Przesyłka miała być doręczona do rąk własnych. Zamiast tego została pozostawiona bez wiedzy adresata, a odbiór potwierdził własnym nazwiskiem listonosz. Mieszkaniec Suchej Beskidzkiej twierdzi, że przez takie działanie stracił możliwość obrony swoich praw i został obciążony karą w wysokości 15 tysięcy złotych. Poczta Polska przyznaje, że doszło do naruszenia procedur. Poszkodowany przekonuje jednak, że problem może być znacznie szerszy.
Historia zaczęła się od kontroli przeprowadzonej przez Wojewódzki Inspektorat Transportu Drogowego. Przedsiębiorca (dane osobowe do wiadomości redakcji) otrzymał wezwanie do przedstawienia dokumentów. Na odpowiedź miał siedem dni.
Problem w tym, że – jak twierdzi – o przesyłce dowiedział się dopiero wtedy, gdy termin już minął.
– Zadzwoniłem do WITD zapytać, co dzieje się w mojej sprawie. Inspektor powiedział mi, że przecież odebrałem przesyłkę 24 marca. Odpowiedziałem, że to niemożliwe, bo mnie wtedy nie było. Wtedy usłyszałem, że mają potwierdzenie odbioru – relacjonuje.
To miał być moment, w którym sprawa przybrała nieoczekiwany obrót. Przedsiębiorca udał się do placówki pocztowej. Tam, jak twierdzi, zobaczył dokument, z którego wynikało, że odbioru nie potwierdził adresat, lecz sam listonosz.
– Na tablecie był podpisany listonosz, a nie ja – mówi.
Według relacji naszego rozmówcy przesyłka nie została mu doręczona osobiście. Dokument miał zostać pozostawiony w budynku wielorodzinnym, a następnie przekazany przez sąsiada.
– Moja córka wróciła ze szkoły i powiedziała, że sąsiad przekazał jej jakiś list. Okazało się, że to właśnie przesyłka z WITD. Termin na odpowiedź już minął – opowiada.
Skutki były natychmiastowe. Za brak wymaganej odpowiedzi przedsiębiorca został ukarany administracyjnie. Kara wyniosła 15 tysięcy złotych.
– Teraz muszę płacić prawnikom, walczyć o odkręcenie sprawy, a pieniądze i tak trzeba wpłacić. Nikt nie chce mi zwrócić kosztów, które poniosłem przez cudzy błąd – podkreśla.
Najpoważniejsze zarzuty dotyczą jednak nie samego incydentu, lecz skali zjawiska. Przedsiębiorca twierdzi, że podobne sytuacje mogły mieć miejsce już wcześniej, a problem może dotyczyć większej liczby mieszkańców.
– Uważam, że to trwa od kilku lat. Zacząłem sprawdzać wcześniejsze przesyłki i zauważyłem niepokojące rzeczy. Prawnik powiedział mi również o podobnym przypadku dotyczącym przesyłki sądowej – mówi.
Jednocześnie przyznaje, że część jego przypuszczeń ma charakter domysłów.
– Mam nadzieję, że to tylko moje przypuszczenia. Ale trudno nie zadawać pytań, skoro ktoś podpisuje odbiór przesyłki własnym nazwiskiem i pozostawia ją bez kontaktu z adresatem – dodaje.
Rozmówca uważa, że wielu mieszkańców mogło nawet nie zauważyć podobnych sytuacji.
– Starsze osoby często nie sprawdzają takich rzeczy. Wielu ludzi nie wie, że może poprosić o wgląd w potwierdzenie odbioru. Mogło dojść do wielu przypadków, które nigdy nie zostały ujawnione – twierdzi.
Szczególnie wymowny jest opis spotkania przedsiębiorcy z kierownictwem placówki. Jak relacjonuje, jedna z osób zarządzających miała skontaktować się telefonicznie z listonoszem w jego obecności.
– Usłyszałem słowa: »Co ty narobiłeś? Tak nie wolno robić«. Wtedy zrozumiałem, że problem jest poważniejszy, niż przypuszczałem – opowiada.
Według jego relacji listonosz miał tłumaczyć, że podpisał przesyłkę własnym nazwiskiem, ponieważ adresata nie było w domu. Tyle że przepisy dotyczące przesyłek rejestrowanych wymagają ich prawidłowego doręczenia lub pozostawienia stosownego awiza.
Do sprawy odniosła się Poczta Polska. W przesłanym do naszej redakcji stanowisku operator nie kwestionuje, że doszło do nieprawidłowości.
– Niestety w tym przypadku doszło rzeczywiście do naruszenia zasad, które absolutnie nie powinno mieć miejsca – poinformowała redakcję Poczta Polska.
Spółka potwierdza również kluczowy element sprawy.
– Listonosz potwierdził odbiór przesyłki własnym imieniem i nazwiskiem bez udziału adresata, a przesyłka została pozostawiona w skrzynce oddawczej.
Jak podkreślono, pracownik przyznał się do niewłaściwego postępowania, a po przeprowadzeniu postępowania wyjaśniającego wyciągnięto wobec niego konsekwencje służbowe. Poczta informuje także, że ujawniono jeszcze jeden podobny przypadek.
W tym miejscu pojawia się zasadnicza rozbieżność. Poczta Polska podkreśla, że chodzi o jednostkowe przypadki.
– Biorąc pod uwagę ogromną skalę działania i liczbę obsługiwanych przesyłek, niestety zdarzają się incydentalne przypadki odstępstw od procedur – przekazała spółka.
Przedsiębiorca nie zgadza się jednak z taką oceną. Jego zdaniem ujawnione przypadki mogą być jedynie fragmentem większego problemu. Nie przedstawia jednak dowodów pozwalających obecnie potwierdzić, że podobne działania miały charakter systemowy lub były tolerowane przez kierownictwo.
To właśnie ta kwestia pozostaje dziś najważniejszym punktem sporu.
Niezależnie od przyczyn i skali problemu pozostaje pytanie o odpowiedzialność za skutki błędnego doręczenia. Przedsiębiorca przekonuje, że poniósł realne straty finansowe i został pozbawiony możliwości terminowego działania.
Poczta Polska wskazuje natomiast na procedury reklamacyjne i możliwość dochodzenia roszczeń zgodnie z ustawą Prawo pocztowe. Dla poszkodowanego to jednak za mało.
– Jeżeli ktoś podpisuje odbiór przesyłki za adresata, a później człowiek ponosi konsekwencje finansowe, to nie można mówić tylko o nieprzyjemnościach. To są konkretne straty i konkretne problemy – podsumowuje.
Przedsiębiorca zapowiada, że jeśli nie uzyska satysfakcjonujących wyjaśnień, rozważy skierowanie sprawy do organów ścigania.
Na razie wiadomo jedno: Poczta Polska potwierdziła naruszenie procedur, pracownik przyznał się do nieprawidłowego działania, a jeden z mieszkańców Suchej Beskidzkiej twierdzi, że skutki tego błędu odczuwa do dziś.
Czy był to pojedynczy incydent, czy sygnał znacznie poważniejszego problemu? Odpowiedź na to pytanie może mieć znaczenie nie tylko dla mieszkańców Suchej Beskidzkiej, ale dla każdego, kto ufa, że przesyłka oznaczona jako „doręczona” rzeczywiście trafiła do właściwej osoby.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze