Reklama


ALPS. Futsalowa pigułka (27 stycznia)

29/01/2018 20:28

Przedostatnia seria gier w futsalowej Amatorskiej Lidze Powiatu Suskiego zapowiadała się mało ciekawie. Emocji spodziewano się tylko w jednym meczu. Tymczasem tych było nader więcej i to bynajmniej nie w otwierającym kolejkę jej hicie.

 

 

Blok Ekipa - Monter Kurów 6:1

Po ostatnich niepowodzeniach starcie z Blok Ekipą było dla Montera, jak się wydawało, jednym z dwóch pojedynków o przedłużenie szans na wywalczenie miejsca na podium. Kurowianie, jak się potem okazało niesłusznie, założyli, że Gamba Furiosa nie polegnie w pojedynku ze ZrobioneZdrewna.pl. Wychodząc na parkiet kurowanie jeszcze tego nie wiedzieli. Tak samo jak tego, że przyjdzie im przeżyć szok, chociaż… - Trochę jesteśmy zaskoczeni wynikiem, ale tylko trochę. Wiedzieliśmy, że będzie trudno, a gry jeszcze okazało się, że zabraknie Pawła Gacha i Mariusza Spyrki to pokonanie Blok Ekipy stało się karkołomnym zadaniem – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera. Wspomina, że Pawła Gacha zatrzymały uroczystości rodzinne, a Mariusza Spyrkę z występu wyeliminował uraz nosa jakiego doznał w starciu z Gambą Furiosą. – Polała się krew, ale wydawało się, że nic poważnego się nie stało. W poniedziałek jego żona zauważyła jednak, że jego nos jest… krzywy. Pojechał do szpitala i okazało się, iż doszło do złamania. Musieli mu go nastawiać – opowiada Tadeusz Copija.

Reklama

Pomimo kłopotów kadrowych kurowianie radzili sobie początkowo nieźle i wiele wskazywało na to, że do przerwy bramki nie padną. Blok Ekipa zagrała ambitnie do końca i pokusiła się jednak o gola do szatni, a po zmianie stron szybko dorzuciła jeszcze dwa trafienia. – Było 0:3 i nie mieliśmy czego bronić. Postanowiliśmy zaatakować, ale zamiast zniwelować straty nadzialiśmy się na skuteczne kontry i było po meczu. Ciężko się gra gdy nagle ze składu wypada dwóch podstawowych napastników i trzeba na szybko obmyślać strategię. Cieszyć może tylko porażka Gamby, gdyż wciąż zostajemy w walce o podium – mówi kapitan Montera. W jego ekipie honorowego gola zdobył Łukasz Folęga. Dla zwycięzców po dwie bramki strzelili Tomasz Kaczmarczyk, Mateusz Matyja i Kamil Białończyk.

 

Reklama

Rafkop Grzechynia - Granda Kojszówka 5:2

Faworytem wydawała się Granda, ale życie ponownie pokazało, że nie można dzielić skóry na niedźwiedziu i przyznawać punktów przed końcowym, a tym bardziej pierwszym gwizdkiem. – Do połowy nasza gra nie wyglądała źle, a wręcz całkiem dobrze. Tyle tylko, że brakowało skuteczności. A jak się nie strzela to i nie ma punktów. Po zmianie stron w nasze poczynania wkradła się nerwowość, a i koncentracja gdzieś uleciała. Zaczęły się mnożyć błędy, a rywal skwapliwie je wykorzystał. Zresztą miał ku temu sporo okazji, gdyż tych błędów było zdecydowanie za dużo – mówi Grzegorz Frydel, strzelec jednej z dwóch bramek dla Grandy. Drugą zapisał na swoim koncie Mateusz Mołek. Bohaterem skazywanego na pożarcie Rafkopu  okazał się Krystian Głuc, którego nazwisko aż czterokrotnie znalazło się na liście strzelców. Raz wpisano na nią Kamila Takuśkiego.

Reklama

 

ZrobioneZdrewna.pl Juszczyn - Gamba Furiosa Zembrzyce 9:1

Po ostatnich „popisach” Gamba Furiosa nie była żelaznym faworytem tego meczu, ale jednak wciąż wydawało się, że to po jej stronie jest więcej atutów. A już na pewno mało kto (może pomijając juszczynian) przewidywał, że pojedynek zakończy się takim, a nie innym wynikiem. – Byłem chory (śmiech). A bardziej poważnie. Mam grypę, kilku kolegów zmaga się z kontuzjami i na meczu pojawiło się pięć osób. Potem chyba jeszcze ktoś dojechał, ale to i tak nie zmienia faktu, że było nas zdecydowanie za mało. Kondycja nie jest naszą mocną stroną. Gdy jest nas mało to łatwo nas zabiegać. Do połowy chłopaki się jeszcze jakoś trzymali. Potem opadli z sił i bramki posypały się jak z rogu obfitości – mówi Jakub Nosal, kapitan Gamby Furiosy. Jego ekipę stać było tylko na honorowe trafienie, a zatroszczył się o nie Wojciech Świerkosz. Tymczasem zespole z Juszczyna, który po sobotniej wygranej znalazł się w gronie pretendentów do miejsca na podium, hat-tricka ustrzelił Łukasz Kaczmarczyk, „dwupaka” Łukasz Sarna i Adrian Bury, a solóweczkę zaliczyli Marcin Masło i Damian Barcik.

