Reklama


„Nikt nas nie poinformował!” Burza wokół masztu w Bystrej Podhalańskiej

Planowana budowa masztu telekomunikacyjnego w Bystrej Podhalańskiej wywołała falę oburzenia wśród mieszkańców. Ci czują się pominięci i bezsilni wobec decyzji administracyjnych. Urzędnicy odpowiadają: wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. W tle pojawia się jednak pytanie – czy obowiązujące procedury nadążają za realnymi potrzebami społecznymi?

Maszt w Bystrej Podhalańskiej rozpalił spór. Mieszkańcy: „Nikt nas nie poinformował”. Starostwo: „Działamy zgodnie z prawem”

To kolejny konflikt, który pokazuje napięcie znane także z innych miejscowości w Małopolsce i w Polsce: prawo pozwala budować infrastrukturę telekomunikacyjną w określonym trybie, ale ludzie coraz częściej oczekują, że będą wcześniej informowani i dopuszczani do głosu – szczególnie wtedy, gdy inwestycja ma stanąć blisko domów.

„Dowiedzieliśmy się przypadkiem”. Radna: informacja przyszła od energetyków

Sprawa nabrała tempa w ostatnich dniach. Jak relacjonuje radna gminy Bystra-Sidzina Marta Morawka, mieszkańcy mieli usłyszeć o planach nie z urzędu, ale od pracownika firmy energetycznej, który pojawił się w terenie w związku z projektowaniem linii.

Reklama

– O całej sprawie dowiedzieliśmy się przypadkiem. To było zaledwie tydzień temu. Od razu zaczęliśmy działać – mówi radna.

Maszt ma stanąć na terenie rolnym, który – jak podkreślają mieszkańcy – jest atrakcyjny także pod zabudowę i ważny krajobrazowo. Wskazują też, że okolica znajduje się w otulinie parku narodowego i na obszarze Natura 2000, co według nich powinno skłaniać do większej ostrożności przy wyborze lokalizacji.

Przewodniczący Rady: „Musimy trzymać stronę mieszkańców”. 

Głos w sprawie zabrał również przewodniczący Rady Gminy Bystra-Sidzina Bogusław Mazur, podkreślając, że jego pierwszą reakcją było pytanie o bezpieczeństwo i komfort mieszkańców.

Reklama

– Pierwsze pytanie, co zadałem, to: a co na to ludzie? – relacjonuje Mazur.

Przewodniczący uważa, że w sytuacji, gdy pojawia się sprzeciw lokalnej społeczności, samorząd nie powinien stać z boku. Jak zaznacza, rola rady i wójta nie kończy się na formalnościach – chodzi też o reprezentowanie interesu tych, którzy tu mieszkają na co dzień.

– Jeżeli mieszkańcy są niezadowoleni, to musimy trzymać ich stronę. W końcu jesteśmy przez nich wybierani i mamy działać tak, żeby im pomagać – podkreśla.

„Nie byliśmy stroną postępowania”. Mieszkańcy czują się pominięci

Najczęściej powtarzany zarzut dotyczy tego, że nikt nie poinformował okolicznych właścicieli działek o toczącym się postępowaniu.

Reklama

– Najbardziej boli to, że nikt nas o niczym nie poinformował – mówi pani Bożena, mieszkanka okolicy.

Jak dodaje, w starostwie usłyszała, że ich nieruchomość nie została uznana za leżącą w tzw. obszarze oddziaływania, więc formalnie nie byli stroną postępowania. A to oznacza brak standardowego udziału w procedurze (np. dostępu do akt czy możliwości składania uwag w typowym trybie).

Podobnie sytuację opisuje pani Martyna, która planowała rozpoczęcie budowy domu.

– Dowiedzieliśmy się o wszystkim przypadkiem. Mamy już studnię i chcieliśmy ruszyć z budową w tym roku – mówi.

Reklama

Obawy mieszkańców: nie tylko zdrowie. „Chodzi o wartość działek i przyszłość rodzin”

W rozmowach pojawiają się wątki zdrowotne, ale mieszkańcy podkreślają, że równie mocno chodzi o sprawy przyziemne: wartość nieruchomości, spokój i plany życiowe.

– Budowa masztu znacząco obniży wartość okolicznych działek – przekonuje radna Morawka.

Wśród sąsiadów słychać też argumenty związane z bezpieczeństwem ekonomicznym rodzin: dla wielu działka lub dom to dorobek życia i zabezpieczenie – także „na przyszłość dziecka”.

- Ta działka miała być naszym zabezpieczeniem na przyszłość – szczególnie z myślą o naszej córce” – mówi pani Bożena, wychowująca dziecko z niepełnosprawnością. - W obecnej sytuacji obawiamy się, że bardzo straci na wartości.

Reklama

Wójt: „Sam byłem zaskoczony. Nie było konsultacji”

Do sporu odniósł się wójt gminy Bystra-Sidzina Stanisław Tempka. Przyznaje, że inwestycja była dla niego zaskoczeniem, bo – jak mówi – gmina nie była wcześniej włączona w proces.

– Dla mnie, podobnie jak dla mieszkańców, ta sytuacja była zaskoczeniem. Nie było żadnych konsultacji społecznych – podkreśla.

Wójt dodaje, że pierwszym dokumentem, jaki otrzymał, była już decyzja zatwierdzająca projekt i udzielająca pozwolenia na budowę (z 2 lutego). Samorząd zapowiada analizę prawną i deklaruje wsparcie mieszkańców, choć – jak słychać w urzędzie gminy – pole manewru jest ograniczone.

Reklama

– Uważam, że lokalizacja takiego masztu powinna być bardziej oddalona od zabudowy – dodaje Tempka.

Starostwo: „Nie ma tu uznaniowości”. Urząd wskazuje na przepisy

Zupełnie inaczej sprawę przedstawia administracja powiatowa. Marian Kaleta, naczelnik Wydziału Architektury, Budownictwa i Gospodarki Przestrzennej, podkreśla, że urząd nie „wybiera”, tylko stosuje przepisy.

– To nie jest kwestia uznaniowości, tylko stosowania prawa – mówi.

Wprost odnosi się też do oczekiwań konsultacji społecznych: przepisy nie nakładają obowiązku ich przeprowadzania przy tego typu inwestycjach. Kluczowe jest natomiast, kto w świetle prawa jest stroną postępowania.

Reklama

– Stronami są wyłącznie właściciele nieruchomości znajdujących się w obszarze oddziaływania obiektu – wskazuje Kaleta, dodając, że przy takich instalacjach urząd nie zawsze widzi podstawy, by uznać sąsiednie działki za objęte oddziaływaniem w sensie prawnym.

Na pytanie o możliwość wstrzymania inwestycji odpowiedź jest jednoznaczna: sam sprzeciw mieszkańców – jeśli nie wynika ze złamania przepisów – nie jest podstawą do zatrzymania budowy.

Prawo kontra codzienne życie. Problem, który wraca też poza powiatem suskim

Spór o maszt w Bystrej Podhalańskiej wpisuje się w szerszy obraz. W wielu gminach, także poza powiatem suskim, mieszkańcy mówią podobnie: formalnie wszystko jest „w porządku”, ale praktycznie informacja dociera dopiero wtedy, gdy w terenie pojawiają się geodeci albo sprzęt.

Reklama

Z jednej strony prawo dopuszcza lokalizowanie infrastruktury technicznej również na terenach rolnych, nie wymaga konsultacji społecznych i zawęża krąg stron postępowania. Z drugiej – rośnie społeczne oczekiwanie, by przy inwestycjach wpływających na krajobraz i sąsiedztwo informować wcześniej i szerzej, nawet jeśli przepisy tego nie nakazują.

Co dalej z masztem w Bystrej Podhalańskiej?

Mieszkańcy zapowiadają kolejne kroki formalne.

– Na pewno nie zamierzamy się poddawać. Złożyliśmy już odpowiednie pisma i będziemy walczyć o zatrzymanie tej inwestycji – mówi Martyna Bednarz.

Reklama

Równolegle gmina deklaruje analizę prawną i próbę wsparcia mieszkańców, a radni liczą na zmianę lokalizacji na bardziej oddaloną od zabudowy.

Na dziś jednak – jak słyszymy w starostwie – inwestycja pozostaje legalna, a spór dotyczy nie tyle złamania prawa, co tego, czy obecne procedury wystarczająco chronią lokalny interes.

Bo w Bystrej Podhalańskiej najważniejsze pytanie brzmi już nie „czy wolno?”, ale „czy to jest uczciwe wobec ludzi, którzy tu żyją?” 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: Materiały własne - sucha24.pl Aktualizacja: 18/03/2026 15:39
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama