Pandemia koronawirusa na zawsze kojarzyć się będzie uczniom głównie ze zdalnym nauczaniem. I choć z jej powodu lekcje nie zostają już przenoszone ze szkolnych ławek przed ekrany komputerów, to nie można wykluczyć, że dzieci i młodzież zimą ponownie uczyć się będą w domach. Tym razem z zupełnie innych powodów.
Co prawda w naszym regionie nikt o tym głośno nie mówi, ale w innych samorządach kraju włodarze zaczynają oświadczać, że zimą zdecydują się na zamkniecie szkół i przejście na naukę zdalną. To efekt szalejących cen za energię, m.in. elektryczną, której podwyżki dla samorządów sięgają kilkuset procent.
Co więcej, wedle nowego prawa, jeżeli dyrektor nie jest w stanie zapewnić uczniom temperatury co najmniej 18 stopni Celsjusza w pomieszczeniach, w których odbywają się zajęcia, jest zobowiązany zawiesić zajęcia. I według obowiązujących przepisów — przenieść je do domu.
Na to zezwoliło specjalne rozporządzenie Ministerstwa Edukacji. Niegdyś z powodu niemożności ogrzania szkół lekcje zawieszano. Teraz nauczyciele - po okresie pandemii - mają przećwiczoną naukę zdaną, więc w razie potrzeby nauki nie będzie trzeba nie trzeba przerywać, ale zostanie przeniesiona do domów uczniów.
Niestety, wobec galopujących cen energii, które mają pokryć budżety gminne, przejście na naukę zdalną wydaje się najprostszym wyjściem - trudno bowiem zamknąć czy to przychodnie, czy szpitale, czy urzędy gmin.
Do tej sprawy ustosunkowało się ministerstwo edukacji i nauki (MEiN). Na stronach kuratoriów oświaty pojawił się komunikat, że: „wprowadzenie od 1 września 2022 roku przepisów umożliwiających przejście na naukę zdalną w sytuacji zagrożenia zdrowia i bezpieczeństwa uczniów z powodów nadzwyczajnych np. wichury, zalania szkoły, nie stanowi podstaw do rezygnacji z realizacji zadań własnych gminy, w szczególności z organizacji zaopatrzenia w ciepło jakiejkolwiek placówki edukacyjnej na obszarze gminy”.
Minister rozwoju i technologii Waldemar Buda poinformował, że jego resort wraz z Ministerstwem Klimatu i Środowiska pracuje nad rozwiązaniami mającymi na celu zamrożenie cen energii dla instytucji użyteczności publicznej, jak szpitale, szkoły lub przedszkola. Tyle tylko, że o ile ceny prądu mogą zostać zamrożone, to w przypadku gazu i węgla sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Ostatniego z surowców nadal nie ma wystarczająco dużo na rynku, a do tego jego cena jest koszmarnie wysoka.
- Dla naszej siedziby w Suchej Beskidzkiej ciepło wytwarzane jest w kotłowni w Starostwie Powiatowym, więc sytuacja jest nadzwyczaj klarowna. W Makowie Podhalańskim mamy własną kotłownię gazowà, więc jeśli tylko gaz będzie płynął w gazociągu to z ogrzewaniem nie będzie problemu - mówi Sławomir Kudzia, dyrektor Zespołu Szkół im. W. Goetla w Suchej Beskidzkiej, która dysponuje także budynkiem po byłym ZS im. J. Kantego w Makowie Podhalańskim.
Gmina Budzów zabezpieczyła wszystkie szkoły w opał na zimę. Zarówno włodarze gminy, jak i dyrektorzy szkół nie przewidują wprowadzenia zdalnego nauczania z uwagi na zbyt niską temperaturę w salach lekcyjnych.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Jeb... PiS