Reklama

 

Mucharz Team - Oldboys Sucha Beskidzka 5:6

Z całym szacunkiem dla Mucharz Team, dla Oldboys potyczka z zespołem z powiatu wadowickiego miała być spacerkiem. I początek spotkania zapowiadał taki właśnie scenariusz. - Mecz rozpoczął się po naszej myśli. Szybkie prowadzenie 2:0 trochę nas uśpiło. Zamiast grać spokojnie z kontrataku, chcieliśmy za wszelką cenę strzelać kolejne bramki. Szybko się okazało, że taka taktyka, a raczej jej brak, wyszła nam na złe. Do przerwy straciliśmy cztery bramki.  Po przerwie postawiliśmy wszystko na jedną kartę i praktycznie całe drugie 22 minuty byliśmy na połowie rywala. Niestety, moment dekoncentracji i kontra Mucharza podwyższyła ich przewagę – mówi Andrzej Szafraniec z Oldboys. Wspomina, że po trzech bramkach Jana Łacha oraz golach Bartka Zembatego i Piotra Hubera było już co by nie mówić 5:2, a do końca spotkania zaledwie osiem minut. Suszanie raz po raz mieli sytuację bramkową, ale po prostu „nie chciało wpaść”. Dopiero w ostatnich minutach zdołali rozwiązać supeł, który zrobił się na worku z bramkami. – Na 10 sekund przed końcem meczu Karol Głuc wyprowadził nas ponownie na prowadzenie, a w zasadzie zdobył bramkę na wagę zwycięstwa i pozostania w wyścigu o mistrzostwo ligi. Niespodzianki nie ma... – mówi Andrzej Szafraniec. W jego drużynie poza wspomnianym Karolem Głucem po bramce zdobyli Robert Wolski i Bartłomiej Łękawa, a Janusz Rak popisał się hat-trickiem. Janusz to delikatnie mówiąc dość kontrowersyjna postać. Profesjonalista wymagający czasami od innych więcej niż od siebie. Znakomity rozgrywający, wpadający w szał gdy robię to co lubię najbardziej, czyli nieustająca kiwka. Jednak w meczu, w którym nie mogłem wystąpić tylko On mógł wziąć na siebie ciężar zdobywania goli...i spisał się znajomicie. Hattrick, a do tego świetna gra w obronie oraz piekielnie skuteczne i zaskakujące podania. Tak Janusz...tym meczem zasłużyłeś na powołanie do zespołu w przyszłym roku... Mam nadzieję, że reszta chłopaków dorówna Mu zaangażowaniem i poświeceniem. Dzięki Tobie Janusz pozostaliśmy w grze – komplementuje Janusza Raka nie kto inny jak kapitan Oldboys Marcin Banaś.

Reklama

 

Abrakadabra Sucha Beskidzka - Błękitna Gwiazda Białka 7:8

- Do teoretycznie słabszego przeciwnika staraliśmy się podejść ze spokojem. Mecz zaczął się jak chcieliśmy, każdy z zawodników był skupiony i zagrażaliśmy bramce przeciwnika. Graliśmy dobrze aż do chwili gdy bramkarz przeciwników obronił poza polem karnym piękny, lecący w światło bramki, strzał z drugiego końca boiska w wykonaniu Piotra Targosza. W efekcie czego otrzymał czerwień. Po tym wydarzeniu wdarło się jednak w nasze szeregi lekkie rozluźnienie, przez co to my musieliśmy odrabiać straty – opisuje sobotni mecz Kamil Kozina, kapitan Błękitnej Gwiazdy.  - Jednak wygląda na to, że Mariusz Czarny wziął sobie do serca słowa sprzed tygodnia i w tym meczu dwoił się i troił na boisku, w efekcie czego strzelił dwie bramki oraz asystował przy decydującym trafieniu. Oprócz niego na pochwałę zasłużył Marcin Rzeszótko, który w drugiej połowie zdobył aż 4 bramki. Dwie pozostałe były zasługą wspomnianego Mateusza oraz Wojciecha Bachula – dodaje. W drużynie ze stolicy powiatu formą strzelecką wykazali się Szymon Celak (3 bramki), Robert Sumera (2 gole) oraz Arkadiusz Szwed. Na ich nieszczęście okazało się to jednak zbyt mało nawet do wywalczenia punktu, na który ambitną postawą niewątpliwie zasłużyli. Kto jednak powiedział, że futbol jest sprawiedliwy.

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama