Reklama


Jordanów. Samochód, rów, laweta, „pożycz stówę”

11/02/2016 06:40

Do naszej redakcji zgłaszają się kolejni mieszkańcy Jordanowa, których zaczął nachodzić jeden z młodych mieszkańców tego miasta w dość nietypowej sprawie. Żadna z osób, która się do nas zgłosiła nie przyznała się, że dała tej osobie pieniądze. Przestrzegają jednak, że w końcu ktoś może się skusić i stracić pieniądze. O ile już tego nie zrobił.

- Było ciemno około godziny 19:30. Do drzwi zadzwonił ten mężczyzna. Przedstawił się, powiedział, że miał wypadek na Malejowej, jego samochód wpadł do rowu i pobiegł do kolegi (tu pada imię i nazwisko), żeby mu pomógł wyciągnąć auto z rowu. Kolegi nie było w domu (nasz rozmówca sprawdził, że faktycznie taka osoba mieszka niedaleko i nie ma jej w domu) i prosi, żeby najpierw pomóc mu wyciągnąć samochód z rowu, a jeżeli nie, to pożyczyć pieniądze na lawetę. Mężczyzna zaczyna łkać, że na pewno straci prawo jazdy, ale nie chce, żeby mu odholowano samochód. Na pytanie dlaczego nie ma pieniędzy odpowiada, że zostawił w domu, nie ma kluczy, a babcia poszła do kościoła i jeszcze nie wróciła - pisze do naszej redakcji jeden z mieszkańców Jordanowa.

Nagle mężczyzna zaczyna prosić o numer do osoby, która zajmuje się holowaniem samochodów. I dzwoni, rozmawia. Po chwili informuje, że taki koszt to 100 zł i czy taką kwotę nie może pożyczyć do rana. - Oddam następnego dnia jeszcze więcej - zapewniał. Nie brzmiał jednak w ogóle wiarygodnie. Sam wykręciłem numer do tej osoby odpowiedzialnej za holowanie. Co się okazało - nikt do niej nie dzwonił! Kiedy udowodniło się kłamstwo w żywe oczy mężczyźnie, ten zaczyna mówić, że przecież dzwonił do X (tu pada nazwisko jeszcze innej osoby)... I wykręca numer, po chwili mówiąc, że jednak telefon mu się rozładował. Na szczęście telefon miałem ja, wykręciłem numer i przekazałem temu mężczyźnie. Normalnie rozmawiał, powiedział, że wjechał samochodem do rowu, podał jego markę i poprosił o podanie ceny. Słyszałem, że rozmówca mówi o 250 złotych. Po zakończeniu rozmowy telefonicznej prosi jednak o stówę, bo dogada się z laweciarzem. Wcześniej umawia się z laweciarzem, że za piętnaście minut będzie na Malejowej w dokładnym miejscu, gdzie zostawił samochód - kontynuuje mieszkaniec Jordanowa.

Reklama

W międzyczasie okazuje się, że telefon cudownie "ozdrowiał" i babcia już czeka na mężczyznę w domu. - Przyłapany na kolejnym kłamstwie dalej prosi o stówkę! Na pytanie, że przecież może odholować samochód i na miejscu opłacić laweciarza, proponuje, że zostawi w zastaw telefon! A teraz, że musi biec na Malejową i czy otrzyma tę stówę - dodaje mieszkaniec Jordanowa.

Koniec tej historii jest taki, że wyłudzacz odchodzi z kwitkiem.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama