Kiedy stanął na brzegu, zwątpił, czy uda mu się osiągnąć zamierzony cel. Mimo to wskoczył do wody i popłynął. Przeżył trudne chwile, ale nie poddał się i wpław pokonał prawie dziewięciokilometrową trasę. Zajęło mu to nieco ponad 4 godziny.
Jak pisaliśmy 15 lipca, pochodzący z Jordanowa Krzysztof Jąkała wymyślił oryginalny sposób, by pomóc rodzicom dziesięcioletniej Wiktorii Gałki z Bystrej Podhalańskiej zdobyć pieniądze na nowe ortezy dla córeczki. Postanowił przepłynąć wpław całą długość Jeziora Czorsztyńskiego, a wszystkich, którzy kibicowali mu w tym zamierzeniu, zachęcał do dokonywania wpłat na portalu zrzutka.pl, gdzie uruchomił zbiórkę na rzecz dziewczynki.
Choć Krzysztof Jąkała jest wysportowanym człowiekiem, biega w maratonach i pokonuje bardzo długie dystanse na rowerze, pływanie nigdy nie było jego mocną stroną. Dlatego postawił przed sobą takie, a nie inne wyzwanie. Do jego realizacji przygotowywał się 2 miesiące, ale mimo to wcale nie był pewien, że mu się powiedzie. Zwłaszcza gdy zobaczył jezioro tuż przed startem… - Wiało i to mocno. Kiedy dotarliśmy do Mizernej, gdzie mieliśmy zarezerwowaną łódź z napędem, bosman pokręcił głową i powiedział: "Ciężko będzie nawet łódką płynąć". Konrad, szef przystani, szybko zadecydował, że dla bezpieczeństwa będzie nas holował na start (powiadomił też o tym ratowników i policję wodną), a w połowie jeziora przyholuje drugą łódź, bo przy takiej fali może nie wystarczyć prądu z akumulatora – relacjonuje Krzysztof Jąkała.
Do wody wskoczył w Dębnie. Jak twierdzi, przez kilka pierwszych minut fale okropnie nim poniewierały, ale potem złapał rytm i zaczął mozolnie płynąć. Chwilami wydawało mu się, że w ogóle nie posuwa się do przodu, jednak było to tylko złudzenie. Gdy pokonał dystans około trzech kilometrów, wiatr osłabł i fale zdecydowanie się zmniejszyły. Ale zmęczenie coraz bardziej dawało się mężczyźnie we znaki. W pewnym momencie Krzysztof Jąkała odpiął boję asekuracyjną, która hamowała jego postęp i od tej pory płynęło mu się nieco łatwiej. Lecz warunki znów się pogorszyły. - Ku mojemu zdziwieniu, zobaczyłem, jak moja załoga pospiesznie ruszyła w stronę brzegu. Potem się dowiedziałem, że ze względów bezpieczeństwa, została tam wysłana przez WOPR. Do mnie podpłynęli ratownicy i krzyknęli: „Płyń szybko, bo nadchodzi szkwał” – opowiada mężczyzna.
Na szczęście wiatr nie wzmógł się aż tak bardzo, jak przewidywali, a wkrótce znów się uspokoił. Do plaży w Niedzicy Krzysztof Jąkała dopłynął po 4 godzinach i 9 minutach zmagania się z falami. Zrealizował cel, wygrał ze swoją słabością i pomógł małej Wiki. Zbiórka środków na ortezy jeszcze się nie zakończyła, a już wpłynęło więcej pieniędzy, niż Krzysztof miał nadzieję zebrać. Chciał zgromadzić 7 tys. zł, tymczasem ludzie wpłacili blisko 9 tys. zł!
Edyta Łepkowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze