To będzie czwarty z rzędu start w najsłynniejszym rajdzie na świecie, Rajdzie Dakar, dla Szymona Gospodarczyka. Pochodzący z Jordanowa Gospodarczyk pojedzie w barwach debiutującego w Dakarze Energylandia Rally Team, gdzie zasiądzie na fotelu pilota w Can-amie prowadzonym przez Michała Goczała. - Moim planem jest być na mecie każdego etapu. Staram się realizować plan krok po kroku. Startując nie myślę o tym, co będzie za tydzień, liczy się najbliższy etap. Jeżeli osiąga się metę Dakaru i nie popełnia większych błędów, to końcowy wynik też nie powinien być zły - mówi Gospodarczyk.
Maciej Krzyśków: Mamy 21 grudnia, ale myślami pewnie jesteś gdzieś indziej.
Szymon Gospodarczyk: - Przestawiłem już nawet czas na dakarowy, wiec u mnie jest obecnie godzina 17 (2 godziny do przodu w porównaniu z czasem polskim - przyp. red.). W piątek wróciłem z Arabii Saudyjskiej i od tego momentu jestem odizolowany (rozmowa przeprowadzona została przez jeden z komunikatorów - przy. red.). 26 grudnia lecimy z Krakowa do Frankfurtu, a stamtąd do Jeddah. Czeka nas tam 48 godzin kwarantanny, a następnie testy na koronawirusa. Musimy być bardzo odpowiedzialni, izolować się i pilnować, bo jeżeli jedna osoba z teamu będzie miała wynik pozytywny, to cała drużyna zostanie wykreślona z rajdu. Na razie kontaktujemy się telefonicznie, mamy utworzone różne grupy. Przed wyjazdem będziemy jeszcze przechodzić testy w kraju.
To, że pojedziesz w Dakarze w barwach Energylandia Rally Team wiedziałeś już wcześniej?
- W październiku odbyła się nasza oficjalna prezentacja w Zatorze. Bardzo się z tego cieszę, że pojadę po raz pierwszy w pełni polskim teamie i po raz pierwszy będę nawigował po polsku. Będzie to dla mnie nowość. To będzie mój czwarty start w Rajdzie Dakar, a trzeci w klasie UTV, gdzie rywalizacja jest bardzo zacięta. Michał Goczał to bardzo mądry kierowca i cieszę się, że to właśnie z nim tam pojadę. Wspólnie przejechaliśmy już wiele rajdów, a w 2019 roku zdobyliśmy Puchar Polski Samochodów Terenowych w klasyfikacji generalnej oraz w grupie UTV.
Trenowaliście głównie w Drawsku Pomorskim.
- Faktycznie, odbyliśmy tam kilka dobrych sesji treningowych, ale bardziej chodziło w nich o to, że mogliśmy się lepiej z Michałem zgrać i wykorzystać to, że siedzimy razem w samochodzie. O nic innego. W Drawsku piasek jest twardszy, są koleiny, drzewa, ostre zakręty. Na Dakarze tego nie ma, za to można tam spotkać przysypane piaskiem głazy. Moim zdaniem, nie ma żadnego porównania między warunkami na poligonie w Drawsku a tym, co nas czeka w Arabii.
Poza Polskę również wyjechaliście.
- Tak, ale powtórzę, że pustynia w Arabii Saudyjskiej wygląda jeszcze inaczej. Najbliższe tereny wokół nas z przybliżonymi do Dakaru warunkami są w Maroku. Z powodu pandemii wszystko było jednak poblokowane i nie mieliśmy możliwości pojechać na prawdziwe wydmy.
Możesz się nazwać zatem szczęściarzem, bo całkiem niedawno zaliczyłeś dakarowe przetarcie podczas zawodów Pucharu Świata w Hail właśnie w Arabii Saudyjskiej.
- Przez miejscowość Hail przebiega trasa Dakaru - odbędą się w jej okolicy dwa etapy, będzie tam również dzień przerwy. Podczas zawodów w Hail pojawiła się czołówka zawodników z Pucharu Świata, chociaż na pewno nie wszyscy chętni, bo samochody trzeba było wcześniej wysłać samolotem, a trzeba pamiętać że te, które będą używane podczas Dakaru, już płyną promem. Zostały zatem dwie możliwości - albo posiadać drugi samochód, albo wysłać go samolotem, a nie promem.
Jak się znalazłeś na fotelu pilota Essy Aldossariego?
- Świat rajdów jest mały. Wcześniej z Essą jeździł mój francuski kolega, który wystartował w Hail w innym zespole. To właśnie on nas ze sobą skontaktował, chociaż znałem się już z Essą wcześniej. Dwa tygodnie przed rajdem zapadła decyzja, że jedziemy razem. Miałem zatem czas, by zabukowac bilety i pojechać do Arabii Saudyjskiej.
Sam start i zajęcie wspólnie z Essą dwunastego miejsca w klasyfikacji generalnej wspólnie z Essą można uznać za bardzo dobry wynik.
- Essa to doświadczony, lokalnych kierowca, który ma za sobą nawet i triumf w tym rajdzie. Start w Hail był dla mnie cenną lekcją, bo mogłem przekonać się na własne oczy, jaką przewagę nad innymi kierowcami, którzy nie mają wydm na co dzień, posiadają ci, którzy już mogą po nich w każdej chwili jeździć. Dla nich jazda po wydmach jest porównywalna z naszą jazdą po śniegu. Byłem w szoku, jak Essa potrafi budować przewagę i doskonale wiedział, że kiedy słońce miał po swojej lewej stronie, to wydma z tyłu będzie gładka, nie załamie się. Potrafił z pełną prędkością przejechać przez szczyty, mimo że nie wiedział, co się za nimi znajduje. Nie oznaczało to, że trasę miał opanowaną na pamięć. bo nie da się zapamiętać 300 kilometrów. Robiło to na mnie wrażenie. W Dakarze 2021 przewagę będą mieli kierowcy, którzy "urodzili się" na wydmach. W tym roku odwołane były rajdy Maroka, Abu Dabi i Dubaju, czyli te, w których można było pojeździć po wydmach. Kierowcy, którzy takie warunki mają na co dzień, będą w Dakarze uprzywilejowani.
Oddechu złapać na chwilę nie możesz, bo ledwie wróciłeś z Arabii do Polski, a za chwilę znowu się tam udasz. Cały ten pandemiczny rok jesteś w niesamowitych rozjazdach.
- Nigdy nie miałem takiego nawału pracy i też to odczuwam. Na początku rajdy były odwoływane, ale potem jak ruszyły, to kalendarz był bardzo napięty. Bywało tak, że tydzień w tydzień byłem gdzieś indziej np. w Polsce, a potem czekał mnie wyjazd do Rzymu czy na Wyspy Kanaryjskie. W porównaniu do poprzednich lat, było to męczące. We wcześniejszych sezonach miałem wszystko zaplanowane, teraz odbywało się to na wariackich papierach.
Mówisz stricte o sportowych sprawach, ale też i te okołosportowe, związane z logistyką, zaznaczyły się w minionym już sezonie, zaznaczą się i przed i w trakcie Dakaru.
- Przed każdym rajdem musieliśmy mieć nie starsze niż 72 godziny testy na koronawirusa. Po dotarciu na rajd znowu nas testowano. To było bardziej stresujące, niż sam rajd. Byłem nastawiony na rywalizację sportową, a nie wiedziałem, czy w ogóle zostanę do niej dopuszczony. Bywały takie sytuacje, że załogi po dotarciu na rajd i otrzymaniu pozytywnego wyniku, musiały przechodzić tam dwutygodniową kwarantannę... Było to ryzykowne i trudne zarazem. Na szczęście takie historie ominęły naszą załogę. W Arabii Saudyjskiej, gdzie wystartowałem w ostatnim przed Dakarem rajdzie, miałem co prawda wykonany swój test na koronawirusa, ale mogłem tam na miejscu zrobić za darmo kolejny w każdym szpitalu. Na wynik trzeba było czekać 12-18 godzin.
Mimo że chwil na wytchnienie za wiele nie miałeś, to sama perspektywa bliskości kolejnego Dakaru zapewne mocno cię nakręca?
- Pierwszy Dakar był dla mnie dodatkowo szczęśliwy, bo znalazłem się na podium. Jestem jednym z pięciu Polaków, który tego dokonał. Rok później wracałem z Dakaru mocno niepocieszony. Przekonałem się, jak tam potrafi naprawdę być, czyli można być dobrze przygotowanym, ale jak zawiedzie samochód, to nic nie można zrobić. Dziura w tłoku spowodowała, że nasz silnik nie wytrzymał i musieliśmy przedwcześnie zakończyć swoją przygodę. Po powrocie do kraju nie miałem siły, ani motywacji na nic. Z kolei po pierwszym Dakarze czułem taką moc, że tydzień później zastanawiałem się, co może być trudniejszego do osiągnięcia i wtedy pomyślałem, że pewnie Mount Everest! Wszystko wydawało się takie proste, życiowe problemy stawały się błahe i szybkie do rozwiązania.
Jakie są plany Energylandii Rally Team na Dakar 2021? Dla kierowców, czyli braci Marka i Michała Goczałów będzie to debiut w tym najsłynniejszym z rajdów, chociaż Marek widział Dakar z bliska, lecz nie jako zawodnik.
- Widzieć Dakar gdzieś z daleka, a być jego częścią, ścigać się w nim, to zupełnie coś innego. Dakaru nie można opisać, wyćwiczyć, trzeba w nim wystartować i przekonać się na własnej skórze, jaki on jest. Moim planem jest być na mecie każdego etapu. Staram się realizować plan krok po kroku. Startując nie myślę o tym, co będzie za tydzień, liczy się najbliższy etap. Jeżeli osiąga się metę Dakaru i nie popełnia większych błędów, to końcowy wynik też nie powinien być
Tradycją stała się twoja podakarowa wizyta w Domu Strażaka w Jordanowie. Chyba po raz pierwszy się ona nie odbędzie.
- Też mi się tak niestety wydaje. To przykra sprawa, że nie będę mógł porozmawiać na żywo z kibicami. Byłoby to jednak nieodpowiedzialne. Takie jest jednak życie i mam nadzieję, że wszyscy to zrozumieją. Z drugiej strony szczepionka jest już coraz bliżej, więc może nie w styczniu, ale w późniejszym terminie spotkamy się jednak w Jordanowie?
Zostają zatem social media.
- Jak zawsze będę prowadził relację na swoim profilu na facebook, ale i Energylandia też na pewno będzie dodawała coś od siebie. Pewne jest, że kibice będą na bieżąco wiedzieć, co się z nami na Dakarze dzieje.
Dakar odłóżmy na chwilę na bok. Włochy, Łotwa, Portugalia, Węgry, Hiszpania - za tobą i Miko Marczykiem debiutancki sezon w mistrzostwach Europy. Debiutanckie były dla was również trasy.
- Liczyłem, że w kalendarzu znajdzie się również Rajd Polski i Rajd Barum, a te akurat rajdy nie byłyby dla nas obce. W Polsce lubimy startować, bo zawsze zajmujemy tam dobre miejsca. Jeżeli na 6 rund w dwóch mielibyśmy przetarcie, to sądziliśmy, że nie będzie tak źle. Tymczasem pandemia spowodowała, że sezon ERC (European Rally Championship) zamknął się w pięciu rundach, wszystkich dla nas nowych i bardzo zróżnicowanych. To, że każdy rajd był totalnie inny, było akurat bardzo fajne. W Polsce wszystkie rajdy znamy na pamięć, a w ME byliśmy w różnych zakątkach Europy, gdzie trasa po asfalcie porównując starty na Węgrzech oraz Wyspach Kanaryjskich, oznaczała coś zupełnie innego. Cieszyliśmy się razem z Miko Marczykiem, że mogliśmy pojechać w ME. Patrząc na to, że był to dla nas debiutancki sezon uważam, że pojechaliśmy dobrze i możemy być z siebie zadowoleni. Każdy oes był w tym cyklu trudniejszy niż walka o mistrzostwo Polski. Jechaliśmy zdecydowanie też szybciej niż na krajowym podwórku. Dodatkowo pandemia spowodowała, że okrojony został kalendarz WRC (World Rally Championship, czyli zawody o mistrzostwo świata) i wielu kierowców z tego najważniejszego cyklu przyjeżdżała w formie treningu na zawody rangi ERC. Na pewno było to z tego powodu bardzo interesujące dla kibiców, którzy mogli tym samym oglądać rywalizację najlepszych kierowców na świecie. To niesamowite, że kierowcy, którzy wygrywali zawody WRC tydzień lub dwa wcześniej, ścigali się wcześniej z nami.
W tym krótkim, zwariowany sezonie mieliście jednak swoje oesy chwały, udało się wygrać nawet i kwalifikacje.
- Podczas Rajdu Łotwy potrafiliśmy przyjechać na metę za mistrzem świata WRC2, Madsem Ostbergiem. Okazało się, że w przyszłości mamy szansę powalczyć w tym cyklu. Dodawało to sił i pewności siebie. Pierwszego dnia podczas Rajdu Wysp Kanaryjskich dobraliśmy niewłaściwe opony, w sumie jak większość załóg, ale mimo to w takich warunkach nie radziliśmy sobie źle w porównaniu do konkurencji. Na niektórych odcinkach notowaliśmy czasy lepsze niż Mikkelsen, Solberg czy Breen. Byłem pod wrażeniem naszego potencjału, bo okazało się, że nie tylko nie jesteśmy na ostatnim miejscu, ale potrafimy też dobrymi wynikami zaznaczyć swoją obecność. Byliśmy nawet liderem po pierwszym oesie Rajdu Węgier, kiedy to jechaliśmy w parze z Andreasem Mikkelsenem. To było niesamowite uczucie, a dodatkowo sam Andreas później przyszedł do nas na pogawędkę. To było bardzo miłe, że mogliśmy się pokazać na takiej arenie z tak doświadczonymi kierowcami .
Wspomniany Rajd Węgier to był ten start, w trakcie którego już po jego zakończeniu, ale i w trakcie, długo kręciliście z niedowierzaniem głowami z pytaniem - co tu się dzieje?
- Pod wieloma względami był to najtrudniejszy z rajdów. W Polsce od dawna nie ścigamy się na brudnych odcinkach, większość cięć jest zasłonięta słupkami i jeździmy po czystym asfalcie. Z kolei na Węgrzech nie było żadnych słupków, a cięcie oznaczało wielkie błoto. Musieliśmy się nagimnastykować, żeby utrzymać się na drodze. Miko nigdy nie widział, żeby trasa była aż tak brudna, a jazda w takich warunkach była dla niego nowością. Trasa na Węgrzech prowadziła przez długie łączniki szutrowe, które miały po 5 czy 7 kilometrów. To była stresująca sytuacja, kiedy jedziesz przy maksymalnej prędkości na gładkich, przystosowanych do jazdy po suchym asfalcie, oponach. Do tego trasa wiodła między drzewami, a szuter był zwilżony z błotem. Podczas drugiej pętli na odcinku szutrowym złapaliśmy kapcia. Do mety mieliśmy jeszcze 20 kilometrów i zmieniając oponę ponieśliśmy duże czasowo straty. Mimo tego, że po pierwszym oesie byliśmy liderami, to rajd nie poszedł nam rewelacyjnie. Właśnie ta oesowa wygrana przyniosła też nam pozytywną lekcję z całego rajdu. Skoro Miko potrafił wygrać odcinek specjalny to znaczy, że potrafi obsługiwać samochód i coś z niego będzie - tak nam powiedział Andreas Mikkelsen.
Ostatecznie pierwszy sezon zakończyliście na czwartym miejscu w klasyfikacji juniorów i ósmym w klasyfikacji generalnej.
- Długo walczyliśmy o miejsce trzecie w ERC1 Junior i to był nasz cel. Jeden rajd został jednak odwołany. Uważam, że nasz debiutancki start zakończył się dużym sukcesem.
Byliście częścią Orlen Teamu.
- Bardzo się cieszymy, że nasz sponsor tak w nas wierzy i mocno wspiera. Gdyby nie wsparcie z Orlen Teamu, Skody Polska, Volkswagen Financial Services Polska to nie bylibyśmy tam, gdzie jesteśmy i nie moglibyśmy reprezentować Polski i Jordanowa.
Zostajecie w Orlen Team na 2021 rok?
- Rozmowy trwają i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Mam nadzieję, że w przyszłym roku ponownie wystartujemy w sezonie ERC. Trzymam za to kciuki.
To może i w przyszłości także wystartujecie w Dakarze barwach Orlen Teamu?
- Miko jest za młody na start w Dakarze. Najpierw powinien pokazać swój potencjał w rajdach drogowych, bo to, że go ma, nie podlega żadnej dyskusji. Start w Dakarze to idealna sprawa, ale bardziej na sportową emeryturę.
Ty nie jesteś emerytem.
- Mam na myśli bardziej kierowców. Patrząc na ich średnią wieku, to właśnie raczej starsi kierowcy odnoszą tam sukcesy. Trzeba mieć dużo doświadczenia, żeby dobrze zaprezentować się w Dakarze.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze