Reklama


ALPS. Orlikowa pigułka (23 września)

24/09/2018 21:39

W niedzielę warunki do gry były wręcz wyśmienite. Zapowiadane opady deszczu przyszły później. Za to chłód zachęcał do żywego przemieszczania się po orlikach. No i piłkarze w pełni wykorzystali te warunki. Kilka pojedynków na długo zostanie w pamięci.

 

 

I liga:

 

Playboys Budzów – Gamba Furiosa Zembrzyce 1:3

Gdy przed tygodniem Gamba Furiosa pokonała na inaugurację sezonu AKS Las, zrodziło się pytanie czy zembrzyczanie, po kilku miesiącach błądzenia, wrócili na właściwe tory. Malkontenci kręcili nosem, że jeden mecz jeszcze o niczym nie świadczy. Po niedzielnej potyczce coraz więcej argumentów przemawia za tym, że Szalone Krewetki rzeczywiście odzyskały dawną drapieżność. Niemniej potencjał Playboys w porównaniu do AKS wydaje się mniejszy. Z drugiej strony druga wygrana z rzędu robi wrażenie i nakazuje rywalom zembrzyczan się z nimi liczyć. Bohaterem Gamby Furiosy został Michał Drwal, autor hat-tricka i zarazem wszystkich bramek dla triumfatorów. Dla pokonanych trafił Sebastian Gibas. -  Mecz był ciężki dla nas pod względem kadrowym... Ledwo się zebraliśmy i byliśmy w bardzo okrojonym składzie. Nie ukrywam, że było nam ciężko z początku sklecić jakąś składną akcję, ale w drugiej połowie już to miało ręce i nogi. Strzelecką forma błysnął Michał Drwal. Teraz czekamy na kolejne spotkanie, a o tym meczu szybko zapominamy. Teraz zbroimy się na Huwdu i walczymy o kolejne 3 punkty - mówi Jakub Nosal, kapitan Gamby Furiosy. 

Reklama

 

Relax Białka – RKS Huwdu Bieńkówka 2:5

Już na inaugurację sezonu RKS Huwdu zademonstrował wysoką formę, ale pechowo trafił na dobrze dysponowanego tamtego dnia Montera. W niedzielę ekipa z Bieńkówki nie spuściła z tonu i sprowadziła na ziemię beniaminka, który po wysokiej wygranej z Playboys mógł poczuć się zbyt pewnie. Obrońcy RKS Huwdu zaspali tylko dwa razy, a ich gapiostwo za każdym razem wykorzystał Mateusz Pacyga. W szeregach zwycięzców dwie bramki zapisał na swoim koncie Paweł Rymarczyk, a po jednej bramce dorzucili Daniel Pupczyk, Damian Putyra i Łukasz Szczepaniak.

Reklama

 

Zawojski.pl Sucha Beskidzka – Los Asfaltos Sucha Beskidzka 2:3

Dla takich pojedynków warto przychodzić na suskiego Orlika. Pełen dramaturgii i zwrotów akcji mecz sprawił, że nawet niedzielny chłód nikomu nie dokuczał. Piłkarze obu ekip na rozmyślanie o nim nie mieli czasu. - Rozumiem, że w piątek graliśmy Memoriał im. Tomasza Brańki, niektórzy mieli inne zajęcia i powody żeby nie przyjść, ale jeśli dalej będzie pojawiać się nas 6 na meczach to kolejny sezon możemy zacząć, ale na Playstation. Co do meczu to przeciwników było tylko jednego więcej, więc był w miarę wyrównany i co zrozumiałe bez szaleńczego tempa – zauważył po spotkaniu Krystian Krzeszowiak, kapitan Los Asfaltos. Jego ekipa wyszła na prowadzenie za sprawą Rafała Pietrusy, ale nie utrzymała go. Krótko przed gwizdkiem na przerwę skutecznie rzut karny wykorzystał Tomasz Listwan. W drugiej połowie Zawojski.pl rzucił się do jeszcze bardziej zdecydowanych ataków, widząc że Los Asfaltos nie mają na ławce nawet jednego zmiennika. Taktyka się opłaciła, bo ponownie piłkę do siatki posłał Listwan, który w tym sezonie zapisał na swoim koncie już piątego gola i póki co pozostaje jedynym strzelcem suskiej ekipy. Kto wie jak potoczyłoby się spotkanie gdyby w jednej z kolejnych akcji Zawojskiego piłka znalazła się w siatce, a nie jedynie ostemplowała słupek.

Reklama

Kłopoty Zawojskiego rozpoczęły się gdy siły się wyrównały. – Niestety na 10 minut przed końcem meczu jeden z naszych graczy musiał udać się na spotkanie. Została goła szóstka. Sędzia podyktował rzut pośredni metr przed polem karnym za przekleństwo jednego z graczy i zrobiło się 2:2 – relacjonuje Marcin Pająk, pomocnik Zawojski.pl. W ten sposób nawiązuje do pomysłowo rozegranego wolnego przez Pawła Cieślewicza i zwieńczeniem akcji przez Marcina Pęczka, który posłał futbolówkę pod poprzeczkę. Chwilę później Pietrusa wyszedł sam na sam z bramkarzem i strzałem z ostrego kąta zdobył gola na wagę trzech punktów. - Spotkały się dwie drużyny z widocznymi brakami kadrowymi. Los Asfaltos po naszej dekoncentracji strzeliły bramkę na 3:2 i było po zawodach – dodał Marcin Pająk. – Mecz, patrząc z boku, na remis. Czasem trzeba mieć trochę szczęścia, którego nam zabrakło w ubiegłym tygodniu, gdzie praktycznie w ostatniej akcji meczu z ZZd straciliśmy bramkę na 1:2 – niejako zgadza się z Marcinem Pająkiem kapitan Los Asfaltos.

 

Reklama

Kanonierzy Grzechynia – AKS Las 2:2

- Remisami utrzymania w lidze sobie nie zapewnimy. Jednak od czegoś trzeba zacząć. Przed tygodniem przegraliśmy, dziś zdobywamy punkt, więc za tydzień pora na wygraną. Widać postęp w naszej grze. Powoli wraca zgranie. Być może już dziś sięgnęlibyśmy po całą pulę gdyby nie zabrakło w naszych szeregach naszego filara obrony Tomka Wali – powiedział na gorąco po meczu Andrzej Szafraniec, napastnik Kanonierów. Dla grzechynian bramki zdobyli Mateusz Wójcik i Krzysztof Sałapatek. Dla zespołu z powiatu żywieckiego dwukrotnie trafił Daniel Żurek.

Reklama

 

ZrobioneZdrewna.pl Juszczyn – Monter Kurów 6:3

Na zakończenie kolejki kibice obejrzeli kolejne bardzo dobre widowisko, które wbrew wynikowi nie było jednostronnym pojedynkiem. – Już na początku meczu straciliśmy gola. Zabrakło koncentracji. Po kwadransie rywale prowadzili już 3:0. Coś szwankowało. Niby w ataku nie było źle, bo okazje były, ale obrona zupełnie zawodziła i trudno było nam się ogarnąć. Udało się jednak pozbierać i złapaliśmy kontakt, choć na przerwę schodziliśmy z dwubramkową stratą – opowiada o początku spotkania Tadeusz Copija, kapitan Montera, który z powodu kontuzji pleców mecz oglądał z ławki rezerwowych. Dodaje, że zdecydowanie lepiej jego ekipa zaczęła drugą odsłonę, a optyczną przewagę udokumentowała bramką. – Graliśmy swoje, ale czas nieubłaganie uciekał. Nie było na co czekać. Musieliśmy zaryzykować i pójść na całość. Można powiedzieć, że niewykorzystane okazje się zemściły. Obiliśmy słupek, poprzeczkę, zmarnowaliśmy sytuację „sam na sam”. Przytrafił się błąd i zrobiło się 3:5, a w końcówce nas dobili – mówi Tadeusz Copija. Zaznacza, że rywale byli lepsi i w pełni zasłużenie wygrali. – Widać, że to poukładana drużyna. W pełni zasłużyli na wygraną, ale my mogliśmy i powinniśmy ugrać więcej – dodaje. Jednocześnie utyskuje na brak terminarza na całą rundę, co utrudnia zaplanowanie sobie niedziel i spokojne przygotowanie się do pojedynków. W jego zespole bramki zdobyli Paweł Gach, Szymon Tlałka i Jacek Wajdzik. U pokonanych dublety ustrzelili Łukasz Kaczmarczyk i Marcin Masło, a po jednej bramce dorzucili Łukasz Sarna i Damian Barcik.  

Reklama

 

II liga:

 

Granda Kojszówka – Mucharz Team 4:7

- To był wypadek przy pracy. Drużyna przetrzebiona i zdziesiątkowana po sobotnim wieczorze kawalerskim jednego z zawodników nie była w stanie postawić się zawsze groźnemu Teamowi z Mucharza. Mam nadzieję, że w kolejną niedzielę na mecz z Betonem o 13:00 będzie więcej życia w zawodnikach – podsumował zawody Marcin Waligóra, bramkarz Grandy Kojszówka. Jego ekipie spotkanie od początku się nie układało. Po dwóch bramkach Adriana Brytana i golu Piotra Bargiela Mucharz Team prowadził już 3:0. Dopiero wówczas ukłuł Mariusz Szewczyk, ale szybko spotkał się z ripostą Brytana, który w ten sposób skompletował hat-tricka, co prawda nie klasycznego, ale godnego uznania. A mecz zakończył z jeszcze okazalszym dorobkiem, bo tuż po zmianie stron ponownie wpisał się na listę strzelców. A po nim wynik jeszcze bardziej podwyższył Grzegorz Gracjasz. Na drugą bramkę Szewczyka odpowiedział Bargiel i było po zawodach. Co prawda do sieci trafili jeszcze Robert Sowa i Sebastian Kurpiel, ale niczego nie mogły już one zmienić. - Myślę, że czas zacząć zbierać punkty i zacząć wygrywać bo to najwyższy czas. Po tym meczu muszę pochwalić wszystkich zawodników bo dali z siebie wszystko i zasłużyli na pochwałę – mówi Dominik Gajda, kapitan Mucharz Team.

Reklama

 

Gang Albanii reaktywacja Maków Podhalański – The Blues Skawica 0:5 (brak makowian)

Niestety nie pierwszy raz w swojej krótkiej historii makowianie wystawiają swoich rywali do wiatru. Skawiczanom na pocieszenie zostały trzy punkty, które zbliżają ich do przenosin do Suchej Beskidzkiej.    

 

The Reds Budzów – Bad Boys Stryszawa 7:9

Choć w tym potkaniu padło aż 16 bramek, to na listę strzelców wpisało się tylko sześciu zawodników, w tym zaledwie dwóch ze Stryszawy. Grzegorz Głuszek zdobył bowiem aż pięć bramek, a Mateusz Bienias cztery. Po drugiej stronie dublety ustrzelili Tomasz Hosy i Sebastian Kotlik i Krzysztof Bałos, a raz trafił Szymon Bania. A jak to leciało. Ano ciekawie. Budzowianie aż cztery razy wychodzili na prowadzenie, ale za każdym razem rywale odpowiadali, a na koniec pierwszej połowy dołożyli od siebie jeszcze dwa trafienia i do przerwy Bad Boys prowadzili 6:4. Po zmianie stron na blisko kwadrans obie ekipy złapały jeża. Wreszcie odblokował się Głuszek i zrobiło się 7:4! Dwie bramki Kotlika sprawiły jednak, że nagle zrobiło się ponownie stykowo i jeszcze wiele mogło się zdarzyć. Tym bardziej, że do końca meczu pozostawało jeszcze siedem minut. Na Orliku to wieczność. Ostatni fragment lepiej rozegrali jednak stryszawianie, zwyciężając ostatnie siedem minut 2:1, a cały mecz 9:7. Zapachniało hokejem.   

Reklama

 

Black Shadows Zawoja – Lachy Lachowice 5:6

- Niestety druga porażka z rzędu. Z przebiegu meczu należał się nam remis. Gra była wyrównana i wynik do samego końca się zmieniał. Być może zabrakło doświadczenia, co Lachy na pewno mają. Czasu nie cofniemy, czekamy na następny mecz – komentuje Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows, który jeszcze niedawno był czynnym zawodnikiem… Lachów, a wcześniej był jednym z tych, który zakładał lachowicką drużynę. Taki smaczek oraz fakt, że w zawojskiej ekipie gra jeszcze dwóch byłych zawodników Lachów na pewno dodawał konfrontacji smaczku.

Reklama

W pierwszej połowie spotkanie sprowadziło się do batalii Mikołaja Celaka z Lachami. Zawodnik Black Shadows trzykrotnie wpisał się na listę strzelców, ale raz posłał piłkę do własnej bramki. Dla Lachów trafiali także Mirosław Kachel i Marcin Uflant. Gdy po zmianie stron za sprawą Patryka Dudziaka i Pawła Janika zawojanie wyszli na prowadzenie wydawało się, że pójdą za ciosem. Lachy to jednak charakterni ludzie i prestiżowego meczu nie odpuściły. Gol Pawła Pluty doprowadził do remisu, a Mirosław Kachel przechylił szalę zwycięstwa na korzyść jego teamu. Szalki wyrównały się po trafieniu Łukasza Dudziaka, ale ostatnie słowo należało do Kachla, który pokazał, że nie zatracił zdolności seryjnego zdobywania goli. - Mam nadzieję, że przyszło przebudzenie, które będzie zwiastunem tylko i wyłącznie zwycięskich kolejnych spotkań. Generalnie mecz bardzo wyrównany, w którym prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie, ale na szczęście ostatnie słowo należało do nas. Przeciwnik był od nas lepszy technicznie, ale to my mieliśmy zdecydowanie więcej klarownych sytuacji, więc zwycięstwo uważam za w pełni zasłużone. Mam nadzieję, że ten mecz będzie wreszcie początkiem naszego marszu w górę ligowej tabeli – napisał nam po meczu Rafał Ząbek z Lachów.

 

Reklama

Beton 2 Sucha Beskidzka - Golden Street Sucha Beskidzka 6:6

Niby derby rządzą się swoimi prawami, ale dziwny to był mecz, który bardziej przypomina przebiegiem rywalizację kobiet (z całym szacunkiem dla płci pięknej, jak i dla bohaterów niedzielnej potyczki). Nowicjusze już do przerwy prowadzili 3:0 po bramkach Kamila Bielarza i trafieniu Tomasza Rozuma. gdy na początku drugiej odsłony po samobóju Arkadiusza Szweda  i kolejnym trafieniu Rozuma było 4:1 nic nie wskazywało, że coś w tym meczu może się jeszcze wydarzyć. A jednak. Tymczasem Arkadiusz Piątek (zdobył dwie bramki) i Paweł Śladewski doprowadzili do remisu. Ich radość trwała krótko bo Rozum i Arkadiusz Szwed znowu wyprowadzili Złotą Ulicę na jak się wydawało bezpieczną przewagę. Konrad Nikiel i Piątek udowodnili, że taką nie była i doszło do podziału punktów, który chyba jednak mimo wszystko bardziej zadowolił Golden Street. Wydaje się, że Beton2 jeszcze niejednej ekipie odbierze punkty, ale niemniej stracił znowu dystans do miejsc premiowanych awansem. - Na początku meczu rywale zaskoczyli nas dwoma szybkimi akcjami, a później zostaliśmy dobici jeszcze jedną bramką i do przerwy przegrywaliśmy 3:0 mimo, że mieliśmy parę sytuacji bramkowych. Od początku drugiej połowy ruszyliśmy ostro do ataku, żeby odrobić straty, przez co byliśmy narażeni na kontry, ale nam się to opłaciło bo mecz zakończył się remisem – mówi Mateusz Fronczak, kapitan Beton2.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama