Reklama


ALPS: Lachy z czwartą wygraną liderem II ligi

22/09/2015 15:49

Do pierwszoligowej czołówki dołączyli Los Asfaltos. Nadal utrzymują się niej, czym zaskakują, The Dreamers. Pierwszą wygraną odniósł białczański Relax, a trzecią porażką drogę do obrony tytułu niemalże definitywnie zamknęła sobie Gamba Furiosa.
Na zapleczu elity pierwszy przyznany walkower dał spokojne podtrzymanie prowadzenia Lachom. W meczach, które doszły do skutku były za to nerwy. Drugą drużyną z kompletem punktów jest Beton 2, wyraźnie rozpędza się też ZrobioneZdrewna.pl.
W pierwszym jesiennym hicie trzeciego szczebla Dziabaj wysoko uległ Dzikim Wieprzom, na czym skorzystały Złote Skrzydła, wskakując na trzecią lokatę. Wreszcie wygrał, całkiem pewnie, Sużyw.

ZrobioneZdrewna.pl Juszczyn - FC Fikoł Skawica  8:4 (5:2)

Juszczynianie nie czekali długo, by udowodnić, że są faworytem spotkania. Szybko gole zdobywali Marcin Szymoniak (dwa) oraz Jarosław Madziała. FC Fikoł odpowiedział w końcu, gdy po dwóch zagraniach bez przyjęcia Dawid Sumera dopełnił z bliska formalności. Bartłomiej Biskup jednak uspokajał kolegów, by kontynuowali dotychczasową grę, co powinno przynieść sukces. Nie pomylił się, bo strzelcy dotychczasowych bramek w jego zespole dołożyli jeszcze trzy trafienia w pierwszej połowie. Tuż przed, a także zaraz po przerwie – dzięki rzutowi wolnemu – hattricka skompletował Sumera i wydawało się, że skawiczanie jeszcze mogą odwrócić losy. Niestety dla nich, karygodną grę w obronie wykorzystał Szymoniak. Najskuteczniejszy drugoligowiec ustrzelił w drugiej połowie klasycznego hattricka i w sumie ma już na koncie aż 15 bramek, o 6 wyprzedzając drugiego… Madziałę. Wynik ustalił Jakub Zemlik, który po nieźle rozegranej kontrze zaskoczył Mariusza Kuszyka kopnięciem w krótki róg. Co nowością, obyło się bez rzutu karnego dla ekipy ze Skawicy; zresztą takiego stałego fragmentu nie odgwizdano przez cały dzień. Jak się później okazało, FC Fikoł został ostatnim zespołem z zerowym dorobkiem punktowym.

Reklama

 

Beton 2 Sucha Besk. – West Side Palcza  4:2 (1:1)

Dość wysoka stawka spotkania sprawiła, że obie drużyny nie rzuciły się do przodu, raczej bacząc, by rywale przypadkiem nie uciekli zbyt daleko. Sebastian Gibas po kilku minutach dał prowadzenie West Side i sporą pewność ekipie w czerwonych strojach. W bramce dobrze radził sobie Paweł Grygiel, lecz w końcu skapitulował po uderzeniu Bartłomieja Miki. Dalsze emocje nastąpiły dopiero w drugiej odsłonie. Pierwszą przewagę formalnym gospodarzom dał Jakub Lupa. Potem po ostrym wejściu palczanie zostali osłabieni na dwie minuty, ale nie stracili dystansu, a co więcej pod koniec kary ich gracza, z boiska na 120 sekund wyrzucony został (za uniemożliwienie szybkiego wznowienia z „piątki”) Michał Czaicki. Przewaga jednakże zupełnie nie została wykorzystana. Ba bliżej gola był wówczas Beton 2, ale suszanie wpadli w strzelecką indolencję, którą dopiero w ostatnich dziesięciu minutach przełamał w sytuacji sam na sam Patryk Bułka. Chwilę później drużyna z Palczy mogła zostać ostatecznie pogrążona, gdy trzech suskich zawodników nie potrafiło ograć osamotnionego golkipera. Pojawiły się nerwy u prowadzących, które wzmogły się, gdy Daniel Pocielej doprowadził do stanu 3:2. Wtedy wreszcie West Side uwierzyło w korzystny wynik, ale z głów wybił im go Bułka, finalizując następną kontrę. Palczanie żałowali przegranej, bo rywale nie dominowali, ale ci ponownie potwierdzili, iż dobrze wyglądają w destrukcji.

Reklama

 

RAFkOP Grzechynia – RKS Huwdu Bieńkówka  5:4 (3:2)

Świetne do oglądania zawody, których rezultat do końca pozostawał pod znakiem zapytania. Strzelanie rozpoczął Piotr Witek. Niemal od razu wyrównał – pod dobrze wykonanym kornerze – Łukasz Szczepaniak. To uskrzydliło bieńkowian, ale że muszą się mieć na baczności dosadnie pokazał im Michał Cygan. Jego gol z kolei za bardzo rozluźnił RAFkOP, bo 2:2 na elektronicznej tablicy wyświetliło się błyskawicznie za sprawą Damiana Putyry. Taki remis utrzymywał się trochę dłużej. Zakończył go Marek Kudzia, pokazując, że on i współpartnerzy również wiedzą jak spożytkować rzuty rożne.
Przerwa przyniosła lepszą grę defensywy grzechynian, co nawet poskutkowało wyższym prowadzeniem. Dzięki drugiej bramce Cygana można było złapać drugi oddech. Takowy udało się znaleźć też RKS-owi. Bartłomiej Szczepaniak dał kontakt i było wiadomo, że do końca będzie się działo. Co więcej, Huwdu przycisnęło przeciwników i kolejny stan remisowy był kwestią czasu. Tak się stało, ale w sposób zupełnie zaskakujący, patrząc na przebieg rywalizacji. Zmuszony do głębokiej defensywy RAFkOP wreszcie wydostał się z rejonu własnego pola karnego. Po przechwycie Damian Putyra będąc bliski straty zdecydował się na strzał „byle nie było kontry” z kilkunastu metrów, który „leciał i płakał”. Lecz że bramkarz Paweł Szczurek źle ocenił tor piłki, nie podejmując tym samym żadnej interwencji, to ta wpadła do bramki przy bliższym słupku. Niebawem Szczurek znów pozwolił poszybować futbolówce do siatki, ale tym razem celowo, przytomnie odpuścił, bo kopnięcie wykonano bezpośrednio z autu. Szanse na komplet punktów były więc nadal równe, a oba teamy próbowały wielu sposobów – niekoniecznie zgodnych z literą przepisów – by to osiągnąć. Nareszcie do długiego zagrania ze strefy obronnej ścigało się dwóch Rafałów: Zielonka oraz Salawa. Ten pierwszy uprzedził golkipera i na skraju pola karnego „dzióbnął” piłkę, która zatrzepotała przy dalszym słupku. Następnie grzechynianie jeszcze raz zwarli szyki w defensywie i dowieźli cenną wygraną do finału.

Reklama

 

Granda Kojszówka - Dream Team Sucha Besk.  4:4 (2:4)

Dobre, pechowo przegrane, spotkanie z Lachami dawało nadzieję zespołowi z Kojszówki na podobne zawody w niedzielę. Tyle przewidywań. Początkowo praktyka pokazała coś zupełnie innego. Granda znów porażała „bylejakością”, a Dream Team niczym rasowy bokser punktował. Najpierw po rykoszecie, z dalszej odległości, Jakub Wójtowicz, następnie Paweł Świerkosz, Gabriel Lempke i było 0:3. Dopiero to obudziło kojszowian, którzy zaczęli zagrażać suskiej bramce. W niej jednak niepodzielnie panował Bartłomiej Karlak (pierwszy raz na murawie tej jesieni), więc odrobienie strat było mało realne. Gola co prawda wreszcie zdobył Grzegorz Frydel, ale wynikał on głównie z przypadku, bo kojszowianin z najbliższej odległości poprawiał próbę jednego z kolegów, jeszcze uprzednio odbitą przez obrońcę. Bramka Mariusza Gawronka ponownie sprowadzała próbujących gonić na ziemię, lecz jeszcze raz pokazał się Frydel, nie pozostawiając miejsca przypadkowi: dostał piłkę na linii „szesnastki”, z defensorem na plecach wypracował pozycję i mocnym strzałem lewą stopą przy samym słupku pokonał refleks Karlaka.
W  drugiej połowie przynajmniej przez piętnaście minut nie oglądaliśmy goli. Dream Team złapała dziwna apatia w przodzie, lecz korzystny wynik był wciąż realny, bo defensywa oraz kierujący jej poczynaniami golkiper lotów nie obniżyły. Frydel jednakże miał inny plan i ostatecznie trafił po raz trzeci, co dało nadzieję jego kolegom. Sam przed chwilą wymieniony m.in. minimalnie przestrzelił z rzutu wolnego obok efektownie frunącego bramkarza. Następne ataki Grandy sunęły, ale nie wynikały z nich konkrety. Gdy do końcowego gwizdka pozostało 20 sekund, dzięki ogromnemu zaangażowaniu akcję udało się przenieść z prawej strony na środek, piłka trafiła do niekrytego Jakuba Stanka, a ten - mający problemy ze skutecznością – napastnik uderzył nisko w kierunku długiego słupka. Wychodzący Karlak jeszcze odbił piłkę, ale nie na tyle, by zapobiec jej wtoczeniu się do siatki, co zawodnikom z Kojszówki dało wielką radość z pierwszego w sezonie punktu.

Reklama

 

Sami Swoi Palcza - Lachy Lachowice  0:3 wo

Lachowiczanie nie mieli problemów z utrzymaniem prowadzenia w tabeli, bo palczanie w ogóle nie dotarli na białczańskiego orlika. A że w nadchodzący weekend Lachy pauzują, to ich gracze rozegrali wewnętrzny sparing.

 

 

Gol niedzieli
Grzegorz Frydel (Granda) na 2:4 z Dream Teamem

Kojszowski zawodnik zdawał się do tej pory grać niepozornie, ale to właśnie on poderwał zespół mocnym trafieniem zza pola karnego - które okazało się zbyt dobre na przeciwnego bramkarza – oraz hattrickiem. Ponadto mógł trafić jeszcze ładniej bezpośrednio z rzutu wolnego.

Reklama

 

Szóstka kolejki
Bartłomiej Karlak (Dream Team – 1*) – Patryk Bułka (Beton 2 – 1*), Dawid Sumera (FC Fikoł – 1*), Grzegorz Frydel (Granda – 1*), Marcin Szymoniak (ZrobioneZdrewna.pl – 3*), Rafał Zielonka (RAFkOP– 1*)

Do uratowania w pojedynkę wygranej Dream Teamu Bartłomiejowi Karlakowi zabrakło właściwie tylko szczęścia. Zdecydowanie nie siedziały mu jednak strzały Grzegorz Frydla, bo aż trzech z nich wspominany bramkarz nie zdołał obronić. W Betonie 2 błysnął Patryk Bułka. Częściej widoczny w tyłach zawodnik, widząc niemoc kolegów, sam zdobył dwie najważniejsze bramki z West Side. Wygraną RAFkOPowi zapewnił za to Rafał Zielonka, sprawiający wszystkim kłopoty swoją „wszędobylskością” i przygotowaniem motorycznym. Dawid Sumera w każdym kolejnym meczu zdobywa o gola więcej. Szkoda, że za jego rosnącą formą nie podążyli nadal koledzy. Brak trzeciej nominacji do szóstki kolejki byłby złośliwością w stosunku do obrzydliwie skutecznego Marcina Szymoniaka (drugi raz w sezonie skończył z sześcioma trafieniami).

Reklama

*- łączna liczba wyborów do szóstki kolejki II ligi 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama