O tym, że gra się do końca to wyświechtane powiedzenie piłkarskie. Jednak w niedzielę było ono nader prawdziwe. Losy spotkań nie tylko ważyły się do ostatnich sekund. Ba, tuż przed gwizdkiem oznaczając konieczność udania się pod prysznic doszło do kilku kluczowych akcji, które nie pozostały bez wpływu na aktualny układ tabeli, a kto wie czy nie na końcowe rozstrzygnięcia.
I liga:
Mucharz Team – Zawojski.pl Sucha Beskidzka 4:4
Piłkarze Zawojski.pl za nic mają serca swoich kibiców. Kolejny raz sprawili, że fanom skoczyło ciśnienie. Tyle tylko, że tym razem długo nie mogło się ono się ustabilizować. Suszanie koncertowo spieprzyli sprawę. Już na początku dali się zaskoczyć Damianowi Gracjaszowi. Potem zaczęła się spełniać przedmeczowe typowania. Do remisu doprowadził niezwodny Jarosław Franczak, a jeszcze przed zmianą stron hat-tricka skompletował Tomasz Listwan. Wydawało się, że jest po meczu. Ale tylko się wydawało. Dublet Wojciecha Pindla sprawił, że beniaminek wrócił do żywych, a bramkę na wagę punktu, który może okazać się bezcenny w końcowym rozrachunku, rzutem na taśmę zdobył Dominik Gajda. - Jak każdego dopadła nas choroba zwana: "goła 6". Ale w pierwszej połowie radziliśmy sobie z nią świetnie. W 25 minucie na tablicy wyników było 4:1. Ale... nie wyciągnęliśmy wniosków z ostatniego meczu z Huwdu. Pozwoliliśmy Mucharzowi na strzelenie dwóch bramek i zrobiło się 4:3.A Mucharz dalej cisnął i udało im się. Już byliśmy w ogródku, już witaliśmy się z gąską, dopisywaliśmy 3 punkty gdy sędzia podyktowł rzut wolny pośredni. Zegar pokazywał 50 minutę. Sędzia pozwala oddać strzał i mocne podanie, piłkarz Mucharza dostawia nogę i…pada bramka na 4:4. Gratulacje dla przeciwników za grę do końca, a my przygotujemy się do następnych spotkań – opisuje dramatyczny mecz Marcin Pająk z Zawojski.pl
RKS Huwdu Bieńkówka – Los Asfaltos Sucha Beskidzka 2:3
Podobnie jak Zawojski.pl miał bez większych problemów uporać się z Mucharz Teamem, tak Los Asfaltos byli murowanym faworytem potyczki z RKS Huwdu. Tymczasem to przeżywający ciężkie chwili bieńkowianie objęli prowadzenie bo ładnym strzałem głową popisał się Bartłomiej Szczepaniak. - Mecze z Huwdu zawsze są zacięte i pełne walki. Tak było i tym razem. Przespaliśmy początek meczu i rywale nas przycisnęli. Parę męskich słów i do końca pierwszej połowy wszystko wróciło na właściwe tory – zauważa Krystian Krzeszowiak, kapitan Los Asfaltos, który dał sygnał do odrabiania strat. Po odbiciu piłki przez bramkarza precyzyjnym strzałem przy słupku umieścił ją w bramce. Zaledwie kilkanaście sekund później po składnej akcji i sytuacji sam na sam, na prowadzenie Asfaltów wyprowadził Rafał Pietrusa. - Druga połowa to okres wyrównanej gry w środku pola, ale to my jesteśmy konkretniejszą drużyną i stwarzamy sytuacje bramkowe. Doskonale jednak spisywał się bramkarz z Bieńkówki. Na około 5 minut przed końcem meczu jednemu z zawodników Huwdu udaje się przedrzeć przez naszą obronę i uderza obok bezradnego Mateusza – tak kapitan Asfaltów opisuje okoliczności w jakich Kamil Sałapat doprowadził do remisu i dał Huwdu nadzieję na korzystny wynik. Tym bardziej, że zadnej z drużyn nie satysfakcjonował remis i gra toczyła się w szybkim tempie do samego końca. W ostatniej akcji meczu i przedłużonego czasu gry, po rozegraniu rzutu rożnego, nie do obrony uderzył Maciej Melzer. Piłka odbiła się jeszcze od słupka, zatańczy na linii bramkowej i wpadała tuż obok drugiego słupka. - Radość w naszych szeregach i rozpacz wśród rywali, którzy mieli pretensje, gdyż sędzia przedłużył mecz o minutę. Niestety zupełnie nieuzasadnione. To ich zawodnik leżał dość długo na placu gry po tym jak doznał kontuzji – mówi Krystian Krzeszowiak.
AKS Las – Woodica Juszczyn 2:3
Przed pierwszym gwizdkiem piłkarze AKS, jak i Woodica wiedzieli, że wygrana drużyna praktycznie zapewnia sobie utrzymanie, a i włączy się do walki o miejsce na podium. Remis sprawiał, iż oba dalej musiałyby myśleć o ligowym bycie. Lepiej w mecz weszli juszczynianie, którzy po trafieniach Adriana Burego i Łukasza Kaczmarczyka byli na właściwym kursie do portu zwanego Trzy Punkty. Michał Bargiel nieco zachwiał statkiem pod banderą Woodica, ale Adrian Bury ponownie złapał za ster. Piotr Żurek spowodował jeszcze jedną nawałnicę, ale żaden z jego kolegów nie dmuchnął z nim i juszczynianie dotarli do obranego celu. – Może lepiej nie komentujmy dziś. Trzeba by było niecenzuralnych słów używać, a po co to komu J - mówi Grzegorz Targosz z AKS Las. - Mecz był bardzo wyrównany i do samego końca wynik był sprawą otwartą. Ale do tego już nas AKS przyzwyczaił. Mecze z nimi nie należą do łatwych – komentuje Mateusz Surmiak, kapitan zespołu Woodica.
Monter Kurów – Gamba Furiosa Zembrzyce 4:5
Mecz wpadek, pomyłek i pokaźnej ilości bramek. Tak jednym zdaniem można opisać spotkanie, w którym Monter chciał się odkuć, a Gamba Furiosa włączyć się do walki o pudło. Po nim w lepszych nastrojach są zembrzyczanie, których napastnik Maciej Świerkosz otworzył wynik, ale jeden z zawodników Szalonych Krewetek (prawdopodobnie Krzysztof Drwal) popisał się samobójem. Na trafienie Wojciecha Świerkosza odpowiedział Bartłomiej Łękawa. Kolejne błędy w obronie Montera wykorzystali po razie Świerkosze i zrobiło się 4:2. Tyle tylko, że jeszcze przed przerwą kontaktowego gola zdobył Łukasz Folęga, a krótko po zmianie stron z lewego skrzydła uderzył Szymon Tlałka. Jakub Nosal usiłował wyręczyć Piotra Kłapytę, ale tak niefortunnie interweniował, że przeciął lot piłki i skierował ją w „krótki” róg. – Mamy ich, oni nic nie grają – motywował kolegów Tadeusz Copija, kapitan Montera. Tyle tylko, że zembrzyczanie grali, a kurowianie się mylili. Pomylili się piąty raz, a tym razem ich błąd w kryciu wykorzystał Wojciech Świerkosz, ustalając wynik, choć do końcowego gwizdka było jeszcze 20 minut. - Co można powiedzieć o takim meczu? Po prostu festiwal błędów, tak u nas, jak i u przeciwnika mnożyły się. Dzięki nim w pierwszej połowie padło tak dużo bramek. Jesteśmy w grze o podium, ale by się na nie wdrapać musimy w kolejnych meczach zagrać uważniej w obronie i liczyć na korzystne dla nich wyniki w innych spotkaniach – mówi Jakub Nosal, kapitan Gamby Furiosy. – Nie sposób nie zgodzić się z przedmówcą. Błędów w tym meczu było tyle, że spokojnie obdzieliłby nimi kilka spotkań. Musimy teraz zacząć rozglądać się za punktami, ale o utrzymanie jestem spokojny. Choć oczywiście nie lekceważymy kolejnych przeciwników. To na pewno będą ciężkie mecze. Zmierzą się w nich zdeterminowane ekipy, gdyż wszystkie ze sobą sąsiadują. Każdy mecz będzie zatem spotkaniem o sześć punktów – mówi Tadeusz Copija, którego drużynę czekają jeszcze mecze z RKS Huwdu i dwoma beniaminkami, czyli Mucharz Teamem i zawojskim Black Shadows oraz AKS Las.
Black Shadows Zawoja – Beton 2 Sucha Beskidzka 5:6
Beton 2 jest trzecią suską drużyną obok Zawojski.pl i Los Asfaltos, która miała w niedzielę odnieść pewne zwycięstwo i uciec reszcie stawki. I cel zrealizowała, ale podobnie jak obrońcy tytułu sukces nie przyszedł łatwo, choć nic nie zwiastowało nerwowej końcówki. Niedawni liderzy po dwóch bramkach Tomasza Jopka przedzielonych trafieniem Jakuba Lupy prowadzili już 3:0. Gol Patryka Dudziaka niewiele zmienił bo po trafieniach Marcin Plewy i Michała Czaickiego było już 5:1. Tyle tylko, że beniaminek nie wywiesił białej flagi. Na starcie z suszaniami ruszył Szymon Stachnik i trzy razy sforsował ich zasieki, co pozwoliło jego ekipie złapać kontakt. Trafienie Piotra Czaickiego dla Beton 2 tylko na chwilę ostudziło emocje bo suszanie zaliczyli jeszcze swojaka i do końca wynik pozostawał sprawą otwartą. - Mecz na początku był pod nasze dyktando, przeważaliśmy w środku pola i szybko wypracowaliśmy sobie przewagę bramkową. Do przerwy było 4:1 dla nas. Może ta przewaga w 1 połowie nas zgubiła i poczuliśmy się zbyt pewnie bo w 2 połowie mimo, że mieliśmy dużo sytuacji, to rywal nas przyparł do muru. Chwila nieuwagi i strata stopniała do jednej bramki, brakowało nam wykończenia z przodu, ale w meczu chodzi o to żeby strzelić o jedną bramkę więcej od przeciwnika i to się nam udało. Mamy 3 punkty i karawana jedzie dalej! – cieszy się Mateusz Fronczak, kapitan Beton 2 słusznie zauważając między wierszami, że zwycięzców się nie sądzi. Co innego przegranych. Zresztą ci sami posypują głowę popiołem. - Nie można wygrać meczu kiedy zaczyna się dobrze grać gdy do końca meczu zostaje kwadrans. Przespaliśmy pierwszą połową. Było 1:4 i trzeba było z mozołem odrabiać straty. Szkoda bo mogliśmy wywalczyć chociaż punkt. Za dużo błędów, niestety. Duża pochwala dla naszego strzelca Stachnika, który jak na razie robi robotę w przodzie – komentuje Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows.
II liga:
Patosquad – Bad Boys Stryszawa 0:5
Stryszawianie zdobyli trzy punkty nie wkładając w mecz najmniejszego wysiłku. Bo i nie musieli bo rywale po prostu nie pojawili się. - Niejedna drużyna cieszyłaby się z darmowych punktów, lecz biorąc pod uwagę ilość meczów w tym sezonie nie była to dobra wiadomość. Każdy z nas chciał wywalczyć te punkty na orliku, rozgrywając spotkanie. No ale cóż, takie sytuacje się zdarzają. Czekamy teraz na wynik spotkania Granda-Relax, trzymając kciuki za białczan – komentuje wartą trzy punkty pauzę Wojciech Ogarek, kapitan Bad Boys.
Lachy Lachowice – Granda Kojszówka 3:3
Przed tym meczem obie ekipy wiedziały o jak dużą stawkę grają. Tak Lachy, jak i Granda wiedziały, że nie mogą pozwolić sobie na porażkę. Tyle tylko, że początkowo ciążąca na drużynach presja paraliżowała ich poczynania. Na luzie grał tylko Mirosław Kachel. I można śmiało powiedzieć, że niedzielne starcie było swego rodzaju meczem Kachel – Granda. Bramkostrzelny napastnik Lachów w trymiga skompletował hat-tricka i wydawało się, że jego gole pozwolą Lachom sięgnąć po jakże cenną wygraną. Jednak z czasem Granda otrząsnęła się i podniosła rzuconą im przez Kachla rękawicę. Pierwszego gola zdobyła bezpośrednio z rzutu rożnego, kontaktowego strzelił Mariusz Szewczyk, a do remisu doprowadził Dariusz Ciapała. – Nadmiar chęci sprawił, że skuteczność nie była naszym atutem. Okazji mieliśmy bez liku, szkoda, że ich nie wykorzystaliśmy, a Kachel dał nam popalić i musieliśmy gonić wynik. Już przy remisie należał nam się rzut karny, ale gwizdek sędziego milczał. Przed nami jeszcze mecz z Relaxem. Potrzebujemy wywalczyć co najmniej jeden punkt. Łatwo nie będzie, ale nikt nie mówił, że awans sam przyjdzie – powiedział po meczu Karol Dudziak, kapitan Grandy. - Tym meczem zamknęliśmy sobie definitywnie drogę do powrotu do 1 ligi. Mimo iż do przerwy prowadziliśmy 3:1 to nie dowieźliśmy korzystnego wyniku do końca. Lider wcale nie był taki straszny i tylko dzięki naszym błędom zdołał doprowadzić do remisu. To, że sami nie wykorzystaliśmy kilku dogodnych sytuacji do strzelenia bramki i przechylenia szali na swoją korzyść to już nasz problem. Przeciwnikom gratuluję już chyba raczej pewnego awansu do pierwszej ligi bo tylko jakaś katastrofa mogłaby ich tego pozbawić – podsumował gorzko zawody Rafał Ząbek z Lachów.
Propan-Butan Budzów – Kanonierzy Grzechynia 8:4
Trzeba powiedzieć, że zaimponowali formą strzelecką piłkarze Kanonierów. Cztery bramki w ich wykonaniu (zdobyli je Grzegorz Pena – dwie, Piotr Witek i Tomasz Wala) to dorobek godny pochwały. Obrona jednak szwankowała i z tego powodu nie pozwoliły one na wywalczenie nawet punktu. Cały dorobek grzechyńskiego Arsenalu „zrównoważył” się po popisie Pawła Saponia. Do tego Stanisław Łopata zanotował hat-tricka, a jeden raz na listę strzelców wpisał się Krzysztof Krzanowski. Tym sposobem Gazownicy ulokowali się tuż za czołówką, ale, że mają rozegrane o jedno spotkanie mniej to mogą jeszcze przeprowadzić skuteczny atak z drugiego szeregu. – Dopóki mieliśmy siły to walczyliśmy. Potem nas opuściły i stąd taki, a nie inny wynik – mówi Marcin Waligóra, napastnik i bramkarz Kanonierów.
![]() | ![]() | | ![]() |
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze