Pochodzący z Lachowic Przemysław Grajny to nazwisko dobrze znane wszystkim, którzy śledzą polską scenę stand-upową. Jego charakterystyczny „beskidzki zaśpiew” i autentyczność sprawiły, że szybko zyskał wierne grono odbiorców. Dziś jednak artysta przyznaje, że od dwóch lat robi sobie przerwę od występów. - Wrócę, choć nie wiem kiedy - mówi z uśmiechem.
Śmiech towarzyszył mu od zawsze. - W młodości byłem duszą towarzystwa, zawsze miałem ripostę i żart sytuacyjny pod ręką - wspomina. Punktem zwrotnym okazała się sugestia kolegi, który namówił go, by spróbował sił w stand-upie. - Jestem zodiakalnym baranem, więc jak coś sobie upatrzę, to nie ma zmiłuj - dodaje ze śmiechem Grajny.
Pierwsze kroki nie były łatwe. Występy po ciężkiej pracy, długich podróżach czy w chwilach prywatnych zawirowań wymagały ogromnej determinacji. - Publika nie interesuje się tym, że boli cię głowa. Zapłacili za bilet, oczekują show - tłumaczy.
Na scenie Grajny pozostaje sobą. Nie ukrywa południowego akcentu, który, jak podkreślają jego koledzy po fachu, stał się znakiem rozpoznawczym. - Nie udaję nikogo, publika to kupuje. A ja pokazuję, że wszyscy mierzymy się z tymi samymi problemami i wyzwaniami - mówi. Inspiracje czerpie z życia codziennego, a prawdziwą kopalnią żartów jest dla niego… żona i małżeńska codzienność.
Największą dumę sprawiło mu zorganizowanie stand-upu w Suchej Beskidzkiej na 300 osób. - Uwielbiam też żarty lokalne, dopasowane do miejscowości. Ale nie powiem, z których wiosek żartowałem, bo będę miał problemy - śmieje się artysta.
Nie brakuje mu również odważnych momentów. Pamięta występ w lutym 2022 roku w Jastrzębiu-Zdroju, dzień po wybuchu wojny na Ukrainie. - Miałem dylemat, czy występować. Ale ludzie potrzebowali odskoczni. Sala była pełna, a reakcja widzów utwierdziła mnie, że to była dobra decyzja - podkreśla.
Choć ma na koncie kilka programów, dopiero ostatnie uważa za pełne i spójne. - Chciałbym, żeby mój stand-up, mimo prostych treści, wnosił coś wartościowego do życia widzów - zaznacza.
Za największy sukces uważa występy, podczas których bawi się równie dobrze jak publiczność. - To działa w dwie strony. Nie przychodzę odklepać dniówki, tylko zbudować wspólnotę z ludźmi. Świadomość, że jestem w tym coraz lepszy i że to ma sens, jest bezcenna - mówi.
Dziś Grajny przyznaje, że zwolnił tempo. - W tej branży albo idziesz na całość, albo odpuszczasz. Dlatego teraz mam przerwę - mówi otwarcie. Nie ukrywa jednak, że powrót na scenę jest kwestią czasu. A jego publiczność - zarówno ta lokalna, jak i z dalszych stron Polski - z pewnością będzie czekać na kolejne żarty z beskidzkim akcentem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze