Drugi mecz charytatywny zorganizowany przez Janusza Suwadę przeszedł do historii. Rok temu grano dla Lenki Cholewy, w tym dla Grzegorza Leśniaka. - Każdy, kto przeznaczył chociaż złotówkę na Grześka, może czuć się organizatorem - mówi tymczasem Janusz Suwada.
Pomysł na mecz charytatywny dla Grzegorza Leśniaka zrodził się pół roku temu. - Znałem sytuację Grześka już wcześniej. Nie wiedziałem jednak, że moja najstarsza córka Paulina chodziła z nim do jednej klasy. Do tego mój wnuk Alan Porębski (to ten najmłodszy na boisku zawodnik z numerem 99 :)) chodzi do przedszkola w Zembrzycach, gdzie jego wychowawczynią jest mama Grzegorza. To była najlepsza motywacja do przeprowadzenia spotkania. Także to, że pomożemy chłopakowi, który pochodzi z Zembrzyc, krajanowi - przyznaje Suwada.
- Od stycznia nie było dnia, żebym czegoś nie zrobił dla tego meczu. Ciśnienie było naprawdę duże. Ile rozmów telefonicznych przeprowadziłem? Wiele (śmiech). Na szczęście są one obecnie bardzo tanie. Mecz i w ogóle inne atrakcje, które można było zobaczyć w sobotę 4. czerwca, nie byłby możliwy, gdyby nie bezinteresowna pomoc wielu osób. Justyna Tokarz, Jola Żmija, Piotrek Talaga, Piotr Wrona, Zbyszek Fidelus, Zbyszek Wróbel czy Józek Sałapat - bez nich ta impreza nie doszłaby do skutku. Dziękuję każdej osobie zaangażowanej w akcję dla Grześka - mówi.
Rok temu na zaproszenie Janusza Suwady do Zembrzyc ( ZOBACZ: "Spotkałem mamę Lenki i..." - w czerwcu piłkarska uczta w Zembrzycach ZOBACZ: Zembrzyce. Zagrali dla Lenki). przyjechało wielu zawodników znanych z występów na boiskach ekstraklasy czy reprezentacji Polski, ale głównie w przeszłości. - W tym roku chciałem zrobić coś innego. Zwłaszcza miałem ma uwadze młodszych kibiców, żeby mogli zobaczyć w akcji zawodników, którzy teraz grają w najwyższej klasie rozgrywkowej. Do Zembrzyc przyjechali bracia Mak, chociaż Michał nie mógł zagrać, bo dopiero co wyleczył kontuzję, Łukasz Burliga, Radosław Murawski, Maciek Iwański czy Rafał Grodzicki. Do tego chciałem zrobić też niespodziankę klubom z naszego powiatu i do reprezentacji zaprosić piłkarzy z każdego klubu - wylicza Suwada.
I tak dzięki temu kibice w Zembrzycach mogli zobaczyć gole zdobywane przez Adriana Sikorę, Marcina Kuźbę czy Mateusza Maka. Po stronie reprezentacji Powiatu Suskiego na listę strzelców wpisali się Kacper Burliga (wykorzystał nieporozumienie w obronie w szeregach Gwiazd Ekstraklasy i przelobował Jarosława Gąstałę), Paweł Mentel (świetne uderzenie z rzutu wolnego) i Szymon Sałaciak (niespodziewanie pojawił się na boisku w drugiej połowie, sam pewnie nie wiedział przed meczem, że taką szansę otrzyma ;). W najważniejszej próbie - strzale z rzutu karnego wykonywanego z piątki w tym przypadku, zachował zimną krew i nie pomylił się). - Każdy kto chociaż trochę interesuje się piłką widział, po czyjej stronie była przewaga jeżeli chodzi o poruszanie się na boisku, przyjęcie piłki, technikę. Dla wielu młodych widzów była to także szansa do przekonania się, że z naszego powiatu też można się wybić na boiska ekstraklasy, tak jak to zrobili Michał i Mateusz Makowie, Łukasz Burliga - dodaje Suwada.
- Nazwę charytatywna traktuję dosłownie. Najważniejszą sprawą było jak zainwestować jak najmniej pieniędzy w tę akcję. Pamiętam rok temu, jak jedna z osób powiedziała mi, po co przejmuję się np. poczęstunkiem, skoro można zamówić catering (śmiech) Nie. Na spotkaniu organizacyjnym poprosiłem jedne panie z koła gospodyń o upieczenie ciast, inne o przygotowanie kolacji - mówi Janusz Suwada.
- Dopiero we wtorek, kiedy spotkam się z mamą Grześka i przedstawicielką Urzędu Gminy w Zembrzycach, podliczymy pieniążki i je przekażemy, będę mógł się wyluzować. Obojętnie ile to będzie środków, mam jednak satysfakcję - przyznaje Janusz Suwada.
Dzień po meczu, w niedzielę w kościele, ludzie zaczepiali Janusza Suwadę z jednym de facto pytaniem... - Czy żyję (śmiech). Przyznam szczerze, że nawet nie bardzo miałem czas, żeby patrzeć się w trakcie meczu dookoła na trybuny, ilu ludzi przyszło. Pewnie jakbym wyszedł przed stadion i zobaczył ilość samochodów, to bym mniej więcej wiedział (śmiech). Szkoda, że nie wszyscy przyjechali na mecz, np. odbierałem na bieżąco smsy od Maćka Żurawskiego, który w tym samym czasie był na imprezie charytatywnej w Zakopanem i pisał, że się ona przeciąga i chyba nie da rady dojechać. To mój drugi i na razie ostatni mecz charytatywny. Z drugiej strony jest takie powiedzenie "nigdy nie mów nigdy nie" - dodał na zakończenie Janusz Suwada, główny organizator meczu "Gwiazdy Ekstraklasy kontra Reprezentacja Powiatu Suskiego".
ZOBACZ TAKŻE: Mateusz Mak: Jak najwięcej pieniążków dla Grześka / www.sucha24.pl
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze