Reklama


73 rocznica pacyfikacji wsi Sidzina

29/01/2018 08:15

Członkowie i sympatycy Stowarzyszenia Małopolscy Patrioci spotkali się na obchodach związanych z 73. Rocznicą Pacyfikacji wsi Sidzina. Wydarzenie zostało zorganizowane, by upamiętnić te dramatyczne wydarzenia z roku 1945. Jak podkreślali organizatorzy, należy o nim pamiętać z kilku względów.  

- Przede wszystkim zaznaczyć należy, że nasi dziadowie postawili kapliczkę przypominającą o tym smutnym przebiegu zdarzeń, po to, abyśmy znali historię, po to, abyśmy wiedzieli komu dziękować za ocalenie życia zgromadzonym tu 24 stycznia 1945 roku mieszkańców naszej gminy, po to, abyśmy nigdy nie zapomnieli, że to naród niemiecki, wtedy nazistowski, jest odpowiedzialny za krzywdy wyrządzone naszej ojczyźnie i wreszcie po to, abyśmy wyciągnęli odpowiednie wnioski, a nasuwa się jeden: nigdy więcej wojny, bo to ona niesie śmierć, strach, smutek oraz dramatyczny przebieg wydarzeń - zaznaczał  Adrian Handzel.   I przyppmniał. Zbliżał się koniec wojny, rok 1945. - Koniec wojny oczywiście dla zachodu, który nas „sprzedał”, lecz nie dla Polski - podkreślał. - Wojska niemieckie wycofywały się z okupowanych terenów w stronę Słowacji. Gdy niewielki oddział nazistów przejeżdżał przez Sidzinę, partyzanci postanowili przygotować na grupę żołnierzy niemieckich obławę. Niestety, akcja zakończyła się bolesną porażką, ponieważ żołnierze przeżyli i zdołali uciec strzelając po drodze do napotkanych mieszkańców naszej gminy, w wyniku czego zamordowani zostali m.in. Władysław oraz Wojciech Kojs.   Niemcy kolejnego dnia postanowili w ramach zemsty za napad na grupę żołnierzy SS spacyfikować naszą gminę.    - W dniu dzisiejszym możemy sobie tylko wyobrazić, co czuli nasi przodkowie. 24 stycznia, wczesny poranek, mroźna zima. Umundurowani, uzbrojeni SS-mani wjeżdżają na teren naszej gminy. Podpalają domy, płonie ich około trzydziestu. To jednak nie koniec rozgrywanego dramatu.  SS-mani wyciągają z bronią w ręku mężczyzn.  Około 50 lub 60 mężczyzn stoi mniej więcej w tym samym miejscu co my obecnie. Co czują? Zastanówmy się co może czuć człowiek stojący w miejscu na rozkaz uzbrojonego SS-mana. Strach, obawa, że to ostatni dzień ziemskiego życia, myśl, że nie zobaczą już swoich bliskich – to sytuacja dramatyczna i podobnie jak my tutaj zebrani niejednokrotnie, gdy jesteśmy bezradni kierujemy swoje słowa w stronę Boga, tak również oni uczynili, a na pewno obecny w tym miejscu Jan Pastwa. To on w swych prośbach skierowanych do Matki Bożej obiecał, że jeżeli mieszkańcy zostaną ocaleni, to na znak wdzięczności postawi kapliczkę jako wotum za ocalone życie - relacjonował Handzel.   Zgromadzeni mężczyźni zostali ocaleni,  puszczeni wolno mogli wrócić do swych rodzin.  Dlatego zebrani na uroczystości wspólnie odmówili modlitwę  dziękując Matce Bożej Sidzińskiej.    

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama