Reklama


Przepłynął i pomógł!

02/08/2019 19:23

Kiedy stanął na brzegu, zwątpił, czy uda mu się osiągnąć zamierzony cel. Mimo to wskoczył do wody i popłynął. Przeżył trudne chwile, ale nie poddał się i wpław pokonał prawie dziewięciokilometrową trasę. Zajęło mu to nieco ponad 4 godziny.

 

Jak pisaliśmy 15 lipca, pochodzący z Jordanowa Krzysztof Jąkała wymyślił oryginalny sposób, by pomóc rodzicom dziesięcioletniej Wiktorii Gałki z Bystrej Podhalańskiej zdobyć pieniądze na nowe ortezy dla córeczki. Postanowił przepłynąć wpław całą długość Jeziora Czorsztyńskiego, a wszystkich, którzy kibicowali mu w tym zamierzeniu, zachęcał do dokonywania wpłat na portalu zrzutka.pl, gdzie uruchomił zbiórkę na rzecz dziewczynki.

Choć Krzysztof Jąkała jest wysportowanym człowiekiem, biega w maratonach i pokonuje bardzo długie dystanse na rowerze, pływanie nigdy nie było jego mocną stroną. Dlatego postawił przed sobą takie, a nie inne wyzwanie. Do jego realizacji przygotowywał się 2 miesiące, ale mimo to wcale nie był pewien, że mu się powiedzie. Zwłaszcza gdy zobaczył jezioro tuż przed startem… - Wiało i to mocno. Kiedy dotarliśmy do Mizernej, gdzie mieliśmy zarezerwowaną łódź z napędem, bosman pokręcił głową i powiedział: "Ciężko będzie nawet łódką płynąć". Konrad, szef przystani, szybko zadecydował, że dla bezpieczeństwa będzie nas holował na start (powiadomił też o tym ratowników i policję wodną), a w połowie jeziora przyholuje drugą łódź, bo przy takiej fali może nie wystarczyć prądu z akumulatora – relacjonuje Krzysztof Jąkała.

Reklama

Do wody wskoczył w Dębnie. Jak twierdzi, przez kilka pierwszych minut fale okropnie nim poniewierały, ale potem złapał rytm i zaczął mozolnie płynąć. Chwilami wydawało mu się, że w ogóle nie posuwa się do przodu, jednak było to tylko złudzenie. Gdy pokonał dystans około trzech kilometrów, wiatr osłabł i fale zdecydowanie się zmniejszyły. Ale zmęczenie coraz bardziej dawało się mężczyźnie we znaki. W pewnym momencie Krzysztof Jąkała odpiął boję asekuracyjną, która hamowała jego postęp i od tej pory płynęło mu się nieco łatwiej. Lecz warunki znów się pogorszyły. - Ku mojemu zdziwieniu, zobaczyłem, jak moja załoga pospiesznie ruszyła w stronę brzegu. Potem się dowiedziałem, że ze względów bezpieczeństwa, została tam wysłana przez WOPR. Do mnie podpłynęli ratownicy i krzyknęli: „Płyń szybko, bo nadchodzi szkwał” – opowiada mężczyzna.

Na szczęście wiatr nie wzmógł się aż tak bardzo, jak przewidywali, a wkrótce znów się uspokoił. Do plaży w Niedzicy Krzysztof Jąkała dopłynął po 4 godzinach i 9 minutach zmagania się z falami. Zrealizował cel, wygrał ze swoją słabością i pomógł małej Wiki. Zbiórka środków na ortezy jeszcze się nie zakończyła, a już wpłynęło więcej pieniędzy, niż Krzysztof miał nadzieję zebrać. Chciał zgromadzić 7 tys. zł, tymczasem ludzie wpłacili blisko 9 tys. zł!

Reklama

Edyta Łepkowska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama