Rajcy z Jordanowa radzą co zrobić, by w końcu ruszyła budowa długo oczekiwanej galerii. Na przeszkodzie stoi problem z własnością 2/32 działki.
Problem z budową jordanowskiego Mahattanu rozbija się o 2/32 działki. Tuż przed wyborami samorządowymi poprzedni burmistrz miasta z Sądu wycofał sprawę o zasiedzenie tej części terenu.
- To dla nas szok – stwierdził Ryszard Plewa, radny Jordanowa. – Do końca przekonywano nas, że ta sprawa jest w Sądzie. Nie wiem, czy dobrze to zrozumiałem, czy sprawa tego, że inwestor we własnym zakresie nabył 2/32 działki nie miała znaczenia odnośnie uzyskania pozwolenia na budowę. Miasto wniosło sprawę do Sądu o zasiedzenie. Wiadomo, że sprawa toczy się jakiś czas i przez to były wstrzymane wszelkie prace, ponieważ inwestor nie mógł otrzymać pozwolenia na budowę.
Jak wyjaśnił Krzysztof Bigosiński, sekretarz Jordanowa, problem dotyczy dwóch działek.
- Jedna działka jest przedmiotem dzierżawy, którą dzierżawi inwestor i na której ma wybudować obiekt – mówił. - Do tej działki przylega druga, 5 – arowa działka, gdzie 2/32 należały do osoby prywatnej. Taką radni mieli wiedzę na dzień, kiedy podejmowali uchwałę o dzierżawie.
Powstający budynek w projekcie ma przewidziane okna od strony ul. 3 Maja i przylega bezpośrednio do działki sąsiedniej. Architektura w Suchej Beskidzkiej uzależniła wydanie decyzji zezwalającej na budowę na tej działce, którą dzierżawi inwestor. od zgody na dysponowanie na cele budowlane działką sąsiednią, czyli tą 5 arową. Dużo wcześniej była prowadzona sprawa dotycząca dziedziczenia, czyli chciano w drodze dziedziczenia objąć te 2/32.
- Sprawa w Sądzie zakończyła się umorzeniem postępowania, ponieważ nie można było zlokalizować, gdzie zamieszkiwała właścicielka i nie można było dostarczyć aktu zgonu – zaznaczył sekretarz. - Do wydania pozwolenia na budowę trzeba było mieć zgodę na dysponowanie tą nieruchomością na cele budowlane.
Wówczas wystąpiono o przekroczenie tzw. zwykłego zarządu, jako właściciele 30/32 i wniesiono do Sądu, by ten wyraził zgodę, aby miasto mogło dysponować tą działką jak właściciel.
- Okazało się, że miasto może taki wniosek złożyć, ale Sąd i tak musi ustanowić kuratora dla nieznanej z miejsca zamieszkania właścicielki i to by bardzo długo trwało – dodał Bigosiński. - W międzyczasie udało się ustalić, że po właścicielce są spadkobiercy, do których udało się dotrzeć. Była sprawa o przekroczenie zarządu i Sędzia wyraził zgodę, żeby przekształcić tę sprawę o zasiedzenie, co miało być sprawą szybszą. Ustalono strony i wystąpiono o zasiedzenie. Pan burmistrz Kolecki sprawę wycofał. Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego, ponieważ nie rozmawiałem z panem Koleckim na ten temat ani przed, ani po rozprawie.
- W tym przypadku wycofanie sprawy o zasiedzenie jest potwierdzeniem, że właścicielem tych 2/32 w działce jest inwestor – stwierdziła Iwona Bilska, burmistrz Jordanowa. - . Docelowo, jeżeli miasto nie wróci do sprawy zasiedzenia, nie będzie miało całości tej działki, tylko zawsze inwestor będzie właścicielem 2/32 i ta działka przechodzi jakby w cudzy zarząd i nigdy nie jest już własnością miasta. Dlatego to będzie decyzja radnych co z tym zrobić dalej.
Jak widać sprawa do łatwych nie należy. Jednocześnie rajcy Jordanowa zdają sobie sprawę z tego, że to ważna dla miasta i jego mieszkańców inwestycja.
- Musimy się nad tym zastanowić – powiedział radny Plewa. - Głównym celem rozmowy jest to, czy inwestor faktycznie zacznie budować, czy powstaną nowe miejsca pracy, czy powstanie ta galeria.
Zaznaczył, że najpierw trzeba ustalić fakty, bo nie sztuką jest iść do Sądu i wnieść sprawę o zasiedzenie.
- Musimy dążyć do odzyskania tej działki, ale w pierwszej kolejności należy sprawdzić czy to nie przeszkadza w uzyskaniu pozwolenia na budowę. Moim zdaniem najważniejszym priorytetem jest to, żeby ta galeria powstała – skwitował.
Z takim stanowiskiem zgodziła się burmistrz Jordanowa. Iwona Bilska zauważyła, że wszyscy są zgodni co do tego, że nie można inwestorowi utrudniać pracy.
- Musimy współpracować, teraz jesteśmy partnerami – powiedziała. – Ważne jest też dobro miasta. Nasze dzieci i wnuki będą ponosić konsekwencje decyzji.
Wszystko więc wskazuje na to, że o sprawie Manhattanu usłyszymy jeszcze nie raz, nie dwa..
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze