplementuje partnerów.

***

Reklama

RKS Huwdu Bieńkówka – Granda Kojszówka 9:1  

Przez kilka sezonów Granda próbowała bezskutecznie wywalczyć awans do I ligi. Jesienią ubiegłego roku była od niego o krok, ale też się nie udało.  Dopiero wycofanie się kilku drużyn i scalenie dwóch szczebli rozgrywkowych w jeden dało kojszowianom upragnione prawo występu w I lidze. Tyle tylko, że jeśli w kolejnych meczach zaprezentują się tak, jak w niedzielę, to może to być krótka przygoda (jeśli wiosną ponownie ALPS będzie miała dwa szczeble rozgrywek). Na treningach piłka chodziła –podobno- jak po sznurku. Gdy jednak przy zawodnikach Grandy pojawili się rywale cała magia uciekła. Nie wiemy czy to trema, czy też właśnie ostrzejsze krycie spowodowało, że piłkarze Grandy zamiast grać podaniami wdawali się w „kiwki”. Efekty były opłakane. Częste straty, a po nich kontry często zakończone przez bieńkowian umieszczeniem futbolówki w sieci. W sumie bardziej ograna ekipa RKS Huwdu skarciła beniaminka aż dziewięć razy. Pięć razy w rolę srogiego nauczyciela wcielił się Maciej Job i tym samym został pierwszym liderem klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi. Dwie bramki zdobył  Damian Putyra, a po razie trafili Bartłomiej Szczepaniak i Arkadiusz Lizak. Honor kojszowian uratował  Mariusz Szewczyk.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama