Reklama


Klamka niemal zapadła. Trzeba będzie zdjąć nogę z gazu. Zdania są podzielone

26/09/2020 13:11

Spore zmiany czekają kierowców przemieszczających się między Suchą Beskidzką a Makowem Podhalańskim. Wszystko wskazuje na to, że cały odcinek drogi krajowej 28 pomiędzy Suchą, a centrum Makowa będzie obszarem zabudowanym, na którym obowiązywać będzie ograniczenie prędkości do 50 km/h. Planowane zmiany cieszą mieszkańców tzw. pagórków, ale inni zmotoryzowani już wyrażają swoje oburzenie.

Obecnie teren zabudowany kończy się kilkaset metrów poza ścisłym centrum Makowa Podhalańskiego, ale niemniej na odcinku do Suchej Beskidzkiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 70 km/h, czyli limit prędkości w terenie niezbudowanym został obniżony o 20 km/h, a w rejonie przejść dla pieszych wynosi on 50 km/h.

Mieszkańcy tzw. pagórków od lat utyskują jednak, że wielu zmotoryzowanych nie stosuje się do obowiązujących przepisów i znacząco przekracza dopuszczalną prędkość. Skarżą się, że ich zdrowie i życie jest narażone, gdyż przechodzenie przez jezdnię przypomina loterię. Utyskują, że nie mogą również sprawnie włączyć się do ruchu z bocznych dróg, gdyż pędzące auta im to skutecznie uniemożliwiają. Czarę goryczy przerwała seria wypadków do jakich doszło w ostatnich miesiącach, z których kilka miało tragiczne skutki.     

Reklama

Po wypadkach mieszkańcy skierowali do burmistrza Makowa Podhalańskiego pismo, w którym poprosili go o wystąpienie w ich imieniu do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad z wnioskiem o zamontowanie w rejonie pagórków fotoradaru i wprowadzeniu na tym odcinku ograniczenia prędkości do 50 km/h. – Zdaję sobie sprawę, że w godzinach szczytu ruch jest tak duży, że nikt nie porusza się po drodze krajowej z dopuszczalną obecnie prędkością. Jednak o innych porach dnia rzeczywiście auta poruszają się na tyle szybko, że bezpieczne wyjechanie z drogi podporządkowanej jest wyzwaniem. Piesi także nie mogą czuć się bezpieczni – mówi Paweł Sala, burmistrz Makowa Podhalańskiego o tym, czym się kierował popierając wniosek mieszkańców i tym samym przygotowując pismo do GDDKiA.  

KAŻDY KIJ MA DWA KOŃCE

Reklama

W wysłanym do GDDKiA wniosku, Paweł Sala podkreślił, że poprawy bezpieczeństwa wymaga odcinek pomiędzy sklepem Dino, a granicą Makowa Podhalańskiego i Suchej Beskidzkiej i wprowadzeniu na nim limitu prędkości do 50 km/h. "Omawiany rejon nie sposób uznać za obszar niezabudowany. W ostatnich latach w tym obszarze wzrosła liczba budynków, co powoduje wzrost liczby pojazdów oraz mieszkańców korzystających z drogi nie jako z drogi tranzytowej, a jako drogi do połączeń lokalnych. Obserwowane jest również coraz większe natężenie ruchu tranzytowego" - napisał Paweł Sala. Wspomniał jeszcze, że dodatkowe zagrożenie powoduje ukształtowanie terenu. "Proste odcinki drogi zachęcają kierowców do rozwijania większych prędkości, a dwa wzniesienia i zakręty ograniczają widoczność" - zauważył.       

Gdy tylko mieszkańcy Makowa Dolnego zaczęli batalię o fotoradar i obniżenie limitu prędkości pojawiły się też głosy oburzenia. I to nawet ze strony radnych gminnych, którzy jednak nie wyrażają głośno swojego stanowiska, by - co oczywiste- nie narazić się mieszkańcom. - Obowiązujące ograniczenie prędkości jest odpowiednie. Wystarczy, by wszyscy się do niego stosowali. Wprowadzenie ograniczenia do 50 km/h będzie karą dla odpowiedzialnych i przepisowych kierowców, a ci, którzy łamali prawo i gdy tylko mieli taką możliwość, nadal będą rażąco przekraczali prędkość. Mało tego będzie dochodziło do frustracji, która może rodzić niebezpieczne sytuacje. Gdy teraz ktoś jedzie 50 km/h u innych powoduje frustrację. Wielu będzie próbowało ich wyprzedzić, co może zakończyć się poważnymi wypadkami - usłyszeliśmy od jednego z makowskich samorządowców. Pojawiły się nawet "życzenia" dla mieszkańców tej części miasta. - Mam nadzieję, że pierwszymi ukaranymi za przekroczenie dozwolonej prędkości będą mieszkańcy Makowa Dolnego. Jeszcze sami będą prosili o wrócenie do obecnego stanu. Tą drogą nie będzie dało się jeździć. Korki na niej będą cały dzień - pożalił nam się jeden z czytelników. Tak on, jak i policjanci zauważają, że batem na piratów drogowych będzie to, że jadąca obecnie 101 km/h osoba w razie złapania płaci tylko mandat. Nawet jeśli przekroczyła limit w rejonie przejścia dla pieszych. Po zmianach w organizacji mandat będzie małym zmartwieniem. Większym będzie konieczność oddania na trzy miesiące prawa jazdy. 

Reklama

FOTORADARU NIE BĘDZIE

W odpowiedzi na pismo burmistrza Makowa Podhalańskiego, Agnieszka Wachowska, zastępca dyrektora oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Krakowie, poinformowała, że na podstawie Ustawy prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw wszystkie kompetencje dotyczące ustawienia urządzeń do automatycznego pomiaru prędkości należą do Głównego Inspektora Transportu Drogowego. Zaznaczyła, że  przesłała do niego kopię pisma jakie trafiło do GDDKiA. Roman Winiarz, dyrektor Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym ustosunkował się już do makowskiego wniosku. Poinformował że GITD realizuje obecnie projekt "Zwiększenie skuteczności i efektywności systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym". Uzyskał z Instytutu Transportu Samochodowego analizę stanu bezpieczeństwa w ruchu drogowym na drogach publicznych w Polsce. ITS wskazał 290 lokalizacji, w których należy zainstalować fotoradary. Liczba robi wrażenie, ale Makowa nie ma za liście lokalizacji, w której w pierwszej kolejności winno takie urządzenie się znaleźć. "Mając na uwadze powyższe informuję, że GITD nie planuje obecnie instalacji urządzenia w m. Maków Podhalański" - napisał Roman Winiarz.  Dodał, że opis kryteriów wyboru poszczególnych lokalizacji jest jawny (można go znaleźć tutaj). 

Reklama

TEREN ZABUDOWANY DŁUŻSZY NIŻ WNIOSKOWANO

 Zarówno mieszkańcy Makowa Dolnego, jak i występujący w ich imieniu burmistrz Paweł Sala, wnioskowali, by teren zabudowany nie kończył się przy sklepie Dino, lecz dopiero na granicy Makowa i Suchej. W piśmie wydanym przez GDDKiA 18 sierpnia, a które dotarło do Urzędu Miejskiego w Makowie Podhalańskim 25 sierpnia napisano, że "biorąc po uwagę istniejącą zabudowę oraz zdarzenia drogowe, do jakich dochodziło w ostatnich trzech, latach na odcinku od 38+500 do 41+200 zostanie wprowadzony obszar zabudowany". To oznaczało, że GDDKiA planowała od A do Z posłuchać w tej kwestii mieszkańców. Niemniej poinformowała, że opracowywany projekt zmiany organizacji ruchu zostanie wcielony w życie do końca tego roku, ale po wcześniejszym uzyskaniu pozytywnej opinii Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. 

Reklama

Nie wiemy co stało się na etapie projektowanie zmiany organizacji ruchu. Pewne jest jedno. Z przesłanej ostatnio do UM w Makowie Podhalańskim mapy (planu/projektu) wynika, że zmiany będą większe. GDDKiA chce, by patrząc od strony Makowa Podhalańskiego teren zabudowany nie kończył się na granicy z Suchą Beskidzką, lecz około 500 metrów dalej, bo za siedzibą Państwowej Straży Pożarnej, czyli już na terenie Suchej Beskidzkiej. - Na razie nie otrzymaliśmy z GDDKiA informacji w tej sprawie, choć powinniśmy. Nie mam nic przeciwko zaproponowanemu rozwiązaniu. Uważam, że może być wydłużony nawet do mostu na Skawie - mówi Stanisław Lichosyt, burmistrz Suchej Beskidzkiej.              

DODATKOWE PRZEJŚCIA DLA PIESZYCH POD ZNAKIEM ZAPYTANIA

Reklama

  Poruszając temat wytyczenia nowych przejść dla pieszych GDDKiA przypomniał, że te wyznacza się przy uwzględnieniu kilku parametrów. Wśród nich jest: źródło i cel ruchu pieszych oraz natężenie ruchu pieszych. „Przejścia powinny koncentrować jak największą liczbę osób przekraczających drogę” – przekazała Agnieszka Wachowska. GDDKiA po konsultacji z KWP w Krakowie uzgodniła, że oznakowane przejścia dla pieszych będą lokalizowane na drogach krajowych w przypadku, gdy w ciągu 6 godzin szczytowego natężenia ruchu pieszych (od 6.00 do 9.00 i od 14.00 do 17.00) natężenie przekracza 50 osób. W związku z tym poprosiła o doprecyzowanie miejsc, w których w ocenie władz miasta i mieszkańców konieczne jest wytyczenie przejść. Dopiero wówczas we wskazanych miejscach zostaną przeprowadzone wizje lokalne, mające na celu sprawdzenie widoczności oraz infrastruktury technicznej (występowanie dwustronnych chodników, oświetlenia drogi), a potem pomiary natężenia ruchu pieszych.     

Paweł Sala nie ukrywa, że wytyczenie nowych przejść może być problematyczne między innymi z powodu wspomnianego wcześniej układu terenu. - Wytyczenie przejścia na szczycie wzniesienia nie zapewnia kierowcom odpowiedniej widoczności. Nie można go też wyznaczyć na wzniesieniu, gdyż zimą samochody ciężarowe, które zatrzymają się na podjeździe mogą mieć kłopoty z ruszeniem gdy na drodze pojawi się warstwa lodu - zauważa burmistrz. Przypomina, że kilka lat temu GDDKiA zlikwidowała przejścia dla pieszych w centrum Makowa Podhalańskiego. W odpowiedzi na niezadowolenie mieszkańców z tego faktu odpowiedziała, że brak wyznaczonego przejścia powoduje, że piesi bardziej koncentrują się przy przekraczaniu jezdni. - GDDKiA przekonywało, że piesi wchodząc na pasy mają zbyt duże przeświadczenie, że nic im się nie stanie, gdyż są na nim uprzywilejowani - mówi Paweł Sala.      

Reklama

 

         

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama