Kac gigant i nieznajoma w łóżku. Takie konsekwencje miał wieczór kawalerski bohatera sztuki, którą można było zobaczyć dziś w Makowie Podhalańskim.
Grupa Teatralna KOMIkadze wystąpiła w sali OSP. Premiera farsy "Wieczór kawalerski" rozpoczęła się o 18. Przygotowanie sztuki było częścią projektu „Życie to teatr! Zagraj w nim z nami.”
Kilka dni wcześniej artyści wystąpili specjalnie dla uczniów z Gimnazjum w Juszczynie, Gimnazjum w Makowie Podhalańskim, ZS im. Św. Jana Kantego i z ZS im. Walerego Goetla. Ogłoszono też konkurs na najlepszą recenzję spektaklu. Zwycięską pracę publikujemy poniżej.
Nagrodzona recenzja Zofii Kalemba
Głód moralności
Dnia 22 września 2015 roku w siedzibie OSP odbyła się prapremiera spektaklu pt. „Wieczór kawalerski”, którą miałam możliwość obejrzeć wraz z innymi uczniami. Dzieło Robina Howdona zainscenizowane przez grupę teatralną o nazwie „Komikadze” wkroczyło na scenę i zeszło z niej w wielkim stylu. Opracowania scenariusza oraz reżyserii spektaklu podjęła się Monika Oleksa. W rolach głównych wystąpili: Agnieszka Mięso, jako humorzasta Rachel, Justyna Dula Guzik, jako niezdecydowana Judy, Joanna Janiszewska, jako zjadliwa Julie, Krzysztof Aniserowicz, jako pechowy Bill, Jakub Sikora, jako nierozgarnięty Tom, Mikołaj Dudek, jako rozgoryczony francuz Dupont oraz Wojciech Magdziak, jako „czerwony grubas”, czyli ojciec panny młodej.
Komedia pt. „Wieczór kawalerski” dotyczy perypetii przyjaciół – Billa i Toma - którzy próbują zapobiec konsekwencjom wieczoru kawalerskiego pierwszego z nich; farsowo przedstawia skutki działań obu panów. Nietrudno o zawrót głowy, gdy zbliża się ślub, a pan młody leży w łóżku ze swoją wieczorną wybranką.
Ogromne brawa należą się aktorom grupy „Komikadze”, ponieważ swą grą aktorską ubarwili spektakl niezmywalnymi plamami emocji i nutą ironii wiszącymi w powietrzu między sceną a publicznością. Niezwykle dobra dykcja odtwórców ról oraz wypróbowany akcent francuski pozwoliły nam przenieść się w świat, w którym istniała gra o nazwie „moralność”, gdzie sztuka unosiła się nie tylko w zamkniętej przestrzeni pomieszczenia, ale i w otworzonych na oścież umysłach ludzi. Artyści zakochani w sztuce do haniebnego szaleństwa, spisali się doskonale. Na uwagę zasługuje również muzyka - część układanki spektaklu. Oddawała ona atmosferę dzieła i sprawiała, że na twarzach widzów rozkwitał uśmiech o podobiźnie róży – nęcący, zachęcający do rozpalenia uczniowskich oblicz. Scenografia, choć dosyć uboga, zyskała moje uznanie - praktyczność wynagrodziła jej niedobór. Akcesoria znajdowały się na swoim miejscu gotowe do użycia, tak jak fajka Dupont lub nóż użytkowany przez Toma, a upadek obrazu w trakcie przedstawienia nie stanowił kłopotu. Być może był to wyraz litości nad chaotycznymi bohaterami utworu. Jeżeli chodzi o kostiumy, to zawiódł mnie brak sukni ślubnej Rachel, ale pozostałość była jak najbardziej trafiona.
W mojej obiektywnej ocenie spektakl wypadł fenomenalnie. Myślę, że organizatorzy przedstawienia dzięki ciężkiej pracy zrealizowali swój plan. Z całą pewnością mogę polecić tę inscenizację i radować się jej zwycięstwem nad rutyną.
Program dofinansowany ze środków Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności realizowany przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce i Ośrodek Działaj Lokalnie przy Babiogórskim Stowarzyszeniu Zielona Linia




Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze